Ponad 30 proc. energii elektrycznej w Polsce jest produkowane w odnawialnych źródłach. Zielona transformacja wciąż napotyka bariery

17 godzin temu

Transformacja energetyczna w Polsce nabrała tempa, jednak wciąż stoi przed wieloma wyzwaniami. Jednym z nich są wciąż długie procedury związane z pozwoleniami na realizację inwestycji w odnawialne źródła. Branża liczy, iż pomoże w tym nowelizacja Prawa energetycznego, która ma uprościć proces przyłączania OZE do sieci i odblokować inwestycje. W opinii przedstawicieli sektora energii odnawialnej największego wsparcia wymaga w tej chwili energetyka wiatrowa na lądzie.

– Z perspektywy czasu uznajemy, iż transformacja energetyczna zdecydowanie przyspieszyła – powiedział agencji Newseria Tomasz Guzowski, prezes OX2 Polska, podczas 43. konferencji energetycznej EuroPOWER & OZE POWER.

Jak w lutym poinformowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii udział odnawialnych źródeł w produkcji energii elektrycznej przekroczył 30 proc. i wyniósł 31,41 proc., podczas gdy w 2020 roku było to niecałe 18 proc. To oznacza, iż OZE wyprodukowały niemal 55 tys. GWh. Na koniec 2025 roku udział OZE w mocy zainstalowanej przekroczył 50 proc. Wyniosła ona 37 777 MW i w relacji do 2020 roku wzrosła ponad trzykrotnie. Najszybszy wzrost odnotowały elektrownie słoneczne, zwiększając swoją moc do 24 808 MW, i wiatrowe – do 10 555 MW.

Dane Eurostatu pokazują, iż udział OZE w całkowitej konsumpcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 roku wyniósł 30,37 proc., a w końcowym zużyciu energii brutto – 17,7 proc. To wyniki pozostające wciąż poniżej unijnej średniej, która wyniosła odpowiednio 47,5 proc. oraz 25,2 proc., oraz daleko w tyle za europejskimi liderami.

– Można śmiało powiedzieć, iż transformacja przebiega z pewnymi perturbacjami. przez cały czas konieczne wydaje się przyspieszenie pewnych procesów, żebyśmy byli w stanie zrealizować cele, które stawiamy sobie chociażby w propozycjach zawartych w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu – wyjaśnia Tomasz Guzowski.

Zgodnie z projektem zaktualizowanego KPEiK do 2030 roku udział OZE w produkcji energii elektrycznej osiągnie 51,6 proc. (w scenariuszu zrównoważonej transformacji WEM) i 53,2 proc. (w scenariuszu przyspieszonej transformacji WAM). W perspektywie do 2040 roku ma to być odpowiednio 65 proc. i 68 proc. Celem jest także wzrost udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto do 2030 roku do 30 proc. w scenariuszu WEM i do 32 proc. w scenariuszu WAM.

– Inwestycje w OZE zdecydowanie są traktowane jako korzyść, a nie jako koszt konieczny do poniesienia. To jest inwestycja w nasze bezpieczeństwo, szczególnie w dobie zawirowań geopolitycznych, których jesteśmy świadkami. Każdy megawat mocy zainstalowany w naszych polskich, lokalnych źródłach jest na wagę złota – podkreśla prezes OX2 Polska.

Jak podaje resort klimatu i środowiska, polska gospodarka wciąż jest silnie uzależniona od paliw kopalnych, a koszt importu surowców energetycznych w 2024 roku wyniósł około 112 mld zł. Ogólna zależność importowa wzrosła natomiast do 45 proc.

MKiŚ jednocześnie powołuje się na analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, które zakładają, iż utrzymywanie energetyki opartej na węglu będzie do 2040 roku choćby o 40 proc. droższe niż system w większym stopniu oparty na OZE. Powodem są nie tylko rosnące koszty emisji CO2 i ceny paliw kopalnych na rynkach światowych, ale również konieczność modernizacji krajowych elektrowni węglowych i spadające wydobycie węgla w Polsce, które musi być uzupełniane kosztownym importem.

– jeżeli mówimy o barierach rozwoju OZE w Polsce, skupiłbym się na usprawnieniu procesów, na prowadzeniu kilku pozwoleń w tym samym czasie, co jest na pewno osiągalne i jest dyskutowane w projekcie zmian chociażby do regulacji związanych z implementacją dyrektywy RED III do polskich przepisów prawa – podkreśla Tomasz Guzowski.

Zgodnie z unijną dyrektywą RED III udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto w Unii Europejskiej w 2030 roku ma wynieść co najmniej 42,5 proc., z ambicją osiągnięcia poziomu 45 proc. W 2024 roku, jak podaje Eurostat, było to 25,2 proc. Przepisy mają za zadanie m.in. przyspieszyć procesy administracyjne i wydawania pozwoleń dla inwestycji wiatrowych czy słonecznych.

To przyspieszenie jest nam zdecydowanie potrzebne. Rozwój projektów energetyki wiatrowej na lądzie to jest też niezbędny czas do uzyskania pozwolenia na budowę, który wynosi siedem–osiem lat. Jest też kwestia zabezpieczenia prawa do gruntu na terenie, na którym będą realizowane tego typu inwestycje. Druga rzecz to jest kwestia związana z planami zagospodarowania przestrzennego czy planami ogólnymi, które weszły w zmienionych regulacjach. To jest też kwestia decyzji środowiskowej, uzyskania warunków przyłączenia – wymienia ekspert. – Jest również element związany chociażby ze zmianami prawa mówiącymi o usprawnieniu tego procesu, większej transparentności, ale też przede wszystkim wyczyszczeniu tzw. projektów zombie.

2 kwietnia br. prezydent podpisał nowelizację Prawa energetycznego (UC84), która jest elementem pakietu antyblackoutowego i działań deregulacyjnych. Zakłada ona m.in. odblokowanie mocy przyłączeniowych, czyli eliminację projektów blokujących rozwój rynku. Ma być też mniej formalności w trakcie procesu przyłączeniowego, a procedury mają trwać krócej.

Na końcu tego procesu jest pozwolenie na budowę. Ze względu na realia i chociażby uzyskanie decyzji środowiskowej czas niezbędny dla projektów lądowej energetyki wiatrowej to jest choćby kilkanaście miesięcy, kiedy musimy czekać na uzyskanie tego typu decyzji. Wszystkie rozwiązania, które przyspieszą ten proces, są pożądane – uważa prezes OX2 Polska. – Zdecydowanego wsparcia potrzebuje energetyka wiatrowa na lądzie. Przez długie lata rozwój nowych projektów był zablokowany przez tak zwaną ustawę odległościową.

Ustawa odległościowa z 2016 roku wprowadziła tzw. zasadę 10H, zgodnie z którą turbiny wiatrowe mogły być budowane w odległości równej co najmniej dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości od zabudowań mieszkalnych i obszarów przyrodniczych. Po zmianach w ustawie w tej chwili odległość ta wynosi 700 m. W ubiegłym roku rząd chciał tę odległość zmniejszyć do 500 m, ale tzw. ustawę wiatrakową zawetował prezydent Karol Nawrocki, tłumacząc swoją decyzję m.in. brakiem społecznego poparcia dla takiej zmiany.

– Tutaj konieczna jest przede wszystkim szersza komunikacja do społeczności, promocja tego typu technologii, która jest tania, dość łatwa do zainstalowania i rozwinięcia, oraz szeroko zakrojona akcja promocyjna, tak jak to miało miejsce w przypadku atomu. Niestety przez cały czas jest to przedmiot licznych dyskusji i sporów politycznych, zdecydowanie bardziej politycznych niż merytorycznych – uważa Tomasz Guzowski.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez More in Common Polska w sierpniu 2025 roku, 64 proc. ankietowanych Polaków popierało rozwój lądowych farm wiatrowych. 24 proc. było przeciwnych, a 12 proc. nie miało zdania na ten temat. Ponad połowa badanych pozytywnie odniosła się do możliwości budowy takich instalacji w okolicy własnego miejsca zamieszkania. Podobny odsetek dotyczył też mieszkańców wsi i małych miast, gdzie potencjalnie powstaje najwięcej takich inwestycji. Obawy wobec sąsiedztwa farm wiatrowych deklarowało mniej niż jedna trzecia Polaków.

Idź do oryginalnego materiału