Ceny ropy rozpoczęły poniedziałek od spadków. Zapowiedź skoordynowanego uwolnienia 100 mln baryłek ropy i paliw z rezerw awaryjnych G7 zbiegła się z wyraźną odbudową eksportu z Zatoki Perskiej. Rynek pozostaje jednak wyjątkowo podatny na doniesienia dotyczące Cieśniny Ormuz oraz saudyjskiej infrastruktury energetycznej.
W pierwszych godzinach poniedziałkowego handlu kontrakty na ropę Brent kosztowały około 101,6-101,9 dol. za baryłkę, natomiast amerykańska WTI była wyceniana w rejonie 90,1-90,5 dol. Oznaczało to spadki odpowiednio o około 0,3-0,7 proc. i 0,7-1,1 proc., zależnie od terminu zapadalności kontraktów i momentu notowania.
Skala przeceny nie jest duża, ale kierunek zmian pokazuje, iż na początku tygodnia inwestorzy większą wagę przywiązują do poprawy dostępności surowca niż do kolejnych doniesień o możliwej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Najważniejszym impulsem była piątkowa decyzja państw G7 o uruchomieniu, za pośrednictwem Międzynarodowej Agencji Energetycznej, 100 mln baryłek ropy i produktów naftowych. Zgodnie z oficjalnym komunikatem G7 uwalnianie zapasów ma rozpocząć się niezwłocznie i potrwać cztery miesiące. Znaczna część oleju napędowego ma trafić na rynek już w ciągu pierwszych 20 dni.
G7 chce schłodzić przede wszystkim rynek diesla
Decyzja nie dotyczy wyłącznie ropy. Największe napięcia występują w tej chwili na rynku paliw gotowych, zwłaszcza oleju napędowego, którego niedobory bezpośrednio uderzają w transport, rolnictwo i przemysł.
G7 zapowiedziała również koordynację remontów rafinerii, aby ograniczyć ryzyko jednoczesnych przestojów, oraz rezygnację z ograniczeń eksportowych w handlu energią między państwami grupy. To istotne, ponieważ potencjalny zakaz eksportu amerykańskiego diesla mógłby pogłębić problemy Europy, która zwiększyła zależność od dostaw z USA.
W komunikacie nie przedstawiono jednak szczegółowego podziału 100 mln baryłek między ropę, olej napędowy i pozostałe produkty. Nie wskazano też, jak duży udział przypadnie poszczególnym krajom. Nie jest ponadto całkowicie jasne, jaka część wolumenu będzie nowym zobowiązaniem, a jaka zostanie zaliczona do niewykonanej jeszcze części wcześniejszej, rekordowej akcji IEA z marca.
Wówczas państwa członkowskie Agencji zgodziły się udostępnić łącznie 400 mln baryłek. IEA podkreśla, iż była to największa skoordynowana operacja tego rodzaju w historii organizacji.
Eksport z Zatoki wraca, ale zmieniły się szlaki dostaw
Presję na notowania wywiera również odbudowa eksportu z Bliskiego Wschodu. Dane firmy analitycznej Kpler wskazują, iż pod koniec września przepływy ropy przez część dni przekraczały poziomy sprzed wojny. Siedmiodniowa średnia eksportu wynosiła 1 października około 18,5 mln baryłek dziennie, wobec przedwojennej średniej na poziomie około 18 mln baryłek.
Nie oznacza to jednak powrotu do normalnych warunków. Według analizy Kpler eksport z regionu – z wyłączeniem Iranu – wrócił we wrześniu do około 16,5 mln baryłek dziennie, ale aż 40 proc. surowca omijało Cieśninę Ormuz. Przed wojną było to około 17 proc. Znaczna część transportu odbywa się w tej chwili przy wykorzystaniu rurociągów, rejsów wahadłowych oraz przeładunków między tankowcami u wybrzeży Omanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Rynek otrzymuje więc więcej baryłek, ale ich dostarczenie pozostaje droższe, wolniejsze i bardziej ryzykowne.
Saudi Aramco zaskoczyło głęboką obniżką cen
Dodatkowym sygnałem schłodzenia rynku fizycznego była decyzja Saudi Aramco o obniżeniu listopadowej oficjalnej ceny sprzedaży ropy Arab Light dla odbiorców azjatyckich. Cena została ustalona na 5 dol. poniżej średniej notowań Oman-Dubaj, czyli o 3 dol. mniej niż miesiąc wcześniej. To najszersze dyskonto od czerwca 2020 r.
Jak wynika z informacji Reutersa, obniżka ma częściowo rekompensować azjatyckim rafineriom rekordowo wysokie koszty transportu i opóźnienia związane ze skomplikowanymi trasami dostaw. Jednocześnie wskazuje, iż Arabia Saudyjska chce bronić udziałów w kluczowym dla siebie rynku azjatyckim.
Ataki Huti pozostają źródłem premii geopolitycznej
Spadki cen ograniczają doniesienia z Jemenu. Huti, wspierani przez Iran, oświadczyli, iż skierowali pociski balistyczne i drony przeciwko obiektom Saudi Aramco w Rijadzie i rejonie Khurais. Do godz. 5:05 czasu polskiego władze Arabii Saudyjskiej ani koncern Aramco nie potwierdziły skutecznego przeprowadzenia tych uderzeń ani powstania szkód w instalacjach.
Brak potwierdzenia ma zasadnicze znaczenie. Samo roszczenie Huti podtrzymuje premię za ryzyko w cenach ropy, ale dopiero wiarygodne informacje o uszkodzeniu infrastruktury, ograniczeniu produkcji lub zamknięciu szlaków transportowych mogłyby wywołać gwałtowny zwrot notowań.
Więcej baryłek wygrywa z większą liczbą zagrożeń
Po stronie podażowej rynek wspierają w tej chwili trzy czynniki: rezerwy G7, rosnący eksport z Zatoki oraz utrzymanie przez OPEC+ dotychczasowych celów produkcyjnych na listopad. Nie oznacza to jednak trwałego rozwiązania problemu. Producenci z regionu przez cały czas wydobywają mniej niż przed wojną, transport pozostaje kosztowny, a rynek paliw gotowych – szczególnie diesla – jest wyraźnie napięty.
W krótkim terminie uwolnienie zapasów może ograniczać wzrosty i pomagać w stabilizacji cen. Nie usuwa jednak źródła kryzysu. Dopóki żegluga przez Ormuz i Bab al-Mandab nie wróci do normalnego rytmu, a regionalna infrastruktura pozostaje celem ataków, okolice 100 dol. za baryłkę Brent będą raczej punktem kruchej równowagi niż oznaką uspokojenia sytuacji.
Źródło: Reuters

13 godzin temu





