Rynki czekają na konkrety po spotkaniu Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem

1 godzina temu

Spotkanie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie rozpoczęło się w pojednawczym tonie, ale już pierwsze wypowiedzi pokazały, iż relacje USA–Chiny pozostają skomplikowane. Xi Jinping podkreślił, iż oba państwa powinny być „partnerami, nie rywalami”, wskazując na potrzebę stabilnej współpracy między dwiema największymi gospodarkami świata. Jednocześnie jasno zaznaczył, iż Tajwan pozostaje najpoważniejszym punktem zapalnym w relacjach dwustronnych. Ostrzeżenie, iż niewłaściwe zarządzanie tą kwestią może doprowadzić do „zderzenia” lub choćby „starć”, przypomina rynkom, iż za dyplomatyczną oprawą wizyty przez cały czas kryje się wysokie ryzyko geopolityczne.

Trump przyjął bardziej koncyliacyjny ton, nazywając Xi „wielkim przywódcą” i sugerując, iż relacje USA–Chiny mogą być „lepsze niż kiedykolwiek wcześniej”. Z punktu widzenia rynków istotna była także obecność w amerykańskiej delegacji szefów największych spółek technologicznych, w tym Jensena Huanga z Nvidii, Elona Muska z Tesli oraz Tima Cooka z Apple. Pokazuje to, iż jednym z głównych tematów rozmów są nie tylko cła i handel, ale również dostęp do chińskiego rynku, eksport zaawansowanych technologii, półprzewodniki oraz stabilność globalnych łańcuchów dostaw.

Potencjalny wpływ wizyty Trumpa na rynki może być znaczący, ale będzie zależał od tego, czy za pozytywną retoryką pójdą konkretne ustalenia. Informacje o możliwym mechanizmie, w ramach którego USA i Chiny wskazałyby towary o wartości około 30 mld dolarów po każdej stronie do częściowego złagodzenia ceł, mogą wspierać apetyt na ryzyko. Taki scenariusz byłby korzystny dla spółek przemysłowych, eksporterów, firm technologicznych oraz podmiotów silnie zależnych od handlu z Chinami. Szczególnie wrażliwe mogą być akcje producentów półprzewodników, firm motoryzacyjnych i dużych koncernów konsumenckich, dla których Chiny pozostają ważnym rynkiem sprzedaży lub kluczowym elementem łańcucha dostaw.

Dane o inflacji producenckiej

Jednocześnie przestrzeń do silnego rajdu ryzykownych aktywów ograniczają najnowsze dane o inflacji producenckiej w USA. Opublikowany wczoraj raport BLS pokazał, iż indeks cen producentów wzrósł w kwietniu aż o 1,4% miesiąc do miesiąca, po wzroście o 0,7% w marcu i 0,6% w lutym. Był to największy miesięczny wzrost od marca 2022 r. W ujęciu rocznym PPI wzrósł o 6,0%, co było najmocniejszym odczytem od grudnia 2022 r. Struktura danych również nie była komfortowa dla rynku. Prawie 60% kwietniowego wzrostu PPI wynikało z cen usług, które zwiększyły się o 1,2%, natomiast ceny towarów wzrosły o 2,0%. Szczególnie silnie podrożała energia, a ceny benzyny wzrosły o 15,6%. Miara bazowa, czyli PPI z wyłączeniem żywności, energii i usług handlowych, wzrosła o 0,6% miesiąc do miesiąca oraz o 4,4% rok do roku.

Oznacza to, iż wizyta Trumpa w Chinach odbywa się w trudniejszym otoczeniu makroekonomicznym. Wyższa inflacja producencka zwiększa ryzyko przenoszenia kosztów na konsumentów, pogarsza perspektywy marż przedsiębiorstw i ogranicza pole do szybkiego łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed. W takim środowisku choćby pozytywne informacje z Pekinu mogą być równoważone przez wzrost rentowności obligacji i umocnienie dolara, ponieważ rynek będzie musiał brać pod uwagę scenariusz dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych lub choćby bardziej jastrzębiego nastawienia Fed.

Złagodzenie części ceł?

Najbardziej pozytywny scenariusz dla rynków zakładałby złagodzenie części ceł, deklarację większego otwarcia chińskiego rynku oraz ograniczenie napięć technologicznych. W takim przypadku można byłoby oczekiwać kontynuacji rajdu na Wall Street, szczególnie w sektorze technologicznym, półprzewodnikowym i przemysłowym. Skorzystać mogłyby także rynki azjatyckie oraz waluty gospodarek silnie powiązanych z chińskim cyklem koniunkturalnym. Jednak mocny odczyt PPI z USA sprawia, iż reakcja rynku może być bardziej selektywna niż euforyczna, ponieważ inwestorzy będą jednocześnie dyskontować ryzyko uporczywej inflacji. Negatywny scenariusz wiązałby się natomiast z brakiem postępów w rozmowach handlowych lub zaostrzeniem retoryki wokół Tajwanu. W takim przypadku mogłoby dojść do klasycznej reakcji risk-off: spadku indeksów akcyjnych, wzrostu popytu na dolara i obligacje skarbowe USA.

Wizyta Trumpa w Pekinie może więc krótkoterminowo poprawiać nastroje, ale jej wpływ na rynki będzie zależał od konkretnych decyzji w sprawie ceł, technologii i dostępu do rynku. Sam pojednawczy ton obu przywódców nie wystarczy, aby trwale obniżyć premię za ryzyko, zwłaszcza iż temat Tajwanu pozostaje strategiczną czerwoną linią dla Pekinu. Dodatkowo mocne dane o inflacji producenckiej z USA ograniczają potencjał pozytywnej reakcji, ponieważ utrzymują presję na Fed i wzmacniają obawy, iż globalne rynki będą musiały funkcjonować jednocześnie w warunkach napięć geopolitycznych, wysokich kosztów finansowania i podwyższonej inflacji.

Źródło: Krzysztof Kamiński, OANDA TMS Brokers

Idź do oryginalnego materiału