Rolniczy sprzeciw wobec Mercosur. Stawką jest cały łańcuch rynku pracy

2 godzin temu

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosur nie dotyczy już wyłącznie produkcji rolnej i cen skupu. Coraz wyraźniej widać, iż stawką jest cały łańcuch rynku pracy. Począwszy od gospodarstw, przez handel i usługi, aż po instytucje i edukację kończąc. Dlatego protesty europejskich rolników nie gasną. Mimo iż 9 stycznia w Komisji Europejskiej zapadły decyzje przybliżające podpisanie umowy.

Rolnicy podkreślają, iż walczą nie tylko o siebie. Otóż chodzi także o miejsca pracy w sektorach, które przez lata wyrosły wokół rolnictwa i dziś są z nim trwale powiązane. W tym kontekście rolniczy sprzeciw wobec Mercosur staje się sygnałem ostrzegawczym dla całej gospodarki lokalnej i regionalnej.

Handel zaczyna dostrzegać problem

W krajach takich jak Belgia, Holandia (niderlandy), Francja sytuacja wygląda inaczej niż w Polsce. Tamtejsze sieci handlowe, posiadające silne krajowe zaplecze kapitałowe, coraz otwarciej sygnalizują obawy związane z Mercosurem. Dostrzegają ryzyko zalewu rynku tańszą żywnością, produkowaną według niższych standardów. Jednocześnie widzą w tym zagrożenie dla stabilności całego lokalnego sektora rolno-spożywczego.

Pod tym względem w Polsce panuje cisza. Bowiem przeważająca część handlu detalicznego znajduje się w rękach zagranicznych inwestorów, którzy wspierają liberalizację handlu i nie są zainteresowani publiczną krytyką umowy.

Jednak z pewnością choćby w tym otoczeniu pojawiają się sygnały niepokoju. Świadome sieci zaczynają liczyć skutki długoterminowe. Mianowicie wiedzą, iż upadek lokalnej produkcji oznacza również problemy z jakością, logistyką i bezpieczeństwem dostaw.

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosur a rynek pracy

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosuru coraz częściej dotyczy rynku pracy w szerokim znaczeniu. Rolnictwo nie funkcjonuje w próżni. Wszak każde gospodarstwo rolnicze generuje popyt na usługi, produkty i kompetencje, które utrzymują tysiące miejsc pracy poza samym polem czy oborą.

Spadek opłacalności produkcji rolnej uderzy bezpośrednio w firmy paszowe, hodowlane i nasienne. Osłabi producentów środków produkcji, części zamiennych i maszyn. Ograniczy działalność stacji kontroli opryskiwaczy, serwisów technicznych i firm zajmujących się automatyzacją oraz komputeryzacją rolnictwa. W dalszej kolejności dotknie doradztwo rolnicze, inspekcje i instytucje kontrolne związane z produkcją zywności, jednostki badawcze.

Zamkną się także zakłady przetwórcze ze względu na brak surowca i jego nieopłacalne pozyskiwanie — chłodnie i mroźnie, sokownie, nieliczne już cukrownie, wiele ubojni. Przecież całkiem niedawno przeżywaliśmy taki scenariusz z polskimi cukrowniami. Więc perspektywa jest pewna i realna.

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosuru to walka o miejsca pracy w całym zapleczu rolnictwa, handlu i usług, edukacji i kultury

fot. OOPR

Efekt domina w usługach i edukacji branżowej

Zanikające rolnictwo oznacza także konsekwencje społeczne. Mniejsza liczba gospodarstw to mniejsze zapotrzebowanie na kształcenie zawodowe i akademickie. Szkoły rolnicze i uczelnie stracą studentów. Ograniczą kierunki i inwestycje. Z czasem ucierpi loklane zaplecze wiedzy i innowacji.

Równolegle ucierpią branże pozornie odległe. Budownictwo wiejskie, firmy instalujące systemy wentylacyjne, magazynowe i energetyczne, dostawcy technologii cyfrowych oraz usług IT dla rolnictwa odczują spadek popytu. W ten sposób problem jednego sektora zacznie obejmować kolejne.

Migracja jako realny skutek

Presja ekonomiczna przyspieszy migrację. Najpierw wewnętrzną, ze wsi do miast, a następnie zewnętrzną. Dotknie to nie tylko rolników, ale także pracowników handlu, usług i przemysłu okołorolniczego. Regiony wiejskie stracą kapitał ludzki, a lokalne rynki pracy ulegną trwałemu osłabieniu. W tym edukacja przedszkolna, wczesnoszkolna i szkolna. Emigracja z ośrodków wiejskich pociągnie za sobą konieczność zamknięcia tych placówek.

Ten scenariusz nie jest abstrakcją. Rolnicy wskazują, iż podobne procesy, ale na dużo mniejszą skalę obserwuje się już teraz w sektorach, które nie wytrzymały konkurencji, w tym importowej. Dlatego protesty nie są wyłącznie emocjonalną reakcją, ale próbą zatrzymania strukturalnych zmian.

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosuru — walka trwa

Rolniczy sprzeciw wobec Mercosuru trwa fizycznie we Francji, Belgii. Ponieważ decyzje polityczne nie zakończyły procesu. Umowa nie została jeszcze ostatecznie podpisana, a presja społeczna i branżowa przez cały czas ma znaczenie.

Jeśli chodzi o rolników niemieckich i polskich — podjęli wspólną inicjatywę. Mianowicie zgłosili protest chcąc zablokować na kilka dni, tj. od 11 do 17 stycznia br. przejście graniczne w Pomellen. Protest ten zarejestrowali 7 stycznia. Jednak 9 stycznia starosta powiatu wydał całkowity zakaz organizacji wydarzenia. Następnie Sąd Administracyjny w Greifswaldzie odrzucił wniosek odwoławczy.

Mimo trudności rolnicy we Francji, Belgii, Hiszpanii, Grecji, Irlandii, Polsce, we Włoszech, ale także w Niemczech wyraźnie komunikują, iż bronią nie tylko produkcji żywności, ale także miejsc pracy w całym łańcuchu zależności gospodarczych.

W tym sensie stawką nie jest jeden sektor. Stawką jest przyszłość wsi, lokalnych usług i regionalnych rynków pracy. Dlatego sprzeciw wobec Mercosuru pozostaje jednym z głównych tematów debaty o bezpieczeństwie ekonomicznym i społecznym w Unii Europejskiej.

Idź do oryginalnego materiału