Cena surowca biła w tym miesiącu rekord za rekordem. W poniedziałek rano baryłka Brent kosztowała już ponad 116 dolarów – o 60 proc. więcej niż na koniec lutego. Dotychczasowy miesięczny rekord wzrostu, pamiętający inwazję Saddama Husajna na Kuwejt, poszedł w niepamięć. A analitycy ostrzegają: to wcale nie musi być koniec.
Jeszcze 27 lutego baryłka Brent kosztowała niecałe 72,50 dolara. Dzień później rozpoczęły się amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran i świat surowcowy stanął na głowie. W poniedziałkowy poranek 30 marca notowania na sesji azjatyckiej dotarły do 116,75 dolara, co daje wzrost rzędu 59-60 proc. w ciągu jednego miesiąca. To absolutny rekord. Poprzedni, wynoszący 46 proc., został ustanowiony we wrześniu 1990 roku, kiedy irackie czołgi wjechały do Kuwejtu. Amerykański WTI nie pozostaje daleko w tyle. Jego marcowy wzrost sięga 48 proc., a cena od rana utrzymuje się powyżej psychologicznej bariery 100 dolarów za baryłkę.
Cieśnina Ormuz. Korek, jakiego świat nie widział
Głównym paliwem tego rajdu cenowego jest de facto zamknięcie Cieśniny Ormuz. W normalnych warunkach przepływa przez nią około jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu. Pod koniec marca Iran ogłosił cieśninę „zamkniętą” dla jednostek państw sprzymierzonych z USA, a ruch tankowców praktycznie zamarł. Analitycy BloombergNEF oszacowali, iż z globalnego rynku wypadło około 9 mln baryłek dziennie. Żaden dotychczasowy konflikt nie generował zakłóceń podaży na taką skalę.
Co ważne, próby ugaszenia pożaru jak dotąd zawiodły. Już 11 marca Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ogłosiła skoordynowane uwolnienie 400 mln baryłek z rezerw strategicznych – największe w historii organizacji. Problem w tym, iż ta ilość pokrywa zaledwie ok. 20 dni utraconej podaży. Ceny po ogłoszeniu decyzji IEA choćby nie drgnęły w dół.
Huti otwierają nowy front. Trump chce „zabrać ropę”
Weekend przyniósł dwa wydarzenia, które pchnęły ceny jeszcze wyżej. Po pierwsze, jemeńscy Huti po tygodniach zapowiedzi faktycznie wystrzelili pociski balistyczne w kierunku Izraela, oficjalnie wchodząc do wojny. Gdyby rebelianci zdecydowali się dodatkowo na blokadę Cieśniny Bab al-Mandab, kontrolującej wejście na Morze Czerwone, presja na globalną logistykę morską – i tak już ekstremalnie napięta – mogłaby osiągnąć punkt, z którego nie ma łatwego powrotu.
Po drugie, Donald Trump w niedzielnym wywiadzie dla Financial Times oświadczył wprost, iż chciałby „zabrać irańską ropę”, i rozważa zajęcie wyspy Kharg – hubu eksportowego odpowiedzialnego za ok. 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Pentagon potwierdził przerzucenie 3,5 tys. Marines do regionu, a Washington Post informuje o przygotowaniach do „tygodni operacji lądowych”. Irański parlament odpowiedział, iż siły zbrojne „czekają na amerykańskich żołnierzy” i „spuszczą na nich deszcz ognia”.
Paradoksalnie ten sam Trump zapewnił chwilę później na pokładzie Air Force One, iż Teheran „w większości zaakceptował” 15-punktowy plan pokojowy i przepuścił przez Ormuz 20 tankowców „w geście szacunku”. Iran oficjalnie zdementował jakikolwiek kontakt z Waszyngtonem. Rynki wydają się coraz wyraźniej ignorować prezydencką dyplomację twitterową i koncentrują się na twardych danych o podaży.
Scenariusz za 200 dolarów? Macquarie daje 40 proc. szans
Analitycy australijskiej grupy Macquarie przedstawili w raporcie z 27 marca scenariusz, w którym cena ropy sięga 200 dolarów za baryłkę – warunkiem jest kontynuacja konfliktu do czerwca i utrzymanie blokady Ormuz. Prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw bank szacuje na 40 proc. Jak napisali wprost: „ceny musiałyby wzrosnąć na tyle, by zniszczyć historycznie dużą część globalnego popytu na ropę”.
Goldman Sachs z kolei podniósł wyceniane przez rynek akcji prawdopodobieństwo recesji w USA do 35 proc. – jeszcze dwa tygodnie temu było to 10 proc. Moody’s Analytics operuje liczbą 49 proc. i mówi o scenariuszu, którego „coraz trudniej uniknąć”. Strefa euro też nie wygląda dobrze – marcowy flash PMI spadł do 50,5 pkt, a analitycy S&P Global nie owijają w bawełnę: mówią o „alarmie stagflacyjnym”.
Giełdy w odwrocie, złoto rozczarowuje
Szok naftowy już teraz rysuje się wyraźnie na giełdowych wykresach. Dow Jones i Nasdaq weszły w korektę po pięciu tygodniach nieprzerwanej przeceny – to najdłuższa taka seria od blisko czterech lat. FTSE 100 stracił w marcu ponad 8 proc., wymazując prawie cały tegoroczny dorobek. Azjatyckie parkiety w poniedziałek zaliczyły kolejną falę wyprzedaży – koreański Kospi tracił w ciągu dnia choćby 5 proc., a japoński Nikkei spadł o blisko 4 proc.
Co ciekawe, złoto – tradycyjnie bezpieczna przystań – tym razem zawiodło. Od początku marca straciło ok. 15 proc., zmierzając ku najgorszemu miesiącowi od 2008 roku. Część inwestorów najprawdopodobniej wyprzedawała kruszec, żeby pokryć straty i wezwania do uzupełnienia depozytów na innych pozycjach. Nie pomogła też decyzja tureckiego banku centralnego o sprzedaży ok. 50 ton złota w celu stabilizacji liry.
Co to oznacza dla polskiego portfela
Polscy kierowcy nie muszą śledzić notowań Brent, żeby odczuć skalę kryzysu – wystarczy podjechać na stację. Od wybuchu konfliktu ceny paliw na krajowych dystrybutorach skoczyły o ponad złotówkę na litrze. Benzyna Pb95 przekroczyła 7 zł, a diesel zbliżył się do 8,75 zł.
W odpowiedzi na te ceny Sejm uchwalił w piątek tzw. pakiet CPN (Ceny Paliw Niżej) – obniżkę VAT na paliwa z 23 do 8 proc., redukcję akcyzy oraz mechanizm cen maksymalnych z karą do miliona złotych za ich przekroczenie. Przepisy opublikowano w Dzienniku Ustaw w sobotę, a minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, iż pierwsze obniżki na stacjach powinny być widoczne od wtorku 31 marca. Według wyliczeń analityków e-petrol.pl i firmy Reflex benzyna Pb95 powinna spaść do ok. 5,98-6,19 zł za litr, a diesel – do ok. 7,45 zł.
Tydzień, który pokaże, ile kosztuje wojna
Rozpoczynający się tydzień będzie krótki (giełdy zamknięte w Wielki Piątek), ale gęsty od danych. Z USA napłyną raporty JOLTS, ADP i piątkowe payrollsy – to one pokażą, jak głęboko szok energetyczny wżera się w realną gospodarkę. Wyniki kwartalne opublikuje m.in. Nike, który może dać obraz kondycji amerykańskiego konsumenta.
Ale to nie statystyki, ale artyleria i dyplomacja w rejonie Zatoki Perskiej zdecydują o kierunku rynków. Marzec 2026 roku już zapisał się w historii notowań ropy. Pytanie, na które inwestorzy szukają dziś odpowiedzi, brzmi: czy to był szczyt kryzysu, czy dopiero jego wstęp.

1 dzień temu








