Ropa rośnie po opublikowaniu przez Iran restrykcyjnego planu dla Cieśniny Ormuz

19 godzin temu

Notowania ropy naftowej rosną w piątek rano po publikacji irańskiego projektu ograniczeń dla żeglugi przez cieśninę Ormuz. Dokument przewiduje zakaz tranzytu dla jednostek amerykańskich i izraelskich oraz sankcje wobec statków państw uznanych przez Teheran za wrogie. Inwestorzy obawiają się, iż negocjowane porozumienie nie przywróci swobodnego przepływu surowców przez jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata.

Około godz. 9:00 kontrakty terminowe na ropę Brent z dostawą w październiku zyskiwały około 1,25 proc. i kosztowały 83,52 dol. za baryłkę. Amerykańska ropa WTI w kontrakcie wrześniowym drożała o 1,1 proc., do 78,14 dol. za baryłkę.

Wzrosty są kontynuacją czwartkowego odbicia. Brent zakończyła poprzednią sesję na poziomie 82,49 dol., po zwyżce o 3,8 proc., natomiast WTI podrożała o około 2,8 proc., do 77,29 dol. za baryłkę. Mimo tej reakcji oba gatunki ropy zmierzały w piątek rano do zakończenia całego tygodnia spadkiem rzędu 8 proc. Wcześniej ceny obniżały się pod wpływem oczekiwań, iż porozumienie dotyczące cieśniny Ormuz może zostać zawarte gwałtownie i przywrócić bardziej regularny eksport z regionu.

Najnowsze informacje podważyły jednak ten optymistyczny scenariusz.

Projekt przewiduje zakazy i wysokie kary

Według irańskiej agencji Fars komisja parlamentarna analizuje wstępny projekt regulacji, który zakłada zakaz przejścia przez cieśninę dla statków amerykańskich i izraelskich. Ograniczenia mogłyby objąć również jednostki należące do państw uznanych przez Iran za wrogie – przynajmniej do czasu wypłacenia Teheranowi odszkodowań.

Za naruszenie nowych zasad miałaby grozić kara sięgająca 20 proc. wartości przewożonego ładunku. Na obecnym etapie jest to jednak projekt poddawany pracom parlamentarnym, a nie obowiązujące prawo. Sam fakt jego publikacji wystarczył, by rynek ponownie zaczął doliczać do ceny ropy premię za ryzyko geopolityczne.

Problem polega na tym, iż inwestorzy oczekiwali pełniejszego otwarcia cieśniny, tymczasem z Teheranu napływa sygnał, iż ewentualne porozumienie może oznaczać jedynie utworzenie kontrolowanego, warunkowego korytarza. To zasadnicza różnica dla eksporterów, armatorów i ubezpieczycieli.

Iran i Oman negocjują, ale umowy przez cały czas nie ogłoszono

Iran i Oman prowadzą rozmowy o przyszłym systemie żeglugi. Rozważany mechanizm ma przewidywać, iż statki wpływające do Zatoki Perskiej korzystałyby z trasy prowadzącej przez wody kontrolowane przez Iran, a jednostki wypływające – z korytarza po stronie omańskiej.

Wspólny komitet obu państw omawia kwestie bezpieczeństwa żeglugi, usług morskich oraz potencjalnych kosztów związanych z obsługą ruchu. Omańskie MSZ oficjalnie podkreśla przy tym, iż cieśnina powinna pozostać bezpieczna i otwarta dla międzynarodowej żeglugi, zgodnie z prawem międzynarodowym.

W środę przedstawiciele Iranu informowali, iż projekt porozumienia znajduje się w końcowej fazie. Associated Press, powołując się na regionalnych urzędników, podała, iż tekst miał zostać uzgodniony przez negocjatorów irańskich i omańskich, ale wymagał jeszcze akceptacji najwyższych władz Iranu. Do piątkowego poranka finalna umowa nie została jednak publicznie ogłoszona.

Ta rozbieżność – między deklaracjami o rychłym otwarciu szlaku a restrykcyjnym projektem irańskich przepisów – jest w tej chwili najważniejszym źródłem zmienności na rynku ropy.

Kluczowy szlak dla światowej energetyki

Znaczenie cieśniny Ormuz trudno przecenić. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2025 r. transportowano nią blisko 20 mln baryłek ropy dziennie. Przed rozpoczęciem tegorocznego konfliktu odpowiadała ona za około jedną piątą światowego handlu ropą i gazem skroplonym.

Międzynarodowa Organizacja Morska informuje, iż sytuacja w regionie pozostaje niestabilna, a tysiące marynarzy przez cały czas odczuwają skutki ograniczeń i zagrożeń dla żeglugi. Z kolei analiza International Trade Centre, opublikowana przez ONZ, wskazuje, iż zakłócenia dotknęły nie tylko eksport ropy i LNG, ale także nawozów, metanolu, tworzyw sztucznych oraz innych produktów przemysłowych.

Oznacza to, iż rynek nie wycenia jedynie liczby przepływających tankowców. Liczą się również koszty ubezpieczenia, dostępność statków, bezpieczeństwo załóg i możliwość zawierania transakcji zgodnych z międzynarodowymi sankcjami.

Co to oznacza dla inwestorów?

Dla rynku najważniejsze będą teraz szczegóły ewentualnej umowy irańsko-omańskiej. Pełne przywrócenie swobody żeglugi mogłoby ograniczyć premię geopolityczną i ponownie skierować ceny ropy w dół. System oparty na selektywnym dopuszczaniu statków, opłatach lub groźbie kar utrzymywałby natomiast podwyższoną zmienność.

Dla Polski konsekwencje są przede wszystkim pośrednie, ale odczuwalne. Droższa ropa podnosi koszty paliw, transportu i produkcji, a z czasem może utrudniać dalszy spadek inflacji. Skala przełożenia na ceny na stacjach będzie zależała również od kursu dolara, marż rafineryjnych i poziomu zapasów.

Na razie piątkowe odbicie nie przesądza o trwałym powrocie hossy na rynku surowców. Pokazuje jednak, iż każda informacja podważająca szybkie i bezwarunkowe otwarcie cieśniny Ormuz może wywoływać gwałtowną reakcję cen. Dopóki nie zostanie opublikowane wiążące porozumienie, ryzyko podażowe pozostanie jednym z głównych czynników kształtujących notowania ropy.

Źródła: CNBC, AP

Idź do oryginalnego materiału