
Irańskie ataki na saudyjski rurociąg Wschód-Zachód, jedyny umożliwiający bezkolizyjny eksport ropy naftowej państw Zatoki Perskiej, i ograniczona podaż ropy naftowej Morza Północnego świadczą o tym, iż rynek ropy naftowej jest przez cały czas niestabilny, zaś popyt „w znaczący sposób przewyższa podaż” – twierdzą traderzy i analitycy.
Irańskie ataki na saudyjski rurociąg Wschód-Zachód nastąpiły zaledwie kilka godzin po uzgodnieniu zawieszenia broni w wojnie Iranu z koalicją amerykańsko-izraelską. Rurociąg ten był jednym szlakiem eksportu ropy naftowej od początku wojny w Zatoce. Atak miał objąć także i inne obiekty w Arabii Saudyjskiej.
Rurociąg Wschód-Zachód stanowił kluczową linię transportu ropy z złóż Arabii Saudyjskiej nad Zatoką Perską do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, oddalonego o około 1200 kilometrów, i był jedynym trwałym „oknem eksportowym” Arabii Saudyjskiej po tym, jak Iran skutecznie zamknął Cieśninę Ormuz, blokując tym samym cały eksport ropy i gazu z państw Zatoki Perskiej. Królestwo w pełni zwiększyło przepustowość rurociągu umożliwiając eksport od 5 do 7 mln baryłek ropy dziennie.
Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), poinformował 8 marca, iż zaatakował rakietami i dronami kilka celów w regionie, w tym „instalacje naftowe amerykańskich firm w Janbu”, co było oczywistą nieprawdą, jako iż instalacje w Janbu należały wyłącznie do Saudyjczyków.
Jest niemal pewne, iż przepływy przez rurociąg zostały zakłócone jednak nie zostało określone jaka jest skala szkód, zaś pogłoski jakie napływają z Janbu, według specjalistów transportu ropy naftowej są w dużej mierze „panikarskie i przesadzone, bowiem gdyby były prawdziwe, rurociąg przestałby całkowicie istnieć”. Tymczasem, mimo iż saudyjskie biuro komunikacji rządowej i operator rurociągu Saudi Aramco milczą w kwestii zakresu szkód i ich wpływu na funkcjonowanie rurociągu, analitycy oceniają czas konieczny do naprawy rurociągu i przywrócenia jego całkowitej sprawności na „mniej niż 72 godziny”.
Ten najważniejszy saudyjski rurociąg naftowy do Morza Czerwonego już wcześniej odniósł niewielkie uszkodzenia w wyniku ataku dronów na jedną ze stacji pomp; mimo tego kontynuowany był przepływ ropy naftowej.
Saudi Aramco zużywa około 2 mln baryłek dziennie na rynku krajowym z przepustowości rurociągu Wschód-Zachód, pozostawiając około 5 mln baryłek dziennie na eksport. Dane firmy analitycznej Kpler dotyczące żeglugi wykazały, iż średnie przeładunki w Janbu w tygodniu rozpoczynającym się 23 marca osiągnęły poziom przepustowości 4,6 mln baryłek dziennie.
Wojna i zależność od jednego rurociągu Wschód-Zachód postawiła przed Saudyjczykami kwestię wybudowania następnej jego nitki – prace wstępne miały się już rozpocząć, ale choćby przy maksymalnie szybkim tempie jego budowy nie zostałby on ukończony wcześniej niż za 4-5 lat, ze względu na „bardzo trudny teren”, przez który by przechodził i konieczność stworzenia „bezpiecznej infrastruktury”, tak by w razie uszkodzenia łatwiej go można było naprawić.
Obecne ataki nastąpiły, mimo iż Stany Zjednoczone i Iran 7 marca zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni wynegocjowane przez Pakistan i Chiny, jak stwierdzają z ironią analitycy militarni: „widać zawieszenie broni nie objęło państw Zatoki”.
Armia Kuwejtu poinformowała o atakach nękających pojedynczymi lub kilku dronami od 8:00 czasu lokalnego 8 marca. Drony te są kierowane tak, by poczynić jak największe szkody w instalacjach naftowych, elektrowniach i zakładach odsalania wody. Takie same informacje przychodzą ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Bahrajnu, które dodatkowo są atakowane przez pociski balistyczne, w Bahrajnie irański atak uszkodził domy w okolicy Sitry.
Tymczasem wojna w Zatoce Perskiej odbija się na alternatywnych źródłach zaopatrzenia w ropę naftową, jakimi są instalacje na Morzu Północnym. Traderzy, którzy walczą o kontrakty na ropę z tego obszaru, nie ukrywają, iż podaż pozostaje ograniczona pomimo spadku cen kontraktów terminowych po tym, jak USA i Iran zawarły zawieszenie broni.
W efekcie według tradera monitorującego okno cenowe prowadzone przez Platts, jednostkę S&P Global jedna partia amerykańskiej ropy naftowej dostarczonej do Europy została sprzedana po cenie ponad 20 dolarów wyższej od benchmarku Dated Brent, zaś druga po 18 dolarów wyższej. To jest dwukrotnie więcej niż wynosił poprzedni rekord ustanowiony pod koniec ubiegłego miesiąca.
7 marca benchmark Dated Brent, oparty na wartości ropy naftowej na Morzu Północnym, osiągnął rekordowy poziom ponad 140 dolarów za baryłkę. Dla porównania, kontrakty terminowe na ropę Brent kosztowały 109 dolarów. Jak więc widać inwestorzy są skłonni sporo zapłacić za natychmiastowe zabezpieczenie dostaw, choć spadek cen kontraktów terminowych spowodował już spadek obu indeksów. Warto zauważyć, iż większość gatunków ropy z Morza Północnego jest zwykle notowana zaledwie kilka dolarów powyżej lub poniżej swojego benchmarku. Jednak 8 marca cztery różne gatunki ropy były poszukiwane po cenie ponad 20 dolarów wyższej od ceny ropy Brent Dated. Co gorsza, według Platts pojawiło się osiem kolejnych ofert na dostawy, które pozostały bez odpowiedzi.
Bardzo prawdopodobne, iż te turbulencje były spowodowane komunikatem irańskiej półoficjalnej agencji prasowej Fars, która podała, iż ruch tankowców przez cieśninę Ormuz został wstrzymany w wyniku izraelskich ataków na Liban, co oznacza, iż większość przepływu ropy z Arabii Saudyjskiej opierała się na zaatakowanym rurociągu.

1 godzina temu














