Raport ISBiznes.pl: Demokraci wygrali midterms, ale rynki mają swoje problemy

1 godzina temu

Zdecydowane zwycięstwo Demokratów w amerykańskich wyborach połówkowych tzw. midterms w sumie nie stanowiło zaskoczenia dla rynków i po początkowym zachwianiu nastąpiła stabilizacja. Wybory bowiem nie stanowiły zagrożenia, zagrożenie to daleka od zakończenia wojna koalicji izraelsko-amerykańskiej z Iranem, inwazja rosyjska na Ukrainę oraz boom w sferze sztucznej inteligencji, którego niestabilny charakter napędza wzrost gospodarczy i inflację w czasie, gdy zadłużenie największej gospodarki świata nieustannie rośnie.

Światowe rynki po początkowym zachwianiu odrobiły straty. Główne indeksy giełdowe odwróciły wcześniejsze spadki wychodząc na plus, zyskały również obligacje skarbowe oraz złoto, w górę poszły również kontrakty terminowe na amerykańskie akcje. Niepewność ustąpiła, inwestorzy, którzy powrócili na rynek uznali, iż wyniki wyborów prawdopodobnie nie doprowadzą do gwałtownej zmiany zasad i czekają na odbicia w branżach, które dotąd odnotowywały spadki – na przykład w branży technologicznej.

Prezydent Donald Trump uznał wyniki wyborów i pogratulował Demokratom „dobrze wykonanej roboty”, a efekt midterms to Senat 54:44 dla Demokratów, Izba Reprezentantów 237:146 dla Demokratów i gubernatorzy 28:20 też dla Demokratów.

Obecnie rynek wrócił już do starych problemów – wlokącej się i dalekiej od pokoju Wojny w Zatoce, która spowodowała tegoroczny wzrost cen ropy o 70% oraz sporu o amerykańskie wydatki budżetowe. Problemem jest także szybki wzrost nakładów inwestycyjnych na AI oraz wysokie zadłużenie USA – ale i innych państw rozwiniętych – co przyczyniło się do wzrostu kosztów zaciągania długu do poziomów niewidzianych od dekad i obnażyło słabe strony systemu finansowego, nie tylko zresztą amerykańskiego.

„Najpoważniejsze konsekwencje dla rynków mogą pojawić się, jeżeli po zakończeniu wyborów środkowej kadencji prezydent Donald Trump zdecyduje się na eskalację działań na Bliskim Wschodzie. Gdyby doszło do eskalacji, a ceny energii poszybowały w górę, mogłoby to negatywnie wpłynąć zarówno na akcje, jak i obligacje” – stwierdził w nocie Mike Bell, szef strategii rynkowej w RBC BlueBay Asset Management, firmie zarządzającej aktywami o wartości blisko 600 mld dolarów.

Ceny baryłki ropy przez cały czas bowiem utrzymują się powyżej 100 dolarów, co przekłada się na wyższe koszty paliwa dla konsumentów i przedsiębiorstw. Prawdopodobny jest z tego powodu wzrost innych cen ze względu choćby na koszty transportu, co z uwagą monitorują banki centralne, bo mogłoby to wymusić znacznie wyższe stopy procentowe.

Co istotne, Rezerwa Federalna od ponad pięciu lat nie osiąga swojego celu inflacyjnego. Z kolei z danych opublikowanych 4 listopada wynika, iż ​​w październiku inflacja w strefie euro osiągnęła najwyższy od trzech lat poziom – 4% – i to głównie za sprawą drogiej energii. W kolejnych miesiącach spodziewany jest jej dalszy wzrost, co umacnia rynkowe oczekiwania, iż ​​w grudniu Europejski Bank Centralny zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych.

Obecne wybory nie przesądzają na razie o niczym, zresztą „stary” Kongres, w którym Donald Trump i jego zwolennicy mają przewagę, pozostanie jeszcze przez 2 miesiące. Analitycy wskazują więc, iż ryzyko geopolityczne pozostaje wysokie. A inwestorzy dobrze pamiętają takie choćby zaskakujące wydarzenia jak schwytanie prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro przez US Army, czy wojna handlowa z aliantami z Europy w kontekście sporu o Grenlandię.

„W ostatnich dwóch latach prezydentury Trumpa musimy prawdopodobnie przygotować się na znaczne zawirowania w polityce zagranicznej” – przyznaje Holger Schmieding, główny ekonomista banku Berenberg.

W polityce wewnętrznej analitycy spodziewają się, iż nowy „demokratyczny” Kongres może zaostrzyć kontrolę regulacyjną, co z kolei mogłoby zahamować dynamiczny rozwój sektora sztucznej inteligencji. A byłoby to dokładnie tym, czego spodziewają się wyborcy Partii Demokratycznej opowiadający się za ściślejszą kontrolą nad sztuczną inteligencją AI, na pewno więc nowy Kongres podda ten sektor uważnej analizie.

„Sztuczna inteligencja stanowi najważniejszy element amerykańskiego wzrostu gospodarczego. Dlatego ktokolwiek znajdzie się u władzy, będzie starał się pogodzić dwie kwestie: wspieranie rozwoju tej technologii przy jednoczesnym uwzględnieniu obaw dotyczących jej przystępności cenowej” – powiedziała Bloomberg Seema Shah, główna strateg ds. globalnych w Principal Asset Management. Jak dodała, obecny stan rynku nie jest niczym dziwnym, bowiem od zakończenia II wojny światowej indeks S&P zawsze znajdował się na wyższym poziomie do roku po wyborach midterms. Jednak trzeba będzie uważnie obserwować politykę fiskalną, która po wynikach wyborów może zostać poddana jeszcze większym ograniczeniom, do czego dojdą też problemy budżetowe.

„Spodziewamy się, iż zmienność na rynkach się utrzyma. Nadchodzący rok będzie pełen ogromnych emocji i napięć” – zauważyła.

To samo stwierdziła Reuters Phoenix Kalen, szefowa działu badań nad rynkami wschodzącymi w Societe Generale, według której utrzymanie kontroli Demokratów nad Kongresem prawdopodobnie zaowocuje ściślejszą kontrolą polityki fiskalnej i ograniczy możliwości Trumpa w zakresie zwiększania wydatków publicznych.

„Nakłada to bardziej rygorystyczne ograniczenia na politykę fiskalną, co powinno nieco złagodzić presję na rentowności amerykańskich obligacji” – oceniła ekspertka.

Reakcja rynku jest zbieżna z tą, którą obserwowano dzień po poprzednich wyborach połówkowych w 2022 roku. Wówczas indeks S&P zakończył dzień po głosowaniu wzrostem o 1,4%, europejski indeks STOXX zyskał 1,8%, kurs euro wzrósł o ponad 2%, a złoto podrożało o 3,1%.

4 listopada po ogłoszeniu pierwszych jeszcze nie do końca oficjalnych wyników wyborów rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły. Do kosza poszedł bowiem oceniany przez analityków jako „wariacki” plan Donalda Trumpa, by jeżeli Republikanie zwyciężyli w wyborach, każdy Amerykanin dostał 5000 dolarów. A zarówno inwestorzy, jak i analitycy i ekonomiści wyrażają obawy związane z amerykańskim długiem publicznym, który niedawno przekroczył 40 bln dolarów, co przyczyniło się w tym roku do wzrostu rentowności obligacji rządowych.

Kongres odroczył kontrowersyjną debatę na temat wydatków w roku budżetowym 2027 do czasu po midterms, wyznaczając 11 grudnia jako termin osiągnięcia porozumienia w sprawie finansowania. Jednak, ponieważ termin podniesienia limitu zadłużenia prawdopodobnie nie nadejdzie wcześniej niż pod koniec 2027 roku, Republikanie pod wodzą Trumpa będą mieli bardzo trudne negocjacje z Demokratami w tej kwestii, bo ci będą domagać się ustępstw w zamian za głosy niezbędne do jego podniesienia.

Jednak spora część analityków jest spokojna stwierdzając, iż nie należy się spodziewać żadnych gwałtownych zmian.

„Choć obecna niepewność i zmiana układu sił mogą budzić niepokój inwestorów, żadne wybory średnioterminowe w USA nie doprowadziły do ​​końca świata – nie stanie się to również tym razem. Patrzymy poza bieżący szum informacyjny koncentrując się na realnych szansach wynikających z silnego wzrostu gospodarczego zakrojonych na szeroką skalę inwestycji w infrastrukturę oraz cyklu zysków, który może okazać się najważniejszym w naszym życiu” – stwierdził Steven Chiavarone, dyrektor ds. inwestycji w segmencie akcji globalnych w firmie Federated Hermes.

Rzeczywiście, na rynkach nie było widać paniki choć każdy z nich zareagował we adekwatny sobie „polityczny” sposób na wyniki midterms.

Decyzja FED o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, dobre wyniki firm, zwłaszcza IT za II kwartał, oraz midterms bez zakłóceń spowodowały uspokojenie na rynku kontraktów terminowych na amerykańskie akcje. O ile 2 listopada indeks Nasdaq 100 wszedł w fazę korekty, to po wyborach odrobił wcześniejsze straty i ostatecznie zyskał 0,9%, mimo iż przed samym głosowaniem szczególnie mocno wyprzedawano akcje spółek technologicznych, co wynikało z obaw o nadmierne wydatki na sztuczną inteligencję.

Europejskie giełdy przez cały czas były na plusie. Indeks Stoxx 600 wzrósł o ponad 1% i w ogóle w zeszłym miesiącu radził sobie lepiej niż amerykański S&P 500, ponieważ inwestorzy wycofywali kapitał z sektora AI przenosząc go do bardziej defensywnych obszarów rynku. Odrobił straty też koreański Kospi, a tajwański indeks Taiex również ograniczył swój spadek do 0,8%.

Co ciekawe, zdecydowanie gorzej radziły sobie akcje spółek zbrojeniowych, bo inwestorzy nie spodziewają się już dalszego zwiększania wydatków wojskowych. Rynek ukarał wielkiego darczyńcę kampanii Republikanów Elona Muska i jego firmy, czyli Tesla oraz Space Exploration Technologies, które spadły po 3,5% każda.

Zyskały za to spółki z sektora energii odnawialnej, i to zarówno w Azji, jak i Europie czy USA. Inwestorzy oceniają, iż „demokratyczna fala” w Kongresie sprzyjać będzie firmom z łańcucha dostaw czystej energii – w tym producentom paneli słonecznych i baterii – kosztem tradycyjnego sektora energetycznego. „Odbiły” akcje duńskiego operatora morskich farm wiatrowych Orsted oraz spółki SMA Solar Technology, które wzrosły o ponad 8%. Akcje Vestas Wind Systems również zyskały około 5% na środowej sesji w Europie.

Co ciekawe, w Azji akcje konglomeratu Hanwha Solutions wystrzeliły o 19% a notowania HD Hyundai Energy Solutions oraz OCI Holdings wzrosły odpowiednio o 12% i 10%. W USA akcje spółek z branży fotowoltaicznej, takich jak Enphase Energy, SolarEdge Technologies, First Solar oraz Sunrun również zyskiwały.

Inwestorzy powrócili także do europejskich banków, zaś ze wzrostem cen metali zyskały akcje spółek z sektora surowcowego.

Dolar osłabł wobec wszystkich walut państw z grupy G10. Jest to typowe po zwycięstwach Demokratów – inwestorzy obawiają się większej kontroli Kongresu, większych wydatków socjalnych i zaostrzenia kontroli regulacyjnej nad inwestycjami, w tym przypadku w AI. Spadły za to rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Rentowność obligacji pięcioletnich spadła o dziewięć punktów bazowych do poziomu 4,67%, natomiast rentowność obligacji dziesięcioletnich obniżyła się o siedem punktów bazowych do 4,89%, po czym nieco skorygowała ten spadek. Co ciekawe, tu inwestorzy uważają, iż Demokraci w Kongresie ograniczą „faraońskie” wydatki Trumpa oraz wygaszą wojny celne, co uspokoiłoby finanse państwa.

Na rynku europejskim spadła o jeden punkt bazowy do 3,32% rentowność 10-letnich obligacji niemieckich, podczas gdy rentowność analogicznych obligacji brytyjskich obniżyła się o trzy punkty bazowe do 5,23%. Z kolei różnica w rentowności między obligacjami francuskimi a niemieckimi – będąca miernikiem ryzyka w regionie – zmniejszyła się o cztery punkty bazowe do poziomu 158 punktów bazowych. Wzrosły zarówno kurs euro, jak i funta wobec dolara. Pierwszy do 1,1253, zaś drugi do 1,3489, przy czym kurs euro przez cały czas rośnie.

Ciekawa była sytuacja na rynku kryptowalut, których Donald Trump jest zdecydowanym promotorem – obiecywał uczynienie USA „światową stolicą kryptowalut”, utworzenie strategicznych rezerw Bitcoina oraz złagodzenie presji regulacyjnej, co miałoby stworzyć bardziej przyjazne otoczenie dla aktywów cyfrowych.

Tyle iż na rynku tym od pewnego czasu nie wiodło się najlepiej – następował odpływ kapitału z funduszy typu spot ETF opartych na Bitcoinie i widoczne były konsekwencje rekordowego ataku hackerskiego na giełdę Binance, do którego doszło w zeszłym tygodniu. Zwycięstwo Demokratów w Kongresie, według analityków, w horyzoncie krótkoterminowym prawdopodobnie jeszcze pogorszy notowania kryptowalut.

Jak to zwykle bywa po midterms złoto zyskało na wartości, bowiem niższe rentowności obligacji mu sprzyjają, jako iż nie przynosi odsetek, zaś słabszy dolar amerykański sprawia, iż ​​staje się ono bardziej przystępne cenowo dla większości nabywców. Notowania wzrosły powyżej 4000 dolarów za uncję, co na razie oddaje wahania inwestorów nie wiedzących, w którą stronę nastąpią zmiany na rynku – czy Demokraci zahamują wydatki, czy przez następne 2 miesiące zobaczymy dalsza huśtawkę w gospodarce.

Idź do oryginalnego materiału