Materiał opracowano na podstawie publikacji „Elita Dobry Hodowca” z 2024 oraz materiału Andrzeja Rutkowskiego z Tygodnik-Rolniczy.pl.
Jak rodzina Vossenów trafiła do dawnego PGR-u w Kruszynie
Luc Vossen od 12 lat mieszka w Polsce i prowadzi gospodarstwo mleczne w Kruszynie. Zanim jednak farma trafiła w ręce jego rodziny, przechodziła przez kilka etapów. Najpierw funkcjonował tam PGR, później spółka pracownicza, a pod koniec lat 90. gospodarstwo przejął inwestor z Irlandii. To właśnie wtedy powstała farma na 800 krów.
W 2003 roku obiekt wystawiono na sprzedaż. Kupił go ojciec Luca Vossena, którego rodzina od lat była związana z produkcją mleka w Holandii. Sam Luc podkreśla, iż to biznes rodzinny budowany od pokoleń. Jak mówi, mleko produkował już jego dziadek, a później działalność rozwijali ojciec i wujek.
Dziś rodzina Vossenów działa nie tylko w Polsce. W Holandii przez cały czas prowadzi hodowlę świń, uprawia warzywa i ma biogazownię. Właścicieli całego biznesu jest siedmiu – część pracuje w Polsce, część w Holandii. Gospodarstwo w Kruszynie jest więc częścią większego rodzinnego biznesu, ale to właśnie tutaj skoncentrowano produkcję mleka.
Skala gospodarstwa jest większa niż samo stado krów mlecznych. Odchów około 1000 jałówek prowadzony jest w drugiej lokalizacji, oddalonej o 50 km od Kruszyny. Rodzina Vossenów uprawia też 900 ha kukurydzy, lucerny i zbóż, a roczna produkcja mleka wynosi około 14 mln litrów.
Dlaczego w Holandii coraz trudniej rozwijać produkcję mleka
Luc Vossen nie ukrywa, iż dziś warunki do produkcji mleka są w Holandii dużo trudniejsze niż kiedyś. Jak mówi, w jego rodzinnym kraju od kilku lat widać silny trend likwidacji gospodarstw mlecznych. Jego rodzina także wycofała się tam z utrzymywania bydła.
Najpierw wszystkie krowy przeniesiono do Polski, a w Holandii przez pewien czas prowadzono jeszcze odchów jałówek. Z tego również ostatecznie zrezygnowano. Powód? Coraz więcej ograniczeń, które mocno utrudniają rozwój stad.
Chodzi przede wszystkim o rygorystyczne kwoty fosforanowe uzależnione od liczby zwierząt i powierzchni użytków rolnych. Do tego dochodzą kolejne ograniczenia związane z produkcją azotu. Zdaniem Luca Vossena to właśnie te przepisy sprawiły, iż rozwój gospodarstw mlecznych w Holandii został w praktyce zablokowany.
Hodowca ocenia wprost, iż ostatnie lata nie sprzyjają tam produkcji rolniczej, a szczególnie zwierzęcej. Dlatego produkcja mleka została skoncentrowana w Polsce, gdzie rodzina Vossenów prowadzi dziś główne gospodarstwo mleczne.
Jak z gospodarstwa na 800 krów powstała farma utrzymująca 1400 sztuk
Gospodarstwo w Kruszynie nie od razu działało w obecnej skali. Jak wspomina Luc Vossen, pod koniec lat 90., gdy w obiekcie pojawił się inwestor z Irlandii, powstała tam farma na 800 krów. To był istotny moment w rozwoju tego miejsca.
Dziś stado jest już znacznie większe i liczy 1400 krów. Rozwój gospodarstwa wymagał nie tylko większej liczby stanowisk, ale też takiej organizacji, która pozwala obsłużyć duże stado bez przestojów. Przy takiej liczbie zwierząt liczy się już nie tylko skala, ale też to, czy cały system działa płynnie na co dzień.
W Kruszynie produkcja została oparta na rozwiązaniach, które mają obsłużyć duże stado w jednym miejscu i w określonym rytmie pracy. Dotyczy to zarówno doju, jak i żywienia, podziału krów na grupy czy organizacji budynków.
Dlaczego Luc Vossen przy nowej inwestycji znów postawił na Dairymaster
Przy wymianie hali udojowej Luc Vossen nie szukał rozwiązania od zera. Postawił na firmę, którą już dobrze znał. W gospodarstwie wcześniej pracowała hala Dairymaster i, jak podkreśla hodowca, przez lata była niezawodna. To właśnie ten argument miał dla niego największe znaczenie.
W Kruszynie już wcześniej działała dojarnia tej marki. Co więcej, była to pierwsza hala Dairymaster zamontowana w Polsce, jeszcze przez poprzednich właścicieli z Irlandii. Nowa inwestycja nie oznaczała więc zmiany całej filozofii pracy, ale raczej wejście w sprawdzony system, który gospodarstwo znało od lat.
Vossen zwraca uwagę, iż zdecydował się ponownie na halę typu swing-over. W takim układzie jeden rząd aparatów udojowych obsługuje obie strony hali, dzięki czemu można ograniczyć koszty inwestycji i lepiej wykorzystać sprzęt podczas pracy. Jak mówi hodowca, to rozwiązanie jest też po prostu wygodne w codziennej obsłudze.
Nowa hala w jeden dzień i dój choćby 250 krów na godzinę
W tak dużym gospodarstwie wymiana hali udojowej nie mogła sparaliżować codziennej pracy. Krowy trzeba doić dwa razy dziennie, więc czasu w dłuższy przestój po prostu nie było. Dlatego dla Luca Vossena najważniejsze było to, by montaż nowej hali przeprowadzić jak najszybciej.
Jak podkreśla hodowca, udało się to zrobić w zaledwie jeden dzień. Dzięki temu nie trzeba było organizować tymczasowej hali zastępczej, co oznaczałoby dodatkowe koszty i spore utrudnienia. W praktyce gospodarstwo mogło gwałtownie wrócić do normalnego rytmu pracy.
Nowa dojarnia Dairymaster ma układ 2 x 40 stanowisk i jest wyposażona w 40 aparatów udojowych. Na każdym stanowisku krowa jest identyfikowana, a dojarz na monitorze widzi najważniejsze informacje, m.in. ilość mleka, temperaturę i czas doju. Efekt? Średnio w Kruszynie udaje się wydoić od 200 do 250 krów na godzinę.
Przy 1400 krowach hala okazała się praktyczniejsza niż roboty udojowe
Choć rodzina Vossenów miała doświadczenie z robotami udojowymi już pod koniec lat 90., Luc Vossen nie zdecydował się na taki kierunek w Kruszynie. Jak przyznaje, w Holandii roboty sprawdzały się przez lata, ale przy stadzie liczącym około 300 krów.
Przy 1400 krowach sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Hodowca wylicza, iż w takim gospodarstwie potrzeba byłoby około 20 robotów udojowych. To oznaczałoby nie tylko bardzo duży koszt, ale też kolejne inwestycje związane z dostosowaniem budynków do doju automatycznego.
Dziś cały dój odbywa się w jednym miejscu i w określonym czasie, dwa razy dziennie. W ocenie Vossena to rozwiązanie lepiej porządkuje pracę przy tak dużym stadzie. Przy robotach dój byłby rozproszony nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie, a to przy tej skali gospodarstwa nie byłoby dla niego najlepszym wyborem.
Jak w Kruszynie zorganizowano grupy technologiczne i żywienie stada
Przy stadzie liczącym 1400 krów dobra organizacja to podstawa. W gospodarstwie w Kruszynie krowy dojone podzielono na grupy technologiczne liczące do 200 sztuk. Jak wyjaśnia Luc Vossen, przy tak dużej skali szczególnie ważne jest oddzielenie pierwiastek od wieloródek.
Taki podział ułatwia obserwację zwierząt i ogranicza dominację starszych, silniejszych krów nad młodszymi. To ma znaczenie nie tylko dla pobrania paszy, ale też dla wydajności mlecznej i rozrodu. Osobną uwagę gospodarstwo poświęca również krowom świeżo wycielonym. Dla tzw. grupy fresh, czyli krów do 30. dnia po wycieleniu, przeznaczono więcej miejsca, by miały łatwiejszy dostęp do paszy i wody oraz spokojniejsze warunki.
Stado żywione jest przy użyciu samojezdnego wozu paszowego RMH Turbomix 24Gold o pojemności 24 m3. Wszystkie pasze podawane są w formie TMR, bez dodatkowego dokarmiania podczas doju czy na stacjach paszowych. Vossen ocenia ten paszowóz jako bardzo dobry, choć przy tak dużym stadzie trochę za mały. Jak zaznacza, większego modelu nie dało się jednak wprowadzić ze względu na wysokość budynków.
Separat, wentylatory i igloo, czyli jak działa farma w codziennej praktyce
W Kruszynie krowy utrzymywane są na separacie z gnojowicy, który kilka lat temu wprowadzono do gospodarstwa. Jak podkreśla Luc Vossen, to rozwiązanie dobrze sprawdza się w dużym stadzie, o ile separat jest odpowiednio suchy i świeży. W jego gospodarstwie dodatkowo miesza się go z wapnem.
Duże znaczenie ma też regularne usuwanie gnojowicy. W oborach pracują automatyczne zgarniacze GEA, które uruchamiają się co godzinę. Chodzi o to, by racice pozostawały możliwie suche, co pomaga ograniczać problemy zdrowotne.
W kompleksie dwóch obór pracują zgarniacze GEA załączane automatycznie co godzinę FOTO: Andrzej RutkowskiPrzy takiej skali ważna jest również wentylacja. W dwóch oborach w Kruszynie pracuje aż 130 wentylatorów. Każdy z budynków ma 50 m szerokości i 130 m długości, a w każdym utrzymywanych jest około 700 krów. Jak zaznacza hodowca, mimo iż są to obory otwarte, ich niewielka kubatura wymaga wsparcia wentylacją wymuszoną, szczególnie latem.
Odchów cieląt prowadzony jest z kolei w budkach typu igloo. Zdaniem Luca Vossena taki system dobrze służy cielętom, choć przy bardzo dużym gospodarstwie jego minusem jest po prostu liczba budek, jaką trzeba przygotować.
Źródło: Materiał opracowano na podstawie publikacji, która ukazała się wcześniej na łamach dwumiesięcznika „Elita Dobry Hodowca”, oraz materiału Andrzeja Rutkowskiego opublikowanego w serwisie Tygodnik-Rolniczy.pl.

59 minut temu














