„Rolnicy tyle nie zarabiają!”. Ardanowski uderza w wyliczenia GUS z hektara przeliczeniowego

1 godzina temu

Dochód rolnika liczony z hektara przeliczeniowego od lat budzi emocje na wsi. Problem polega na tym, iż ta urzędowa wartość nie zawsze ma wiele wspólnego z realną sytuacją gospodarstwa. Dla wielu rodzin rolniczych nie jest to tylko statystyka publikowana raz w roku. Od tej kwoty mogą zależeć stypendia dla dzieci, dostęp do świadczeń społecznych i ocena dochodów gospodarstwa w różnych procedurach administracyjnych.

„Rolnicy tyle nie zarabiają!”. Ardanowski uderza w wyliczenia GUS z hektara przeliczeniowego

Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski ostro krytykuje sposób wyliczania dochodu z hektara przeliczeniowego. Jego zdaniem obecna metoda jest oderwana od rzeczywistości ekonomicznej gospodarstw i prowadzi do fałszywego obrazu zamożności rolników.

„Ta metoda jest całkowicie metodą nieprawdziwą, wadliwą” – wskazuje Ardanowski.

Urzędowy dochód a realne pieniądze w gospodarstwie

Każdego roku Główny Urząd Statystyczny publikuje komunikat dotyczący przeciętnego dochodu z pracy w indywidualnych gospodarstwach rolnych z jednego hektara przeliczeniowego. Dane te są następnie wykorzystywane m.in. przy ustalaniu prawa do wybranych świadczeń.

I tu zaczyna się problem. Rolnicy od dawna wskazują, iż urzędowy dochód z hektara nie oznacza pieniędzy, które faktycznie zostają w gospodarstwie. Nie pokazuje indywidualnej sytuacji rodziny, poziomu zadłużenia, kosztów produkcji, strat pogodowych, różnic między typami produkcji ani tego, czy gospodarstwo w danym roku rzeczywiście zarobiło.

W praktyce dwie rodziny posiadające podobny areał mogą znajdować się w zupełnie innej sytuacji finansowej. Jedna może prowadzić intensywną produkcję, druga gospodarować na słabszych glebach, po trudnym sezonie, z wysokimi kosztami i niską opłacalnością. Urzędowy mechanizm często tego nie rozróżnia.

Ardanowski: to nie jest narzekanie, tylko opis rzeczywistości

Jan Krzysztof Ardanowski podkreśla, iż krytyka obecnego systemu nie jest próbą przedstawiania rolników jako grupy wiecznie niezadowolonej. Według niego chodzi o pokazanie realnego stanu gospodarstw i rolnictwa.

„Chcę bardzo wyraźnie, jasno i klarownie wytłumaczyć, iż to nie jest żadne narzekanie. To jest po prostu przedstawianie, konstatowanie rzeczywistego stanu gospodarstw i rolnictwa” – mówi były minister rolnictwa.

To ważne rozróżnienie, bo w debacie publicznej dochody rolników często są oceniane na podstawie uproszczonych danych. Ardanowski zwraca uwagę, iż osoby niezwiązane z rolnictwem mogą budować opinię o sytuacji wsi na podstawie wskaźników, które nie oddają realnych warunków prowadzenia produkcji.

Statystyka z ustawy sprzed ponad 40 lat

Jednym z głównych zarzutów jest oparcie obecnego mechanizmu na starych rozwiązaniach prawnych. Ardanowski wskazuje, iż dane publikowane przez GUS wynikają z przepisów sięgających 1984 roku, czyli zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej.

„Tą złą opinię o rolnikach często ci, którzy rolnictwa nie znają, budują tezy na podstawie danych statystycznych, na przykład GUS na podstawie ustawy z 1984 roku, czyli sprzed ponad 40 lat” – podkreśla Ardanowski.

Od tego czasu polskie rolnictwo zmieniło się zasadniczo. Wzrosły koszty energii, paliwa, nawozów, środków ochrony roślin, pracy najemnej, usług, maszyn i kredytów. Gospodarstwa funkcjonują w realiach unijnego rynku, globalnej konkurencji i coraz większej zmienności cen. W ocenie krytyków obecny sposób liczenia dochodu nie nadąża za tymi zmianami.

5,5 tysiąca złotych z hektara. Rolnicy pytają: gdzie są te pieniądze?

Największe kontrowersje budzi wysokość wykazywanego dochodu. Według Ardanowskiego za ubiegły rok przedstawiono niemal 5,5 tysiąca złotych dochodu z hektara przeliczeniowego. Były minister ocenia tę wartość jako oderwaną od realiów wielu gospodarstw.

„Pokazuje jakieś horrendalnie wysokie dochody rolników z hektara przeliczeniowego. Za rok ubiegły jest przedstawione prawie 5,5 tysiąca złotych dochodu z hektara. Oczywiście to są nieprawdziwe dane” – stwierdza.

Problem nie polega wyłącznie na samej liczbie. Chodzi o to, iż ta kwota może być później traktowana jako podstawa do oceny sytuacji dochodowej rodziny rolniczej. Dla urzędu gospodarstwo może wyglądać na dochodowe, choć w rzeczywistości rolnik mierzy się z wysokimi kosztami, niskimi cenami skupu, stratami pogodowymi lub koniecznością spłaty zobowiązań.

Jak powstaje ta kwota? Ardanowski mówi o błędnym mechanizmie

Były minister tłumaczy, iż problem tkwi w sposobie agregowania danych. Według niego do wyliczeń trafiają szerokie przepływy finansowe całego rolnictwa, które następnie są dzielone przez hektary przeliczeniowe. Taki sposób liczenia może prowadzić do wyniku, który statystycznie wygląda dobrze, ale nie pokazuje realnego dochodu konkretnego gospodarstwa.

„Ze względu na sposób wyliczania, czyli zagregatowania wszystkich przepływów finansowych w rolnictwie liczonych dla całego rolnictwa i podzielonych na hektary przeliczeniowe, dają taką absurdalną kwotę” – wyjaśnia Ardanowski.

W praktyce oznacza to, iż wskaźnik może nie uwzględniać wystarczająco dużych różnic między regionami, typami produkcji, klasami ziemi, kosztami prowadzenia gospodarstwa i faktyczną rentownością. Inaczej wygląda sytuacja gospodarstwa sadowniczego, inaczej mlecznego, inaczej zbożowego, a jeszcze inaczej małego gospodarstwa na słabszych glebach.

Najbardziej uderza w rodziny rolnicze

Najpoważniejsze konsekwencje pojawiają się wtedy, gdy statystyczny dochód zaczyna decydować o realnych świadczeniach. Ardanowski wskazuje, iż zawyżony dochód z hektara może ograniczać dostęp dzieci rolników do stypendiów oraz wpływać na inne formy pomocy.

„To potem skutkuje tym, iż dzieciom rolników nie należą się stypendia, iż różnego rodzaju inne świadczenia są ograniczone” – mówi były minister.

To jeden z najbardziej drażliwych punktów całej sprawy. Rolnik może nie mieć w gospodarstwie faktycznych pieniędzy odpowiadających urzędowemu dochodowi, ale w procedurze administracyjnej jego rodzina jest traktowana tak, jakby taki dochód osiągała. W efekcie dzieci z gospodarstw rolnych mogą wypadać z systemu wsparcia, mimo iż ich sytuacja materialna nie różni się od sytuacji rodzin pozarolniczych kwalifikujących się do pomocy.

Rolnicy potrzebują miary, która pokazuje rzeczywistość

Spór o dochód z hektara przeliczeniowego nie jest wyłącznie techniczną dyskusją o statystyce. To temat, który dotyka sprawiedliwości w dostępie do świadczeń i sposobu, w jaki państwo ocenia sytuację ekonomiczną gospodarstw rolnych.

Jeżeli wskaźnik ma służyć do podejmowania decyzji administracyjnych, powinien możliwie wiernie oddawać realne dochody. Tymczasem obecny mechanizm jest krytykowany za nadmierne uproszczenie i oderwanie od warunków, w jakich funkcjonują gospodarstwa.

Rolnicy coraz częściej zwracają uwagę, iż o dochodowości nie decyduje sam hektar. Liczy się klasa ziemi, struktura produkcji, ceny skupu, koszty nawozów i paliwa, pogoda, dostęp do rynku, zadłużenie, wielkość inwestycji oraz skala strat w danym sezonie.

Statystyka nie może zastępować realnej oceny gospodarstwa

Wskaźnik dochodu z hektara przeliczeniowego miał porządkować system, ale w opinii krytyków coraz częściej prowadzi do krzywdzących uproszczeń. Rolnictwo nie jest jednolitą branżą, w której każdy hektar daje taki sam wynik finansowy. To produkcja silnie zależna od pogody, rynku, kosztów i rodzaju prowadzonej działalności.

Dlatego głos Ardanowskiego wpisuje się w szerszą debatę o tym, czy obecny sposób wyliczania dochodów rolniczych powinien dalej decydować o dostępie rodzin rolniczych do świadczeń.

Wieś ma być gotowa na zagrożenie. 45 tysięcy sołtysów przejdzie szkolenia

Największy problem polega na tym, iż urzędowy dochód może istnieć na papierze, ale nie w portfelu rolnika. A jeżeli od tej papierowej kwoty zależy stypendium dla dziecka lub prawo do pomocy, statystyka przestaje być tylko statystyką — zaczyna mieć bardzo konkretne skutki dla całej rodziny.

Idź do oryginalnego materiału