Słuchajcie, to brzmi jak scenariusz kiepskiej komedii, ale w południowokoreańskim Bithumb wydarzyło się coś, co pewnie śni się po nocach każdemu adminowi giełdy. Przez jeden głupi błąd systemowy, użytkownicy zamiast obiecanych „groszy” na waciki, zobaczyli w swoich portfelach cyfrowe fortuny. Efekt? Na platformie rozpętało się piekło, kurs zanurkował, a kapitał zaczął uciekać szybciej niż woda z dziurawego wiadra.

„Random Box”, czyli jak zostać milionerem w sekundę
Cała akcja miała być rutynową promocją. Mechanizm był prosty: lojalni klienci otwierają „Random Box” i zgarniają symboliczne nagrody. Plan zakładał, iż każdy dostanie 2 000 KRW (czyli jakieś marne parę dolarów). No i tu wchodzi błąd, prawdopodobnie w jednej linijce kodu lub konfiguracji. Zamiast lokalnej waluty, system zaczął sypać… Bitcoinami.
Wyobraźcie sobie to zdziwienie: czekasz na drobne, a dostajesz 2 000 BTC. Mówimy o puli wartej blisko 140 milionów dolarów! Nic dziwnego, iż systemy monitorujące blockchain natychmiast rozgrzały się do czerwoności. Ktoś tu ewidentnie pomylił jednostki, zamieniając skromny upominek w bilet do dożywotniej emerytury.

Jeśli potrzebujesz pomocy przy rejestracji, sprawdź nasz poradnik.
Na giełdzie zawrzało. Dosłownie.
Reakcja ludzi? Cóż, nikt nie pytał, czy to pomyłka. Większość szczęśliwców od razu rzuciła się do przycisku „sprzedaj”. To, co działo się potem, to była czysta wolnoamerykanka. Kurs Bitcoina na Bithumb w pewnym momencie odkleił się od reszty świata i zaliczył 15-procentowe tąpnięcie. Podaż była tak ogromna, iż płynność na platformie po prostu wyparowała. Zanim obsługa zorientowała się, iż pali się grunt pod nogami i zablokowała wypłaty, z giełdy „wypłynęło” ponad 3 miliardy wonów.

Wielkie sprzątanie po imprezie
Mogłoby się wydawać, iż giełda jest na dnie, ale finał tej historii jest zaskakująco… optymistyczny (przynajmniej dla nich). Ekipa techniczna Bithumb dokonała niemal niemożliwego i odzyskała aż 99,7% z tych pechowych 620 tysięcy BTC, które trafiły w niepowołane ręce. Jak im się to udało? Pewnie blokady portfeli i szybkie negocjacje zrobiły swoje.
Resztę strat giełda pokryła z własnej kieszeni, żeby tylko uspokoić nastroje. Czy im się udało? Na ten moment wygląda na to, iż pożar ugaszono, a bilans wyszedł na zero. Niemniej jednak, ta sytuacja to brutalne przypomnienie: w świecie krypto wystarczy jeden błąd „stażysty”, żeby zatrząść posadami giganta.

1 dzień temu