Robotyczne dłonie hamują rozwój humanoidów. Chiny prowadzą w wyścigu o rynek wart 5 bln USD

1 godzina temu

Roboty humanoidalne pokazują kung-fu, biją rekordy w sprincie na 100 metrów i dają koncerty, ale w fabrykach przez cały czas pracuje ich niewiele. Powód jest dość przyziemny: robotyczne dłonie wciąż nie dorównują ludzkim. W wyścigu o tę technologię prowadzą dziś Chiny.

Tysiące robotów, kilka z nich pracuje

Ludzka dłoń ma 27 kości i 27 stawów, a mimo to potrafi chwytać, ściskać i obracać przedmioty z dużą precyzją. Jak pisze Bloomberg, choćby najnowocześniejsze metalowe palce nie radzą sobie ze sznurowadłami czy kluczami. Według Alexa Zhou, założyciela pekińskiego startupu Linkerbot, w ubiegłym roku zainstalowano na świecie około 20 tys. humanoidów, ale naprawdę pracuje z nich najwyżej kilka tysięcy. Pozostałe służą głównie rozrywce.

„Robotyczne dłonie są łącznikiem między maszyną a światem fizycznym” – mówi Zhou w rozmowie z Bloombergiem.

Dane rynkowe to potwierdzają. Według IDC, cytowanego przez Forbesa, w pierwszym półroczu 2026 roku producenci dostarczyli prawie 25 tys. humanoidów, o 432% więcej niż rok wcześniej. Ponad 95% z nich zbudowały chińskie firmy, a na czele są Agibot (około 8,6 tys. sztuk) i Unitree (około 5 tys.). Aż 69% dostaw trafiło jednak do laboratoriów, szkół, na pokazy i do rządowych centrów zbierania danych. W przemyśle, logistyce i handlu działa na razie mniejszość robotów.

Dłoń – najdroższa część humanoida

Ograniczenia wynikają z technologii. Dokręcenie śruby wymaga zsynchronizowanej pracy kilku silników i czujników nacisku, żeby chwyt nie był ani za słaby, ani za mocny. Do składania ubrań czy krojenia warzyw dłoń potrzebuje co najmniej 20 stopni swobody. Według BofA Global Research dłonie odpowiadają za prawie jedną piątą kosztów sprzętu przeciętnego humanoida, który szacuje się na 28 tys. USD. To najdroższy pojedynczy komponent.

Problem dotyczy także liderów. Według The Information w Optimusie Tesli dłoń i przedramię składają się z ponad 100 śrub i drobnych elementów, które pracownicy wciąż montują manualnie. Czujniki dotyku zawodzą, a dostawcy silników i przekładni, w dużej części z Chin, mają kłopot z utrzymaniem jakości przy większej produkcji. Georg Stieler, szef działu robotyki w firmie doradczej Stieler, przypominał w rozmowie z Reutersem, iż Elon Musk kilka razy mówił o dłoniach jako o elemencie pochłaniającym ponad połowę pracy inżynierskiej nad Optimusem.

Linkerbot i chińska przewaga kosztowa

Na tym tle wyróżnia się Linkerbot. Według Reutersa dwuletnia firma z Pekinu ma ponad 80% światowego rynku dłoni o dużej liczbie stopni swobody. W kwietniu runda finansowania z udziałem m.in. Ant Group i HongShan wyceniła ją na 3 mld USD, a w kolejnej spółka chce osiągnąć 6 mld USD. Produkuje około 5 tys. dłoni miesięcznie i zapowiada podwojenie tej liczby. Wśród klientów Linkerbota są Samsung, Siemens, Uniwersytet Stanforda i Uniwersytet Tsinghua.

Chińska przewaga opiera się na kosztach. Według BofA para robotycznych dłoni kosztuje średnio około 6 tys. USD na świecie i około 1,2 tys. USD w Chinach. Bank szacuje, iż wraz ze wzrostem produkcji koszty będą spadać o około 15% rocznie. Najprostszy model Linkerbota kosztuje 6666 juanów (ok. 980 USD), a najbardziej zaawansowany 99 999 juanów. Konkurencyjna dłoń Wave singapurskiej firmy Sharpa kosztuje według Forbesa około 50 tys. USD, a topowy model brytyjskiego Shadow Robot 110 tys. euro.

Linkerbot nie jest jedyny. Według TF Securities w Chinach działa ponad dwadzieścia producentów robotycznych dłoni, m.in. Inspire Robots, BrainCo i Agibot. Instytut badawczy Gaogong szacuje, iż w 2026 roku w Chinach trafi na rynek około 70 tys. dłoni, prawie cztery razy więcej niż rok wcześniej, a w 2030 roku 430 tys. rocznie.

Prognozy na 5 bln USD

Z tego powodu dłonie przyciągają kapitał. Morgan Stanley szacuje, iż do 2050 roku rynek humanoidów osiągnie wartość 5 bln USD, a na świecie będzie działać prawie miliard takich robotów. Najwięcej, ponad 302 mln, ma być w Chinach, a w USA niespełna 78 mln. Bank wskazuje, iż prawie każdy producent robotów na świecie kupuje dziś najważniejsze komponenty, takie jak śruby, przekładnie, silniki i baterie, w Chinach lub w innych krajach Azji.

Entuzjazm widać na giełdzie. Unitree w sierpniu zadebiutował na szanghajskim STAR Market, a kurs wzrósł w pierwszym dniu o około 460%. Dla inwestorów, którzy szukają ekspozycji na ten trend, przygotowaliśmy wcześniej przegląd spółek, które mogą zarobić na humanoidach.

Ryzyka: wojna cenowa i cła

Chińskiej branży zagrażają dwa problemy. Pierwszy to tzw. neijuan, czyli wyniszczająca konkurencja cenowa, która osłabiła już rentowność producentów aut elektrycznych i paneli słonecznych. Dermot McGrath z szanghajskiej firmy ZenGen Labs ostrzega w rozmowie z Forbesem, iż ten sam scenariusz może powtórzyć się w przypadku robotycznych dłoni. Drugi problem to geopolityka. Pod koniec lipca administracja Donalda Trumpa zakazała importu chińskich humanoidów do USA. Linkerbot twierdzi, iż zakaz nie obejmuje komponentów, ale analitycy Counterpoint Research nie wykluczają przyszłych ceł, które mogłyby zmusić producentów do przeniesienia produkcji do Azji Południowo-Wschodniej.

Na razie zarówno Agibot, jak i Tesla stawiają na to, iż przełomem będzie skuteczna praca w rzeczywistych warunkach, a nie kolejne pokazy. IDC prognozuje, iż w 2030 roku na rynek trafi ponad 750 tys. humanoidów. Żeby ta prognoza się sprawdziła, sprzedaż musiałaby się podwajać co roku przez cztery kolejne lata.

Idź do oryginalnego materiału