Zamiast rynkowego ulepszenia gospodarki odpadami, nowy projekt ustawy (UC100) narzuca mechanizmy, które całkowicie sparaliżują działanie samorządów i branży komunalnej. Jak wskazuje autorka „Ekspertyzy dotyczącej projektu ustawy o opakowaniach w kontekście potrzeb samorządów” Marzena Berezowska, z jednej strony gminy zostaną zmuszone do kredytowania systemu w ciemno. Poniosą koszty z góry, nie mając gwarancji, kiedy i w jakiej kwocie państwowy fundusz im te środki zwróci. Z drugiej strony, aby w ogóle złożyć wniosek o refundację, samorządy będą musiały wymuszać na firmach śmieciowych ujawnianie wrażliwych danych finansowych. Stanowi to jawne naruszenie Prawa zamówień publicznych, co zaleje rynek lawiną odwołań i zablokuje rozstrzyganie przetargów.
Oto największe grzechy tej regulacji:
Państwowy monopol zamiast wolnego rynku. Projekt de facto likwiduje działające od lat organizacje odzysku i oddaje pełną kontrolę nad systemem w ręce Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Ten państwowy fundusz będzie jedyną dopuszczoną organizacją i dysponentem gigantycznych środków, a jego decyzje o podziale pieniędzy będą w dużej mierze uznaniowe i pozbawione tradycyjnej ścieżki odwoławczej.
Gminy w roli darmowych kredytodawców. Zaproponowany mechanizm refundacji to pułapka na lokalne budżety. Samorządy najpierw sfinansują zbiórkę odpadów z własnej kieszeni, a dopiero po fakcie złożą wniosek do Funduszu o zwrot kosztów. Ustawa nie daje im jednak żadnych gwarancji, iż pieniądze zostaną zwrócone w całości, ani nie określa, kiedy dokładnie to nastąpi. Zmusza to samorządy do działania w warunkach ogromnego ryzyka finansowego.
Nowy parapodatek, który zapłacimy podwójnie. Wprowadzana opłata opakowaniowa, sięgająca choćby 4,50 zł za kilogram, posiada wszelkie cechy nowej daniny publicznej narzucanej producentom. Zgodnie z prawami ekonomii koszty te zostaną natychmiast przerzucone na konsumentów w postaci wyższych cen produktów. Co gorsza, ustawa nie zmusza gmin do obniżenia stawek za wywóz śmieci w zamian za uzyskane z systemu środki. Efekt jest prosty do przewidzenia, zapłacimy więcej przy kasie w sklepie, a nasze rachunki za wywóz odpadów wcale nie zmaleją.
Prawny bubel i paraliż przetargów publicznych. Aby samorząd mógł ubiegać się o zwrot środków, musi pozyskać od firm śmieciowych wysoce szczegółowe dane o strukturze ich kosztów. Problem polega na tym, iż żądanie takich informacji w specyfikacjach przetargowych wprost narusza zasady Prawa zamówień publicznych. Gminy zostaną postawione pod ścianą, albo zaryzykują złamanie prawa przetargowego i dyscypliny finansowej, albo w ogóle stracą szansę na refundację.
Projekt UC100 nie rozwiązuje realnych problemów z poziomem recyklingu, a jedynie przesuwa koszty i odpowiedzialność na barki samorządów, budując przy tym potężny i nieprzejrzysty państwowy monopol. Ogromne obciążenia z tytułu tej nieprzemyślanej reformy ostatecznie poniosą podatnicy. Dokument w obecnym kształcie zagraża działaniu całego systemu i wymaga całkowitej przebudowy w oparciu o wolnorynkowy pragmatyzm.
Więcej na ten temat przeczytacie w ekspertyzie, która dostępna jest poniżej.

5 godzin temu













