Rynek pracy w USA odżył. 178 tysięcy nowych etatów rozwiewa obawy o recesję

2 godzin temu

Marcowy raport NFP okazał się prawdziwą niespodzianką – amerykańska gospodarka stworzyła trzy razy więcej miejsc pracy, niż zakładali analitycy. Bezrobocie spadło, ale pod powierzchnią danych kryje się kilka niewygodnych szczegółów.

Kiedy miesiąc temu Biuro Statystyki Pracy podało, iż amerykańska gospodarka straciła w lutym 92 tysiące etatów, na rynkach zapanował niepokój. Pojawiły się pytania, czy to już początek poważniejszego tąpnięcia. Piątkowe dane za marzec stanowią odpowiedź – przynajmniej na razie uspokajającą. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 178 tysięcy, przy czym konsensus rynkowy zakładał wzrost rzędu 60 tysięcy. To najlepszy wynik od grudnia 2024 roku.

Luty okazał się jeszcze gorszy, niż myśleliśmy

Zanim jednak otworzymy szampana, warto spojrzeć na rewizje. BLS skorygowało lutowy odczyt z minus 92 do minus 133 tysięcy – różnica sięga ponad 40 tysięcy miejsc pracy. Styczeń wypadł nieco lepiej po korekcie (160 zamiast 126 tysięcy), ale bilans rewizji za oba miesiące i tak jest ujemny. Innymi słowy, dołek w lutym był głębszy niż początkowo sądzono, co sprawia, iż marcowe odbicie – choć spektakularne w nagłówkach – w pewnej mierze po prostu wypełnia wcześniejszą dziurę.

Za mocnymi danymi stoją konkretne powody

Warto rozebrać marcowy przyrost na części pierwsze, bo dopiero wtedy widać, co tak naprawdę się wydarzyło. Lwia część wzrostu przypada na ochronę zdrowia – sektor dodał 76 tysięcy etatów. Brzmi imponująco, ale trzeba pamiętać, iż kilkadziesiąt tysięcy z nich to pracownicy Kaiser Permanente w Kalifornii i na Hawajach, którzy wrócili do pracy po wielotygodniowym strajku. Sam powrót personelu gabinetów lekarskich odpowiada za 35 tysięcy z całego marcowego przyrostu. Gdyby nie strajk w lutym, nie byłoby tego odbicia w marcu – to klasyczny efekt bazy.

Do tego dochodzi budownictwo z wynikiem plus 26 tysięcy – tu z kolei zadziałała pogoda. Po wyjątkowo mroźnym i śnieżnym lutym ekipy budowlane wróciły na place. Transport i magazynowanie dorzuciły 21 tysięcy, głównie za sprawą kurierów i dostawców. Pomoc społeczna dodała kolejne 14 tysięcy.

Po drugiej stronie medalu – usługi finansowe skurczyły się o 15 tysięcy, a administracja federalna straciła następne 18 tysięcy etatów. Od października 2024 roku rząd federalny zredukował zatrudnienie o 355 tysięcy osób, czyli niemal 12 procent stanu wyjściowego. To już nie korekta, a systematyczny demontaż.

Bezrobocie spadło

Stopa bezrobocia obniżyła się do 4,3 procent z 4,4 procent w lutym. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze. Problem w tym, jak do tego spadku doszło. Wskaźnik aktywności zawodowej zjechał do 61,9 procent, a poza siłą roboczą znalazło się prawie pół miliona osób więcej niż miesiąc wcześniej. Wyraźnie urosła też grupa ludzi marginalnie przywiązanych do rynku pracy – o 325 tysięcy – a liczba zniechęconych pracowników, czyli tych, którzy przestali szukać zatrudnienia, bo uznali, iż i tak go nie znajdą, podskoczyła o 144 tysiące.

Mówiąc wprost – bezrobocie spadło częściowo dlatego, iż ludzie przestali szukać pracy. To zupełnie inna historia niż spadek bezrobocia napędzany rosnącym zatrudnieniem.

Płace rosną coraz wolniej

Średnia stawka godzinowa wzrosła w marcu o 9 centów, do 37,38 dolara. W ujęciu miesięcznym to 0,2 procent, poniżej prognozowanych 0,3 procent. W skali roku dynamika wynagrodzeń zwolniła do 3,5 procent – rynek spodziewał się 3,7 procent, a w lutym było to jeszcze 3,8 procent. Przeciętny tydzień pracy skrócił się o 0,1 godziny do 34,2 godziny.

Dla Fedu to informacja dwuznaczna. Z jednej strony słabnąca presja płacowa zmniejsza ryzyko nakręcania spirali inflacyjnej od strony kosztów pracy. Z drugiej – pracodawcy najwyraźniej nie muszą już podnosić stawek, żeby kogokolwiek przyciągnąć. Pozycja negocjacyjna pracowników słabnie z miesiąca na miesiąc.

Fed nie ruszy się z miejsca. Przynajmniej na razie

I tu dochodzimy do sedna sprawy – co z tego wszystkiego wynika dla polityki monetarnej. Odpowiedź jest dość prosta: nic, przynajmniej w najbliższym czasie. Stopy procentowe pozostają na poziomie 3,50-3,75 procent i tak pewnie zostanie na kolejnym posiedzeniu. Przed publikacją dzisiejszego raportu rynek wyceniał 80-procentowe prawdopodobieństwo braku zmian.

Silne dane z rynku pracy dodatkowo utrudniają Fedowi uzasadnienie ewentualnych obniżek. Przy 178 tysiącach nowych etatów trudno przekonująco argumentować, iż gospodarka potrzebuje wsparcia w postaci tańszego pieniądza. Jednocześnie – jak podkreślają ekonomiści – marcowy raport powstał jeszcze zanim w pełni ujawniły się skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie, wzrastających cen ropy i benzyny powyżej 4 dolarów za galon. Prawdziwy test przyjdzie z danymi za kwiecień i maj.

Giełdy odetchnęły, ale pytania zostają

Reakcja Wall Street była w pierwszych minutach po publikacji pozytywna – kontrakty na Nasdaq 100 ruszyły w górę, a obawy o spiralę spowolnienia nieco zelżały. Inwestorzy odczytali raport jako dowód, iż rynek pracy jest bardziej wytrzymały, niż sugerował lutowy wstrząs.

Tyle iż wytrzymały nie znaczy zdrowy. Raport ADP opublikowany we wtorek wskazywał na zaledwie 62 tysiące nowych etatów w sektorze prywatnym. Dane JOLTS pokazały najostrzejszy spadek ofert pracy od półtora roku. Wskaźnik zatrudnienia do populacji zjechał do 59,2 procent i praktycznie nie rośnie od miesięcy.

Amerykański rynek pracy przypomina dziś raczej pacjenta, który wstał z łóżka po grypie i czuje się lepiej – ale przed nim jeszcze wizyta u specjalisty. Firmy nie prowadzą masowych zwolnień, ale nie zatrudniają z entuzjazmem. Geopolityka, ceny energii i wciąż odczuwalne skutki polityki celnej tworzą środowisko, w którym każdy kolejny raport może zaskoczyć. I nie ma pewności, iż następnym razem niespodzianka będzie równie przyjemna.

Źródło: BLS

Idź do oryginalnego materiału