Rusza konferencja na rzecz odbudowy Ukrainy. „Dopiero wtedy polskie firmy będą decydować się na inwestycje”

4 godzin temu

Odbudowa Ukrainy to proces rozpisany na lata, w którym kluczową rolę odegrają prywatne firmy, a nie polityczne deklaracje. Choć obecne napięcia na linii Warszawa-Kijów oraz ryzyka strukturalne, takie jak korupcja, budzą zrozumiałe obawy, eksperci uspokajają: gospodarczy pragmatyzm ostatecznie weźmie górę. Łukasz Wojdyga, dyrektor Centrum Studiów Strategicznych WEI, w rozmowie z Onetem wyjaśnia, dlaczego biznesowe „obwąchiwanie się” na konferencjach to dopiero wstęp do realnych działań.

Konferencje to czas na biznesowe „obwąchiwanie się”

Podobnie akcenty rozkłada Łukasz Wojdyga, dyrektor Centrum Studiów Strategicznych Warsaw Enterprise Institute, który bierze udział w gdańskiej konferencji. W rozmowie z Onetem studzi on jednak oczekiwania wobec natychmiastowych efektów takich spotkań:

— Takie wydarzenia nie służą do podpisywania konkretnych kontraktów. Bardziej służą networkingowi, poznawaniu się, nawiązywaniu relacji – również z samorządami i politykami. To jest bardziej „obwąchiwanie się” niż podejmowanie konkretnych decyzji — wyjaśnia.

Ukrainę odbuduje prywatny kapitał, ale dopiero po wojnie

Analityk WEI zwraca uwagę, iż fundamentem jakichkolwiek komercyjnych działań musi być stabilizacja sytuacji geopolitycznej. Prawdziwa odbudowa Ukrainy ruszy dopiero wtedy, gdy zostanie wypracowane rozwiązanie konfliktu z Rosją – bez względu na to, czy będzie to oficjalne zawieszenie broni, czy podpisanie traktatu pokojowego.

— Dopiero wtedy prywatne firmy będą decydować się na inwestycje w Ukrainie. Teraz mogą powstawać wielkie fundusze, ale dzieje się to na podstawie decyzji politycznych, a nie ekonomicznych. Ukrainę odbudowywać będą firmy, a nie politycy — uważa Wojdyga.

Ryzyko wojenne to nie wszystko. Problemem wciąż jest korupcja

Wejście na ukraiński rynek wiąże się jednak z barierami, które wykraczają daleko poza zagrożenia militarne. Prywatni przedsiębiorcy muszą wkalkulować w swoje plany ryzyko systemowe.

— Podjęcie decyzji o wejściu w takie inwestycje, szczególnie w przypadku prywatnych firm, wiąże się z dużym ryzykiem. Kwestie wojenne to jedno. Ale są też inne zagrożenia. Dużo słyszymy o korupcji w Ukrainie, która w czasie wojny może została wyciszona, ale na pewno nie została zlikwidowana — dodaje.

Jako przykład wskazuje m.in. głośną „sprawę lwowską”, czyli trwający spór z udziałem polskiej firmy budującej tam instalację do przetwarzania odpadów. Konflikt ten otarł się choćby o szczebel premiera RP, do którego lwowscy radni wystosowali oficjalny apel.

— Widać, iż w kwestii inwestowania w Ukrainie sporo będzie zależało od polskich władz, które muszą działać w ten sposób, by jak najlepiej zabezpieczać interesy rodzimych firm — komentuje rozmówca Onetu.

Chwilowe ochłodzenie relacji nie przekreśla planów na przyszłość

Mimo obecnych tarć politycznych między Polską a Ukrainą, Łukasz Wojdyga zachowuje optymizm i uważa, iż udział polskich przedsiębiorstw w odbudowie sąsiedniego kraju nie został przekreślony. Biznes rządzi się inną dynamiką niż bieżąca dyplomacja.

— Teraz mamy taki, a nie inny klimat polityczny, ale za pół roku możemy mieć już zupełnie inny. Odbudowa Ukrainy to projekt na lata — podsumowuje ekspert.

Idź do oryginalnego materiału