Poniedziałek na globalnych rynkach finansowych przyniósł lawinę niepokojących sygnałów. Indeks strachu VIX na najwyższym poziomie od niemal roku, rentowności brytyjskich obligacji w największym jednodniowym skoku od kryzysu za Liz Truss, koszty ubezpieczenia długu korporacyjnego najwyższe od wiosny 2025 r. Do tego euro poniżej 0,90 franka szwajcarskiego – po raz pierwszy od ponad dekady.
Wszystko sprowadza się do jednego: ropa naftowa przebiła 100 dolarów za baryłkę i nie zamierza zawracać. Brent dotarł rano do niemal 119 dolarów, po czym cofnął się w okolice 107 dol. Amerykańska WTI chwilowo przekroczyła 115 dol. Tak drogo nie było od lipca 2022 roku.
Bezpośrednim impulsem było mianowanie Modżtaby Chameneiego – syna zabitego ajatollaha – na nowego najwyższego przywódcę Iranu. Rynki odebrały to jednoznacznie: jastrzębie w Teheranie trzymają stery, szybkiego zakończenia wojny nie będzie. A skoro nie będzie deeskalacji, nie będzie też powrotu do normalności w Cieśninie Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy.
Mierniki strachu biją rekordy
Reuters w poniedziałkowej analizie użył określenia, które gwałtownie obiegło redakcje na całym świecie: „sygnały stresu migające na pomarańczowo”. Nie czerwono, jeszcze nie alarm, ale wystarczająco blisko, żeby zarządzający portfelami zaczęli działać.
Konkretne liczby to potwierdzają. VIX, czyli amerykański indeks zmienności, skoczył do 35 punktów – to najwyżej od kwietnia 2025 r., kiedy rynki trzęsły się w związku z eskalacją ceł na linii Waszyngton-Pekin. Jego europejski odpowiednik V2TX dotarł do 38 punktów. To są poziomy, przy których instytucjonalni gracze nie redukują ryzyka wybiórczo. Robią to hurtowo.
Na rynku kredytowym indeks iTraxx Europe Main – obejmujący obligacje o ratingu inwestycyjnym – podskoczył do 65 punktów bazowych, najwyżej od maja ubiegłego roku. Indeks crossover dla obligacji śmieciowych (high yield) przebił 300 pkt baz. po raz pierwszy od czerwca 2025 r. W praktyce oznacza to, iż rynek zaczyna wyceniać realne ryzyko pogorszenia kondycji firm – zwłaszcza tych wrażliwych na koszty energii.
Obligacje: wyprzedaż od Tokio po Londyn
Na rynku długu skarbowego działo się jeszcze więcej. Rentowność dwuletnich brytyjskich obligacji (giltów) skoczyła rano o 27 punktów bazowych – to kurs na największy jednodniowy wzrost od 2022 r., kiedy budżet za kadencji Liz Truss wywołał panikę na rynkach i w efekcie zmiótł rząd. Przyczyna jest teraz inna – szok naftowy – ale mechanizm ten sam: gwałtowna rewizja oczekiwań inflacyjnych, której rynek długu nie jest w stanie gwałtownie wchłonąć.
Niemieckie dziesięcioletnie bundy dotarły do rentowności najwyższej od 12 miesięcy. W USA dochodowość dwuletnich treasuries chwilowo osiągnęła najwyższy poziom od końca listopada. Bloomberg podsumował to jednym zdaniem: globalna przecena długu napędzana strachem przed stagflacją.
Frank szwajcarski jak w 2015 roku
Na rynku walutowym prawdziwym barometrem paniki okazał się frank. Euro spadło poniżej 0,90 CHF po raz pierwszy od „Frankageddonu” ze stycznia 2015 r. – dnia, w którym Szwajcarski Bank Narodowy niespodziewanie zerwał powiązanie kursu z euro. Dodatkowo trzymiesięczne swapy bazowe EUR/USD zawęziły się z 9,88 do 7,38 proc., co wskazuje na agresywne poszukiwanie dolarów przez uczestników rynku. Historycznie taki ruch wielokrotnie zapowiadał zaostrzenie warunków płynnościowych w globalnym systemie finansowym.
Dolar umacniał się jako waluta bezpieczna. Ale uwaga – złoto, tradycyjna bezpieczna przystań, tej roli w poniedziałek nie spełniało. Traciło ok. 1 proc., przytłoczone mocnym dolarem i rosnącymi rentownościami obligacji.
Azja w ogniu, GPW w czerwieni
Reakcja giełd azjatyckich była brutalna. Nikkei 225 runął o ponad 7 proc., przebijając w dół poziom 52 tys. punktów. Koreański KOSPI stracił 8 proc. i koreańska giełda musiała uruchomić circuit breaker – automatyczną blokadę handlu na 20 minut. W Australii z parkietu wyparowało ok. 90 mld dolarów australijskich.
Na GPW poniedziałek też zaczął się kiepsko. KGHM tracił ponad 4 proc., PKO BP zniżkowało blisko 5 proc. WIG20 otworzył się wyraźną luką spadkową, kontynuując trend z ubiegłego tygodnia, kiedy główny indeks blue chipów oddał 4,5 proc. w jedną sesję. Nastroje na warszawskim parkiecie można podsumować jednym zdaniem: „na rynkach leje się krew”.
Kontrakty futures na Wall Street wskazywały spadki już przed otwarciem: Dow E-mini tracił ponad 560 punktów, S&P 500 zniżkował o 1,05 proc., Nasdaq 100 o 1,13 proc. Russell 2000 – indeks mniejszych spółek – chwilowo znalazł się 10 proc. poniżej historycznego szczytu, wchodząc w techniczną korektę.
Kto zyskuje, kto traci
Na tym tle zarabiały adekwatnie tylko dwie branże: energetyczna i zbrojeniowa. W handlu przedsesyjnym w USA Diamondback Energy i APA rosły po 2 proc., RTX (dawniej Raytheon) zyskiwał 1,5 proc. Po drugiej stronie najsilniej oberwały linie lotnicze – Alaska Air, United Airlines, Carnival i Royal Caribbean traciły po 3 proc. – oraz banki: Morgan Stanley i Citigroup zniżkowały po ponad 2 proc.
Goldman Sachs policzył, iż każdy punkt procentowy spadku wzrostu gospodarczego może obniżyć zyski spółek z S&P 500 choćby o 4 proc. Drastycznie wzrosło prawdopodobieństwo recesji – zarówno w USA, jak i globalnie.
Co dalej: rezerwy, dane makro, Fed
W poniedziałek ministrowie finansów G7 mieli rozmawiać o skoordynowanym uwolnieniu strategicznych rezerw ropy przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA). W grę wchodzi choćby 400 mln baryłek. Byłby to potężny sygnał, ale analitycy studzą emocje: przy faktycznej blokadzie Cieśniny Ormuz i spadku irackiego wydobycia o 70 proc. to wciąż za mało, żeby trwale ustabilizować rynek.
Inwestorzy w tym tygodniu będą mieli pełne ręce roboty z danymi z USA: JOLTS (otwarte oferty pracy), PCE (ulubiony wskaźnik inflacyjny Fed) i druga szacunkowa publikacja PKB za IV kwartał. To te odczyty pokażą, czy obawy o stagflację pozostaną tylko narracją rynkową – czy zaczną się potwierdzać w twardych liczbach. Rynek obligacji sugeruje, iż oczekiwane wcześniej na czerwiec cięcie stóp przez Fed przesunęło się teraz na wrzesień lub październik.
Pomarańczowe światło wciąż miga. Pytanie brzmi, ile jeszcze rynki zdołają wytrzymać, zanim zmieni kolor. I jaki to będzie kolor.
Źródła: Reuters, Bloomberg, Xinhua, Fortune

1 dzień temu







