Ropa pozostaje droga mimo przeceny. Rynek wycenia ryzyko eskalacji na Bliskim Wschodzie

3 godzin temu

Notowania ropy naftowej cofają się w czwartek po ostatnich wzrostach, ale sytuacja na rynku wciąż pozostaje napięta. Inwestorzy próbują wyważyć dwa przeciwstawne czynniki: możliwość zwiększenia podaży i transportu surowca z Rosji oraz rosnące ryzyko dalszych ataków na statki i infrastrukturę energetyczną na Bliskim Wschodzie. Dodatkową nerwowość wywołały doniesienia, iż amerykańskie plany awaryjne dotyczące Iranu mogą obejmować użycie bomby GBU-43/B, znanej jako MOAB.

W chwili przygotowywania materiału instrumenty śledzące rynek ropy Brent wskazywały około 104,1 dol. za baryłkę, natomiast amerykańska WTI kosztowała w przybliżeniu 94,9 dol. Oznacza to spadek odpowiednio o około 1,8 proc. i 0,2 proc. względem poprzedniej sesji.

Bezpośrednim powodem czwartkowej korekty są informacje, iż administracja Donalda Trumpa rozważa częściowe złagodzenie ograniczeń nałożonych na tankowce zaliczane do rosyjskiej „floty cieni”. Nie chodziłoby o zezwolenie na transport objętej sankcjami ropy rosyjskiej lub irańskiej, ale o dopuszczenie niektórych jednostek do przewozu legalnych ładunków. Waszyngton liczy, iż zwiększyłoby to dostępność tankowców i ograniczyło rekordowo wysokie koszty frachtu. Analitycy Energy Aspects, cytowani przez Reutersa, oceniają jednak, iż wpływ takiego rozwiązania może być ograniczony, m.in. ze względu na obowiązujące regulacje brytyjskie i unijne.

Ataki na Arabię Saudyjską podtrzymują premię za ryzyko

Przecena ropy nie oznacza, iż geopolityczna premia zniknęła. Huti zapowiedzieli dalsze ataki na saudyjskie lotniska i obiekty naftowe. Wcześniej uderzenie w kompleks Saudi Aramco w Az-Zahranie wywołało pożar i – według źródeł Reutersa – spowodowało poważne uszkodzenia części budynków. Sama działalność operacyjna koncernu miała być kontynuowana bez zakłóceń.

Sytuację komplikuje wzrost liczby incydentów w rejonie cieśniny Ormuz. W ciągu doby zatonęły tam kontenerowiec oraz masowiec trafione w dwóch odrębnych zdarzeniach. Szlak pozostaje najważniejszy dla globalnego handlu ropą i produktami paliwowymi, choć obecne przepływy są wyraźnie niższe niż przed rozpoczęciem konfliktu z Iranem.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, iż we wrześniu przepływy ropy przez cieśninę wzrosły do około 10,9 mln baryłek dziennie, a eksport producentów z Zatoki Perskiej osiągnął 13,9 mln baryłek dziennie, czyli ponad 75 proc. poziomu sprzed wojny. Odbudowa podaży jest jednak krucha i może zostać gwałtownie zahamowana przez kolejne ataki.

MOAB w planach Pentagonu. To nie jest decyzja o uderzeniu

Nowym elementem ryzyka są informacje CNN, według których amerykańskie wojsko opracowało warianty potencjalnych operacji przeciwko Iranowi. Plany miałyby dopuszczać użycie GBU-43/B Massive Ordnance Air Blast, nazywanej „matką wszystkich bomb”, przeciwko obiektom energetycznym lub związanym z programem nuklearnym.

Doniesienia wymagają jednak ostrożnej interpretacji. Reuters zaznaczył, iż nie był w stanie niezależnie ich potwierdzić. Sam fakt przygotowania przez Pentagon kilku wariantów działań nie oznacza również, iż prezydent USA podjął decyzję o ataku.

MOAB waży około 9,8 tony i jest największą bombą konwencjonalną znajdującą się w amerykańskim arsenale. Nie jest jednak klasyczną bombą penetrującą przeznaczoną do niszczenia głęboko położonych instalacji. Rozmówcy CNN podkreślają, iż jej skuteczność wobec obiektów chronionych warstwami skał byłaby wątpliwa, natomiast użycie takiej broni oznaczałoby znaczną eskalację oraz ryzyko ofiar cywilnych. GBU-43/B została wcześniej użyta bojowo przez USA w Afganistanie w 2017 r.

Zapasy spadają, ale popyt zaczyna reagować na wysokie ceny

Fundamenty rynku przez cały czas przemawiają za podwyższoną zmiennością. Amerykańska EIA ocenia, iż globalne zapasy ropy zmniejszały się w trzecim kwartale średnio o 1,9 mln baryłek dziennie, a w czwartym kwartale spadek ma wynosić około 0,7 mln baryłek dziennie. Agencja podniosła prognozę średniej ceny Brent na ostatni kwartał 2026 r. do 105 dol. za baryłkę.

Jeszcze bardziej alarmujący obraz przedstawia IEA. Według agencji globalne zapasy obserwowane były pod koniec września o 509 mln baryłek niższe niż przed wojną, a lądowe magazyny znajdowały się blisko najniższych poziomów od co najmniej 2016 r. Szczególnie napięta pozostaje sytuacja na rynku oleju napędowego, gdzie ograniczenia eksportu z Bliskiego Wschodu i Rosji zbiegły się z sezonowym wzrostem zapotrzebowania.

Jednocześnie wysokie ceny zaczynają niszczyć popyt. IEA prognozuje, iż globalne zużycie ropy spadnie w całym 2026 r. o 2,6 mln baryłek dziennie. To wyraźnie bardziej pesymistyczna ocena niż prognoza OPEC, zakładająca jeszcze niewielki wzrost popytu – o około 0,2 mln baryłek dziennie. Rozbieżność pokazuje, jak duża niepewność towarzyszy obecnym szacunkom.

Rynek pozostaje zakładnikiem informacji z regionu

W krótkim terminie ropa może pozostać powyżej poziomów uzasadnianych wyłącznie klasycznym bilansem podaży i popytu. Każdy atak na saudyjską infrastrukturę, tankowiec lub alternatywną trasę eksportową może ponownie wywołać gwałtowny skok notowań. Z drugiej strony poprawa dostępności statków, dalsze odblokowywanie eksportu z Zatoki Perskiej albo choćby sygnał wznowienia rozmów amerykańsko-irańskich mogłyby gwałtownie obniżyć premię geopolityczną.

Dla europejskich i polskich odbiorców największym zagrożeniem pozostają nie tylko ceny samej ropy, ale również rekordowo drogi fracht oraz napięta sytuacja na rynku diesla. o ile obecne poziomy utrzymają się dłużej, będą zwiększały koszty transportu i produkcji, utrudniając dalsze obniżanie inflacji. Skala tego wpływu w Polsce będzie dodatkowo zależała od kursu dolara wobec złotego.

Źródła: Reuters, CNN

Idź do oryginalnego materiału