Ropa z Wenezueli obniża ceny. Strategia uderzenia w Rosję

1 dzień temu
Gwałtowny wzrost dostaw ropy z Wenezueli do Stanów Zjednoczonych wywiera presję na ceny surowca i prowadzi do czasowej nadpodaży na rynku. Z punktu widzenia administracji USA nie jest to jednak problem, ale element szerszej strategii geopolitycznej. Jej celem jest obniżenie globalnych cen ropy i uderzenie w dochody rosyjskiego sektora naftowego. Po zawarciu umowy pomiędzy Waszyngtonem a Caracas eksport wenezuelskiej ropy do USA wzrósł w styczniu niemal trzykrotnie – do około 284 tys. baryłek dziennie. Według danych handlowych i żeglugowych, które w środę przytacza niemiecki tygodnik Spiegel, część ładunków pozostaje chwilowo bez nabywców, co dodatkowo wzmaga presję cenową. Realizacja celów Waszyngtonu – Mamy do czynienia z klasyczną nadpodażą – podaż przewyższa popyt – przyznają traderzy. Z perspektywy rynkowej oznacza to spadek cen, z perspektywy politycznej – realizację celu Waszyngtonu.Obniżanie cen ropy uderza bowiem bezpośrednio w modele fiskalne państw silnie uzależnionych od eksportu surowców energetycznych, w tym Rosji. Ropa ciężka z Wenezueli była ostatnio sprzedawana z ok. 8,50–9,50 USD rabatu za baryłkę wobec ceny ropy Brent – czyli po cenie wyraźnie niższej niż punkt referencyjny na globalnych rynkach. W podobnym czasie kanadyjska ropa WCS była jeszcze tańsza, z rabatem sięgającym około 10,25 USD wobec Brent. Takie różnice w cenach powodują, iż rafinerie na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej wybierają czasem tańsze gatunki, co wpływa na ceny i marże producentów oraz handlowców, takich jak Vitol, Trafigura czy Chevron. Z punktu widzenia USA oznacza to jednak utrzymanie presji podażowej, a nie porażkę strategii. Kluczowym elementem układanki pozostają Indie. Konglomerat Reliance Industries rozważa zwiększenie importu ropy po ogłoszeniu nowego porozumienia handlowego pomiędzy Waszyngtonem a Nowym Delhi. Zgodnie z ustaleniami Indie mają w zamian za obniżki ceł ze strony USA zrezygnować z zakupów rosyjskiej ropy i zastąpić ją dostawami z USA oraz – potencjalnie – z Wenezueli. Taki manewr, opisany wcześniej przez Biznes Alert bezpośrednio ogranicza zdolność Rosji do sprzedaży ropy po cenach gwarantujących wysokie wpływy budżetowe. Chiny wypadają z rynku Jednocześnie Chiny, dotychczas główny odbiorca wenezuelskiej ropy, wypadły z rynku. Od początku roku nie odnotowano dostaw do tego kraju, a państwowy koncern PetroChina polecił traderom wstrzymanie transakcji. Turbulencje rynkowe są bezpośrednio związane z gwałtowną zmianą polityczną w Caracas. Po zatrzymaniu prezydenta Nicolas Maduro przez siły amerykańskie USA zawarły umowę na dostawy ropy o wartości 2 mld USD z tymczasową prezydent Delcy Rodriguez. Waszyngton zapowiedział jednocześnie, iż sprzedaż wenezuelskiej ropy będzie pozostawać pod jego kontrolą przez czas nieokreślony. Oznacza to realny wpływ USA na kierunki eksportu oraz poziom podaży na rynku międzynarodowym. Stany Zjednoczone przekazały Wenezueli pełne 500 mln USD z pierwszej transzy sprzedaży ropy, realizowanej w ramach nowej umowy. Jak podkreślają przedstawiciele administracji, środki te mają być wydatkowane „z korzyścią dla narodu wenezuelskiego” i pod nadzorem USA. Sekretarz stanu Marco Rubio wskazywał w Kongresie, iż udział USA w sprzedaży wenezuelskiej ropy ma charakter ściśle tymczasowy i służy stabilizacji państwa oraz zapobieganiu jego upadkowi. Z punktu widzenia strategii USA nadpodaż i spadek cen ropy nie są błędem polityki, ale jej istotą. Przekierowanie podaży z Wenezueli i popytu z Indii tworzy presję na globalny rynek, która uderza w rosyjskie petropaństwo skuteczniej niż kolejne pakiety sankcji. Krótkoterminowe napięcia rynkowe w USA są w tej logice kosztem akceptowalnym. Stawką jest długoterminowe osłabienie finansowych fundamentów rosyjskiego sektora naftowego i zdolności Kremla do finansowania polityki zagranicznej i wojennej.
Idź do oryginalnego materiału