Ropa gwałtownie tanieje po zwrocie ws. Iranu. Rynki grają pod ulgę, ale tylko warunkową

1 dzień temu

Środowy poranek 8 kwietnia przyniósł rynkom to, na co czekały od wielu dni: wyraźny sygnał deeskalacji w konflikcie wokół Iranu i cieśniny Ormuz. Po zapowiedzi Donalda Trumpa o wstrzymaniu planowanych ataków na Iran na dwa tygodnie, pod warunkiem czasowego otwarcia strategicznego szlaku żeglugowego, notowania ropy runęły, a kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy wyraźnie odbiły. Skala ruchu pokazuje, jak bardzo światowe rynki były w ostatnich tygodniach zakładnikiem geopolityki i ryzyka dla dostaw surowców energetycznych.

Najmocniejsza reakcja przyszła na rynku naftowym. W zależności od momentu notowań i źródła danych, ropa Brent traciła około 13-15 proc., schodząc w okolice 92-95 dol. za baryłkę, natomiast amerykańska WTI spadała o 14-18 proc., do rejonu 93-97 dol. To nie jest zwykła korekta, ale gwałtowne wymazywanie części premii za ryzyko, która narosła od końca lutego, gdy konflikt militarny i ograniczenia w żegludze przez Ormuz wypchnęły ceny paliw wyraźnie w górę. Jeszcze na początku tygodnia Brent handlowana była w pobliżu 110 dol., a WTI przekraczała 112 dol. za baryłkę.

Mechanizm jest prosty: rynek przestał wyceniać scenariusz natychmiastowego dalszego paraliżu jednego z najważniejszych korytarzy energetycznych świata. Cieśnina Ormuz w czasie pokoju odpowiada za transport około jednej piątej globalnego handlu ropą i gazem. Gdy pojawiła się perspektywa choćby czasowego przywrócenia bezpiecznego tranzytu, inwestorzy zaczęli zamykać pozycje zbudowane pod przedłużającą się blokadę i kolejne uderzenia militarne. To właśnie dlatego ruch na ropie był tak gwałtowny i praktycznie natychmiastowy.

Kontrakty na Wall Street ruszyły mocno w górę

Na rynku akcji zadziałał klasyczny mechanizm ulgi. Kontrakty na S&P 500 rosły o ok. 2,1-2,3 proc., futures na Dow Jones zyskiwały około 2 proc., a Nasdaq 100 zwyżkował ponad 2 proc. To mocny sygnał, iż inwestorzy uznali zawieszenie działań za realną szansę na wyhamowanie presji inflacyjnej i zmniejszenie ryzyka nowego szoku energetycznego dla gospodarki USA. Jeszcze we wtorek, przed zwrotem akcji, Wall Street żyła głównie groźbą dalszej eskalacji, a zmienność w trakcie sesji była bardzo wysoka.

Jeszcze mocniej ulgę było widać w Azji. Japoński Nikkei zyskiwał około 5 proc., koreański Kospi rósł o blisko 6 proc., a w części relacji choćby mocniej po otwarciu, zaś szeroki indeks MSCI Asia-Pacific ex Japan szedł wyraźnie w górę. To logiczne: azjatyckie gospodarki należą do najbardziej wrażliwych na zakłócenia dostaw ropy i LNG z Zatoki Perskiej. jeżeli ryzyko dla transportu przez Ormuz maleje choćby przejściowo, rynki regionu reagują szybciej i mocniej niż Europa czy USA.

To nie pozostało koniec kryzysu

Najważniejsze zastrzeżenie brzmi jednak: rynki reagują na zawieszenie broni, a nie na trwały pokój. Dwutygodniowe porozumienie ma charakter warunkowy, a inwestorzy wciąż czekają na odpowiedź na zasadnicze pytania: czy cieśnina rzeczywiście pozostanie otwarta, czy armatorzy i ubezpieczyciele wrócą do normalnej obsługi tras i czy rozmowy polityczne przerodzą się w szersze porozumienie. Innymi słowy, obecny rajd na akcjach i przecena ropy mogą okazać się jedynie odreagowaniem po skrajnie napiętym okresie, a nie początkiem stabilnego trendu.

To zresztą dobrze widać po innych klasach aktywów. Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich spadła do ok. 4,26 proc., dolar osłabił się wobec części walut, a złoto – mimo poprawy nastrojów – pozostawało wysoko, rosnąc powyżej 4,8 tys. dol. za uncję. Taki układ sugeruje, iż kapitał nie porzucił całkowicie bezpiecznych przystani. Raczej ograniczył najbardziej defensywne pozycje, ale przez cały czas wycenia podwyższone ryzyko geopolityczne i możliwość kolejnych zwrotów akcji.

Co dalej?

Z europejskiej perspektywy najważniejsza jest nie sama jednorazowa przecena ropy, ale pytanie, czy zacznie ona przekładać się na niższe ceny paliw i słabszą presję inflacyjną w kolejnych tygodniach. Gdy konflikt się zaostrzał, rafinerie i importerzy szukali alternatywnych dostaw, a rynek zaczął dopuszczać scenariusz dłuższego utrzymania ropy w pobliżu lub powyżej 100 dol. za baryłkę. o ile obecna deeskalacja utrzyma się, część tego ryzyka może zostać zdjęta z wycen – również w Europie. Na razie byłoby jednak przedwczesne ogłaszać trwały powrót do energetycznej normalności.

Na ten moment rynek mówi jasno: najgorszy scenariusz został odsunięty, ale nie unieważniony. Inwestorzy kupują dziś ulgę, nie pewność. A to oznacza, iż kolejne dni – zwłaszcza informacje o realnym ruchu tankowców przez Ormuz i postępie rozmów politycznych – będą dla cen ropy, giełd i walut ważniejsze niż sam wtorkowy nagłówek o rozejmie.

Źródła: Reuters, CNBC

Idź do oryginalnego materiału