Rakiety spadają, a giełda rośnie. Co widzi rynek w Izraelu?

4 dni temu

W Izraelu spadają rakiety, wyją syreny, a giełda… rośnie. Brzmi jak błąd systemu, prawda? Zamiast panicznej wyprzedaży mamy indeksy blisko rekordów i kapitał, który nie ucieka, tylko napływa. Z czego to wynika?

Rynek, moi drodzy, nie patrzy jedynie na samą wojnę, tylko na to, co może być po niej, i już zaczyna wyceniać scenariusz, w którym jedno z największych zagrożeń dla Izraela znika. A jeżeli tak, to znika też stopniowo dyskonto geopolityczne, jakie giełda w Izraelu miała nakładane.

Inwestorzy nie reagują więc na rakiety, bo te w Izraelu spadają od dekad. Reagują bardziej na możliwość kompletnego braku tych rakiet w przyszłości.

To jedna z najważniejszych zasad giełdy. Rynek prawie nigdy nie wycenia teraźniejszości. Rynek wycenia przyszłość. Dlatego bardzo często zachowuje się w sposób, który z perspektywy nagłówków wygląda wręcz absurdalnie.

Bo giełda nie reaguje tylko na to, co się dzieje. Giełda reaguje przede wszystkim na to, co może przestać się dziać.

W przypadku Izraela to różnica fundamentalna. Dla przeciętnego obserwatora wojna oznacza chaos, strach i ryzyko. Dla rynku może jednak oznaczać początek końca wieloletniego zagrożenia, które od dekad ciążyło nad całym krajem, jego walutą i wycenami spółek.

Rakiety spadają, a giełda rośnie. Co widzi rynek w Izraelu?

Inwestuj z Freedom24 – regulowanym brokerem notowanym na NASDAQ
Odbierz do 20 darmowych akcji na start.
Dowiedz się więcej

Jak działa izraelska giełda i czym adekwatnie jest TASE?

Żeby to wszystko lepiej zrozumieć, przybliżmy sobie na starcie charakter całego izraelskiego rynku akcji.

Tel Aviv Stock Exchange, czyli TASE, to jedyna giełda papierów wartościowych działająca w Izraelu. Niewielka na tle USA czy Europy Zachodniej, ale bardzo specyficzna, bo łączy cechy giełdy rozwiniętej technologicznie z rynkiem, który niemal stale funkcjonuje pod presją geopolityki.

Pod względem liczby notowanych na głównym rynku spółek TASE jest choćby większa od GPW. Na koniec marca 2025 notowano tam akcje ponad pięciuset spółek. Dla porównania na GPW było wówczas około 100 mniej.

Znacząca część z nich jest też jednocześnie obecna na zagranicznych rynkach, głównie w USA, Wielkiej Brytanii czy Singapurze. Takie podwójnie notowane spółki odpowiadają za największy udział w kapitalizacji oraz obrotach całego rynku, co dobrze pokazuje, jak silnie izraelska giełda jest powiązana z kapitałem amerykańskim.

Przekrój spółek na TASE jest też charakterystycznie zbliżony do USA. Dominuje tu technologia. To około 150 spółek ze wszystkich 500, co czyni z TASE prawdziwą wylęgarnię startupów. Sektor high-tech w ogóle generuje blisko 20% PKB i odpowiada za ponad połowę eksportu całego kraju.

To pokazuje, iż Izrael nie jest rynkiem rosnącym wyłącznie dlatego, iż trwa wojna i ktoś zarabia na zbrojeniówce. To nie jest gospodarka oparta na jednym militarnym impulsie, a rynek, który ma pod spodem bardzo mocny silnik technologiczny, innowacyjny i eksportowy.

Wojna może żonglować sentymentem, ale długoterminowa siła izraelskiego rynku bierze się z jakości biznesów, które tam funkcjonują.

Technologia, deep tech i obronność jako fundament izraelskiego rynku akcji

Dobrym przykładem izraelskiego deep techu jest Tower Semiconductor, firma działająca w świecie półprzewodników.

Tower działa jako tzw. foundry, czyli produkuje układy scalone na zamówienie dla innych firm. Korzysta z tego przemysł, medycyna, motoryzacja czy sektor obronny. To strategiczne nisze, w których liczy się nie skala jak u największych graczy, ale precyzja i zdolność dostosowania technologii do konkretnych zastosowań.

Ważną rolę odgrywa też segment obronny. W przeciwieństwie do wielu krajów, gdzie zbrojeniówka funkcjonuje głównie jako beneficjent zamówień publicznych, w Izraelu jest to także silny, konkurencyjny segment eksportowy. Dobrym przykładem spółki będzie tutaj Elbit Systems.

Największa prywatna firma zbrojeniowa w Izraelu i jeden z kluczowych graczy w globalnym sektorze obronnym. Firma zajmuje się produkcją szerokiego spektrum technologii wojskowych: od dronów i systemów bezzałogowych, przez elektronikę i systemy łączności, po zaawansowane rozwiązania dla lotnictwa i wojsk lądowych. To kompleksowy dostawca technologii dla całej nowoczesnej armii.

Wiele produktów Elbitu ma status „sprawdzonych w praktyce”, co w tej akurat branży mocno podbija atrakcyjność dla kupujących.

Tutaj też widać specyfikę izraelskiego rynku. W wielu krajach geopolityka jest dla giełdy czymś zewnętrznym i dalekim. W Izraelu geopolityka jest częścią codzienności, a dla części spółek wręcz elementem modelu funkcjonowania państwa i gospodarki.

To oczywiście nie znaczy, iż wojna jest dobra dla wszystkich sektorów, bo nie jest, ale znaczy, iż izraelski rynek od lat działa w warunkach, które dla większości innych giełd byłyby kompletnie nadzwyczajne.

Dlaczego giełda rośnie w czasie wojny?

Izrael jako państwo funkcjonuje od dawna w dość trudnym otoczeniu. W praktyce oznacza to, iż bezpieczeństwo i obronność nie są jednym z wielu obszarów polityki, tylko priorytetem. Zagrożenie będące stanem ciągłym, a nie jedynie epizodem, jest też odpowiedzią na pytanie, dlaczego izraelska giełda zachowuje się kompletnie inaczej niż większość rozwiniętych rynków w reakcji na wybuch wojny.

Mechanizm jest prosty, choć często trudny do zaakceptowania z zewnątrz: inwestorzy nie skupiają się na bieżących wydarzeniach, tylko wyceniają przyszłość.

Nie jest to też przecież pierwszy raz w historii, kiedy rynek zachowuje się wbrew intuicji.

Giełdy bardzo często odbijają wtedy, gdy wiadomości wciąż są złe, ale inwestorzy uznają, iż najgorszy scenariusz właśnie przestaje być bazowym.

Na tym polega paradoks rynku. Im bardziej dramatyczne są nagłówki, tym częściej kapitał zaczyna patrzeć dalej niż same nagłówki.

Dlatego choćby w warunkach konfliktu ceny akcji mogą rosnąć, jeżeli rośnie przekonanie, iż w dłuższym horyzoncie otoczenie stanie się bardziej stabilne. W przypadku Izraela oznaczałoby to przejście z gospodarki funkcjonującej w permanentnym zagrożeniu do bardziej przewidywalnego układu. Jednym z kluczowych scenariuszy, które rynek próbuje dziś dyskontować, jest ograniczenie potencjału militarnego i ogólne osłabienie Iranu.

To znaczy, iż o ile dla większości świata wojna z Iranem oznacza głównie wyższe ceny ropy i gazu, to dla Izraela wojna z Iranem oznacza przede wszystkim potencjalne osłabienie Iranu. Dlatego giełda rośnie. Żeby lepiej to zrozumieć, wyobraźcie sobie, iż USA atakuje bezpośrednio Rosję. Jak myślicie, jak zareagowałaby giełda w Ukrainie? Raczej pozytywnie, prawda? Dokładnie na tej samej zasadzie działają dziś wzrosty w Izraelu.

To pokazuje, iż jeżeli patrzysz tylko na emocjonalny ciężar informacji, to możesz kompletnie nie zrozumieć ruchu rynku. Rynek nie pyta, czy sytuacja jest straszna. Pyta, czy za pół roku lub za dwa lata będzie lepsza niż dziś.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Izrael, Iran i reakcja rynku w ostatnich tygodniach

Tę logikę najlepiej widać na kursach z ostatnich tygodni. W marcu tego roku USA razem z Izraelem przeprowadziły uderzenie na Iran. Reakcja rynku była zaskakująca: giełda w Tel Awiwie otworzyła się wyraźną luką wzrostową, a przez kolejne dni indeksy rosły wraz z napływem pozytywnych informacji z frontu. Inwestorzy grali pod szybkie rozstrzygnięcie konfliktu i potencjalne osłabienie jednego z głównych zagrożeń dla Izraela.

Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, gdy stało się jasne, iż scenariusz szybkiej zmiany reżimu jest mało realny. Rynek skorygował oczekiwania i zaczął uwzględniać możliwość dłuższego konfliktu. To przełożyło się na większą ostrożność i chwilowe pogorszenie sentymentu.

Mimo tego izraelska giełda pozostaje blisko historycznych maksimów i utrzymuje poziomy zbliżone do tych z lutego, choćby w sytuacji, gdy kraj niemal codziennie doświadcza ataków rakietowych. Jeszcze lepiej widać to, gdy spojrzymy szerzej, nie na tygodnie, ale na ostatnie kilkanaście miesięcy.

Od ataku Hamasu do silnej hossy na TASE

Na obecną zaostrzoną ścieżkę wojenną Izrael wkroczył w październiku 2023 r. po ataku Hamasu. Wtedy rozpoczęły się intensywne działania militarne: najpierw operacja w Gazie, później starcia z Hezbollahem w Libanie, a potem bezpośrednie uderzenia na Iran. Dziś jesteśmy w kolejnej odsłonie tego samego procesu, tylko na wyższym poziomie.

Intuicyjnie można by oczekiwać, iż tak długotrwały konflikt będzie silnie ciążył rynkowi akcji. Tymczasem stało się coś odwrotnego. Od października 2023 r. szeroki indeks TA-125 wzrósł o około 160%.

Szczególnie imponująco wygląda stopa zwrotu na tle innych światowych indeksów. W 2025 r. izraelska giełda rosła niemal nieprzerwanie, a jej indeksy przewyższały kilkukrotnie wyniki większości głównych rynków, w tym także USA.

I to nie jest tylko efekt wzrostu zysków spółek. Te wzrosły, ale nie aż tak, żeby odpowiadać za podobne wzrosty fundamentalnie. To w dużej mierze efekt tzw. re-ratingu rynku.

Sytuacji, w której inwestorzy są gotowi płacić wyższe mnożniki za te same biznesy, bo zmienia się postrzegane ryzyko. Innymi słowy: to nie tylko spółki stały się lepsze. Po prostu rynek uznał, iż są mniej ryzykowne niż wcześniej, a to potrafi wygenerować bardzo silne ruchy cenowe w relatywnie krótkim czasie.

Notowania TASE i szekel jako sygnał zaufania do Izraela

Skalę wzrostu zaufania pokazuje też jeszcze jeden wykres: notowania samego Tel Aviv Stock Exchange. Firma pełni kluczową rolę w tym systemie, odpowiadając za organizację obrotu akcjami, obligacjami i funduszami ETF. Jej model biznesowy opiera się przede wszystkim na opłatach transakcyjnych, opłatach za notowania oraz sprzedaży danych z własnej giełdy. W praktyce jest to izraelski odpowiednik GPW.

Sama spółka w ogóle stała się jednym z największych beneficjentów ostatnich wydarzeń na rynku. Wraz z nasilającym się konfliktem na Bliskim Wschodzie przyszedł wzrost obrotów na giełdzie i większe zainteresowanie inwestorów. W efekcie wyniki finansowe mocno podskoczyły.

Przychody TASE za 2025 wynosiły 563 miliony, podczas gdy jeszcze w 2023 roku było to niecałe 390 milionów. Efekt jest spektakularny: od czasu ataku Hamasu w październiku 2023 r. akcje TASE wzrosły o około 700%.

Historię o paradoksalnym wzroście zaufania do rynku przy toczącej się wojnie wzmacnia też kurs izraelskiej waluty.

Szekel od czasu ataku Hamasu umocnił się względem dolara o około 30%, a obecna eskalacja w stronę Iranu nic tutaj nie zmieniła. Silniejsza waluta to sygnał, iż kapitał nie ucieka z kraju, wręcz przeciwnie.

Kurs waluty często działa jak papierek lakmusowy zaufania do całego państwa. Akcje mogą czasem rosnąć lokalnie z bardzo różnych powodów, ale jeżeli jednocześnie wzmacnia się waluta, to znaczy, iż inwestorzy kupują nie tylko pojedyncze spółki, ale też sam kraj jako historię inwestycyjną.

Pośrednio wspiera to też oczywiście rynek akcji. Spada postrzegane ryzyko kraju, co obniża tzw. premię za ryzyko i pozwala na wyższe wyceny spółek. Po drugie, mocniejszy szekel oznacza niższe koszty importu, co poprawia marże wielu firm, zwłaszcza w sektorach takich jak handel, przemysł czy energetyka. Po trzecie, napływ kapitału zagranicznego często trafia jednocześnie na rynek walutowy i giełdowy, wzmacniając oba te segmenty równolegle.

Oczywiście nie jest to efekt jednoznacznie pozytywny dla wszystkich. Eksporterzy mogą odczuwać presję, bo ich przychody w dolarach są mniej warte po przeliczeniu na lokalną walutę. Jednak z perspektywy całego rynku silny szekel działa jak potwierdzenie trendu: pokazuje, iż inwestorzy wierzą nie tylko w spółki, ale w cały kraj jako miejsce do lokowania kapitału.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Kto kupuje izraelskie akcje i skąd bierze się napływ kapitału?

Tu pojawia się pewnie u wielu osób pytanie: kto adekwatnie kupuje te akcje? W przypadku takich rynków jak Izrael kluczową rolę odgrywa kapitał zagraniczny, w tym głównie duże fundusze instytucjonalne z USA.

Jeśli dla nich ryzyko kraju spada, to Izrael zaczyna wyglądać jak bardzo atrakcyjna kombinacja: gospodarka technologiczna jak w USA, ale wyceny często niższe właśnie przez wcześniejsze ryzyko.

W takim układzie napływ kapitału może być bardzo dynamiczny, bo wystarczy niewielka zmiana percepcji ryzyka, żeby duże fundusze zaczęły zwiększać ekspozycję na cały kraj.

To też istotny powód, dla którego ruchy na takich rynkach potrafią być tak gwałtowne.

Tego typu sygnały szczególnie sprawdzają się w przypadku nieco mniejszych rynków, gdzie zagraniczne fundusze często napędzają hossę. Podobne mechanizmy obserwujemy na GPW, głównie na indeksie WIG20, gdzie siła waluty często pokrywa się z siłą największych spółek.

Czy izraelska giełda ma jeszcze potencjał do dalszych wzrostów?

W tym miejscu warto się zastanowić, czy inwestorzy mogą liczyć na dalsze wzrosty i jaki rozwój wydarzeń byłby dobry dla Izraela. Skoro giełda wyceniła już tak dużo optymizmu, to pojawia się pytanie, czy tutaj wciąż pozostało paliwo do dalszych wzrostów, czy raczej większość dobrych wiadomości została już rozegrana.

Idealnym przebiegiem jest scenariusz, w którym trwająca wojna doprowadza do szybkiej i trwałej neutralizacji irańskich zdolności. Inwestorzy będą dalej mogli grać pod tzw. „dywidendę pokoju po wojnie”. Giełda izraelska bez widma rakiet może stać się jednym z bardziej atrakcyjnych rynków. Ma rozwinięty sektor technologiczny i atrakcyjną demografię.

Warto jednak pamiętać, iż ten mechanizm działa w dwie strony. Skoro duża część wzrostów wynika z tego, iż znika dyskonto za ryzyko, to w pewnym momencie ten efekt po prostu się wyczerpuje. Nie można usuwać dyskonta w nieskończoność.

W pewnym momencie rynek przechodzi z fazy „odrabiania strachu” do fazy, w której dalsze wzrosty muszą być już oparte na realnym wzroście zysków spółek.

Dlatego najważniejsze nie jest samo zakończenie wojny, tylko to, co po niej zostanie. Czy Izrael faktycznie stanie się trwale bezpieczniejszym miejscem do prowadzenia biznesu, czy tylko przejdzie z jednej fazy konfliktu w kolejną.

Izraelska giełda rośnie w czasie wojny nie dlatego, iż inwestorzy ignorują ryzyko.

Tylko dlatego, iż próbują wycenić świat, w którym to ryzyko za jakiś czas może być po prostu mniejsze.

To jedna z najważniejszych lekcji inwestowania: na giełdzie nie wygrywa ten, kto najlepiej rozumie teraźniejszość, tylko ten, kto szybciej od innych zrozumie przyszłość.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału