Początek nowego tygodnia handlowego przynosi eskalację napięć, jakiej inwestorzy nie widzieli od dawna. Zbiegają się trzy potężne siły: konflikt USA-Iran grożący dalszą destabilizacją dostaw energii, gwałtownie rosnące ceny ropy naftowej oraz wyraźnie jastrzębi zwrot największych banków centralnych świata. Dla rynku forex, surowcowego i kapitałowego to mieszanka, która może zdecydować o kierunku notowań na wiele tygodni.
Weekend nie przyniósł wytchnienia. Donald Trump postawił Teheranowi warunek: jeżeli Cieśnina Ormuz – najważniejszy szlak transportowy, odpowiadający za około jedną piątą światowych dostaw ropy i gazu – nie zostanie otwarta w ciągu 48 godzin, Stany Zjednoczone przystąpią do niszczenia irańskich elektrowni. Termin ultimatum upływa w nocy z poniedziałku na wtorek.
Odpowiedź Iranu była natychmiastowa i zaskakująco szeroka. Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf nie ograniczył się do standardowych gróźb militarnych. Zapowiedział uderzenie w infrastrukturę energetyczną i odsalania wody w całym regionie Zatoki Perskiej, a następnie rozszerzył retorykę na grunt finansowy – zasugerował, iż podmioty posiadające amerykańskie obligacje skarbowe, „finansujące budżet wojskowy USA”, mogą zostać uznane za uprawnione cele. To bezprecedensowe przeniesienie konfliktu na płaszczyznę, z którą rynki finansowe do tej pory nie miały do czynienia.
Azja reaguje paniką
Poniedziałkowy poranek na parkietach azjatyckich był brutalny. Japoński Nikkei 225 tracił blisko 5 proc., koreański KOSPI zanurkował o ponad 6 proc. – giełda w Seulu chwilowo zawiesiła handel po tym, jak kontrakty futures na indeks KOSPI 200 runęły o ponad 5 proc. w ciągu minuty. Hang Seng w Hongkongu i chiński CSI 300 otworzyły się około 2 proc. niżej, a australijski ASX 200 cofnął się o 2,4 proc. Kontrakty na amerykańskie indeksy – S&P 500, Dow Jones i Nasdaq – wskazywały na umiarkowane spadki rzędu 0,2-0,5 proc., co w kontekście czterech kolejnych tygodni strat na Wall Street nie napawa optymizmem.
Warto przypomnieć, iż sam S&P 500 przebił w ubiegłym tygodniu swoją 200-dniową średnią kroczącą – po raz pierwszy od maja ubiegłego roku. To techniczny sygnał, który historycznie często zapowiadał dalszą wyprzedaż.
Ropa: powyżej 110 dolarów i bez perspektywy odwrotu
Na rynku surowcowym Brent przejściowo przebił w poniedziałek rano 114 dolarów za baryłkę, by potem ustabilizować się w okolicach 112 dolarów. WTI oscylowało tuż poniżej granicy 99 dolarów. Od rozpoczęcia konfliktu pod koniec lutego ceny ropy wzrosły o ponad 50 proc.
Goldman Sachs podniósł prognozę średniej ceny Brent na marzec-kwiecień do 110 dolarów za baryłkę. Bank zakłada, iż przepływy przez Ormuz utrzymają się na poziomie zaledwie 5 proc. normy przez co najmniej sześć tygodni. Spread pomiędzy Brent a WTI przekroczył 14 dolarów – najszerszy od lat – co analitycy interpretują jako możliwy sygnał „szczytowego natężenia kryzysu naftowego”.
Reuters zwraca przy tym uwagę na paradoks, który określa mianem „TACO trade” (Trump Administration Ceasefire Outcome): rynek wciąż wycenia scenariusz stosunkowo szybkiego zakończenia wojny, co paradoksalnie zmniejsza presję na obie strony konfliktu do zawarcia porozumienia. Innymi słowy, im bardziej inwestorzy wierzą w szybki pokój, tym mniej prawdopodobne się on staje.
Banki centralne: koniec marzeń o obniżkach
Na to nakłada się wyraźna zmiana tonu w polityce pieniężnej, która dokonała się w minionym tygodniu. Rezerwa Federalna utrzymała stopy w przedziale 3,50-3,75 proc., ale podniosła prognozę inflacji PCE na 2026 rok do 2,7 proc. (z grudniowych 2,4 proc.). Rynek zaczyna wątpić choćby w jedną obniżkę, którą Fed wciąż formalnie zakłada. Opublikowany we wtorek amerykański PPI za luty – wzrost o 0,7 proc. miesiąc do miesiąca przy oczekiwanych 0,3 proc. – dodatkowo podsycił obawy inflacyjne.
Europejski Bank Centralny podniósł prognozę inflacji na 2026 rok do 2,6 proc. z zaledwie 2,0 proc. szacowanych w grudniu, jednocześnie obniżając prognozę wzrostu PKB do 0,9 proc. Bank Anglii zrezygnował z nastawienia łagodzącego – rynki wyceniają w tej chwili ponad 60 punktów bazowych podwyżek stóp do końca roku. Reserve Bank of Australia poszedł jeszcze dalej, podnosząc stopy drugi raz z rzędu – do 4,10 proc. choćby Bank Japonii, choć formalnie utrzymał status quo, nie był jednomyślny: jeden z członków rady głosował za natychmiastową podwyżką.
Obraz jest jednoznaczny: globalna polityka pieniężna zwraca w stronę zacieśniania, napędzana szokiem energetycznym. Bank of America ostrzega, iż po pięciu kolejnych latach przekraczania celu inflacyjnego Fed nie może sobie już pozwolić na strategię „patrzenia przez” szok naftowy. Moody’s Analytics szacuje prawdopodobieństwo recesji w USA na 49 proc. w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.
Dolar mocny, jen słaby, złoto na deskach
Na rynku walutowym dolar utrzymuje się w okolicach dziewięciomiesięcznych szczytów – indeks DXY oscyluje blisko poziomu 100, wspierany statusem bezpiecznej przystani i jastrzębim tonem Fed. Para USD/JPY ponownie testuje psychologiczną barierę 160 jenów. Jen pozostaje pod presją, bo Bank Japonii przez cały czas odstaje od globalnego trendu zacieśniania. Najsilniejszą walutą minionego tygodnia okazało się euro – jastrzębi zwrot EBC dał mu wyraźne wsparcie – a najsłabszą frank szwajcarski, po tym jak SNB zasygnalizował gotowość choćby do powrotu do ujemnych stóp procentowych.
Paradoksalnie, wyjątkowo słabo zachowuje się złoto. Kruszec zanotował najgorszy tydzień od 1983 roku – spadek o blisko 10 proc. do okolic 4 490-4 575 dolarów za uncję. Wzrost rentowności obligacji (amerykańskie 10-latki przebiły 4,37 proc. wobec 3,97 proc. sprzed wybuchu wojny) i oddalenie perspektywy obniżek stóp procentowych sprawiły, iż typowa „bezpieczna przystań” straciła swój blask. Dla wielu inwestorów to bolesne przypomnienie, iż w warunkach szoku inflacyjnego tradycyjne korelacje przestają działać.
Tydzień, który może zmienić wszystko
W nadchodzących dniach najważniejsze będą dane o inflacji CPI w Wielkiej Brytanii i Australii – mogą one potwierdzić konieczność dalszych podwyżek stóp. We wtorek poznamy wstępne odczyty PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii. jeżeli pokażą osłabienie aktywności gospodarczej przy jednoczesnym utrzymaniu presji cenowej, słowo „stagflacja” na dobre zagości w słowniku rynkowym.
Wszystko to jednak blednie wobec jednego czynnika: ultimatum Trumpa wygasa w nocy z poniedziałku na wtorek. Rynki prognostyczne – w tym Polymarket – wskazują na co najmniej pięć kolejnych tygodni działań wojennych i możliwe wkroczenie wojsk lądowych USA do Iranu w kwietniu. Siedem państw NATO i spoza Sojuszu zadeklarowało pomoc w operacji odblokowania Ormuz, ale eksperci oceniają, iż jej przeprowadzenie zajmie tygodnie.
Dla inwestorów oznacza to jedno: zmienność na rynkach – od ropy i walut po indeksy giełdowe – może w tym tygodniu osiągnąć poziomy, na które nie byli przygotowani. Jak ujął to Ben Emons z Fed Watch Advisors: „Gotówka znów staje się realną klasą aktywów”.
Źródła: Reuters, CNBC

9 godzin temu


