Polska gospodarka przyspiesza i to nie tylko na papierze. Grudniowe dane o produkcji przemysłowe są szokująco pozytywne, a do tego dochodzi jeszcze ożywienie na rynku kredytów hipotecznych. jeżeli ktoś patrzy na polską gospodarkę przez pryzmat podwyższonych historycznie stóp procentowych i słabej gospodarczo Europy, to przegapia moment, w którym niesamowicie się nakręcamy.
Ale w tym Gospodarczym Przeglądzie Wydarzeń będzie też o spółkach. O wynikach inpostu, który udowadnia, iż jest gigantem. O Kruku, który zdecydował na wywrócenie swojego biznesu do góry nogami. O Artifex Mundi, które przypomniało sobie, iż potrafi rosnąć oraz o drożejącej stali, która ma szansę napędzić wyniki kilku podmiotów.
Będzie naprawdę sporo mięsa. Zapraszam,
Polska gospodarka przyspiesza. GPW już reaguje, co to oznacza dla akcji?
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44
Polska gospodarka łapie tempo
Gdyby patrzeć wyłącznie na nagłówki o wysokich stopach, niepewności globalnej i słabym przemyśle w Europie, łatwo byłoby przegapić to, co dzieje się tu, na miejscu. Tymczasem dane z końcówki roku i początku nowego jasno pokazują jedno. Polska gospodarka przyśpiesza.
Najmocniejszym sygnałem są twarde dane z grudnia. Produkcja przemysłowa wzrosła o 7,3% rok do roku, podczas gdy rynek liczył na okolice 3%. To nie było drobne pobicie prognoz, tylko solidne zaskoczenie. Część tego efektu można tłumaczyć korzystnym układem kalendarza i niską bazą sprzed roku, ale to nie wyjaśnia wszystkiego. Po oczyszczeniu z czynników sezonowych produkcja urosła o 2,1% miesiąc do miesiąca, czyli realnie odrobiła wcześniejsze spadki. To pokazuje, iż przemysł faktycznie złapał oddech.

Równie pozytywnie zaskoczyło budownictwo. Produkcja budowlano montażowa wzrosła w grudniu o 4,5% rok do roku, podczas gdy konsensus zakładał stagnację na tym samym poziomie.
Jak na otoczenie, w którym wiele europejskich gospodarek wciąż balansuje na granicy stagnacji, to wynik co najmniej solidny.
Oczywiście warto tonować hurraoptymizm. Produkcja przemysłowa w ostatnich miesiącach była bardzo zmienna. Po świetnym wrześniu przyszły słabsze październik i listopad, więc grudzień można interpretować zarówno jako powrót do trendu, jak i odreagowanie wcześniejszej słabości. Do tego dochodzi specyfika grudnia, gdzie święta potrafią zaburzyć normalny rytm pracy. Ale choćby po uwzględnieniu tych zastrzeżeń trend pozostaje dodatni. Coraz wyraźniej widać jednak, iż wszystkie trzy główne silniki popytu, czyli konsumpcja krajowa, inwestycje i popyt zagraniczny, zaczynają ciągnąć gospodarkę do góry.
Kolejnym istotny element to nastroje. Konsumenci nie są euforyczni, ale też nie ma załamania. Skłonność do zakupów rośnie, choć jednocześnie widać większe obawy o rynek pracy i sytuację kraju. To pokazuje typowy rozdźwięk między bieżącymi decyzjami a ogólnym poczuciem niepewności. Ludzie kupują, ale niekoniecznie czują się bardzo pewnie co do przyszłości.
Znacznie ciekawiej wyglądają nastroje firm. Po latach odbudowy, która była niepełna i dość ospała, początek 2026 roku przyniósł wyraźny skok sentymentu. W większości sektorów wskaźniki koniunktury są najwyższe od kilku lat. To ważne, bo nastroje przedsiębiorstw zwykle dobrze korelują z przyszłą aktywnością gospodarczą. Firmy widzą popyt, planują produkcję i są bardziej skłonne do inwestowania.

Polska gospodarka nie tylko dobrze zamknęła 2025 rok, ale też wchodzi w nowy rok z lepszym momentum.
Hipoteki wracają do gry
Mocna końcówka roku dotknęła również rynku kredytów hipotecznych. Grudzień zwykle kojarzy się z choinką, prezentami i zamykaniem roku, a nie z bieganiem po bankach. Tym razem było inaczej. Końcówka 2025 roku okazała się jedną z najmocniejszych w historii rynku kredytów hipotecznych, jeżeli spojrzymy na nią bez „dopalaczy” w postaci programów dopłat.
Z danych BIK wynika, iż w grudniu wnioski o kredyt mieszkaniowy złożyło prawie 33,5 tys. osób. To wprawdzie mniej niż w listopadzie, ale grudzień zawsze jest miesiącem sezonowo słabszym. najważniejsze jest porównanie rok do roku. W przeliczeniu na dzień roboczy o kredyt wnioskowało średnio 1674 osób, czyli niemal 29% więcej niż w grudniu 2024 roku. Lepsze końcówki roku zdarzały się tylko wtedy, gdy rynek był napędzany wygasającymi programami dopłat. Bez tego typu anomalii grudzień 2025 był najlepszy od co najmniej dekady.

Drugi rekord padł w kwotach. Przeciętny wniosek kredytowy opiewał na prawie 488 tys. zł, co oznacza wzrost o blisko 10% rok do roku. Działo się to przy relatywnie stabilnych cenach mieszkań, co sugeruje, iż kupujący nie tyle „przepłacają”, co częściej decydują się na większe lub lepsze lokale, wykorzystując poprawę dostępności finansowania i szeroką ofertę na rynku.
Za tym ożywieniem stoi kilka czynników. Od 2023 roku sytuację stopniowo poprawiały rosnące wynagrodzenia, zmiany regulacyjne i bardziej elastyczna polityka banków. Kluczowym momentem były jednak obniżki stóp procentowych rozpoczęte w maju 2025 roku. Oprocentowanie hipotek spadło do 5–6%, co realnie przywróciło kredyty mieszkaniowe „pod strzechy”.
Część popytu to oczywiście refinansowanie droższych kredytów z lat 2022–2023, ale to nie wszystko. Świadczy o tym szybki wzrost przeciętnej kwoty wniosków oraz przyspieszenie wzrostu salda złotowych kredytów mieszkaniowych.
Stal – drożej, ale nie dla wszystkich
Przyspieszenie zaliczył też rynek stali, któryznów zaczyna się ruszać, a wraz z nim pojawia się klasyczne pytanie inwestorów i przedsiębiorców. Czy droższa stal to dobra wiadomość, czy raczej kolejny problem do przerzucenia na klientów? Odpowiedź, jak zwykle, brzmi: to zależy. I to bardzo konkretnie od tego, w którym miejscu łańcucha wartości ktoś stoi.
Zacznijmy od tego, skąd w ogóle biorą się oczekiwania wzrostu cen. Od początku 2026 roku w Unii Europejskiej obowiązuje system CBAM, czyli podatek graniczny nakładany na import wyrobów stalowych produkowanych w wysokoemisyjny sposób. Do tego dochodzą planowane zmiany w ochronie rynku, w tym ograniczenie kontyngentów choćby o połowę i podniesienie ceł z 25 do 50%. W tle pojawiają się też koncepcje local contentu i preferowania stali produkowanej w UE przy zamówieniach publicznych. W takim otoczeniu producenci w Polsce zapowiedzieli podwyżki już od lutego.
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak idealny scenariusz dla hut. Wyższe ceny, ochrona rynku, potencjalnie większy popyt w przetargach publicznych. Problem w tym, iż koszty po stronie producentów w Polsce są wyjątkowo wysokie. Energia elektryczna jest droga, opłaty sieciowe i regulacyjne należą do najwyższych w UE, a całkowity koszt prądu dla hut bywa choćby kilkukrotnie wyższy niż w USA czy Chinach. Kraje takie jak Niemcy czy Francja stosują szerokie ulgi dla przemysłu energochłonnego, czego w Polsce wciąż brakuje. To oznacza, iż choćby przy wzrastających cenach stali konkurencyjność polskich hut pozostaje ograniczona.
Dochodzi do tego czynnik wschodni. Ukraina wprowadziła restrykcje na eksport złomu, co sztucznie zwiększa jego podaż na rynku wewnętrznym i obniża koszty surowcowe tamtejszych producentów. Dla hut w UE, w tym w Polsce, to realny problem, bo złom jest kluczowym surowcem zwłaszcza dla pieców elektrycznych, które w naszym kraju mają duży udział w produkcji.
Zupełnie inny obraz wyłania się, gdy spojrzymy na dystrybutorów stali. Oni też mogą być beneficjentami wzrastających cen. Mechanizm jest prosty. Kupują stal wcześniej po niższych cenach, magazynują ją, a gdy ceny rynkowe idą w górę, sprzedają zapasy z marżą liczona od nowej, wyższej ceny. Ten tak zwany efekt zapasów potrafi bardzo gwałtownie poprawić wyniki finansowe.
Spółki takie jak Bowim historycznie wykazują wysoką korelację wyników z cyklem cen stali. Przy gwałtownych wzrostach cen ich marże potrafią skokowo rosnąć. W przypadku Bowimu sam styczeń przyniósł wzrost cen akcji o niemal 20%.

Jednak pomimo opisanych problemów producenci również zyskają. Cognor, jako czysty producent stali wchodzi właśnie w obszar bardziej wyspecjalizowanych produktów. Przy wyższych cenach i rosnących wolumenach to tworzy korzystną dźwignię operacyjną. Od początku roku spółka dała zarobić już 7%.

W tle warto też pamiętać o globalnym kontekście. Chiny produkują dziś mniej stali niż kilka lat temu, głównie przez kryzys w budownictwie, podczas gdy rośnie znaczenie aluminium w zielonej transformacji. To sprzyja ograniczeniu globalnej podaży.
Kruk porządkuje imperium
Zmieniamy temat i lecimy do Kruka, który przechodzi reorganizację formalno-prawną!
Wyobraź sobie, iż jedna firma jednocześnie kupuje portfele długów i jest maszyną do ich odzyskiwania. Da się tak działać, Kruk działa tak od lat, ale gdy skala rośnie, taka konstrukcja zaczyna ciążyć. I właśnie dlatego spółka ogłosiła uporządkowanie grupy.
Kruk chce przebudować strukturę tak, żeby na samej górze była spółka giełdowa, pełniąca rolę inwestora, a niżej podmioty operacyjne odpowiedzialne za obsługę i windykację portfeli. Zarząd tłumaczy to zmianą charakteru biznesu. Na początku Kruk był głównie serwisantem, czyli odzyskiwał cudze długi i zarabiał na prowizjach. Z czasem coraz więcej kupował złe długi na własny rachunek, czyli inwestował w portfele, a dopiero potem monetyzował je przez odzysk należności. W pewnym momencie waga przechyliła się tak mocno, iż dziś inwestycje są ważniejsze niż sam serwis.

Najlepiej widać to na przykładzie Francji, gdzie Kruk ogranicza się już do roli inwestora, a odzyskiwanie zleca zewnętrznym podwykonawcom. To symbolicznie pokazuje, jak spółka postrzega siebie dziś. Bardziej jako inwestor w portfele wierzytelności, mniej jako klasyczną firmę windykacyjną.
Od strony technicznej reorganizacja ma się oprzeć na przeobrażeniu Kruka w Alternatywną Spółkę Inwestycyjną, czyli ASI. Kluczowym mechanizmem ma być podział przez wyodrębnienie, który ma oddzielić działalność operacyjną od części finansowej związanej z obsługą obligacji, których ASI nie może posiadać ze względu na ograniczenia ustawowe. Równolegle ma zostać powołana spółka Kruk ASI, a później, po uzyskaniu zgód, dojdzie do połączenia Kruk S.A. z Kruk ASI i powstania Kruk ASI S.A. Z perspektywy akcjonariusza ma to być kosmetyka w najlepszym sensie. Na rachunku maklerskim zmieni się jedynie nazwa, ale pod spodem zostaje ten sam biznes, tylko inaczej ułożony.

Co spółka chce w ten sposób ugrać. Po pierwsze, zarząd mówi o nowych źródłach finansowania. Biznes jest kapitałochłonny, bo żeby zarabiać, trzeba najpierw kupić portfele złych długów, najczęściej od banków. Koszt kapitału ma więc znaczenie dla wyników. Dziś Kruk finansuje się głównie kredytem i emisją obligacji, a status ASI ma ułatwić dotarcie do szerszego grona inwestorów, bo to bardziej ustandaryzowana struktura prawna w skali międzynarodowej. W teorii daje to szansę na lepsze warunki finansowania i niższy średni koszt kapitału.
Po drugie, spółka chce uruchomić niewielki fundusz inwestycyjny podwyższonego ryzyka, działający w Polsce i Rumunii. To rynki, na których Kruk ma mocną pozycję i gdzie, jak mówi zarząd, potencjał dalszego wzrostu core biznesu jest już ograniczony. Fundusz ma mieć wartość 0,2 mld PLN i do 2029 roku inwestować w małe spółki fintech i start-upy z obszaru finansów. Dla skali porównania, w tym samym okresie Kruk planuje zainwestować 15 mld PLN w portfele wierzytelności. To pokazuje, iż działalność venture jest małym dodatkiem, nie nowym rdzeniem firmy. Cały proces reorganizacji ma potrwać około 2 lat.

Rynek początkowo trochę się wystraszył i pojawiły się choćby komentarze o tym, czy to nie jest ucieczka od core biznesu, ale jak sami wiedziecie skala tych inwestycji podwyższonego ryzyka jest tak niewielka, iż ciężko tu mówić o jakiejś ucieczce. To raczej mini opcja na przyszłość.
No i zostaje pytanie czy to news, który wyznaczył dołek korekty? Kruk ostatnio zaliczył 10% spadku od historycznego szczytu, a dzień po tym newsie kurs wrócił do wzrostów i zaliczył pierwszą sesję na zielono od dwóch tygodni.

Ten komunikat nie zmienia fundamentów Kruka, ale może działać jak sygnał, iż spółka dojrzewa do roli inwestora i porządkuje strukturę pod dalszy rozwój.
Artifex Mundi i odbudowa zaufania
Inwestorom o tym, iż potrafi rosnąć przypomniał też ostatnio Artifex Mundi. Jeszcze rok temu ta spółka była podręcznikowym przykładem, jak gwałtownie rynek potrafi stracić zaufanie. Jedna sesja, kilkanaście procent w dół, chaos komunikacyjny i zarząd, który wyglądał, jakby sam nie był pewien, dokąd zmierza. Dziś Artifex Mundi znów pojawia się na radarach inwestorów. I pytanie brzmi nie czy, tylko dlaczego rynek nagle sobie o niej przypomniał.
Przypomnę tylko, iż do publicznego portfela emerytalnego XTB też wleciała ostatnio jedna spółka gamingowa – Bloober. Ten został założony w październiku 2025 roku. Co miesiąc wpada do niego 2500 zł, a w tej chwili od początku stycznia kasa się trochę kisi. Czas na zakupy. W portfelu są w tej chwili akcje GPW, Asseco, MSCI oraz ETF na półprzewodniki i Bloober. Cały portfel daje… ponad 16% zysku. Nieźle jak na 3 miesiące. Za chwilę start nowego miesiąca, więc znowu kupię coś ciekawego. Częściowo zainspirowany raportem XTB o 2026 roku, który przygotowali dla was do pobrania bezpłatnie.
Sporo tam przemyśleń o tym, w którą stronę może pójść rynek w 2026 roku. To nie jest instrukcja „co kupić”, tylko materiał do myślenia w takim otoczeniu jak obecne. Naprawdę przydatny materiał
A wracając do Artifex Mundi. Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do listopada 2024 roku i dodać słowo kontekstu, iż Artfifex zajmuje się produkcją gier mobilnych. To w listopadzie 2024 roku doszło do prawdziwego załamania zaufania. Spółka była po solidnej przecenie, a na papierze wyglądała wręcz atrakcyjnie. Problem polegał na tym, iż zarząd skutecznie podcinał własną wiarygodność. Najpierw zamieszanie wokół nowej gry RPG. Inwestorzy słyszeli, iż projekt idzie świetnie, ale jednocześnie spółka zdecydowała się przesunąć premierę i zrezygnować z marketingowego ujawnienia gry w 2025 roku.

Do tego doszła historia ze skupem akcji własnych. Program ruszył w sierpniu 2024 roku, a już po trzech miesiącach został wstrzymany. Sam skup nie był duży, ale nagła zmiana decyzji wywołała lawinę spekulacji. Czy spółka potrzebuje gotówki? Czy spodziewa się gorszych wyników? A może nowa gra wymaga większych nakładów, bo coś idzie nie tak? Zarząd tłumaczył to sytuacją na rynku reklamowym, rosnącymi kosztami pozyskiwania nowych graczy i potrzebą utrzymywania większych rezerw finansowych. Problem w tym, iż komunikat pojawił się w fatalnym momencie.
Jakby tego było mało, rynek dowiedział się, iż członek zarządu sprzedał około 22 tysiące akcji, czyli mniej więcej 3,6% swojego pakietu, i to w dużej części tuż przed ogłoszeniem informacji o wstrzymaniu skupu. Dla wielu inwestorów był to sygnał nie do obrony. W efekcie kurs w trakcie dnia tracił choćby 27%, a sentyment do spółki załamał się błyskawicznie.

I co dalej? Przez ponad rok nic spektakularnego się nie działo. Kurs kisił się w konsolidacji, spółka była praktycznie zapomniana, a temat Artifex Mundi zniknął z dyskusji rynkowych. Aż do stycznia 2026 roku.
15 stycznia zarząd poinformował o rozpoczęciu działań marketingowo promocyjnych nowej gry Void Hunters. Tym razem komunikat był prosty i konkretny. Spółka wychodzi z fazy czysto wewnętrznego rozwoju i zaczyna pokazywać projekt światu. Rusza Discord, pojawia się wersja alpha dla ograniczonej grupy graczy, a marketing ma być prowadzony etapowo i adekwatnie do stanu projektu.
Reakcja rynku była natychmiastowa. Akcje urosły o około 4% na jednej sesji i zapoczątkowały noworoczny rajd cenowy, który wyniósł cenę akcji o 30% w górę.

Artifex Mundi nie stał się nagle inną spółką, ale zaczyna pokazywać grę i pozwala jej bronić się samej.
InPost wchodzi w dorosłość
Na sam koniec jeszcze inpost, który pokazał swoje wyniki. jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy InPost to już dojrzały, międzynarodowy gracz, to dane za 2025 rok je rozwiewają. Spółka nie tylko pobiła własne rekordy, ale zrobiła to w sposób, który pokazuje, iż jej model biznesowy działa w skali europejskiej.
Zacznijmy od wolumenów, bo one najlepiej oddają tempo wzrostu. W całym 2025 roku Grupa InPost dostarczyła niemal 1,4 mld paczek, co oznacza wzrost o 25% rok do roku. Czwarty kwartał był jeszcze mocniejszy. 417,6 mln przesyłek to wzrost o 30% r/r, a w najbardziej pracowitym dniu sezonu firma obsłużyła w Europie aż 15 mln paczek. To pokazuje, iż system jest w stanie wytrzymać ekstremalne obciążenia, co w logistyce jest kluczowe, bo przekłada się na doświadczenie użytkownika, który raz zniechęcony może odwrócić się na pięcie.

Geografia wzrostu też mówi dużo. Polska pozostaje największym rynkiem, z wolumenem 763,1 mln paczek w całym roku i wzrostem o 8% r/r. To już nie są spektakularne dynamiki, ale przy tej skali trudno ich oczekiwać. Znacznie ciekawiej wygląda strefa euro, gdzie wolumen urósł o 17%, ale prawdziwym game changerem jest jednak Wielka Brytania. Tam InPost dostarczył w 2025 roku niemal trzykrotnie więcej paczek niż rok wcześniej. Już w pierwszy 9 miesiach 2025 roku InPost generował ponad połę przychodów poza granicami Polski.

Ten skok w UK nie wziął się znikąd. najważniejsze było przejęcie Yodela w kwietniu 2025 roku. To jedna z największych transakcji w historii spółki, warta ponad pół miliarda złotych, dająca InPostowi pełną kontrolę nad brytyjskim operatorem automatów paczkowych. Od strony operacyjnej InPost dostał dzięki temu gotową skalę, sieć i dostęp do rynku, który wcześniej był dla niego trudny do szybkiego zbudowania od zera.
Równolegle rosła infrastruktura. Na koniec 2025 roku sieć out of home liczyła 94,5 tys. punktów, w tym 61 tys. Paczkomatów. W ciągu roku uruchomiono 14,2 tys. nowych maszyn, co oznacza wzrost o 30% r/r. W Polsce liczba Paczkomatów przekroczyła 28 tys., w strefie euro jest ich ponad 19 tys., a w Wielkiej Brytanii sieć zbliżyła się do 14 tys. To ważne, bo InPost konsekwentnie buduje przewagę w modelu OOH, który jest tańszy, bardziej skalowalny i wygodniejszy dla klientów niż klasyczna dostawa do drzwi.

Nie obyło się jednak bez łyżki dziegciu. Wzrost wolumenów w Polsce w czwartym kwartale, na poziomie 5% r/r, był niższy od wcześniejszych zapowiedzi. Częściowo spółka tłumaczy to wysoką bazą z końcówki 2024 roku i możliwym wpływem sporu z Allegro, które coraz mocniej promuje własną sieć automatów. Spór trafił do sądu arbitrażowego, a jego rozstrzygnięcie ma nastąpić dopiero w czwartym kwartale 2026 roku. Niezależnie jednak od rozstrzygnięcia, Allegro nie zaprzestanie budowy własnej sieci automatów paczkowych.
Allegro nieustannie odbiera InPostowi udziały w rynku, ale prawda jest też taka, iż ciężko było oczekiwać, iż InPost wiecznie będzie grał w tą grę bez żadnych poważnych konkurentów. choćby jeżeli Allegro się uniezależni od InPostu, to nie oznacza katastrofy dla całego biznesu.

Wyniki za 2025 rok pokazują, iż InPost ma skalę, tempo i infrastrukturę, żeby dalej rosnąć, choćby jeżeli w Polsce pojawiają się tarcia.
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na:
https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44
Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

7 godzin temu







