Koszt długoterminowego zadłużenia Wielkiej Brytanii przekroczył w czwartek 6 proc. To pierwszy taki przypadek od prawie trzech dekad. Jak podał Bloomberg, rentowność 30-letnich brytyjskich obligacji skarbowych (na rynku nazywanych „gilts”) wzrosła o 6 pb, do 6,01 proc., najwyżej od marca 1998 roku. Według agencji Alliance News/PA rano doszła choćby do 6,07 proc. Bloomberg przypomina, iż ostatni raz obligacje kraju G7 o takim terminie płaciły tyle w 2012 roku. Były to wtedy obligacje włoskie, w szczycie europejskiego kryzysu zadłużeniowego.
Rosły też rentowności krótszych obligacji. Rentowność 10-letnich obligacji brytyjskich wzrosła do ok. 5,47-5,5 proc., najwyżej od lipca 2007 roku, czyli od okresu tuż przed globalnym kryzysem finansowym. We wrześniu wzrosła o ponad 20 pb, a od początku roku o ok. 90 pb. Wyprzedaż objęła też akcje. Indeks FTSE 100 tracił w czwartek rano 1,7 proc.
Globalna wyprzedaż, brytyjskie słabości
Bloomberg łączy ten ruch z globalnymi obawami: utrwalającą się inflacją i rosnącym zadłużeniem państw. Wielka Brytania nie jest tu wyjątkiem. Rentowność 30-letnich obligacji USA wynosi ok. 5,6 proc., a 10-letnich przekroczyła w tym tygodniu 5,3 proc., najwięcej od ponad dwóch dekad. Rentowności japońskich obligacji są najwyżej od lat 90. Francuskie 10-latki płacą ponad 100 pb więcej niż niemieckie Bundy.
Neil Shearing, główny ekonomista Capital Economics, już na początku września opisał sytuację tak:
„To była idealna burza dla rynków obligacji: mamy obawy fiskalne, które podbiły długi koniec krzywej, a teraz dochodzi do tego presja ze strony cen energii, która podnosi oczekiwania co do stóp w krótkim terminie. jeżeli siedzi się w Ministerstwie Skarbu, nic z tego nie jest dobrą wiadomością.”
Brytyjski rynek ma jednak własne słabości. Obligacje rządu Wielkiej Brytanii należą do najmocniej przecenianych w G7, a 2026 rok jest dla nich według Bloomberga najbardziej zmienny od 2022 roku, czyli od kryzysu po „mini-budżecie” Liz Truss. Axel Rudolph, główny analityk techniczny IG, zwraca uwagę, iż choćby niedawny spadek cen ropy nie przyniósł obligacjom trwałej ulgi:
„Wyższe rentowności oznaczają, iż rząd musi płacić więcej za finansowanie długu, co jeszcze mocniej obciąża finanse publiczne i utrudnia pogodzenie wydatków z potrzebą kontrolowania zadłużenia.”
Bank Anglii coraz bliżej podwyżki
Ważnym powodem przeceny jest też zmiana tonu w Banku Anglii. Na wrześniowym posiedzeniu Komitet Polityki Pieniężnej utrzymał stopę na poziomie 3,75 proc., ale stosunkiem głosów 6 do 3. Megan Greene, Catherine Mann i Huw Pill głosowali za podwyżką do 4 proc. Bank uznał, iż ryzyka inflacyjne są wyraźniej przesunięte w górę niż w lipcu. Według szacunków BoE inflacja CPI, która w sierpniu wyniosła 3,1 proc., może na początku 2027 roku przekroczyć 4 proc., czyli dwukrotność celu.
Kilka dni później prezes Andrew Bailey jeszcze wzmocnił ten przekaz. Jak relacjonował Reuters, na konferencji Uniwersytetu Oksfordzkiego powiedział:
„Im dłużej utrzymują się wysokie ceny energii, tym trudniej będzie utrzymać obecne nastawienie.”
Bailey dodał, iż bank nie może czekać na pełne dowody, iż drogie paliwa przekładają się na oczekiwania inflacyjne. Rynek wyceniał wtedy ok. 80 proc. szans na podwyżkę stóp 5 listopada i nieco ponad cztery podwyżki o 25 pb w ciągu roku. BoE jest jedynym z trzech dużych banków centralnych, który od wybuchu wojny z Iranem nie podniósł stóp. Fed i EBC zrobiły to we wrześniu.
Na długoterminowe obligacje wpływa też program zacieśniania ilościowego (QT). We wrześniu BoE zdecydował, iż do 2034 roku całkowicie wygasi portfel obligacji skarbowych kupionych w czasie programu QE. Będzie sprzedawał 20 mld funtów obligacji rocznie, nie licząc tych, które zapadają. Sam bank szacuje, iż QT odpowiada za ok. 20-30 pb z ok. 200 pb wzrostu premii za termin od 2022 roku. To niedużo, ale przy rekordowej podaży długu każdy dodatkowy sprzedający ma znaczenie.
Coraz mniej miejsca dla kanclerza Healeya
Najbardziej odczuje to rząd. Kanclerz skarbu John Healey przedstawi swój pierwszy budżet 28 października. Według Bloomberga to dla gabinetu premiera Andy’ego Burnhama największy test od objęcia władzy. Wyższe rentowności oznaczają wyższe koszty obsługi długu, a te zmniejszają zapas finansowy (headroom) względem reguł fiskalnych.
Już na początku września, gdy rentowność 30-letnich obligacji wynosiła „tylko” 5,89 proc., Sanjay Raja z Deutsche Banku szacował dla „Guardiana”, iż zapas względem głównej reguły budżetowej zmniejszy się z 26 mld funtów w wiosennej prognozie do ok. 13,8 mld funtów. Prawie całe pogorszenie wynika z wyższych kosztów odsetek. W marcowej prognozie Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR) zakładało rentowność obligacji na poziomie 5,1 proc. Obecne poziomy są znacznie wyżej. Według Raji 10 mld funtów zapasu to minimum, które pozwoli uspokoić rynki.
Healey jest w trudnym położeniu. Na konferencji Partii Pracy zobowiązał się przestrzegać reguł fiskalnych, ale członkowie partii i sam premier oczekują ulgi dla gospodarstw domowych, które płacą coraz więcej za energię i paliwo. Ceny diesla w tym tygodniu pobiły rekord. Analitycy XTB uważają, iż kanclerz postawi na budżet, który jak najmniej zaskoczy rynek, bo „otoczenie rynkowe nie pozwoli na większe wydatki ani pożyczki”. Podobny problem opisywaliśmy przy okazji obaw rynku przed fiskalnym zwrotem w Wielkiej Brytanii.
Kryzys czy jeszcze nie?
Mimo historycznych poziomów większość analityków nie mówi jeszcze o kryzysie fiskalnym. XTB zwraca uwagę, iż rentowności brytyjskich 10-latek rosną razem z amerykańskimi i europejskimi, a funt jest w tym roku względnie stabilny. Wobec dolara tracił we wrześniu ok. 2 proc. i jest w połowie stawki walut G7, ale nie spadł do czerwcowych minimów. Podczas prawdziwej paniki fiskalnej obligacje i waluta tracą jednocześnie, tak jak jesienią 2022 roku. Na razie taki obraz się nie pojawia.
Granica między „globalną przeceną” a „brytyjskim problemem” może się jednak gwałtownie zatrzeć. W najbliższych tygodniach wpływ na nią będą miały trzy rzeczy: dane o inflacji za wrzesień, sytuacja na Bliskim Wschodzie i ceny energii oraz przede wszystkim budżet Healeya. jeżeli rynek uzna, iż rząd nie ma planu na rosnące koszty długu, poziom 6 proc. może okazać się dopiero początkiem.

12 godzin temu







