Ropa tanieje najmocniej od miesięcy. Brent traci prawie 10% po wyborach w USA

4 godzin temu

Środa 4 listopada 2026 roku była jednym z najgorszych dni na rynku ropy w tym roku. W pewnym momencie sesji ropa Brent kosztowała już tylko 93,22 USD za baryłkę, czyli o 10% mniej niż dzień wcześniej. W końcówce rynek nieznacznie odrobił te straty. Kontrakty na Brent zamknęły się na poziomie 94,62 USD, o 8,98 USD (8,7%) niżej. Amerykańska WTI potaniała o 7,97 USD (8,3%), do 88,12 USD. Oba benchmarki zakończyły dzień najniżej od 31 sierpnia. Dla WTI był to największy jednodniowy spadek od maja.

Od 118 do 94 dolarów w trzy sesje

Skalę ruchu najlepiej widać w szerszej perspektywie. Jeszcze w piątek 30 października grudniowy kontrakt na Brent, który tego dnia wygasał, zamknął się na 117,64 USD. Był to najwyższy poziom od końca kwietnia. Bardziej płynna seria styczniowa kosztowała 113,43 USD. Inwestorzy zakładali wtedy, iż po wyborach połówkowych w USA konflikt na Bliskim Wschodzie znów się zaostrzy. W październiku ropa zdrożała w sumie o ponad 10%.

W poniedziałek 2 listopada nastroje się odwróciły. Brent potaniał o 7,63%, do 104,77 USD. Rynek zareagował na rozmowy irańskich negocjatorów z katarskimi mediatorami i na słowa prezydenta Masuda Pezeszkiana. Powiedział on, iż najwyższy przywódca, ajatollah Modżtaba Chamenei, dał rządowi „pewne uprawnienia” do rozmów pokojowych. Donald Trump stwierdził tego samego dnia, iż Iran chce porozumienia i iż może do niego dojść. We wtorek ceny dalej spadały, a w środę doszedł wynik wyborów.

Od piątkowego zamknięcia do środy styczniowy kontrakt na Brent stracił więc mniej więcej 18,8 USD, czyli około 16,6%. WTI potaniała o 16 USD, czyli o ponad 15%. W czwartek rano spadki trwały już czwarty dzień.

Wybory jako referendum w sprawie wojny

Główną przyczyną środowej przeceny były wyniki głosowania z 3 listopada. Demokraci przejęli obie izby Kongresu. Ich przewaga okazała się wyraźnie większa, niż pokazywały sondaże. Dla rynku ropy liczyło się przede wszystkim to, jak wynik zinterpretowała sama administracja.

W środę wiceprezydent JD Vance odciął się od decyzji o wojnie i otwarcie uznał ją za przyczynę porażki:

„Przegraliśmy przez wojnę. Sam prezydent powiedział to wczoraj wieczorem.”

Trump przyznał, iż konflikt z Iranem wpłynął na wynik wyborów. Wcześniej powiedział „Financial Times”, iż USA nie planują w najbliższym czasie ataku na Iran. Dla rynku, który przez cały październik kupował ropę na wypadek eskalacji, oznaczało to, iż duża część tej premii za ryzyko przestała mieć uzasadnienie.

Andy Lipow z Lipow Oil Associates opisał nastroje na rynku tak:

„Wybory skłaniają rynek do wniosku, iż Trump może być teraz bardziej skłonny do zawarcia porozumienia.”

Lipow dodaje, iż Demokraci mogą próbować ograniczyć finansowanie działań wojennych. Zapowiedź częściowego ograniczenia pomocy finansowej dla Izraela może z kolei skłonić Jerozolimę do podporządkowania się decyzjom Waszyngtonu. Dennis Kissler z BOK Financial wskazuje jeszcze jeden czynnik. Większe wydobycie z Bliskiego Wschodu i deklaracja Trumpa, iż nie planuje ataku, zbiegły się w czasie. Na rynek trafiło więc jednocześnie więcej baryłek i mniej strachu.

Hakeem Jeffries, który ma zostać spikerem Izby Reprezentantów, wymienił zakończenie wojny z Iranem wśród czterech priorytetów nowej większości. Ważna jest jednak data: nowy Kongres zbierze się dopiero 3 stycznia 2027 roku. Do tego czasu Trump zachowuje pełną swobodę w polityce zagranicznej. Jak działa ten mechanizm, wyjaśnialiśmy przed głosowaniem w tekście o tym, jak działają wybory połówkowe w USA.

Fizyczny rynek: więcej ropy z Zatoki, ale zapasy na wyczerpaniu

Gdyby chodziło wyłącznie o politykę, odbicie mogłoby przyjść równie gwałtownie jak spadek. Zmienia się jednak także sytuacja na rynku fizycznym. Kraje Zatoki Perskiej eksportowały w październiku średnio 17,1 mln baryłek dziennie ropy, kondensatu i produktów naftowych (bez LPG). To mniej niż 18,9 mln b/d we wrześniu, ale wciąż około trzech czwartych poziomu sprzed wojny. Analitycy, na których powołuje się Reuters, twierdzą, iż przepływy przez cieśninę Ormuz wróciły niemal do poziomu sprzed konfliktu. Transport jest jednak wyraźnie droższy.

JPMorgan szacuje, iż dzięki powrotowi dostaw z Zatoki globalny rynek znów ma nadwyżkę. We wrześniu wynosiła ona 1,1 mln b/d, a w październiku 1,4 mln b/d. To prawie tyle co średnia z ubiegłego roku (1,3 mln b/d). Zjednoczone Emiraty Arabskie rozważają też, według Bloomberga, budowę trzeciego ropociągu omijającego Ormuz.

Ostrożność wynika z jednej liczby. Sułtan Al Dżaber, prezes ADNOC, szacuje, iż od zakłócenia żeglugi przez cieśninę świat zużył z zapasów prawie miliard baryłek ropy. Zapasy komercyjne w największych krajach konsumujących są najniższe od około 15 lat. Rynek z nadwyżką w bieżącym bilansie, ale z prawie pustymi magazynami, jest bardzo podatny na każdy nowy wstrząs.

Potwierdzają to dane z USA. Według cotygodniowego raportu EIA opublikowanego 4 listopada zapasy ropy w tygodniu zakończonym 30 października spadły o 865 tys. baryłek, do 409,8 mln baryłek. Analitycy ankietowani przez Reutersa oczekiwali wzrostu o 877 tys. baryłek. Zapasy spadają już piąty tydzień z rzędu. Zmniejszyły się też zapasy benzyny i destylatów, a popyt był najwyższy od roku. W innych warunkach takie dane wspierałyby ceny. W środę rynek je zignorował.

Analitycy studzą emocje

Wśród analityków przeważają głosy, iż przecena mogła pójść za daleko. Rebecca Babin z CIBC uważa, iż rynek działa w trybie „najpierw strzelaj, potem pytaj”, a emocje po zaskakujących wynikach wyborów są bardzo silne. Przypomina, iż wielu obserwatorów spodziewało się czegoś odwrotnego: wyraźna przegrana miała skłonić Trumpa do eskalacji. Dopiero słowa Vance’a i brak poparcia ze strony kluczowych sojuszników podważyły ten scenariusz.

Bob McNally z Rapidan Energy, były doradca prezydenta George’a W. Busha, przez cały czas uważa eskalację za bardziej prawdopodobną:

„Iran usztywnił swoje bezkompromisowe stanowisko. Trump, który zapłacił ogromną cenę za determinację w powstrzymywaniu Iranu przed zdobyciem broni jądrowej, raczej nie porzuci tego celu i nie odejdzie.”

Podobnie ocenia sytuację Carl Larry z Enverus. Według niego wybory dały „niedźwiedziom” argument, ale bardziej prawdopodobna wydaje mu się eskalacja niż szybkie rozwiązanie. Teheran nie daje powodów do optymizmu. Chamenei napisał, iż wrogość USA nie zmieni się bez względu na to, która partia rządzi. Wysoki rangą irański urzędnik powiedział Reutersowi, iż do porozumienia jest przez cały czas daleko. Jemeńscy Huti twierdzili w środę, iż zaatakowali międzynarodowe lotnisko im. Króla Chalida w Rijadzie. Saudyjskie władze tego nie potwierdziły.

Najbardziej konkretną ocenę przedstawiła Eurasia Group. Obniżyła prawdopodobieństwo ponownych amerykańskich uderzeń na Iran z 65% do 60%. Jednocześnie zmniejszyła szanse na porozumienie z 20% do zaledwie 10%. Najbardziej wzrosło prawdopodobieństwo przedłużającego się impasu: z 15% do 30%. W scenariuszu eskalacji analitycy Eurasia Group spodziewają się wzrostu cen Brent do przedziału 110-125 USD. Citi zwraca uwagę na inne ryzyko. Po wyborach Biały Dom może skupić się na uprawnieniach wykonawczych w polityce zagranicznej, a to również może oznaczać zaostrzenie konfliktu.

Wcześniej, bo w weekend 1 listopada, Goldman Sachs ostrzegał, iż w 2027 roku Brent może kosztować choćby 140 USD. Taki scenariusz zakłada, iż wydobycie w Zatoce pozostanie o 3,5 mln b/d niższe od średniej z 2025 roku. Bank wskazuje, iż główne ryzyka wzrostowe to nasilenie ataków na statki, uszkodzenia infrastruktury i utrzymująca się premia za ryzyko.

OPEC+ czeka do końca listopada

Kartel na razie się nie spieszy. Siedmiu kluczowych członków OPEC+ (Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, Kuwejt, Algieria, Kazachstan i Oman) postanowiło 1 listopada nie zmieniać limitów wydobycia na grudzień. Większość producentów z Zatoki i tak wydobywa wyraźnie mniej, niż pozwalają im kwoty. We wrześniu grupa zakończyła wycofywanie cięcia o 1,65 mln b/d z 2023 roku. Do końca 2026 roku obowiązuje jeszcze ostatnia warstwa ograniczeń, obejmująca około 2 mln b/d.

Kluczowe będzie spotkanie ministerialne wszystkich 21 członków grupy 29 listopada. Mają wtedy zapaść decyzje o kwotach na 2027 rok. Wcześniej, do połowy listopada, ma zakończyć się przegląd mocy produkcyjnych. Jorge Leon z Rystad Energy mówi, iż OPEC+ czeka „niezwykle trudna decyzja”. Grupa musi planować przy ogromnej niepewności co do wojny, tempa przywracania przepływów przez Ormuz i wielkości nadwyżki, która pojawi się, gdy wstrzymane baryłki wrócą na rynek. Międzynarodowa Agencja Energetyczna już ostrzega przed nadpodażą w 2027 roku, jeżeli dostawy z Zatoki wrócą do normy. Bez Zjednoczonych Emiratów, które w maju odeszły z OPEC, utrzymanie dyscypliny w grupie będzie jeszcze trudniejsze.

Stacje paliw w Polsce: obniżki przychodzą z opóźnieniem

W Polsce niższe ceny ropy widać na razie głównie w rozporządzeniach. W ramach programu CPN 3.0, który ma obowiązywać do końca roku, minister energii codziennie ogłasza maksymalne ceny detaliczne. Na czwartek 5 listopada wyznaczył je na 6,29 zł za litr benzyny 95 (dzień wcześniej 6,37 zł), 7,10 zł za benzynę 98 i 7,97 zł za olej napędowy (wcześniej 8,05 zł). Według GUS paliwa były w październiku średnio o około 22% droższe niż rok wcześniej. Mimo to inflacja w Polsce spadła do 3,5%.

Środowa przecena trafi do cen hurtowych z opóźnieniem. Będzie też częściowo osłabiona przez marże i kurs dolara. Słabszy dolar, który po wyborach stracił wobec wszystkich walut G10, działa jednak na korzyść polskich kierowców i zmniejsza koszt surowca w złotych. Najmniej skorzysta olej napędowy. Rynek destylatów pozostaje najbardziej napięty i choćby po spadkach diesel w Polsce kosztuje przy dystrybutorze w okolicy 8 zł.

Premia za ryzyko spada, ale ryzyko pozostaje

Środową przecenę wywołała zmiana oczekiwań politycznych, a nie nagły napływ ropy. Rynek przez cały październik wyceniał scenariusz wojenny i w ciągu trzech sesji pozbył się dużej części tej premii. Fundamenty zmieniają się wolniej. Przepływy przez Ormuz się poprawiają, a bieżący bilans pokazuje nadwyżkę. Zapasy są jednak najniższe od lat, Iran nie łagodzi stanowiska, a nowy Kongres będzie mógł wpływać na politykę wojenną dopiero od stycznia.

W najbliższych tygodniach o kierunku cen zdecydują trzy rzeczy: postęp rozmów prowadzonych przez Katar, decyzje OPEC+ z 29 listopada i to, czy Trump rzeczywiście wybierze negocjacje. June Goh ze Sparta Commodities podsumowuje, iż rynek wycenia teraz większe szanse na koniec wojny, ale droga do pełnego porozumienia jest wciąż niepewna, a globalne rezerwy strategiczne są bardzo uszczuplone. Po ośmiu miesiącach konfliktu i wielu wcześniejszych nadziejach na przełom, które się nie spełniły, inwestorzy powinni traktować obecne poziomy cen ostrożnie.

Idź do oryginalnego materiału