Przeciętny Polak zarabia w okolicach mediany dochodu ok. 7500 zł brutto/m-c (5.5k netto). Z takimi poborami, po przepracowaniu 40 lat, dostanie w 2041 roku świadczenie minimalne – w granicach dzisiejszych 1800 zł/netto. Nieco ponad 30% ostatniej pensji netto. Dokładnie takie same 1800 zł, co:
- dzisiejszy trzydziestolatek z pensją na poziomie średniej krajowej (szacunki ekonomistów na rok 2060),
- matka czwórki dzieci, która nigdy nie pracowała (rodzicielskie świadczenie uzupełniające Mama4+),
- wiecznie bezrobotna pięćdziesięciolatka, jeżeli zdecydowała się wyjść za mąż za 70-latka, robiącego jej tę uprzejmość i umierającego po 5 latach (renta rodzinna),
- kobieta, gdyby przepracowała 15 lat plus 5 lat studiowała (emerytura minimalna),
- mężczyzna po 20 latach pracy i 5 lat studiów (emerytura minimalna).
Czy kogoś jeszcze nie wymieniłem? Oczywiście. Rolnika z Marszałkowskiej (płacił KRUS przez 25 lat), prowadzącego przez 25 lat własny biznes itd.
I tym sposobem, po konstatacji, iż polski system emerytalno-rentowy daje świadczenie luźno związane z wkładem (namawiający do dłuższej pracy poseł powie „Ile wpłacisz, tyle dostaniesz”), przejdziemy do bardzo ważnego pytania:
Jak za taką sumę przeżyć?
Fakt 1. W mieście, bez własnego mieszkania – niemożliwe. Patrząc na ceny wynajmu, czynsze itp. – nieposiadanie własnego lokum wyklucza przeżycie. Kto uwierzył w te wszystkie opowieści o „fantastycznej elastyczności najmu”, nie ma szans na funkcjonowanie. jeżeli nie dostanie taniej „komunałki”, kąta przy rodzinie itp. wypada z gry. Płacenie choćby 1000 zł za pokój, plus koszt kilku rzeczy: jedzenia, leków, internetu, telefonu, ubrania, wyczyści rachunek do 0.
Fakt 2.Własne mieszkanie nie może być zbyt duże. Podam prosty przykład. Mój kumpel ma 38m2 kawalerkę w bloku zarządzanym przez wspólnotę, a więc dość tanią. Za 1 osobę, ze śmieciami, centralnym ogrzewaniem, płaci ok. 600 zł/m-c. Doliczmy do tego: prąd, gaz, internet, telefon, TV (streaming), podatek i zsumujmy. Wychodzi 900 zł. Na pozostałe wydatki zostanie połowa. Gdyby mieszkanie miało 60 m2 opłata wzrosłaby do 1150 zł. Na wszystko inne zostaje 650 zł. A piszę o taniej wspólnocie. W spółdzielni 60 m2=1500 zł (z opłatami).
Fakt 3.Co dwie emerytury, to nie jedna. Dwa pierwsze fakty uświadomiły bolesną prawdę – samotne życie okaże się znacznie trudniejsze. Samotnik zapłaci za mieszkanie 1/2 świadczenia. Dwójka już nieco ponad 1/4. Drastyczna różnica. My jednak sobie nie wybieramy momentu. Śmierć współmałżonka może prowadzić do nędzy.
Fakt 4. Na wsi będzie taniej. Wyprowadzka na tereny wiejskie ma szereg zalet, także finansowych na emeryturze. o ile właściciel 38m2 kawalerki zapłaci 900 zł za dach nad głową, na wsi spokojnie może to być 500 zł. Na „życie”zostanie nie 900 zł, a 1300 zł. Do tego damy radę uprawiać tanie warzywa, owoce, czyli te produkty, na które w mieście po prostu nas nie stać, bo kosztują drogo. Wiejski dom nie wymaga czynszu, czasem choćby opłaty za wodę, pali się drewnem (znacznie tańsze niż miejskie c.o.), podatki są niższe.
Fakt 5. Życie przeciętnego Polaka na państwowej emeryturze będzie biedne. Ostateczna konstatacja, która wielu szokuje. 1800 zł ledwie wystarczy na skromną egzystencję. Trzeba pozbyć się wielu wydatków (np. sprzedać samochód) i oglądać dwa razy każdą złotowkę. Luksusów nie zobaczymy. 900 zł po uregulowaniu opłat nie wygląda jak świetny plan. Dlatego już teraz wielu emerytów pracuje. Lepiej dostawać przez cały czas te 7200 zł/m-c (minimalna emerytura plus mediana pensji) niż 1800 zł. A iż oznacza to pracę do śmierci, to inna historia.









