Ropa Brent notowana jest dziś w okolicach 73,50 USD za baryłkę, kontynuując przecenę, która w ciągu minionego miesiąca sięgnęła ponad 22%, a w skali kwartału przekroczyła 23%. Jeszcze 1 czerwca baryłka kosztowała ponad 96 dolarów. Tak gwałtowna korekta to efekt fundamentalnej zmiany narracji rynkowej – od obaw o niedobór surowca do strachu przed globalną nadwyżką.
Kluczowym impulsem wyprzedaży okazało się porozumienie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ogłoszone w połowie czerwca w Genewie. Umowa przewiduje przywrócenie ruchu tankowców przez Cieśninę Ormuz – najważniejszy szlak transportu ropy na świecie – w ciągu 30 dni, z gwarancją bezpłatnego tranzytu przez co najmniej 60 dni. Oficjalne ponowne otwarcie cieśniny ogłoszono 23 czerwca. Ruch ten gwałtownie zredukował premię geopolityczną, która od końca lutego – kiedy konflikt zbrojny praktycznie zablokował przepływy przez cieśninę – utrzymywała ceny powyżej 90, a w szczycie choćby powyżej 120 USD za baryłkę.
Należy jednak zastrzec, iż sytuacja wciąż nie jest w pełni stabilna. W minionym weekend doszło do incydentów, w których uszkodzono dwa statki, a armatorzy azjatyccy i europejscy zachowują ostrożność – japoński Mitsui O.S.K. Lines deklaruje, iż wznowi rejsy dopiero po pełnym potwierdzeniu bezpieczeństwa. Ponadto Teheran zastrzega sobie prawo do pobierania opłat tranzytowych po upływie 60-dniowego okresu bezpłatnego przejazdu, czemu sprzeciwiają się Stany Zjednoczone, Europa i państwa Zatoki Perskiej. Ta niepewność oznacza, iż rynek nie może jeszcze całkowicie odpisać ryzyka geopolitycznego.
Morgan Stanley dwukrotnie obniża prognozy w dwa tygodnie
Morgan Stanley po raz drugi w ciągu około dwóch tygodni zrewidował w dół swoje prognozy cenowe. W pierwszej korekcie (ok. 17-18 czerwca) bank obniżył prognozę dla Brent z poziomu 100 USD do 90 USD w III kwartale i z 95 do 80 USD w IV kwartale 2026 roku. W najnowszej rewizji, opublikowanej 30 czerwca, prognoza została ścięta do zaledwie 75 USD za baryłkę zarówno w III, jak i w IV kwartale – co oznacza łączną redukcję o 15 USD (Q3) i 5 USD (Q4) względem poprzedniej korekty.
Przepływy przez Ormuz wracają do normy szybciej niż zakładano. Bank spodziewa się, iż produkcja z Zatoki Perskiej odbuduje się w 50% do września i w 80% do grudnia. Prognoza na koniec 2027 roku to ok. 70 USD za baryłkę.
Morgan Stanley nie jest odosobniony w pesymizmie. Goldman Sachs obniżył swoją prognozę dla Brent w IV kwartale 2026 r. z 90 do 80 USD, a średnią na 2027 rok z 80 do 75 USD. Z kolei J.P. Morgan już wcześniej prezentował najbardziej niedźwiedzi scenariusz wśród dużych banków, zakładając średnią na poziomie ok. 60 USD za baryłkę w 2026 roku.
Fundamenty przemawiają za dalszą presją
Kilka czynników strukturalnych wspiera scenariusz utrzymania niższych cen.
Po stronie podaży produkcja w USA utrzymuje się na historycznie wysokim poziomie ok. 13,7 mln baryłek dziennie. Jednocześnie OPEC+ od kwietnia systematycznie podnosi limity produkcyjne – łącznie o niemal 600 tys. baryłek dziennie w okresie kwiecień-czerwiec, z kolejną podwyżką o 188 tys. baryłek dziennie zaplanowaną na lipiec. Choć rzeczywista produkcja państw Zatoki była w czasie kryzysu znacznie niższa od limitów (33,19 mln baryłek dziennie w kwietniu wobec 42,77 mln w lutym), to ponowne otwarcie cieśniny oznacza, iż te wolumeny będą stopniowo wracać na rynek.
Po stronie popytu sytuacja jest równie niekorzystna dla byków. Import ropy do Chin – największego światowego importera – spadł w maju do 7,8 mln baryłek dziennie (najniżej od 2018 r.), a w czerwcu prognozowany jest dalszy spadek do ok. 6,4 mln baryłek dziennie, co byłoby najniższym poziomem od 2016 roku. Strukturalna słabość chińskiego popytu wynika z elektryfikacji transportu, spadku konsumpcji benzyny i słabszej aktywności gospodarczej. Goldman Sachs w raporcie z 5 czerwca mówił wprost o „dużym uderzeniu” w globalny popyt.
Czy ceny mogą jeszcze spaść?
Z perspektywy technicznej ropa Brent stabilizuje się w przedziale 72-74 USD, ze wskaźnikiem RSI zbliżającym się do strefy wyprzedania. Kluczowym wsparciem pozostaje poziom 70 USD – zbieżny zarówno z prognozą Morgan Stanley na koniec 2027 r., jak i z reakcjami cenowymi z lutego 2026 r.
Istnieją jednak czynniki, które mogą ograniczyć dalszy spadek. Zapasy ropy w USA spadają od dziewięciu kolejnych tygodni, a rezerwy strategiczne (SPR) skurczyły się od końca marca o ok. 66 mln baryłek. Zapasy komercyjne w kluczowym hubie Cushing zbliżają się do operacyjnego minimum. Analitycy zwracają uwagę, iż choćby po pełnym otwarciu cieśniny fizyczne dostawy z Zatoki Perskiej dotrą do azjatyckich rafinerii dopiero po ok. 52 dniach – co oznacza, iż realne złagodzenie podaży nastąpi najwcześniej pod koniec sierpnia.
Goldman Sachs zastrzega dodatkowo, iż w scenariuszu ponownej eskalacji i utrzymania zakłóceń w Ormuzie do 2027 r. ceny Brent mogłyby powrócić powyżej 130 USD jeszcze przed końcem roku.
Podsumowanie
Rynek ropy przeszedł w ciągu kwartału od paniki podażowej do obaw o nadwyżkę – i ta zmiana narracji jest odzwierciedlona w spadku cen o ponad jedną piątą w skali miesiąca. Konsensus największych banków inwestycyjnych wyraźnie przesuwa się w kierunku niższych prognoz, a najważniejsze zmienne – odbudowa przepływów przez Ormuz, rosnąca produkcja w USA, podwyżki limitów OPEC+ i strukturalna słabość popytu w Chinach – sugerują, iż era ropy powyżej 90 USD za baryłkę może być na jakiś czas za nami. Jedynym, ale istotnym zastrzeżeniem pozostaje krucha natura porozumienia amerykańsko-irańskiego i nieprzewidywalność sytuacji geopolitycznej w regionie Zatoki Perskiej.

1 godzina temu





