Ceny ropy naftowej gwałtownie spadły w czwartek 17 kwietnia. WTI stracił około 7 proc. i zszedł w okolice 90 dol. za baryłkę, Brent podążył tym samym torem. To już ponad 20 proc. poniżej marcowych szczytów, kiedy baryłka Brent kosztowała 118 dol. Bezpośrednim impulsem do wyprzedaży było nagromadzenie pozytywnych sygnałów z frontu dyplomatycznego.
Co się wydarzyło
Tego samego dnia zbiegły się trzy istotne wydarzenia. Po pierwsze, wszedł w życie 10-dniowy rozejm między Izraelem a Libanem, kończący – przynajmniej tymczasowo – walki z Hezbollahem. Po drugie, irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi ogłosił na platformie X, iż Cieśnina Ormuz jest „w pełni otwarta” dla statków handlowych na czas trwania rozejmu. Po trzecie – najważniejsze – prezydent Donald Trump powiedział dziennikarzom, iż wojna z Iranem „powinna niedługo się skończyć” i zasugerował nową rundę negocjacji jeszcze w ten weekend.
Pakistańskie źródło zaangażowane w mediację przekazało Reutersowi, iż obie strony „zgadzają się co do zasad”, a najbliższe spotkanie może zakończyć się podpisaniem memorandum porozumienia.
Kontekst – skąd te ceny
Ropa jest tam, gdzie jest, z powodu wojny. Od ataku USA i Izraela na Iran 28 lutego Cieśnina Ormuz – przez którą przed konfliktem przepływało około 20 proc. światowej ropy – została de facto zamknięta. Brent w I kwartale wykonał rajd z 61 dol. do 118 dol. za baryłkę, co według danych EIA było największym kwartalnym wzrostem cen w ujęciu realnym od 1988 roku. Benzyna w USA przekroczyła 4 dol. za galon, diesel – 5,40 dol.
Pierwszym punktem zwrotnym był rozejm z 7-8 kwietnia. WTI spadł wtedy o 16 proc. w jedną sesję – rekord od pandemii. Potem rozmowy w Islamabadzie (12-13 kwietnia) zakończyły się fiaskiem – USA chciały 20-letniego zamrożenia irańskiego programu nuklearnego, Iran oferował 3-5 lat. Trump odpowiedział blokadą morską irańskich portów, a ropa wróciła powyżej 100 dol.
Dziś znów spadamy – bo znów pojawiła się nadzieja.
Dlaczego rynek reaguje, choć nic nie jest podpisane
Warto to powiedzieć wprost: żadne porozumienie nie zostało jeszcze zawarte. Sygnały z Teheranu są sprzeczne. Trump mówi o „nuclear dust”, którą USA mają otrzymać. Irańska agencja Mizan zaprzecza, jakoby jakiekolwiek ustalenia w tej sprawie istniały. Podczas piątkowych modłów w Teheranie duchowny Ahmad Khatami stwierdził:
„Nasz naród nie negocjuje w poniżeniu”.
Mimo to rynek reaguje, bo działa na oczekiwaniach. A te oczekiwania wyglądają dziś tak: rozejm trwa, Cieśnina jest przynajmniej deklaratywnie otwarta, a obie strony mówią o kolejnej rundzie rozmów. Dla traderów to wystarczający powód, by redukować premię za ryzyko geopolityczne – wycenianą przez analityków na 15-25 dol. w baryłce.
Co dalej – daty, które trzeba śledzić
Kluczowa data to 21 kwietnia – wtedy wygasa dwutygodniowe zawieszenie broni między USA a Iranem. Trump powiedział, iż rozejm może zostać przedłużony, ale dodał, iż „nie sądzi, by to było konieczne”, bo Teheran chce porozumienia. jeżeli negocjacje w weekend przyniosą przełom, ropa może zejść w kierunku 80 dol. i dalej – do przedwojennych 70-75 dol. jeżeli rozmowy się załamią, powrót powyżej 100 dol. jest scenariuszem bazowym.
Jedno jest pewne: choćby po podpisaniu pokoju rynek nie wróci do normy z dnia na dzień. Infrastruktura wydobywcza na Bliskim Wschodzie jest zniszczona, armatorzy nie ufają bezpieczeństwu Cieśniny, a MFW właśnie obniżył prognozy globalnego wzrostu, ostrzegając przed recesją. Zmienność na rynku ropy pozostanie wysoka jeszcze długo po tym, jak dyplomaci wymienią uściski dłoni.

2 godzin temu



