Inwestowanie nie musi oznaczać ciągłego analizowania wykresów, raportów spółek i danych makroekonomicznych. Jednym z najlepszych przykładów jest portfel trzech funduszy, znany jako Three-Fund Portfolio. Jego założenie jest wyjątkowo proste: zamiast próbować wybierać zwycięzców rynku i przewidywać kolejne trendy, inwestor buduje szeroko zdywersyfikowany portfel obejmujący akcje i obligacje, a następnie ogranicza swoją aktywność do regularnych wpłat i okresowego przywracania ustalonych proporcji.
Prostota nie oznacza przy tym słabych wyników. Raport SPIVA za 2025 rok pokazuje, iż 79% aktywnie zarządzanych funduszy amerykańskich akcji dużych spółek nie zdołało pobić indeksu S&P 500. Był to czwarty najgorszy wynik aktywnych zarządzających w 25-letniej historii zestawienia. W Europie sytuacja wygląda podobnie – 71% aktywnych funduszy Global Equity denominowanych w euro przegrało w 2025 roku ze swoim benchmarkiem, a w kategorii brytyjskich funduszy large/mid-cap odsetek ten sięgnął 89%.
Nie oznacza to oczywiście, iż aktywne zarządzanie jest z góry skazane na porażkę. Część zarządzających potrafi osiągać ponadprzeciętne wyniki choćby przez wiele lat. Problem z punktu widzenia inwestora polega jednak na czymś innym – bardzo trudno wskazać takich zarządzających z wyprzedzeniem, zanim ich sukces stanie się widoczny w historycznych statystykach. Portfel trzech funduszy wychodzi więc z odmiennego założenia. Zamiast próbować regularnie wygrywać z rynkiem, można po prostu posiadać możliwie dużą jego część.
John Bogle i początki prostego inwestowania
Filozofia stojąca za Three-Fund Portfolio jest nierozerwalnie związana z Johnem C. „Jackiem” Bogle’em, założycielem Vanguard Group i jednym z największych popularyzatorów inwestowania indeksowego. W 1976 roku Vanguard uruchomił First Index Investment Trust – poprzednika dzisiejszego Vanguard 500 Index Fund i jeden z pierwszych funduszy indeksowych skierowanych do inwestorów indywidualnych. Pomysł spotkał się początkowo z dużym sceptycyzmem na Wall Street, ponieważ zakładał świadomą rezygnację z prób pobijania rynku.
Bogle wychodził jednak z prostego założenia: skoro inwestorzy jako całość tworzą rynek, nie mogą jako grupa osiągać wyniku wyższego od wyniku całego rynku. Po uwzględnieniu prowizji, opłat za zarządzanie, podatków i kosztów transakcyjnych przeciętny wynik aktywnych uczestników musi być niższy. Z czasem wokół tej filozofii powstała społeczność Bogleheads, która rozwinęła i spopularyzowała koncepcję portfela składającego się z zaledwie kilku szerokich funduszy indeksowych. Jednym z najbardziej znanych propagatorów Three-Fund Portfolio został Taylor Larimore, autor książki The Bogleheads’ Guide to the Three-Fund Portfolio.
Skuteczność prostego i taniego inwestowania dobrze obrazuje również słynny zakład Warrena Buffetta. W 2007 roku Buffett postawił milion dolarów na to, iż tani fundusz indeksowy na S&P 500 pobije w ciągu dekady portfel funduszy hedgingowych wybranych przez Protégé Partners. Po dziesięciu latach fundusz indeksowy osiągnął średnio około 7,1% rocznie, podczas gdy wynik po stronie funduszy hedge wyniósł około 2,2%.
Z czego składa się portfel trzech funduszy?
Klasyczna amerykańska wersja Three-Fund Portfolio obejmuje trzy segmenty rynku: amerykańskie akcje, akcje spoza Stanów Zjednoczonych oraz obligacje. Każdy z tych elementów może być reprezentowany przez jeden szeroki i tani fundusz indeksowy.
W przypadku rynku amerykańskiego popularnym wyborem jest Vanguard Total Stock Market ETF (VTI), zapewniający ekspozycję praktycznie na cały rynek akcji w USA – od największych spółek technologicznych po niewielkie przedsiębiorstwa. Uzupełnieniem jest Vanguard Total International Stock ETF (VXUS), który obejmuje tysiące spółek z rynków rozwiniętych i wschodzących poza Stanami Zjednoczonymi. Część obligacyjną może natomiast reprezentować Vanguard Total Bond Market ETF (BND), inwestujący w szeroki przekrój amerykańskich obligacji skarbowych i korporacyjnych o ratingu inwestycyjnym.
W efekcie dzięki zaledwie trzech instrumentów inwestor otrzymuje ekspozycję na tysiące spółek i papierów dłużnych. Nie musi samodzielnie wybierać przedsiębiorstw, przewidywać, który sektor będzie liderem kolejnej hossy, ani próbować określać najlepszego momentu wejścia na rynek. Istotnym elementem strategii pozostają również niskie koszty. VTI i BND pobierają w tej chwili po 0,03% opłaty rocznie, czyli wielokrotnie mniej niż wiele tradycyjnych funduszy aktywnie zarządzanych.
Różnica wynosząca jeden punkt procentowy rocznie może wydawać się niewielka, ale przy inwestowaniu przez 20 czy 30 lat zaczyna mieć ogromne znaczenie. Koszty obniżają bowiem nie tylko bieżący wynik portfela, ale także kapitał, który mógłby dalej pracować dzięki procentowi składanemu. To jeden z powodów, dla których Bogle tak dużą wagę przywiązywał do opłat. Inwestor nie ma wpływu na przyszłe zachowanie rynku, ale w dużej mierze może kontrolować to, ile płaci za dostęp do niego.
Jak ustalić proporcje?
Three-Fund Portfolio nie narzuca jednej oficjalnej alokacji. Trzy fundusze określają raczej konstrukcję portfela, natomiast ich dokładne proporcje powinny wynikać z sytuacji konkretnego inwestora. Najważniejszą decyzją jest udział akcji i obligacji.
Portfel zawierający 80% akcji i 20% obligacji powinien mieć w długim terminie większy potencjał wzrostu niż układ 60/40, ale jednocześnie będzie podlegał większym wahaniom i głębszym okresowym obsunięciom. Wyższy udział obligacji może być uzasadniony w przypadku inwestora z krótszym horyzontem inwestycyjnym, mniejszą tolerancją na ryzyko albo zbliżającego się momentu, w którym zgromadzony kapitał będzie potrzebny.
Popularna kiedyś zasada zakładająca, iż udział obligacji powinien odpowiadać mniej więcej wiekowi inwestora, może być traktowana co najwyżej jako punkt orientacyjny. W praktyce istotniejsze są stabilność dochodów, wielkość posiadanej poduszki finansowej, horyzont inwestycji, planowany moment wykorzystania pieniędzy oraz indywidualna odporność na duże spadki wartości portfela.
Drugą decyzją pozostaje podział części akcyjnej pomiędzy rynek krajowy i zagraniczny. W amerykańskiej wersji strategii oznacza to określenie proporcji pomiędzy USA a resztą świata. Vanguard wskazuje około 40% części akcyjnej jako poziom pozwalający w pełniejszym stopniu korzystać z międzynarodowej dywersyfikacji. Przykładowy portfel inwestora akceptującego stosunkowo wysokie ryzyko mógłby więc składać się w 50% z akcji amerykańskich, w 30% z akcji spoza USA i w 20% z obligacji.
Nie ma jednak jednej proporcji adekwatnej dla wszystkich. Znacznie ważniejsze jest wybranie takiej struktury, której inwestor będzie w stanie trzymać się również wtedy, gdy wartość części akcyjnej spadnie o 30-40%.
Jak Three-Fund Portfolio radzi sobie w praktyce?
Przykładem jest model publikowany przez PortfoliosLab, składający się w 50% z VTI, w 30% z ETF-u VEA obejmującego rozwinięte rynki akcji poza USA i w 20% z BND. Portfel ten jest rebalansowany kwartalnie. Według danych na 14 sierpnia 2026 roku jego średnioroczna stopa zwrotu z ostatnich 10 lat wynosiła około 11%, natomiast wynik od początku 2026 roku przekraczał 13%.
Dla porównania S&P 500 osiągnął w tym samym 10-letnim okresie wyższą stopę zwrotu. Nie jest to jednak argument przeciwko Three-Fund Portfolio, ale naturalna konsekwencja jego konstrukcji. Ostatnia dekada była bardzo dobrym okresem dla amerykańskich akcji, a szczególnie największych spółek technologicznych. Portfel posiadający część aktywów poza USA oraz w obligacjach musiał więc pozostawać w tyle za indeksem składającym się wyłącznie z dużych amerykańskich przedsiębiorstw.
Three-Fund Portfolio nie służy jednak do maksymalizacji stopy zwrotu za wszelką cenę. Jego celem jest szeroka dywersyfikacja pomiędzy różne rynki i klasy aktywów. Nie oznacza to oczywiście ochrony przed dużymi stratami. Najgłębsze historyczne obsunięcie wspomnianego portfela PortfoliosLab podczas globalnego kryzysu finansowego sięgnęło około 48%. W pandemicznym krachu z 2020 roku wartość portfela spadła o około 28%, a podczas bessy w 2022 roku o ponad 20%.
To pokazuje, iż choćby bardzo szeroko zdywersyfikowany portfel może okresowo tracić znaczną część wartości. Różnica polega na tym, iż inwestor od początku wie, jakie aktywa posiada, w jakich proporcjach i w jakich warunkach powinien dokonać rebalancingu. Nie musi za każdym razem tworzyć nowego scenariusza inwestycyjnego pod wpływem bieżących wydarzeń rynkowych.
Dlaczego inwestowanie pasywne działa?
Jedno z najprostszych teoretycznych wyjaśnień przedstawił w 1991 roku laureat Nagrody Nobla William Sharpe w pracy The Arithmetic of Active Management. o ile wszyscy inwestorzy łącznie posiadają rynek, ich zagregowany wynik przed kosztami musi odpowiadać wynikowi tego rynku. Aktywni i pasywni inwestorzy mogą więc przed kosztami osiągać jako grupy podobne rezultaty, jednak po uwzględnieniu wyższych kosztów aktywnego zarządzania przeciętny wynik tej pierwszej grupy musi spaść poniżej wyniku rynku.
Nie oznacza to, iż żaden zarządzający nie może pobijać indeksów. Wielu z nich robi to w poszczególnych latach, a niektórzy potrafią utrzymać przewagę przez dłuższy czas. Problem inwestora ponownie pojawia się na etapie selekcji – należałoby wskazać przyszłego zwycięzcę przed tym, zanim jego dobre wyniki staną się powszechnie znane.
Do kosztów dochodzą również czynniki behawioralne. Według raportu DALBAR przeciętny inwestor w amerykańskich funduszach akcyjnych zarobił w 2024 roku 16,54%, podczas gdy S&P 500 przyniósł stopę zwrotu na poziomie 25,02%. Różnica wyniosła 8,48 pkt proc. i była związana między innymi z momentami dokonywania wpłat i wypłat kapitału. Inwestorzy mają tendencję do zwiększania zaangażowania po okresach dobrych wyników i ograniczania go po dużych spadkach, czyli często w momentach najmniej korzystnych.
Prosty portfel indeksowy może ograniczać ten problem właśnie dlatego, iż pozostawia kilka miejsca na podejmowanie kolejnych decyzji. o ile alokacja została ustalona wcześniej, a inwestor regularnie wpłaca kapitał i dokonuje rebalancingu, liczba okazji do działania pod wpływem emocji znacząco się zmniejsza.
Jak zbudować portfel trzech funduszy w Polsce?
Polski inwestor detaliczny nie może w prosty sposób skopiować amerykańskiej wersji Three-Fund Portfolio. Fundusze takie jak VTI, VXUS czy BND nie są zwykle dostępne klientom detalicznym w Europejskim Obszarze Gospodarczym z powodu wymagań regulacji PRIIPs dotyczących dokumentu KID. Nie oznacza to jednak, iż samej strategii nie można odtworzyć dzięki europejskich ETF-ów UCITS.
Dla części akcyjnej jednym z najprostszych rozwiązań jest Vanguard FTSE All-World UCITS ETF. Jego akumulująca jednostka notowana na giełdzie Xetra pod tickerem VWCE daje ekspozycję na około 3,8 tys. dużych i średnich spółek z rynków rozwiniętych oraz wschodzących. Roczny koszt funduszu wynosi w tej chwili 0,14%. Jeden instrument może więc pełnić funkcję zbliżoną do połączenia amerykańskich VTI i VXUS, choć oczywiście nie jest ich dokładnym odpowiednikiem.
Część obligacyjną można natomiast zbudować na przykład dzięki iShares Core Global Aggregate Bond UCITS ETF EUR Hedged (AGGH) lub Vanguard Global Aggregate Bond UCITS ETF EUR Hedged. Są to fundusze zapewniające szeroką ekspozycję na światowy rynek obligacji o ratingu inwestycyjnym. Trzeba jednak pamiętać, iż określenie EUR Hedged oznacza zabezpieczenie ryzyka walutowego względem euro. Z punktu widzenia polskiego inwestora rozliczającego swoje aktywa w złotych nie jest więc równoznaczne z całkowitym wyeliminowaniem ryzyka kursowego.
Inną możliwością jest wykorzystanie w części defensywnej polskich obligacji skarbowych, w tym obligacji indeksowanych inflacją. Taka konstrukcja nie będzie już wierną kopią amerykańskiego Three-Fund Portfolio, ale przez cały czas zachowa jego podstawową filozofię: szeroką dywersyfikację, niskie koszty i ograniczenie liczby decyzji inwestycyjnych.
Co więcej, europejski inwestor może w praktyce jeszcze bardziej uprościć cały portfel. Połączenie jednego globalnego ETF-u akcyjnego z jednym szerokim funduszem obligacyjnym może zapewnić ekspozycję na większość aktywów występujących w klasycznym portfelu trzech funduszy. Sama liczba ETF-ów nie jest bowiem istotą strategii.
Najważniejsze zasady Three-Fund Portfolio
Największym wyzwaniem związanym z tą strategią nie jest jej skonstruowanie, ale konsekwentne stosowanie przez wiele lat. Przede wszystkim alokację pomiędzy akcje i obligacje należy ustalić jeszcze przed rozpoczęciem inwestowania. Powinna ona wynikać z indywidualnego planu, a nie z bieżących prognoz dotyczących gospodarki czy sytuacji na giełdzie.
Kolejnym elementem jest okresowe przywracanie docelowych proporcji. o ile wskutek wzrostów akcje zwiększą swój udział w portfelu powyżej założonego poziomu, inwestor może sprzedać część z nich i zwiększyć ekspozycję na obligacje. Przy regularnych wpłatach często nie jest to jednak konieczne – wystarczy kierować nowy kapitał przede wszystkim do tej klasy aktywów, której udział spadł poniżej założonego poziomu.
Nie mniej istotne jest unikanie zmian strategii pod wpływem bieżącej sytuacji rynkowej. jeżeli konstrukcja portfela została dobrana do horyzontu inwestycyjnego i tolerancji na ryzyko, sama bessa nie powinna być powodem do jej porzucenia. Podobnie błędem może być zwiększanie udziału sektora lub rynku tylko dlatego, iż w ostatnich miesiącach przynosił ponadprzeciętne stopy zwrotu.
W długim okresie duże znaczenie mają również koszty. o ile dwa ETF-y zapewniają bardzo podobną ekspozycję, warto porównać nie tylko wysokość opłaty za zarządzanie, ale także płynność, spread, strukturę funduszu, wielkość aktywów oraz koszty transakcyjne związane z jego zakupem.
Wreszcie, wynik portfela powinien być oceniany przede wszystkim w kontekście własnego celu inwestycyjnego. W każdym roku znajdzie się sektor, rynek, surowiec czy kryptowaluta, które osiągnęły znacznie wyższą stopę zwrotu. Nie oznacza to jednak, iż należało wcześniej posiadać właśnie te aktywa ani iż ich przewaga utrzyma się w kolejnych latach.
Czy portfel trzech funduszy ma wady?
Three-Fund Portfolio nie jest rozwiązaniem idealnym. Pierwszą oczywistą wadą jest brak możliwości osiągnięcia spektakularnego wyniku dzięki trafnemu wyborowi kilku konkretnych spółek. Inwestor świadomie rezygnuje z takiej możliwości w zamian za ograniczenie ryzyka związanego z błędną selekcją pojedynczych przedsiębiorstw.
Drugim problemem mogą być długie okresy, w których szeroko zdywersyfikowany portfel będzie przegrywał z popularnym benchmarkiem. o ile przez kilka lat dominują amerykańskie spółki technologiczne, portfel posiadający obligacje i dużą ekspozycję na inne regiony świata będzie wyglądał słabo na tle Nasdaq czy S&P 500. Nie jest to jednak anomalia, ale naturalny efekt dywersyfikacji. Jej sens polega właśnie na tym, iż nie wiadomo z góry, która część rynku będzie najlepszą inwestycją w kolejnej dekadzie.
Portfel można oczywiście rozbudować o REIT-y, surowce, obligacje indeksowane inflacją czy dodatkową ekspozycję na spółki value i small-cap. Część takich modyfikacji ma solidne uzasadnienie w literaturze finansowej, ale wraz z każdym kolejnym elementem rośnie stopień komplikacji strategii, konieczność rebalancingu oraz liczba decyzji podejmowanych przez inwestora. To z kolei zwiększa ryzyko, iż w pewnym momencie zacznie on zmieniać portfel pod wpływem wyników z ostatnich kilku lat.
Portfel trzech funduszy – podsumowanie
Three-Fund Portfolio nie jest strategią, która zagwarantuje najwyższą stopę zwrotu. Nie chroni również przed bessą i nie sprawi, iż portfel zawsze będzie wyglądał dobrze na tle najpopularniejszych indeksów. Jego zaleta leży gdzie indziej – pozwala dzięki kilku tanich instrumentów zbudować ekspozycję na znaczną część światowego rynku akcji i obligacji, a następnie ograniczyć zarządzanie inwestycjami do regularnych wpłat i okresowego rebalancingu.
Dla wielu inwestorów taka prostota może okazać się większą zaletą niż możliwość ciągłego optymalizowania portfela. Najlepsza strategia na papierze kilka bowiem znaczy, o ile inwestor nie jest w stanie stosować jej przez pełny cykl koniunkturalny i porzuca ją podczas pierwszej poważnej bessy.
Portfel trzech funduszy opiera się na znacznie mniej efektownych założeniach: szerokiej dywersyfikacji, niskich kosztach, ograniczeniu liczby decyzji i konsekwencji. W inwestowaniu właśnie te cechy bardzo często okazują się ważniejsze niż próba znalezienia kolejnego rynkowego zwycięzcy.

1 godzina temu







