Polska w legislacyjnym klinczu wokół krypto. Senat podbija stawkę, rynek ostrzega

15 godzin temu

Decyzja Senatu o przyjęciu ustawy o rynku kryptoaktywów z poprawką podnoszącą maksymalną opłatę nadzorczą dla sektora do 0,5% ponownie otwiera spór o kształt polskich regulacji wdrażających unijne rozporządzenie MiCA. W praktyce oznacza to powrót ustawy do Sejmu, a następnie – jeżeli Sejm przyjmie wersję senacką – ponowne skierowanie jej do podpisu Prezydenta. To scenariusz, który według części ekspertów i branży nie usuwa źródeł niepewności prawnej, a jedynie wydłuża okres „przejściowej” niestabilności regulacyjnej.

Co dokładnie zrobił Senat i dlaczego to kluczowe

Senat przyjął ustawę wraz z poprawką podnoszącą maksymalną opłatę na rzecz Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) do 0,5% przychodów podmiotów z rynku kryptoaktywów (w miejsce poziomu 0,1%, który wcześniej przyjął Sejm). Zgodnie z relacją z prac izby wyższej, opłata ma nie być pobierana w pierwszym roku obowiązywania ustawy, a w kolejnych latach ma być ustalana w oparciu o realne koszty nadzoru – rząd argumentuje, iż zbyt niski limit mógłby uniemożliwić pokrycie kosztów regulacyjnych.

W tym samym głosowaniu Senat odrzucił pakiet kilkunastu innych poprawek, m.in. dotyczących odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody wynikłe z ewentualnych blokad oraz rozwiązań odnoszących się do blokowania domen.

Dlaczego to wraca na biurko Prezydenta (i co było osią sporu)

Z punktu widzenia procesu politycznego sprawa jest szczególnie napięta, bo – jak podają media i depesze – zasadniczy trzon obecnej wersji jest tożsamy z ustawą zawetowaną wcześniej przez Prezydenta. Weto uzasadniano m.in. ryzykiem „nadregulacji” i nieproporcjonalności części narzędzi nadzorczych, zwłaszcza tych związanych z blokowaniem dostępu do wybranych usług w internecie.

KNF i „twarde narzędzia”: domeny, sankcje, wstrzymanie ofert

Ustawa ma zapewnić stosowanie MiCA w polskim porządku prawnym, wskazuje KNF jako organ nadzoru i daje jej instrumenty ingerencji w rynek – od możliwości wstrzymywania i zakazywania ofert publicznych kryptoaktywów, przez sankcje wobec emitentów i pośredników, aż po rejestr nieuczciwych domen i mechanizmy ograniczania dostępu do stron wykorzystywanych do działalności naruszającej przepisy.

To właśnie zestawienie szerokich kompetencji administracyjnych z wysokimi kosztami (zwłaszcza dla mniejszych podmiotów) jest osią krytyki branży.

Głos branży: „zamiast prostego wdrożenia MiCA – zaostrzenie i koszty”

Decyzja Senatu niestety potwierdza to, przed czym branża ostrzegała od miesięcy: zamiast prostego wdrożenia MiCA mamy do czynienia z dalszym zaostrzaniem
przepisów i dokładaniem kolejnych obciążeń. Podniesienie opłaty nadzorczej do 0,5% oraz uzależnienie jej od zobowiązań emitenta sprawia, iż część projektów tokenowych i firm technologicznych zwyczajnie nie będzie w stanie działać w Polsce w sposób konkurencyjny. Równocześnie utrzymano bardzo szerokie uprawnienia administracyjne KNF, w tym możliwość blokowania stron internetowych, co budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia pewności prawa i proporcjonalności regulacji – skomentował Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange.

Te argumenty korespondują z tym, co opisują media: Senat de facto przywraca wyższy limit opłaty, cofając rozwiązanie obniżające ją dla emitentów tokenów, które wcześniej przeszło w Sejmie.

MiCA już jest, Polska wciąż „dostawia elementy”

MiCA (Markets in Crypto-Assets) obowiązuje jako rozporządzenie UE i tworzy jednolite ramy dla emisji, obrotu oraz usług krypto w Unii. Polska ustawa jest potrzebna przede wszystkim do wyznaczenia organu nadzoru, procedur i narzędzi egzekucyjnych oraz doprecyzowania krajowych mechanizmów wykonawczych.

W tej logice spór nie dotyczy „czy regulować”, tylko „jak mocno” – i czy krajowe rozwiązania nie wychodzą poza standard niezbędny do skutecznego działania MiCA.

Idź do oryginalnego materiału