Globalny rynek ropy pozostaje dziś pod silną presją wydarzeń na Bliskim Wschodzie, a notowania Brent rosną trzeci dzień z rzędu, oscylując w rejonie 83–84 USD za baryłkę po wcześniejszym skoku sięgającym około 10%.
Jednym z kluczowych impulsów jest wymuszone ograniczanie wydobycia w Iraku, tamtejsze władze zredukowały produkcję w złożach Maysan o 325 tys. baryłek dziennie z powodu przepełnionych magazynów ropy oraz problemów z wysyłką przez Cieśninę Ormuz. Dodatkowo Irak gwałtownie ogranicza wydobycie w złożu Rumaila, gdzie cięcia sięgnęły 700 tys. baryłek dziennie, a urzędnicy ostrzegają, iż w skrajnym scenariuszu kraj może być zmuszony do wyłączenia produkcji sięgającej choćby ponad 3 mln baryłek dziennie, jeżeli tankowce nie odzyskają dostępu do terminali eksportowych. Równolegle Arabia Saudyjska poprzez Aramco próbuje ratować ciągłość eksportu, przekierowując część ładunków na Morze Czerwone rurociągiem East–West, ale jego przepustowość jest ograniczona, a po ataku dronów czasowo wyłączono z pracy największą rafinerię Ras Tanura. W praktyce oznacza to de facto zamrażanie części mocy produkcyjno-eksportowych w kluczowych dla świata producentach, co podbija premię geopolityczną w cenie ropy i skłania do rewidowania części scenariuszy, w których przedłużający się konflikt mógłby windować Brent w kierunku 100 USD za baryłkę. Zamknięcie lub sparaliżowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20% globalnego handlu ropą i gazem, pozostaje główną osią ryzyka dla podaży surowca i nastrojów na rynkach.
Równie dramatycznie wygląda sytuacja na rynku gazu w Europie, gdzie benchmark TTF w ostatnich dniach potrafił skoczyć o 40–50% w okolice 45–50 EUR za MWh po tym, jak Katar, dostarczający około 20% światowego LNG wstrzymał produkcję w reakcji na ataki oraz chaos transportowy w rejonie Ormuz. Przy wypełnieniu magazynów gazu w Unii Europejskiej na poziomie zaledwie około 20–30% oraz szczególnie niskich poziomach w Niemczech i Francji, każdy brakujący ładunek LNG niemal natychmiast przekłada się na skok cen energii. W takiej konfiguracji jednoczesny szok na rynku ropy i gazu wzmacnia presję inflacyjną w strefie euro, która już teraz widzi CPI i inflację bazową powyżej prognoz, co komplikuje plany szybkiego luzowania polityki EBC. Inwestorzy coraz poważniej liczą się z ryzykiem, iż zamiast „miękkiego lądowania” gospodarki Europa ponownie stanie przed groźbą stagflacyjnej mieszanki wysokich kosztów energii i hamującego wzrostu. Ten kontekst tłumaczy nie tylko rajd surowców energetycznych, ale i silne ruchy na rynku walutowym oraz akcyjnym, w szczególności w gospodarkach silnie uzależnionych od importu energii.
Na tym tle polski wątek paliwowy ma wyraźnie lokalny charakter i tłumaczy, dlaczego dziś pod presją znalazły się akcje Orlenu, mimo globalnej hossy na rynku ropy. Premier Donald Tusk zapowiedział, iż Orlen wykorzysta wszystkie dostępne narzędzia, w tym politykę marż, aby skoki cen ropy na światowych giełdach „nie odbiły się w sposób dokuczliwy” na cenach paliw w Polsce, co rynek odczytuje jako gotowość do administracyjnego ściskania zyskowności koncernu w imię ochrony konsumentów. Historia pokazuje, iż podobne decyzje o zamrażaniu cen energii lub przerzucaniu kosztów tarcz ochronnych na spółkę wielokrotnie prowadziły do gwałtownych spadków jej kapitalizacji, gdyż inwestorzy dyskontują wzrost ryzyka politycznego i regulacyjnego w modelu biznesowym. Orlen, jako kontrolowany przez państwo multienergetyczny gigant, jest naturalnym beneficjentem wysokich marż rafineryjnych przy droższej ropie, ale jednocześnie spółką, na której najłatwiej oprzeć politykę łagodzenia skutków szoku cenowego dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W efekcie, zamiast prostego „trendu z ropą”, w wycenie Orlenu dziś wygrywa narracja o możliwym ściśnięciu rentowności detalicznej i rafineryjnej, dodatkowym koszcie regulacyjnym oraz realizacji zysków po bardzo mocnym rajdzie kursu w ostatnich 12 miesiącach. Z punktu widzenia kierowców obietnica premiera oznacza próbę amortyzacji szoku cenowego na stacjach, ale z perspektywy giełdowej to wyraźny sygnał, iż w czasie globalnego kryzysu energetycznego ciężar ochrony społeczeństwa zostanie w znacznej mierze przerzucony na barki spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa – a w pierwszej kolejności właśnie Orlenu.
Źródło: XTB / Mateusz Czyżkowski

4 godzin temu





