Poniedziałkowa sesja 14 września przyniosła kolejne uderzenie na rynku ropy naftowej. Brent zyskał ponad 3% i dotarł do 107,82 USD za baryłkę, a WTI podskoczył do 102,29 USD. To kontynuacja trendu, który w minionym tygodniu przyniósł Brentowi wzrost o 8,7%, a WTI o 9,4% – najsilniejsze tygodniowe zwyżki od lipca.
Jak informowaliśmy w piątek w analizie „Szok naftowy zmienia charakter hossy, rentowności rosną, a metale tracą”, energia jest w tej chwili bezwzględnym motorem całego rynku surowców. Indeks Bloomberg Commodity Total Return zmierza do szóstego z rzędu tygodniowego wzrostu, a bez komponentu energetycznego jego roczny wynik byłby ponad dwukrotnie niższy. Poniedziałkowe dane potwierdzają, iż ta dynamika nie słabnie.
Co wydarzyło się od piątku
Piątkowa sesja zakończyła się korektą – Brent spadł o 2,8% do 104,61 USD po informacji irańskich mediów państwowych, iż Teheran spotka się z przedstawicielami państw Zatoki Perskiej w Omanie, by rozmawiać o przyszłości żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Weekend przyniósł przełom: Iran i Oman ogłosiły wstępne porozumienie w sprawie tymczasowego korytarza żeglugowego przez Cieśninę. Irański MSZ potwierdził, iż formalna umowa może zostać podpisana w najbliższych dniach.
Rynki zareagowały jednak wzrostami, nie spadkami. I to jest kluczowa informacja tego dnia. Dlaczego? Bo analitycy natychmiast ostudzili entuzjazm. Times of Israel, powołując się na źródło blisko irańskich negocjatorów, podał, iż porozumienie „nie otworzy cieśniny od razu” i dotyczy jedynie ograniczonego korytarza pod nadzorem omańskiej marynarki – nie pełnego przywrócenia swobodnej żeglugi. W praktyce oznacza to, iż choćby w najlepszym scenariuszu powrót do przedwojennych przepływów (ponad 20 mln baryłek dziennie) jest odległy o miesiące, nie dni.
Jednocześnie na froncie militarnym nie nastąpiła żadna deeskalacja. W weekend pojawiły się doniesienia o kolejnych incydentach w Zatoce Perskiej. CENTCOM potwierdził przechwycenie dwóch irańskich dronów rozpoznawczych nad zespołem uderzeniowym USS Eisenhower.
Rynki nie zwalniają
Obecna sesja jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, o których pisaliśmy szczegółowo w ostatnich dniach. Warto przypomnieć najważniejsze punkty.
We wtorek 9 września Brent przebił 100 USD po raz pierwszy od lipca – impulsem były ataki na tankowce w Cieśninie Ormuz i eskalacja doktryny „tankowiec za tankowiec”. CENTCOM potwierdził zniszczenie łącznie 10 irańskich tankowców w ciągu jednego tygodnia. W czwartek 11 września Brent wystrzelił do 108 USD po zdobyciu strategicznego jemeńskiego portu Mokha przez rebeliantów Houthi, co otworzyło nowy front zagrożenia dla żeglugi przez Cieśninę Bab al-Mandeb.
Równolegle Arabia Saudyjska potwierdziła, iż jej wydobycie ropy w sierpniu spadło do 6,23 mln baryłek dziennie – najniższego poziomu od 1990 roku. Pojawiły się też niepotwierdzone doniesienia o uszkodzeniu strategicznego rurociągu East-West, prowadzącego do terminalu Yanbu nad Morzem Czerwonym.
W piątek 12 września CPI z USA za sierpień pokazał inflację na poziomie 3,4% rok do roku – zgodnie z oczekiwaniami. Ale inflacja bazowa (z wyłączeniem żywności i energii) okazała się wyższa od prognoz, co natychmiast podbił oczekiwania rynku wobec decyzji Fed zaplanowanej na 15-16 września. Narzędzie CME FedWatch wycenia teraz podwyżkę stóp o 25 pb z prawdopodobieństwem 70%.
Diesel – cichy kryzys nabiera głosu
Jak szczegółowo opisaliśmy w czwartkowym materiale „Diesel powyżej 6 dolarów za galon w USA”, ropa to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy kryzys rozgrywa się na rynku produktów rafineryjnych. Amerykański crack spread na dieslu osiągnął rekordowe 112 USD za baryłkę. W Kalifornii na części stacji dystrybutory wyświetlają maksymalną wartość 9,999 USD za galon. W Polsce diesel kosztuje już średnio 8,49 zł za litr, a na niektórych stacjach przekracza 9 zł.
Poniedziałkowe wzrosty ceny ropy tylko pogłębiają ten problem. Każdy dolar wzrostu na baryłce przekłada się na jeszcze wyższy koszt produktów rafineryjnych, a sezon jesiennych przestojów konserwacyjnych w północnoamerykańskich rafineriach dopiero się zaczyna.
Co obserwować w tym tygodniu
Najbliższe dni będą absolutnie najważniejsze dla dalszego kierunku cen ropy. Trzy zmienne dominują nad wszystkim innym.
- Po pierwsze – decyzja Fed w środę 16 września. Podwyżka stóp procentowych o 25 pb do przedziału 3,75-4,00% jest scenariuszem bazowym. Ale najważniejszy będzie ton komunikatu i konferencji prasowej nowego przewodniczącego Kevina Warsha. Jastrzębi przekaz (sygnał dalszych podwyżek) umocni dolara i może chwilowo schłodzić ropę denominowaną w amerykańskiej walucie. Gołębi akcent – odwrotnie.
- Po drugie – szczegóły porozumienia Iran-Oman ws. korytarza w Ormuz. jeżeli formalna umowa zostanie podpisana i zaczną się konkretne ustalenia operacyjne, rynki mogą zareagować wyprzedażą ropy. Ale jak pokazał poniedziałek, samo ogłoszenie „wstępnego porozumienia” nie wystarczyło – rynek domaga się dowodów na realne otwarcie żeglugi.
- Po trzecie – spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw Zatoki Perskiej z irańskim odpowiednikiem, zapowiedziane na ten tydzień w Maskacie. Oman próbuje wypracować rozwiązanie regionalne, które pozwoliłoby na ograniczone wznowienie żeglugi choćby bez formalnego zawieszenia broni między USA a Iranem. To ambitny plan, ale reakcja Waszyngtonu pozostaje niewiadomą.
Tamas Varga, analityk PVM Oil Associates, powiedział w piątek CNBC coś, co warto zapamiętać na nadchodzące dni:
„Im wyżej wspinają się ceny ropy, tym więcej popytu zostanie zniszczone. Różnica między obecnym kryzysem a tym z 1990 roku polega na tym, iż dziś ropa jest bardziej elastyczna niż 35 lat temu. Energia odnawialna jest w stanie zastąpić pewne części baryłki, szczególnie w generacji elektryczności.”
To perspektywa, która wyznacza naturalny sufit dla cen. Pytanie brzmi: gdzie ten sufit się znajduje. Przy 107 USD? Przy 120? Czy dopiero przy 126 USD – szczycie z marca?
Odpowiedź zależy od Cieśniny Ormuz, od Fedu i od tego, czy dyplomacja w Maskacie przyniesie cokolwiek więcej niż komunikaty prasowe.

1 godzina temu







