Raport ISBiznes.pl: Zatoka Perska – nowe ataki Iranu i USA

2 godzin temu

Ponowne ataki ze strony Iranu na Kuwejt i Bahrajn oraz amerykański atak odwetowy na wyspę Keszm wzbudziły obawy o koniec kruchego rozejmu w wojnie w Zatoce i zatrzymały statki u wejścia do Cieśniny Ormuz. Mimo ataków rynki mają nadzieję, iż dostawy ropy nie zostaną całkowicie przerwane, jednak razie na konflikcie jako dostawca ropy zarabia wyłącznie Rosja, choć jej możliwości maleją w związku z kampanią uderzeń dronowych prowadzonych przez Siły Zbrojne Ukrainy.

Iran wyprowadził najgorszy atak dronowy na Bahrajn i Kuwejt od chwili zawarcia zawieszenia broni. Zaatakował główną bazę morską USA w regionie znajdującą się w Bahrajnie oraz bazę lotniczą Ali Al-Salem w Kuwejcie. Atak objął też cywilny port lotniczy w Kuwejcie – według wstępnych danych wskutek niego zginęła jedna osoba a 60 zostało rannych. Jak na razie nie ma danych o ofiarach ataku na infrastrukturę wojskową. USA poinformowały również, iż Iran wystrzelił drony w kierunku statków handlowych. W odwecie za atak Iranu siły amerykańskie zaatakowały system wojskowej łączności niszcząc wieżę na irańskiej wyspie Keszm niedaleko Cieśniny Ormuz. Iran wiąże swoją akcję z izraelskimi operacjami przeciwko Hezbollahowi w Libanie traktując w tej chwili Izrael i USA jako monolityczny sojusz skierowany przeciwko niemu. Co gorsza, stało się to w momencie, w którym Iran i USA uzgodniły wstępne ramy negocjacji oraz przedłużenia rozejmu i warunkowego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Co było jasne, rynek zareagował natychmiast wzrostem ceny ropy naftowej – cena baryłki Brent przekroczyła 97 dolarów. Nastąpił spadek akcji z rekordowych poziomów, indeks S&P 500 przerwał dziewięciodniową serię wzrostów. Spadkami najbardziej zostały dotknięte akcje firm technologicznych, ETF, który był oparty na firmach zajmujących się oprogramowaniem stracił 3,5%. Według analityków firmy Akcenta działania te przyczyniły się także do panicznej wyprzedaży na rynku kryptowalut. Utrzymujący się powyżej poziomu 73 tys. dolarów Bitcoin spadł do 67 tys. dolarów osiągając najniższy poziom od początku kwietnia i tracąc 6% w ciągu jednego dnia. Mniejsze kryptowaluty wykazały jeszcze większe spadki: ethereum spadło z 1900 dolarów do około 1875 dolarów, solana osunęła się do poziomu wsparcia przy 76 dolarach, a bitcoin cash tracił w dwucyfrowym tempie. Łącznie rynek ten stracił około 7% swojej wartości, zaś przymusowe likwidacje lewarowych pozycji inwestycyjnych przekroczyły wartościowo miliard dolarów.

„W przypadku kryptowalut panika rozprzestrzenia się bardzo szybko. Ruch, który na rynku walutowym wyglądałby wyjątkowo dramatycznie w przypadku bitcoina lub mniejszych kryptowalut może wydarzyć się w ciągu kilku godzin. Właśnie dlatego obecny spadek jest istotny także dla osób, które nie posiadają kryptowalut bezpośrednio – pokazuje bowiem, iż inwestorzy ponownie zaczynają ograniczać ryzyko” – stwierdził Jacek Jurczyński, prezes firmy Akcenta.

Inwestorzy, co zrozumiałe, obawiają się, iż eskalacja działań wojennych między USA a Iranem utrudni perspektywy zawarcia pokoju, a wysokie koszty energii nasilą ryzyko inflacji. Traderzy w tej chwili twierdzą, iż ​​kolejnym ruchem Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych będzie podwyżka.

„Trwające napięcia na Bliskim Wschodzie przez cały czas zaciemniają szersze tło ryzyka. Nowe wymiany ognia między siłami amerykańskimi a irańskimi w nocy podniosły kwestię trwałości zawieszenia broni” – zauważył Fawad Razaqzada z Forex.com.

Tymczasem dane z rynku w USA nie były złe – w maju aktywność w sektorze usług wzrosła, mimo iż firmy borykają się z najszybszym wzrostem kosztów produkcji od prawie czterech lat. Wzrósł też wskaźnik nowych zamówień, co świadczy o rosnącym popycie konsumenckim.

Wstępne dane z rynku pracy pokazały, iż w maju firmy utworzyły najwięcej miejsc pracy od stycznia 2025 r., co może oznaczać, iż rynek radzi sobie z rosnącymi kosztami energii. A to jeszcze bardziej potwierdza możliwość podwyższenia stóp procentowych przez FED w nadchodzących miesiącach. Traderzy z rynków pieniężnych mówią wręcz o 85% prawdopodobieństwie podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną o ćwierć punktu procentowego do końca roku. Jeszcze tydzień temu obstawiano tylko 60% prawdopodobieństwo.

„Jeśli napływające dane z USA przez cały czas będą pozytywnie zaskakiwać, inwestorzy mogą coraz bardziej jastrzębio postrzegać FED poprzez ponowne umocnienie dolara, szczególnie wobec walut o niskiej i zerowej rentowności, jak jen japoński oraz surowców, takich jak złoto” – zauważył Razaqzada.

Istotnie, dolar umocnił się w stosunku do wszystkich walut państw rozwiniętych. Jen pozostał w pobliżu ostatniego poziomu 160 za dolara po wypowiedziach prezesa Banku Japonii Kazuo Uedy, które sugerują, iż podwyżka stóp procentowych w tym miesiącu wydaje się prawdopodobna.

Tymczasem nagły zwrot w kierunku działań wojennych pomiędzy Iranem a USA poważnie zaniepokoił też armatorów liczących na utrzymanie kruchego rozejmu i ostateczne otwarcie Cieśniny Ormuz. Jak jednak powiedział agencji Reuters Rene Kofod-Olsen, prezes V.Group, jednego największych armatorów okrętowych, w tej chwili sytuacja jest taka, iż choćby jeżeli Stany Zjednoczone i Iran zgodziłyby się na wstrzymanie wojny i otwarcie Cieśniny Ormuz, statki uwięzione w Zatoce Perskiej nie będą mogły opuścić jej bez zapewnienia bezpieczeństwa.

Według firmy Kpler, setki statków i około 20 tys. marynarzy przez cały czas jest zablokowane w regionie i nie ma sposobu by się stamtąd wydostać poza pełnym otwarciem Cieśniny. 13 jednostek należących do V.Group, zarządzającej około 800 statkami, jest zablokowanych w Zatoce Perskiej, połowa z nich to tankowce.

„Jesteśmy w sytuacji, w której rzekomo obowiązuje zawieszenie broni. Ale przez cały czas mamy do czynienia z aktywnością kinetyczną” – powiedział Kofod-Olsen podczas tygodnia żeglugowego Posidonia w Atenach odnosząc się do ataków dronowych lub rakietowych. Jak dodał, jeżeli ruch miałby wrócić do stanów sprzed wojny, kiedy to średnio 125 statków dziennie przepływało przez Ormuz, armatorzy będą musieli uzyskać „solidne gwarancje bezpiecznego przepływu, w co będzie musiała zaangażować się społeczność międzynarodowa”.

„Nie wierzę, iż globalna żegluga z definicji będzie w istotny sposób przepływać przez Cieśninę Ormuz, zanim te kwestie nie zostaną faktycznie zagwarantowane” – zauważył Kofod-Olsen.

Armatorzy stwierdzili w Atenach, iż co prawda zapewniano rotację załóg i dowóz zaopatrzenia, ale „z racji konfliktu na statkach widoczne było napięcie”.

„Właściciele statków muszą działać w nieregularnych ramach czasowych, co może być trudne lub wręcz wymagające dla branży, a także dla ubezpieczycieli. To wywiera presję na działalność armatorów” – powiedział agencji Reuters Alex Gregg-Smith, prezes ds. żeglugi morskiej i offshore w wiodącej firmie certyfikującej bezpieczeństwo statków Bureau Veritas.

Z kolei według Dwaina Hutchinsona, dyrektora zarządzającego Bahamskiego Rejestru Morskiego, ze statków zablokowanych w Zatoce 14 nosi banderę Bahamów, a na ich pokładach znajduje się 900 marynarzy. Jak dodał, obejmuje to także mniejsze jednostki offshore, które zwykle operują w tym rejonie. Rejestr bandery nie zakazał przy tym wpływania do rejonu Zatoki.

„Uważamy, iż to decyzja właściciela i mamy nadzieję, iż przeanalizuje on ryzyko i podejmie wyważoną decyzję dotyczącą działalności w regionie” – stwierdził Hutchinson.

Evangelos Marinakis, założyciel i prezes Capital Maritime & Trading Corp, jednego z największych operatorów tankowców na świecie, przyznał, iż jego grupa „miała szczęście”, bowiem żaden jej statków nie znalazł się w Zatoce Perskiej, gdy konflikt rozpoczął się 28 lutego.

„W razie, gdyby coś się stało, gdyby doszło do wypadku, nie bylibyśmy w stanie podjąć takiego ryzyka” – stwierdził na forum armatorów TradeWinds w Atenach.

Teoretycznie, jak stwierdzili analitycy rynku ropy, na obecnej wojnie powinna zarabiać Rosja – trzeci co do wielkości producent i eksporter ropy naftowej na świecie po Stanach Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej. Spodziewano się już wcześniej, iż będzie jednym z głównych beneficjentów wzrostu cen ropy po rozpoczęciu wojny amerykańsko-izraelskiej w Iranie pod koniec lutego.

Istotnie, jak wykazało rosyjskie Ministerstwo Finansów, dochody Rosji z podatków od ropy naftowej i gazu, które stanowią około jednej piątej całkowitych dochodów budżetowych, wzrosły w maju o 32,4% rok do roku do 678,9 mld rubli. Jak stwierdza rosyjski resort finansów, było to spowodowane globalnym wzrostem cen ropy naftowej napędzanym wojną na Bliskim Wschodzie.

Jednak dochody spadły o 20,7% od kwietnia, kiedy budżet otrzymał dodatkowe płatności z tytułu podatku od zysków, co jest opłatą cykliczną. Dochody budżetu w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku wyniosły prawie 3 bln rubli, co jest 30% spadkiem w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Tymczasem budżet Rosji na 2026 rok przewiduje dochody z ropy naftowej i gazu w wysokości 8,92 bln rubli, przy całkowitych prognozowanych dochodach budżetu na poziomie 40,283 bln rubli.

W 2025 roku dochody budżetu federalnego z ropy naftowej i gazu spadły o 24% do 8,48 bln rubli, najniższego poziomu od 2020 roku. Jak się okazało, do końca maja wypracowano też całkowity roczny deficyt budżetu wynoszący 5,9 bln rubli. Co gorsza, dronowe ataki Sił Zbrojnych Ukrainy na rafinerie i terminale naftowe w portach spowodował 25-30% utratę możliwości eksportowych i co najmniej 24% utratę możliwości przerobu ropy naftowej. Dochodzą do tego akcje państw zachodnich przeciw transportującym nielegalnie pod fałszywą banderą statkom rosyjskiej floty cieni, co powoduje, iż najkrótsza i najbardziej opłacalna dla Rosjan droga eksportu ropy staje się zarazem najtrudniejszą.

Idź do oryginalnego materiału