Ropa cofa się ze szczytów. Rynek liczy na dostawy z Zatoki, ale premia za ryzyko nie znika

4 godzin temu

Notowania ropy naftowej rozpoczęły tydzień od wyraźnego spadku. Inwestorzy realizują zyski po piątkowym rajdzie, licząc, iż odbudowa dostaw z Bliskiego Wschodu ograniczy ryzyko niedoborów. Fundamenty rynku pozostają jednak napięte, a szczególnie trudna jest sytuacja w segmencie oleju napędowego.

W poniedziałek 19 października, około godz. 8.25 czasu polskiego, grudniowe kontrakty na ropę Brent kosztowały około 107,88 dol. za baryłkę, tracąc 1,8 proc. Amerykańska WTI z dostawą w listopadzie taniała o 1,5 proc., do 99,88 dol. za baryłkę.

Spadek nastąpił po bardzo mocnym zakończeniu poprzedniego tygodnia. W piątek Brent podrożała o 3,7 proc., do 109,86 dol., osiągając najwyższy poziom od 19 maja. WTI zakończyła sesję na poziomie 101,41 dol., po wzroście o 3,5 proc. Było to jej najwyższe zamknięcie od 17 września. Impulsem były obawy o bezpieczeństwo infrastruktury naftowej na Bliskim Wschodzie oraz kolejne zakłócenia w rosyjskim sektorze rafineryjnym.

Poniedziałkowe cofnięcie należy więc traktować przede wszystkim jako korektę po gwałtownym rajdzie. Nie oznacza ono, iż rynek uznał kryzys podażowy za zakończony.

Dostawy ropy wracają, ale nierównomiernie

Najważniejszym czynnikiem hamującym wzrost cen jest stopniowa odbudowa eksportu z państw Zatoki Perskiej. Sekretarz energii USA Chris Wright ocenił, iż przepływy ropy z regionu wróciły do 80-90 proc. poziomów sprzed wojny, a przez cieśninę Ormuz może być w tej chwili transportowane do 14 mln baryłek dziennie. Dane firmy Kpler wskazywały jednak na wolniejsze tempo odbudowy – we wrześniu eksport przez samą cieśninę wynosił niespełna 9 mln baryłek dziennie. Różnica wynika częściowo z uwzględniania przez administrację USA dostaw kierowanych alternatywnymi rurociągami.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, iż we wrześniu eksport ropy z państw Zatoki zwiększył się o 4,4 mln baryłek dziennie, do 13,9 mln baryłek. Łączne przepływy przez Ormuz wzrosły natomiast do 10,9 mln baryłek dziennie. Odbudowa pozostaje jednak krucha ze względu na powtarzające się ataki na infrastrukturę energetyczną i tankowce.

Znacznie trudniejsza sytuacja panuje na rynku produktów rafinowanych. Według IEA dostawy paliw z Bliskiego Wschodu przez cały czas nie osiągają choćby połowy przedwojennego poziomu. We wrześniu światowy eksport oleju napędowego był o około 700 tys. baryłek dziennie niższy niż rok wcześniej, a łączny ubytek dostaw z Rosji i Bliskiego Wschodu sięgnął 1,3 mln baryłek dziennie. To właśnie niedobór diesla, a nie samej ropy, może być w najbliższych miesiącach największym problemem dla gospodarek i transportu.

Zapasy przez cały czas spadają

Mimo poprawy eksportu bilans rynku pozostaje napięty. Amerykańska EIA ocenia, iż globalne zapasy ropy zmniejszały się w trzecim kwartale średnio o 1,9 mln baryłek dziennie. W czwartym kwartale tempo spadku ma wynieść około 700 tys. baryłek dziennie. Agencja podniosła prognozę średniej ceny Brent w ostatnich trzech miesiącach 2026 roku do 105 dol. za baryłkę, czyli o 14 dol. więcej niż zakładała miesiąc wcześniej.

Prognozy popytu są przy tym wyjątkowo rozbieżne. IEA oczekuje, iż w całym 2026 roku światowe zużycie ropy spadnie o 2,6 mln baryłek dziennie pod wpływem wysokich cen paliw i pogorszenia koniunktury. OPEC przez cały czas zakłada wzrost, choć obniżył jego prognozę do 400 tys. baryłek dziennie z 1,4 mln oczekiwanych na początku roku.

Tak duża różnica pokazuje, iż wycena ropy zależy dziś bardziej od rozwoju konfliktu i faktycznej dostępności surowca niż od standardowych modeli popytowych.

Rosja chwilowo mniejszym zagrożeniem dla podaży

Presję na ceny ogranicza również decyzja Donalda Trumpa o czasowym odstąpieniu od wdrożenia części sankcji i ceł przewidzianych w ustawie Grahama. Zwolnienie obejmuje m.in. dodatkowe taryfy wobec największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu. Dotychczasowe sankcje nałożone wcześniejszymi rozporządzeniami pozostały jednak w mocy.

Dla rynku oznacza to chwilowe zmniejszenie ryzyka nagłego ograniczenia rosyjskiego eksportu. Nie rozwiązuje jednak problemu uszkodzeń rafinerii ani napiętej podaży oleju napędowego.

Korekta, a nie trwała zmiana trendu

Poniedziałkowy spadek cen pokazuje, iż okolice 110 dol. za baryłkę skłaniają inwestorów do realizacji zysków. Jednocześnie rynek nie dysponuje jeszcze wystarczającym buforem, aby trwale zrezygnować z premii geopolitycznej.

Jeżeli eksport z Zatoki będzie się normalizował, Brent może utrzymywać się bliżej poziomu 100–105 dol. za baryłkę. Każde nowe zakłócenie w cieśninie Ormuz, na saudyjskich rurociągach lub w rosyjskich rafineriach może jednak ponownie skierować notowania w stronę ostatnich szczytów. Dla europejskich konsumentów najważniejsze będzie nie tylko zachowanie samej ropy, ale przede wszystkim cen diesla oraz kosztów transportu morskiego – to one mogą najdłużej podtrzymywać presję na ceny paliw i inflację.

Źródła: IEA, Reuters

Idź do oryginalnego materiału