Polskie spółki wchodzą do europejskiej elity. Setki milionów mogą popłynąć na GPW!

2 godzin temu

W tym materiale naprawdę sporo dzieje się na polskim rynku kapitałowym. Polskie spółki właśnie wchodzą do europejskiej pierwszej ligi, ponieważ kilka firm z GPW trafi do prestiżowego indeksu Stoxx Europe 600. To z pozoru techniczna decyzja indeksowa, ale w praktyce może oznaczać setki milionów złotych nowego kapitału z zagranicy napływającego na polską giełdę.

Do tego Bloober Team stawia bardzo odważny zakład o swoją przyszłość i mówi inwestorom wprost: albo potroimy wartość spółki, albo zarząd nie dostanie nagrody.

Pokażę wam też jedną rzecz, która bardzo mi się podoba w strategii LPP, oraz coś, co niestety znowu przypomina inwestorom, jak wygląda życie ze spółkami Skarbu Państwa.

Na koniec zajrzymy do trzech technologicznych spółek z GPW, które ostatnio dostały mocno po głowie przez strach przed sztuczną inteligencją — i sprawdzimy, czy ten strach przed AI był w ogóle uzasadniony.

Zaczynamy.

Polskie spółki wchodzą do europejskiej elity. Setki milionów mogą popłynąć na GPW!

Załóż konto w XTB z kodem DNARYNKOW
Odbierz bezpłatny kurs inwestowania dla początkujących.
Załóż konto

Polskie spółki wchodzą do indeksu Stoxx Europe 600

Zacznijmy od sukcesów! Oto polskie spółki właśnie awansowały do europejskiej pierwszej ligi, co dla wielu inwestorów oznacza szansę na większe zagraniczne pieniądze napływające na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Z najnowszego komunikatu dowiedzieliśmy się, iż po sesji 20 marca skład prestiżowego indeksu Stoxx Europe 600 ulegnie zmianie. Wśród jedenastu nowych podmiotów, które zasilą to zestawienie, znalazło się aż pięć firm z naszego regionu: Benefit Systems, ING Bank Śląski, Tauron, Żabka oraz Czechoslovak Group (CSG). W tej rundzie żadna dotychczasowa polska spółka nie opuszcza indeksu, co oznacza solidny wzrost reprezentacji polskich firm w jednym z najważniejszych indeksów europejskich.

O indeksie Stoxx Europe 600 można myśleć jak o „biznesowej reprezentacji Europy”. Skupia on 600 firm o różnej wielkości — małych, średnich i dużych — z 17 krajów. Dla globalnych inwestorów instytucjonalnych jest on głównym punktem odniesienia. jeżeli chcą zainwestować w Europie, bardzo często patrzą właśnie na Stoxx 600. Wejście do tego grona to dla spółki nie tylko prestiż, ale także potencjalny zastrzyk kapitału oraz większe zainteresowanie ze strony globalnych funduszy.

Najważniejszym powodem, dla którego kursy akcji mogą rosnąć po takim ogłoszeniu, jest tak zwany pasywny popyt inwestycyjny. Na dzisiejszym rynku działają gigantyczne fundusze typu ETF oraz fundusze indeksowe. Ich menedżerowie nie analizują każdego dnia, czy warto kupić akcje Tauronu czy Żabki. Oni mają prostą instrukcję: „Mój fundusz musi odzwierciedlać indeks Stoxx Europe 600 jak najlepiej”.

Kiedy więc 20 marca te spółki oficjalnie pojawią się w indeksie, dziesiątki funduszy na całym świecie będą regularnie kupować te akcje. To nie jest kwestia sympatii do danej marki, ale wymóg techniczny. Jak wyliczają analitycy z Trigon DM, ten pasywny popyt może być bardzo konkretny:

  • Benefit Systems, Tauron i Żabka: około 80–100 mln zł napływu kapitału każda
  • ING Bank Śląski oraz CSG: choćby około 150 mln zł na spółkę

Poza bezpośrednim dopływem kapitału wejście do indeksu znacząco poprawia też płynność akcji. Na rynku będzie po prostu „gęściej” od zleceń kupna i sprzedaży. Większa płynność przyciąga większe fundusze. jeżeli zarządzasz naprawdę dużymi pieniędzmi, to najczęściej właśnie płynność ogranicza twoje pole manewru, bo nie zbudujesz dużej pozycji w mało płynnej spółce — więc choćby na nią nie patrzysz i jej nie analizujesz.

Tak czy inaczej, to kolejny pozytywny punkt dla rozwoju polskiego rynku kapitałowego i GPW.

Może kiedyś do takiego indeksu trafi na przykład Bloober Team, który właśnie ogłosił bardzo ambitny program motywacyjny.

Bloober Team stawia ambitny zakład o przyszłość

Krakowskie studio, znane z mrocznych horrorów psychologicznych, zwołało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie na 26 marca. Cel jest jeden: uchwalenie programu motywacyjnego, który ma sprawić, iż kluczowi menedżerowie będą grali dokładnie do jednej bramki z akcjonariuszami.

Poprzeczka wisi jednak bardzo wysoko. Albo będą wyniki, albo nie będzie nagrody.

Program zakłada emisję do 3,4 mln nowych akcji, co stanowi aż około 18% w tej chwili wyemitowanych akcji spółki. Aby połowa tego pakietu trafiła do zarządu, kapitalizacja spółki — czyli to, ile cała firma jest warta na giełdzie — musi do końca 2028 roku przekroczyć 1,2 miliarda złotych.

Żebyście mieli punkt odniesienia: w tej chwili Bloober Team jest wyceniany na około 444 mln zł. Mówimy więc o niemal trzykrotnym wzroście wartości spółki.

Drugi warunek dotyczy wyników finansowych. Spółka chce wypracować w latach 2026–2029 co najmniej 500 mln zł skumulowanej EBITDA.

Porównajmy te ambicje z historią: przez ostatnie cztery lata Bloober wygenerował 123 mln zł EBITDA. Skok do 500 mln zł oznacza więc wzrost o ponad 300%.

Możecie zapytać: „Zaraz, skoro firma wyemituje nowe akcje, to czy moje udziały nie stracą na wartości?”. Tak — będziesz mieć ich po emisji procentowo mniej. Jednocześnie jednak w teorii będą one warte choćby trzy razy więcej niż obecnie, ponieważ akcje powstaną tylko wtedy, gdy firma dowiezie obiecane wyniki.

Dodatkowo menedżerowie nie będą mogli od razu sprzedać nowych akcji. Otrzymają trzyletni lock-up. To istotny sygnał dla rynku: „Wierzymy w długofalowy sukces spółki i nie uciekamy z gotówką przy pierwszej okazji”.

Jak Bloober chce osiągnąć te cele?

Strategia opiera się na dwóch filarach:

  1. First party – dwa własne zespoły pracują nad dużymi horrorami single-player. Największe nadzieje budzi tajemniczy Project H, który ma być najbardziej ambitnym i komercyjnym tytułem w historii studia.
  2. Second party – segment realizowany przez Broken Mirror Games, gdzie Bloober współpracuje z zewnętrznymi studiami, dzieląc się doświadczeniem i wsparciem produkcyjnym.

Firma wyciąga wnioski z przeszłości. Po mniejszych projektach studio stawia teraz na większą skalę produkcji. Przykładem jest niedawno ogłoszone Layers of Fear 3, które nie będzie już klasycznym „symulatorem chodzenia”, jak poprzednie części tej serii. Twórcy obiecują znacznie więcej rozgrywki i mechanik.

Bloober Team komunikuje to bardzo jasno: kończymy z byciem „małym studiem od horrorów”. Teraz celem jest pozycja globalnego lidera gatunku horrorów w branży gier wideo.

Rynek widzi te ambicje, a ambitny program motywacyjny to wyraźny sygnał, iż zarząd jest gotowy postawić na tę kartę również własne pieniądze.

Kurs akcji zareagował pozytywnie i po kilku miesiącach spadków urósł w ubiegłym tygodniu o około 6%. Wg mnie to naprawdę niewiele, jak na ambicje studia i ich ostatnie sukcesy.

LPP inwestuje w logistykę i robotyzację magazynów

Ciekawą ścieżkę rozwoju realizuje też LPP. Spółka uruchamia zautomatyzowany magazyn logistyczny, w którym pracuje aż 1100 robotów.

Ponad tysiąc robotów pracujących razem pod jednym dachem to nowa rzeczywistość polskiego giganta odzieżowego w Rumunii. LPP Logistics właśnie uruchomiło pod Bukaresztem jedno z najnowocześniejszych centrów logistycznych w tej części Europy, stawiając na automatyzację, która budzi skojarzenia z największymi globalnymi graczami e-commerce.

Sercem tego obiektu o powierzchni 65 tysięcy metrów kwadratowych jest system PSIwms. jeżeli magazyn porównamy do organizmu, to ten system jest jego mózgiem. To on zarządza ruchem niemal 1100 robotów, sorterów i przenośników. Co to oznacza w praktyce? Cała infrastruktura, w tym linie transportowe o długości prawie kilometra, musi ze sobą idealnie współpracować, aby w ciągu godziny przygotować do wysyłki choćby 14 tysięcy paczek.

Kluczowym elementem jest tutaj magazyn wysokiego składowania. Zamiast tradycyjnych regałów mamy tu aż 630 tysięcy precyzyjnie rozmieszczonych lokalizacji, w których można pomieścić 7,5 miliona sztuk odzieży i akcesoriów. Dzięki temu spółka maksymalnie wykorzystuje dostępną przestrzeń, budując logistykę „w górę”, a nie tylko „wszerz”.

To pozwala wykorzystywać przestrzeń znacznie optymalniej niż w klasycznym magazynie, gdzie pracują głównie ludzie.

Dlaczego akurat Rumunia? Inwestycja pod Bukaresztem to strategiczny ruch. Obiekt stał się głównym centrum obsługi zamówień internetowych (fulfillment center) dla klientów z Rumunii, ale również z Bułgarii, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Grecji oraz Węgier. Dzięki temu LPP może znacząco skrócić czas dostawy zamówień w regionie. A w handlu online szybkość dostawy to dziś jeden z kluczowych czynników zdobywania klienta i zwiększania sprzedaży.

Szczególnie imponujące jest tempo wdrożenia. Cała konfiguracja i połączenie systemów informatycznych z zaawansowaną robotyką zajęły mniej niż 3,5 miesiąca. Dla firmy oznacza to szybszy zwrot z inwestycji i możliwość sprawniejszego reagowania na potrzeby dynamicznego rynku Europy Południowej.

Automatyzacja to jednak nie tylko kwestia prestiżu czy szybkości. To przede wszystkim poprawa efektywności kosztowej. Roboty pracują bez przerwy, nie popełniają błędów i pozwalają obsłużyć ponad 80 tysięcy zamówień dziennie, przy zachowaniu pełnej kontroli nad zapasami. W obliczu rosnących kosztów pracy oraz ekspansji marki na 46 rynków, takie technologiczne „dozbrojenie” logistyki staje się dla LPP fundamentem dalszego wzrostu.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Polityka i spółki Skarbu Państwa – przykład Orlenu

Żeby jednak nie popaść w przesadny samozachwyt nad polskimi sukcesami, czas dorzucić trochę polityki do odcinka. A ta… no cóż — jest jaka jest zawsze.

Ostatnie deklaracje premiera Donalda Tuska wywołały na akcjach PKN Orlen spore poruszenie — przynajmniej zaraz po ich zapowiedzi. Szef rządu jasno zadeklarował, iż choć nie może zagwarantować „nienaruszalności cen”, to Orlen użyje „narzędzi finansowych”, w tym marży, aby skoki cen ropy na światowych giełdach nie odbiły się „w sposób masywny” na kieszeniach polskich kierowców. Dla mnie to komunikat czytelny jak instrukcja obsługi: zysk tej spółki nigdy nie będzie tak istotny jak cele polityczne, które można dzięki niej osiągnąć.

Jeśli cena ropy na świecie idzie w górę, to Orlen powinien podnieść ceny na stacjach, aby zachować rentowność. jeżeli jednak rząd każe „hamować wzrosty”, Orlen musi tę marżę obniżyć — czyli po prostu zarobić mniej, a w skrajnym przypadku choćby dopłacać do interesu.

Dla mniejszych akcjonariuszy po raz kolejny potwierdza się smutna prawda o spółkach Skarbu Państwa. Inwestorzy są tu na dole drabiny priorytetów. choćby sama zapowiedź takiego manualnego sterowania cenami podważa wiarygodność rynku. A to zawsze kolejny kamyczek do tzw. „polskiego dyskonta”, czyli sytuacji, w której nasze spółki są wyceniane niżej niż ich zachodni odpowiednicy, ponieważ istnieje ryzyko, iż politycy „pożyczą” sobie ich zyski.

Tym bardziej iż w przypadku Orlenu historia pokazuje, iż takie zapowiedzi są realizowane z żelazną konsekwencją. Kurs Orlenu na razie zareagował na te deklaracje tylko bezpośrednio po ich ogłoszeniu. Mimo wszystko szkoda, iż ponownie w ogóle musimy podnosić taki temat.

Spór o finansowanie zbrojeń i rezerwy złota

A skoro już przy polityce jesteśmy, rzućmy jeszcze okiem na drugą stronę obozu. Prezes NBP Adam Glapiński razem z Prezydentem Karolem Nawrockim przedstawili plan, który w uproszczeniu brzmi tak: wykorzystajmy złoto z rezerw walutowych do sfinansowania zbrojeń zamiast korzystać z programu SAFE oferowanego przez Unię Europejską. Ponieważ zasadniczo nie przedstawiono tu jeszcze żadnych konkretów, to nie bardzo jest o czym mówić. Skupmy się więc jeszcze raz na samym programie SAFE. Fascynuje mnie bowiem to całe gadanie o tym, jak to SAFE miałby kogokolwiek od czegokolwiek uzależniać. Fetysz krwiopijczej Unii Europejskiej przez cały czas widzę aktualny w części narodu. Tak swoją drogą — choćby o wiele bardziej antyunijni Węgrzy biorą tę kasę do kieszeni. Wiecie czemu? Bo się opłaca.

Jeżeli państwo chce znacząco zwiększyć wydatki na zbrojenia, to w praktyce bardzo często potrzebuje do tego finansowania w walutach obcych.

Wynika to z bardzo prostej przyczyny: duża część sprzętu wojskowego, technologii oraz komponentów produkcyjnych pochodzi z zagranicy. choćby jeżeli część produkcji odbywa się w kraju, to często wymaga importowanych surowców, licencji czy podzespołów. Gospodarka po prostu nie jest samowystarczalna. Silny wzrost inwestycji — w tym inwestycji zbrojeniowych — prawie zawsze prowadzi do wzrostu importu. A skoro import rośnie, pojawia się konieczność zdobycia euro lub dolarów, w których ten import jest rozliczany. Taką walutę można pozyskać zasadniczo na dwa sposoby.

Pierwszy polega na zwiększeniu eksportu względem importu niezwiązanego z inwestycjami. W praktyce oznacza to, iż kraj musi dziś więcej produkować na sprzedaż zagraniczną i jednocześnie ograniczyć własną konsumpcję, czyli więcej oszczędzać. Raczej tego nie chcecie.

Drugi sposób to finansowanie zewnętrzne, czyli zaciągnięcie kredytu w walutach obcych. Dzięki temu koszty dostosowania rozkładają się w czasie, zamiast wymagać natychmiastowego ograniczenia konsumpcji.

Tak — to właśnie ten wariant zwykle jest politycznie wygodniejszy.

Ekonomia tego jest naprawdę prosta.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

SaaS-apokalipsa na GPW? Cyber_Folks, Shoper i Vercom

No dobrze, to na koniec jeszcze zerknijmy na technologiczne trio polskiego parkietu, które dostało mocno po głowie przez tak zwaną SaaS-apokalipsę.

Mówię o spółkach Cyber_Folks, Shoper i Vercom, które są ze sobą powiązane kapitałowo, a wobec których spółką matką jest Cyber_Folks.

Wszystkie trzy dostarczają w jakimś stopniu oprogramowanie dla firm.

  • Cyber_Folks zapewnia hosting stron WWW
  • Shoper dostarcza narzędzia do tworzenia sklepów internetowych
  • Vercom dostarcza oprogramowanie do automatyzowania komunikacji z klientem — maili, SMS-ów i komunikatorów

A skoro już mówimy o inwestowaniu w konkretne spółki, to wielu z was pyta mnie też ostatnio o mój publiczny portfel emerytalny, który prowadzę od pewnego czasu w XTB. Niedawno dorzuciłem do niego kolejną pozycję, którą był Cyfrowy Polsat. Na razie w portfelu żadnych ruchów więcej nie było, a całość generuje solidne 10% stopy zwrotu od października 2025, co jak na ostatnie ciężary na głównych indeksach jest naprawdę solidnym wynikiem. Zwłaszcza przy tak minimalnych obsunięciach całego portfela.

No ale taka też jest idea portfela emerytalnego. Nie da zarabiać wielkich kokosów, ale ma mieć przede wszystkim dobry stosunek potencjalnego zysku do ryzyka.

Cały portfel możecie za każdym razem podejrzeć sobie na portalu Fundstat, gdzie publikuję właśnie jego wyniki https://www.fundstat.pl/pl/wallets/portfel-emerytalny-xtb-a66e95a78a

A jeżeli chcielibyście również taki portfel samodzielnie budować, to możecie to robić całkowicie bez prowizji w XTB, gdzie dostępne są wszystkie instrumenty, a handel na akcjach i ETF do 100 tysięcy euro obrotu miesięcznie jest bez bezprowizyjny.

Może choćby do takiego portfela trafią kiedyś też spółki z rodziny Cyberfolks. Wszystkie trzy dostarczają w jakimś stopniu oprogramowanie dla firm. Cyber_Folks zapewnia hosting stron WWW. Shoper dostarcza narzędzia do tworzenia sklepów internetowych, a Vercom dostarcza oprogramowanie do automatyzowania komunikacji z klientem w formie maili, SMS-ów czy innych komunikatorów. O tych spółkach mówiłem już niejednokrotnie, a o ich ekosystemie powstał choćby cały materiał.

W ostatnich tygodniach jednak każda z tych spółek zanotowała silne spadki z powodu strachu inwestorów przed tym, iż narzędzia sztucznej inteligencji AI wyprą i zastąpią usługi dostarczane przez te firmy. Cyber_Folks spadł choćby o 20% od swoich szczytów, a Shoper i Vercom runęły o około 30% w podobnym czasie. Jednak po ostatnich wynikach wszystkie trzy spółki zaliczyły odbicie i chyba udało im się trochę uspokoić inwestorów co do swojej przyszłości.

Wyniki za czwarty kwartał 2025 roku przypomniały inwestorom, iż wizja przyszłości może być niepewna, ale pieniądze tu i teraz jak najbardziej się zgadzają. Całkowite przychody grupy Cyber_Folks wzrosły w 2025 roku o imponujące 30%. Było to napędzane zarówno wzrostem organicznym, cross-sellingiem, pozyskiwaniem nowych klientów, jak i przejęciami, które zwiększają skalę biznesu oraz rozbudowują polski ekosystem e-commerce o kolejne narzędzia, usługi i synergie między spółkami w grupie.

Jeszcze bardziej imponująco wygląda EBITDA, która w 2025 roku wzrosła o prawie 66%.

Jakby tego było mało, wyniki grupy są atrakcyjne nie tylko dla inwestorów wzrostowych, ale także dla inwestorów dywidendowych.

Wszystkie trzy firmy — dzięki modelowi asset-light — generują na tyle dużo gotówki, iż mogą jednocześnie inwestować w rozwój i przejęcia innych firm oraz wypłacać rosnącą dywidendę.

Dlaczego to ważne?

Bo choćby jeżeli dziś stopa dywidendy wydaje się niska, to przy długoterminowym inwestowaniu może ona gwałtownie rosnąć z perspektywy inwestora, który kupił akcje odpowiednio wcześnie i trzyma je przez lata.

Dla wyjaśnienia Asset-light to model biznesowy polegający na maksymalnym ograniczaniu posiadania fizycznych aktywów trwałych, takich jak nieruchomości, fabryki czy flota transportowa. Zamiast zamrażać kapitał w ciężkiej infrastrukturze, firma koncentruje się na wartościach niematerialnych: technologii, marce, własności intelektualnej i relacjach z klientami.

W tym modelu operacje wymagające dużych nakładów są outsourcingowane lub realizowane przez partnerów. Dzięki temu przedsiębiorstwo staje się niezwykle elastyczne i skalowalne, ponieważ może gwałtownie rosnąć bez konieczności kosztownych inwestycji w fizyczne aktywa.

O liczbach można jeszcze mówić godzinami, ale fakty są takie, iż wszystkie trzy spółki rosną zgodnie z oczekiwaniami, które były całkiem wygórowane:

EBITDA Vercom w 2025 roku urosła o 23%, a spółka po raz drugi z rzędu pozyskała ponad 11 tysięcy klientów w trakcie jednego kwartału. Dla porównania: jeszcze rok temu standardem było pozyskiwanie około 3 do 4 tysięcy klientów.

Natomiast EBITDA Shopera wzrosła o 22%, a jego GMV, czyli wartość brutto sprzedawanych produktów w sklepach korzystających z platformy, wzrosła aż o 45%.

Co jednak najistotniejsze z dzisiejszej perspektywy, to fakt, iż zarządy wszystkich spółek wzięły sobie do serca obawy inwestorów dotyczące zagrożenia ze strony sztucznej inteligencji.

Cyber_Folks sporo miejsca w prezentacji dla inwestorów poświęcił omówieniu tego, jak AI może wpłynąć na ich biznes.

Zarząd twierdzi jednoznacznie, iż spółka jest beneficjentem, a nie ofiarą sztucznej inteligencji. Spójrzmy na ich argumenty.

Spółka stoi na stanowisku, iż technologia nie zastąpi cyfrowych fundamentów, czyli samych platform e-commerce i infrastruktury, ale skutecznie wyeliminuje żmudną pracę manualną. Ambitnym celem strategicznym jest odciążenie sprzedawców poprzez redukcję ich pracy o 50% dzięki inteligentnej automatyzacji.

Wizja spółki opiera się na koncepcji „Agentic AI”, realizowanej przez asystentów takich jak cyber_Mind (wsparcie biznesowe) oraz robo_Folks (automatyzacja techniczna). Zarząd słusznie zauważa, iż w dobie powszechnego i taniego oprogramowania, nowym źródłem wartości staje się zaufanie, skala dystrybucji oraz orkiestracja procesów, czyli koordynowanie wielu niezależnych systemów i procesów tak, aby dla klienta tworzyły jeden, płynny obszar pracy w e-commerce. Dysponując bazą ponad 700 tys. klientów, grupa zamierza monetyzować te rozwiązania poprzez wzrost wskaźników przychodów na jednego klienta oraz take-rate.

Jeszcze mocnej w narracje o sztucznej inteligencji poszedł Vercom, który cała konferencję wynikową za 2025 rok zatytułował „Strategia wzrostu w erze AI”.

Jakich argumentów używa spółka Vercom wobec narracji o zagrożeniu ze strony nowych technologii? Zarząd argumentuje, iż modele AI (jak ChatGPT) potrafią napisać treść, ale nie mają odpowiedniej infrastruktury ani reputacji u dostawców poczty (Google, Microsoft), aby skutecznie tę treść dostarczyć do skrzynki odbiorcy. To właśnie ta „fizyczna” infrastruktura i zgodność z przepisami stanowią fosę biznesową spółki.

Vercom idzie w tej argumentacji jeszcze dalej. Zarząd uważa, iż AI generuje więcej treści, które muszą zostać dostarczone. Skoro powstaje więcej komunikatów, rośnie zapotrzebowanie na infrastrukturę Vercom, która te komunikaty wysyła. Maile, SMS-y i wszystkie inne treści reklamowe generowane przez modele takie jak GPT, będą dostarczane właśnie przez takie spółki jak Vercom.

Zarząd nie widzi bezpośredniego zagrożenia zastąpienia ich usług przez AI w dającej się przewidzieć przyszłości. Wręcz przeciwnie – widzą trend, w którym klienci, mając łatwiejszy dostęp do tworzenia treści dzięki AI, będą wysyłać ich jeszcze więcej, co bezpośrednio przekłada się na przychody Vercom.

Co więcej, spółka wdrożyła już narzędzia AI pomagające w tworzeniu treści maili, generowaniu grafik oraz optymalizacji czasu wysyłki we własnych usługach i produktach. Jednak kluczowym celem strategii AI Vercomu jest sprawienie, aby komunikaty wysyłane przez klientów spółki były bardziej skuteczne. AI analizuje zachowania odbiorców, aby dopasować kanał komunikacji (SMS, e-mail, push) i moment dotarcia wiadomości.

Natomiast wewnątrz samej spółki AI jest wykorzystywane do automatyzacji wsparcia klienta oraz procesów weryfikacji użytkowników, co pozwala utrzymywać niskie koszty operacyjne mimo rosnącej skali. To widać, kiedy spojrzymy na koszty, które od lat stoją w miejscu mimo wzrostu przychodów i wyniku finansowego.

Efekt?

Po publikacji wyników wszystkie trzy spółki odbiły na giełdzie.

  • Cyber_Folks odbił od dołka o około 14%, a w dniu publikacji wyników urósł o ponad 7%
  • Shoper od dołka wzrósł choćby o 15%
  • Vercom w dwie sesje po wynikach skoczył o 18%

To już wszystko w tym Gospodarczym Przeglądzie Wydarzeń moi drodzy.

Załóż konto w XTB z kodem DNARYNKOW
Odbierz bezpłatny kurs inwestowania dla początkujących.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału