Preferencja czasowa, czyli jak państwo skraca horyzont całego społeczeństwa

3 tygodni temu

W polityce przyszłość prawie nigdy nie wygrywa z teraźniejszością. Widać to choćby w ostatnich decyzjach wokół paliw. VAT i akcyza mają spaść, ceny na stacjach mają zostać obniżone, a kierowca ma poczuć ulgę już teraz. Problem w tym, iż rachunek nie znika.
Jeśli wydatki państwa nie maleją, to wszystko, co dziś pozornie oddaje się ludziom jedną ręką, trzeba później odebrać drugą – przez większy dług, wyższe podatki, dodruk albo inne formy przerzucania kosztu w czasie. Same obniżki podatków na paliwo mają kosztować budżet około 1,6 mld zł miesięcznie.

Ceny paliw i tarcze antyinflacyjne: Krótkowzroczność decyzji politycznych

I właśnie dlatego nie chodzi tu tylko o paliwo. Ta sama logika wraca przy rozdawnictwie, kolejnych programach i wszelkich politycznych ruchach, które mają dać natychmiastową ulgę. Korzyść ma być widoczna dziś. Koszt ma przyjść później – Najlepiej wtedy, gdy nie będzie już jasne, kto go adekwatnie wywołał. Właśnie na tym polega krótkoterminowość polityki: liczy się szybki efekt, a nie długofalowy rachunek.

Co to jest preferencja czasowa? najważniejsze pojęcie ekonomii austriackiej

Ekonomiści mają na to bardzo dobre pojęcie: preferencja czasowa. To po prostu miara tego, jak bardzo wolimy korzyść dziś od większej korzyści jutro. Od niej zależy więcej, niż zwykle zauważamy: oszczędności, inwestycje, edukacja, planowanie, stabilność relacji, odpowiedzialność i zdolność tworzenia trwałych instytucji. Ale też skłonność do życia na kredyt, do nałogów, oszustw i krótkowzrocznych decyzji. Tam, gdzie preferencja czasowa spada, ludzie budują. Tam, gdzie rośnie, częściej przejadają przyszłość. Można wręcz powiedzieć, iż obniżająca się preferencja czasowa jest jedną z najlepszych ogólnych miar rozwoju dowolnej cywilizacji.

A jednak mimo tej skali znaczenia, samo pojęcie prawie nie istnieje w debacie publicznej. Poza wąskim środowiskiem ludzi zaznajomionych z ekonomią austriacką praktycznie się go nie używa. Nie funkcjonuje ani w sporach politycznych, ani w głównym nurcie mediów, a choćby w psychologii czy socjologii. pojawia się raczej pod innymi nazwami i w rozproszonej formie. I właśnie dlatego tak łatwo gubimy ogólny obraz.

Jak państwo psuje pieniądz i niszczy oszczędności obywateli

W normalnym rozwoju cywilizacji preferencja czasowa raczej spada. Społeczeństwa uczą się myśleć dalej niż do jutra, budować kapitał, odkładać, inwestować i planować. Tym bardziej warto zobaczyć, co działa w drugą stronę. Jedną z najsilniejszych sił sztucznie podnoszących preferencję czasową jest państwo i cały aparat przymusu, który skraca horyzont decyzji ludzi, firm i wspólnot.

Najłatwiej zobaczyć to na pieniądzu. To on najmocniej łączy teraźniejszość z przyszłością. jeżeli pieniądz jest względnie stabilny, można oszczędzać, planować, inwestować i spokojniej patrzeć w przyszłość. jeżeli jednak państwo go psuje, rozwadnia lub arbitralnie manipuluje jego wartością, wysyła społeczeństwu jasny sygnał: nie myśl długoterminowo, bo przyszłość jest mniej pewna, niż ci się wydaje.

Inflacja i dług publiczny: Lekcja życia na krótką metę

Inflacja to nie tylko wzrost cen. To również lekcja życia na krótką metę. Skoro oszczędności tracą wartość, a koszt życia rośnie, bardziej opłaca się wydać dziś niż planować jutro. W takim świecie cierpliwość staje się mniej rozsądna, a krótkoterminowe decyzje bardziej opłacalne. Trudno o bardziej antycywilizacyjny sygnał.

Drugim mechanizmem podnoszenia preferencji czasowej jest dług publiczny. Zadłużenie państwa jest politycznym sposobem przerzucania kosztów w przyszłość. Korzyść jest natychmiastowa: można coś ogłosić, komuś coś dać, sfinansować program i zbudować wrażenie sprawczości. Rachunek przyjdzie później. Zapłacą inni. Często ci, którzy choćby nie uczestniczyli w podejmowaniu decyzji.

Brak stabilności przepisów i cykl wyborczy a rozwój gospodarczy

Trzeci mechanizm jest mniej widowiskowy, ale równie ważny: niestabilność reguł gry. jeżeli firmy wiedzą, iż podatki, obowiązki albo ograniczenia mogą zostać politycznie zmienione w krótkim czasie, długi horyzont przestaje się opłacać. Wtedy przedsiębiorca mniej inwestuje, bardziej się zabezpiecza i myśli coraz krócej. Zamiast planować rozwój, zaczyna planować przetrwanie. To nie jest tylko problem ekonomiczny. To także psychologiczna lekcja życia w niepewności.

Do tego dochodzi sama wewnętrzna logika polityki. Współczesne demokracje są projektowane pod cykl wyborczy, nie pod długi horyzont. Polityk działa zwykle w perspektywie kilku lat. To wystarczy, żeby obiecać, ogłosić, zadłużyć, poprawić bieżące nastroje i zbudować miraż dobrobytu. Nie wystarcza natomiast, żeby ponieść pełne konsekwencje własnych decyzji. Przyszłość z jego punktu widzenia jest odległa. Teraźniejszość jest jedynym realnym polem gry.

Czy żyjemy od transferu do transferu? Zagrożenia dla cywilizacji

I tu wracamy do sedna. Państwo nie tylko samo działa krótkoterminowo. Ono uczy krótkoterminowości całe społeczeństwo. Uczy życia od transferu do transferu, od programu do programu, od wyborów do wyborów. Uczy, iż bardziej opłaca się walczyć o dostęp do bieżących korzyści niż budować coś trwalszego. Dlatego pojęcie preferencji czasowej jest politycznie niewygodne: obnaża, jak wiele mechanizmów życia publicznego premiuje teraźniejszość kosztem przyszłości.

Gdy zaczniemy naprawdę myśleć tym pojęciem, widać wyraźniej, iż wiele działań państwa nie buduje przyszłości, tylko ją przejada. I iż największym zagrożeniem dla cywilizacji nie zawsze jest spektakularny kryzys. Czasem jest nim powolne, systematyczne przyzwyczajanie społeczeństwa do życia z dnia na dzień.

Idź do oryginalnego materiału