Rynki na huśtawce: Trump ogłasza przełom z Iranem, Teheran odpowiada jednym słowem – „kłamstwo”

15 godzin temu

Poniedziałkowa euforia na Wall Street błyskawicznie zderzyła się z irańskim dementi. Ropa znów powyżej 100 dolarów, a inwestorzy wracają do punktu wyjścia.

We wtorek 24 marca 2026 roku rynki finansowe obudziły się w rzeczywistości, która najlepiej definiuje obecny cykl: informacyjny chaos o globalnym zasięgu, napędzany sprzecznymi sygnałami z Waszyngtonu i Teheranu. To, co jeszcze kilkanaście godzin wcześniej wyglądało na potencjalny punkt zwrotny konfliktu amerykańsko-irańskiego, rano straciło niemal całą wiarygodność. Konsekwencje dla portfeli inwestorów są natychmiastowe i bolesne.

Trump: „Mamy porozumienie w 15 punktach”. Iran: „Żadnych rozmów nie było”

Zapalnikiem poniedziałkowego rajdu na rynkach był wpis Donalda Trumpa na platformie Truth Social, w którym prezydent USA poinformował o „bardzo dobrych i produktywnych rozmowach” z Iranem, mających prowadzić do „całkowitego rozwiązania wrogich działań na Bliskim Wschodzie”. W wywiadzie udzielonym CNN Trump poszedł znacznie dalej – stwierdził, iż obie strony uzgodniły już 15 konkretnych punktów porozumienia, w tym najważniejsze zobowiązanie Teheranu do rezygnacji z broni jądrowej. Jednocześnie ogłosił pięciodniowe odroczenie groźby uderzeń w irańskie elektrownie – groźby, którą sam sformułował zaledwie dwa dni wcześniej, dając Iranowi 48-godzinne ultimatum na otwarcie Cieśniny Ormuz.

Zapytany o szczegóły rzekomych negocjacji, Trump zdradził jedynie, iż Stany Zjednoczone rozmawiają z „czołową osobistością” po stronie irańskiej, nie precyzując, kim ta osoba jest. Dodał też – w swoim charakterystycznym stylu – iż jeżeli rozmowy się nie powiodą, USA będą „bombardować ile wlezie”.

Irański mur zaprzeczeń – od parlamentu po Gwardię Rewolucyjną

Odpowiedź z Teheranu przyszła gwałtownie i była skoordynowana na wielu poziomach władzy – co relacjonowały szczegółowo m.in. stacja Al Jazeera, Reuters oraz irański portal Iran International.

Jako pierwszy głos zabrał przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, który na platformie X napisał wprost: „Żadne negocjacje z USA nie miały miejsca. Fałszywe informacje są wykorzystywane do manipulowania rynkami finansowymi i cenami ropy oraz do ucieczki z bagna, w którym utknęły Stany Zjednoczone i Izrael”. Słowa Ghalibafa mają szczególną wagę – to właśnie jego nazwisko pojawiło się w spekulacjach zachodnich mediów jako potencjalnego rozmówcy strony amerykańskiej.

Niemal równocześnie rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baghaei oznajmił za pośrednictwem agencji IRNA, iż „przez 24 dni wojny nie doszło do żadnego dialogu między Teheranem a Waszyngtonem”. Przyznał jedynie, iż Iran otrzymał „pewne wiadomości od zaprzyjaźnionych krajów” w sprawie amerykańskiej prośby o podjęcie negocjacji – co sugeruje, iż jakieś kanały pośrednie być może istnieją, ale trudno je nazwać bezpośrednimi rozmowami.

Najostrzej zareagowała Gwardia Rewolucyjna (IRGC). Media powiązane z Korpusem określiły wypowiedzi Trumpa mianem „wyeksploatowanych operacji psychologicznych” i ogłosiły kontynuację ataków na cele amerykańskie. Iran International zwrócił dodatkowo uwagę na wewnątrzirański wymiar sprawy – media bliskie IRGC zdementowały choćby sugestie, jakoby to sam Ghalibaf prowadził zakulisowe rozmowy, nazywając takie doniesienia próbą „siania podziałów” w irańskim kierownictwie.

Punkt kulminacyjny stanowiło poniedziałkowe wystąpienie telewizyjne Mohsena Rezaeiego, starszego doradcy wojskowego nowego najwyższego przywódcy Iranu Mojtaby Chameneia. Rezaei oświadczył bez ogródek, iż „wojna będzie kontynuowana, dopóki Iran nie otrzyma pełnej rekompensaty za poniesione straty”. To sformułowanie – żądanie odszkodowań wojennych jako warunek zakończenia konfliktu – drastycznie różni się od narracji Trumpa o bliskim porozumieniu i sugeruje, iż dystans między stronami pozostaje przepastny.

Rynki: od euforii po kaca w kilkanaście godzin

Reakcja rynków na poniedziałkowe zapowiedzi Trumpa była spektakularna. Kontrakty na ropę Brent runęły o blisko 11 proc., schodząc tuż pod psychologiczną barierę 100 dolarów (do ok. 99,94 USD za baryłkę). Benchmark WTI stracił ponad 10 proc., kończąc sesję na 88,13 USD. To jeden z największych jednodniowych spadków cen ropy w historii notowań.

Na Wall Street Dow Jones wystrzelił w ciągu dnia o ponad 1100 punktów od dziennego minimum, by zamknąć się 631 pkt wyżej (+1,38 proc.) na poziomie 46 208. S&P 500 zyskał 1,15 proc. (do 6 581 pkt), a Nasdaq Composite wzrósł o 1,38 proc. Wszystkie jedenaście sektorów indeksu S&P 500 zakończyło sesję na plusie – najlepiej wypadł sektor dóbr konsumpcyjnych cyklicznych (+2,46 proc.). Była to najlepsza sesja na amerykańskich parkietach od początku lutego.

Wtorkowy poranek przyniósł jednak gwałtowne otrzeźwienie. Po dementi Iranu kontrakty Brent odbiły o ok. 4 proc., wracając w okolice 103-104 USD za baryłkę, a WTI podskoczył do ok. 91,60 USD. Tim Waterer, główny analityk KCM Trade, trafnie podsumował sytuację: odraczając ataki, Stany Zjednoczone „wyssały sporą część premii wojennej z ceny ropy”, ale wtorkowy zwrot w górę to „jedynie rynek szukający oparcia w błocie”, bo Cieśnina Ormuz wciąż daleka jest od bezpiecznego szlaku żeglugowego.

Azja odrabia straty, ale ostrożnie

Mimo powrotu ropy powyżej 100 dolarów, giełdy azjatyckie we wtorek rano próbowały kontynuować poniedziałkową falę optymizmu z Wall Street. Koreański Kospi otworzył się ponad 3 proc. wyżej, choć gwałtownie zredukował zwyżkę do ok. 1,5 proc. Nikkei 225 w Tokio zyskał 1,1 proc., hongkoński Hang Seng wzrósł o 1,6 proc., a chiński CSI 300 dodał 0,52 proc.

Nastroje wspierały dane z Japonii – wskaźnik inflacji CPI za luty spadł do 1,3 proc. rok do roku, najniższego poziomu od marca 2022 roku, poniżej celu Banku Japonii wynoszącego 2 proc. To teoretycznie daje japońskiemu bankowi centralnemu większy komfort w utrzymywaniu luźnej polityki pieniężnej.

Cały region mierzy się jednak z rosnącymi kosztami energii – w kolejnych krajach Azji wdrażane są nadzwyczajne programy oszczędnościowe. Korea Południowa apeluje o ograniczenie zużycia paliw przez instytucje publiczne, Japonia rozpoczyna uwalnianie rezerw strategicznych ropy z pul współdzielonych z producentami, Nowa Zelandia uruchamia cotygodniowe dopłaty 50 dolarów dla rodzin o niskich i średnich dochodach, a Sri Lanka wprowadziła czterodniowy tydzień pracy dla instytucji rządowych.

Pięć dni, które mogą zmienić wszystko – albo nic

Na rynkach walutowych para EUR/USD oscyluje wokół 1,159, a dolar nieznacznie się umacnia. Rupia indyjska – pod szczególną presją z uwagi na ogromne uzależnienie Indii od importowanej ropy – dzień wcześniej osiągnęła rekordowe minimum 93,98 za dolara, by we wtorek rano lekko odbić.

Dziś inwestorów czekają jeszcze wstępne odczyty PMI za marzec dla strefy euro i USA – pierwszy twardy test koniunktury uwzględniający pełen trzeci tydzień wojny. Jeśli wskaźniki rozczarują, narracja stagflacyjna może przyspieszyć.

Pięciodniowe okno dyplomatyczne otwarte przez Trumpa kurczy się z każdą godziną. Tyle iż po drugiej stronie tego okna stoi irański establishment, który mówi jednym, donośnym głosem: żadnych rozmów nie było. A jak pokazał poniedziałek – na obecnym rynku odległość między euforią a rozczarowaniem mierzy się w godzinach, nie w dniach. Dla inwestorów oznacza to jedno: jeszcze przez jakiś czas jedyną pewną strategią będzie przygotowanie się na wszystko.

Źródła: Reuters, CNN, Iran International

Idź do oryginalnego materiału