Rynki w szponach niepewności: Trump mówi o „szybkim końcu” wojny, Pentagon szykuje się na długi bój

2 godzin temu

Sprzeczne sygnały z Waszyngtonu dotyczące zakończenia konfliktu z Iranem trzymają inwestorów w stanie najwyższego napięcia. Poniedziałek na Wall Street przyniósł jedną z najbardziej dramatycznych sesji od lat, a ropa naftowa przebyła w ciągu kilkunastu godzin drogę od prawie 120 do poniżej 90 dolarów za baryłkę. We wtorek rano giełdy w Azji mocno odbiły, ale pytanie o trwałość tego rajdu pozostaje otwarte.

Sesja wczorajsza rozpoczęła się od globalnej wyprzedaży. Nikkei 225 w Tokio stracił 5,2 procent, koreański KOSPI zanurkował o 6 procent, a indyjski Sensex runął o 2400 punktów, zmazując z parkietu kapitalizację rzędu 12 bilionów rupii w ciągu zaledwie kilku godzin. Ropa WTI wystrzeliła rano do 119,48 dolara za baryłkę – najwyższego poziomu od połowy 2022 roku, kiedy rynki reagowały na rosyjską inwazję na Ukrainę. Brent sięgnął okolic 119 dolarów. Indeks zmienności VIX przebił poziom 30 po raz pierwszy od kwietniowego kryzysu celnego z 2025 roku, a futures na Dow Jonesa traciły ponad tysiąc punktów jeszcze przed otwarciem nowojorskiego parkietu. Europejski Stoxx 600 zamknął dzień na minusie – jedynym sektorem na plusie były spółki naftowe.

Punktem zwrotnym okazały się popołudniowe wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, który w wywiadzie dla CBS News stwierdził, iż wojna jest „w zasadzie zakończona”, a Iran nie dysponuje już praktycznie żadnym potencjałem militarnym. Na konferencji prasowej w swoim kurorcie Doral pod Miami powtórzył, iż operacja zakończy się „wkrótce”, choć nie w tym tygodniu. Wall Street odwróciła kurs w ostatniej godzinie handlu – Dow Jones zamknął sesję z zyskiem 239 punktów (0,5 procent) na poziomie 47 741, S&P 500 wzrósł o 0,83 procent do 6 796, a Nasdaq Composite zyskał aż 1,38 procent, kończąc dzień na 22 696 punktach. Ropa WTI cofnęła się do okolic 95 dolarów – intraday swing wyniósł niemal 25 dolarów na baryłce.

Pentagon: „dopiero zaczęliśmy walczyć”

Problem w tym, iż optymizm Białego Domu zderzył się tego samego dnia z zupełnie innym przekazem Departamentu Obrony. Oficjalne konto Pentagonu w mediach społecznościowych opublikowało grafikę z wystrzelonym pociskiem i napisem „No Mercy”, opatrzoną komentarzem „We Have Only Just Begun to Fight”. Wcześniejszy wpis zawierał materiał wideo z uderzeń w irańskie cele i zapewnienie, iż „misja nie pozostało zakończona. Dotychczas siły amerykańskie zaatakowały ponad 5000 obiektów na terenie Iranu. Sam Trump zresztą jeszcze tego samego wieczoru zagroził na platformie Truth Social, iż jeżeli Iran będzie dalej blokował przepływ ropy przez Cieśninę Ormuzka, Stany Zjednoczone uderzą „dwadzieścia razy mocniej niż dotąd”.

Te wewnętrzne sprzeczności – między narracją o „szybkim zwycięstwie” a retoryką dalszej eskalacji – stanowią dziś główne źródło niepewności na rynkach. Niepewność co do czasu trwania konfliktu i blokady Cieśniny Ormuz sprawia, iż każda sesja zamienia się w giełdę spekulacji.

Cieśnina Ormuz – wciąż serce problemu

Przez Cieśninę Ormuz przepływa blisko 20 procent globalnego eksportu ropy. Od początku konfliktu trasa ta jest faktycznie zamknięta dla tankowców. Iran twierdzi wprawdzie, iż blokada dotyczy jedynie jednostek powiązanych z USA i Izraelem, ale w praktyce groźba ataków powstrzymuje niemal cały ruch handlowy. Producenci z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Kuwejtu i ZEA wstrzymali operacje eksportowe wobec braku bezpiecznych tras. OPEC+ zgodził się na symboliczne zwiększenie wydobycia o 206 tysięcy baryłek dziennie, ale analitycy wskazują, iż kartel dysponuje minimalną rezerwową mocą produkcyjną – głównie w rękach Arabii Saudyjskiej i ZEA, które same mają problem z eksportem.

Ministrowie finansów G7, obradujący w poniedziałek, dyskutowali o skoordynowanym uwolnieniu strategicznych rezerw ropy, ale nie podjęli decyzji. Francja zapowiedziała natomiast wysłanie 11 okrętów wojennych w rejon Ormuz celem eskortowania tankowców – inicjatywę, która może wciągnąć Europę głębiej w konflikt, zwłaszcza po tym, jak irański dron zaatakował brytyjską bazę na Cyprze.

Widmo stagflacji nad Rezerwą Federalną

Dla rynków finansowych wojna z Iranem to nie tylko kwestia geopolityki, ale przede wszystkim realne zagrożenie makroekonomiczne. Średnia cena benzyny w USA skoczyła do 3,48 dolara za galon (wzrost o 50 centów w ciągu niecałych dwóch tygodni), a w Kalifornii przekroczyła już 5 dolarów. Jednocześnie piątkowy raport z rynku pracy okazał się słabszy od prognoz, co rodzi widmo stagflacji – jednoczesnego wzrostu cen i spowolnienia gospodarczego.

Rezerwa Federalna jest uwięziona „między młotem a kowadłem”. Według szacunków Goldman Sachs utrzymanie cen ropy na poziomie 100 dolarów za baryłkę mogłoby podbić inflację bazową CPI o 4 punkty bazowe, a inflację ogółem aż o 28 punktów. Rynki kontraktów terminowych wyceniają obecnie, iż Fed utrzyma stopy procentowe bez zmian co najmniej do połowy roku – a jutrzejsza publikacja danych CPI za luty (11 marca, godz. 14:30 czasu polskiego) może ten scenariusz jeszcze utrwalić.

Iran gra na wyczerpanie

Teheran świadomie stawia na wojnę ekonomiczną. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi napisał w poniedziałek, iż dziewięć dni po rozpoczęciu „Operacji Epickiej Pomyłki” ceny ropy się podwoiły, a wszystkie surowce gwałtownie drożeją. Doradca ds. polityki zagranicznej przy biurze nowego najwyższego przywódcy Mojtaby Chameneiego oświadczył z kolei CNN, iż „nie widzi przestrzeni dla dyplomacji”, licząc, iż presja ekonomiczna zmusi inne państwa do interwencji na rzecz zakończenia agresji. Rzecznik Gwardii Rewolucyjnej ostrzegł natomiast, iż jeżeli operacja będzie kontynuowana, cena baryłki może sięgnąć 200 dolarów.

Sondaż NBC News przeprowadzony w pierwszych dniach wojny pokazuje, iż 54 procent zarejestrowanych wyborców nie aprobuje działań Trumpa wobec Iranu. Operacja kosztuje amerykańskich podatników, według różnych szacunków, około miliarda dolarów dziennie. W roku wyborów do Kongresu te liczby mają znaczenie polityczne – i rynkowe.

Wtorkowy poranek: odbicie, ale z zastrzeżeniami

We wtorek rano giełdy w Azji mocno odbiły, napędzane nadziejami na deeskalację. KOSPI w Seulu otworzył się ponad 5 procent wyżej, a Nikkei 225 zyskiwał około 4 procent. Ropa kontynuowała spadki – Brent zszedł w okolice 87-92 dolarów, a WTI do 85-88 dolarów za baryłkę, co oznacza cofnięcie o ponad 25 procent od poniedziałkowych szczytów. Część analityków mówi jednak, iż to „rajd ulgi”, a nie trwałe odwrócenie trendu – dopóki Cieśnina Ormuz nie zostanie faktycznie otwarta, strukturalny problem podażowy pozostaje nierozwiązany.

Co dalej: tydzień pełen min

Dla inwestorów nadchodzące godziny i dni będą kluczowe. Dziś po sesji na Wall Street wyniki opublikuje Oracle – test kondycji segmentu cloud i sztucznej inteligencji w warunkach podwyższonej awersji do ryzyka. Jutro rano pojawią się dane o inflacji CPI za luty, które pokażą, na ile szok naftowy zaczyna już przenikać do realnej gospodarki. W dalszej części tygodnia rynki czekają na rewizję PKB za czwarty kwartał oraz raport PCE – ulubiony wskaźnik inflacyjny Fedu.

Jedno jest pewne: dopóki Biały Dom i Pentagon mówią różnymi głosami, a Teheran nie daje sygnałów ustępstw, zmienność na rynkach nie odpuści. Inwestorzy, którzy w poniedziałek obserwowali 25-dolarowy swing na ropie i tysiącpunktowy zakres wahań Dow Jonesa w ciągu jednej sesji, muszą się przygotować na to, iż najbliższe dni mogą przynieść kolejne takie emocje.

Źródła: Le Monde, Reuters, CNBC, Upstox

Idź do oryginalnego materiału