Blokada Cieśniny Ormuz wywołuje zamieszanie na światowym rynku ropy naftowej, gdyż nie ma praktycznie żadnej innej możliwości transportu ropy naftowej z regionu Zatoki Perskiej na rynek światowy.
Istnieje jednak alternatywa, choć niepewna: rurociąg biegnący przez Arabię Saudyjską, od pola naftowego Abqaiq w pobliżu Ras Tanura nad Zatoką Perską do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Dla Arabii Saudyjskiej rurociąg ten staje się w tej chwili kluczowym ogniwem łączącym ją z rynkami globalnymi – a dla Iranu – potencjalnym nowym celem ataków. W ostatnich dniach Iran, który od końca lutego toczy wojnę z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi , zaatakował już infrastrukturę naftową w Arabii Saudyjskiej i innych krajach wydobywających ropę w Zatoce Perskiej.
Rurociąg do Morza Czerwonego wprawdzie w ogóle umożliwia utrzymanie eksportu ropy naftowej w obecnej sytuacji wojennej, jednak jego przepustowość jest ograniczona i nie przetestowano jego ciągłej pracy przy pełnej przepustowości.
Arabia Saudyjska zwiększa wykorzystanie rurociągów
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), system rurociągów o długości 1200 kilometrów składa się z dwóch rurociągów o pierwotnej przepustowości pięciu milionów baryłek dziennie. Rok temu państwowa spółka naftowa Saudi Aramco ogłosiła plany zwiększenia przepustowości do siedmiu milionów baryłek dziennie.
Prezes Aramco, Amin Nasser, powiedział w tym tygodniu dziennikarzom, iż rurociąg jest już w fazie rozruchu, co umożliwi Arabii Saudyjskiej eksport około 70 procent jej regularnych dostaw ropy naftowej. Arabia Saudyjska produkuje zwykle około dziesięciu milionów baryłek ropy i eksportuje siedem milionów baryłek dziennie.
Według Bloomberga, Arabia Saudyjska już zaczęła ograniczać produkcję ropy naftowej z powodu przepełnionych zbiorników. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Irak również ograniczyły produkcję z powodu blokady . „Im dłużej potrwają zakłócenia, tym bardziej dramatyczny będzie ich wpływ na globalną gospodarkę” – powiedział Nasser, prezes Aramco, dziennikarzom podczas telekonferencji na temat najnowszych wyników finansowych. „Mieliśmy już do czynienia z zakłóceniami, ale to zdecydowanie największy kryzys, z jakim kiedykolwiek zmagał się sektor naftowo-gazowy w regionie”.
Alternatywna trasa eksportowa rurociągiem do Janbu ma jednak również swoje wady. Terminale w porcie nad Morzem Czerwonym stanowią na przykład wąskie gardło. Nie jest jasne, czy obiekty te są w stanie załadować na statki taką ilość ropy naftowej, jaką rurociąg jest w stanie przetransportować. „Janbu nie został zaprojektowany jako główny port eksportowy Arabii Saudyjskiej, więc infrastruktura i ładowność tankowców prawdopodobnie ograniczą rzeczywistą przepustowość” – powiedział w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla Euronews Baird Langenbrunner , analityk Global Energy Monitor. Richard Bronze , współzałożyciel firmy konsultingowej Energy Aspects, również ma wątpliwości co do logistyki w Yanbu . Twierdzi, iż nie jest jasne, jak gwałtownie terminal ropy naftowej będzie w stanie załadować statki i czy możliwe będzie szybkie i elastyczne zwiększenie przepustowości.
Ale ponad wszystko pojawia się inne niebezpieczeństwo: handlowcy, kupujący i analitycy obawiają się, iż sam rurociąg może stać się celem dla Iranu i jego sojuszników.
Nawet jeżeli ropa dotrze do tankowców rurociągiem i terminalami, może jeszcze nie być bezpieczna. Morze Czerwone z kolei stwarza ryzyko ataków ze strony sojuszników Iranu w Jemenie, którzy zakłócili żeglugę choćby podczas wojny między Izraelem a Hamasem w Strefie Gazy. Bojowa grupa Huti, kontrolująca znaczną część Jemenu, w ostatnich latach wielokrotnie przeprowadzała zmasowane ataki rakietowe na statki handlowe. Huti zgłaszali groźby, choć w ostatnich dniach nie doszło do żadnych konkretnych incydentów. Ceny ładunków tankowców z Janbu wzrosły ponad dwukrotnie, poinformowali Reuters kupujący i handlowcy. Według nich firmy żeglugowe wahają się przed przepływaniem przez ten region.

14 godzin temu




