
Stosunkowo największe szanse na osiągnięcie znaczącej pozycji w segmencie usług pozycjonowania ma wspierany przez Komisję Europejską Eutelsat. Chińskie Beidou-3, rosyjski Glonass są w tej chwili bardziej systemami lokalnymi, zaś próby szybkiego stworzenia militarnego systemu Rasswiet, jak do tej pory kończą się klęską.
Ze Starlinkiem trudno konkurować. W obecnym roku na niskiej orbicie wokółziemskiej LEO znalazło się łącznie 2275 satelitów, zaś SpaceX poświęciła uzupełnieniu sieci tegorocznych 86 misji kosmicznych. Sieć liczy w tej chwili 2249 satelitów starszej generacji V2 i 26 najnowszych satelitów V3, konstelacje są rozbudowywane, zaś ich zasięg obejmujący 160 państw wciąż rośnie.
Doskonały system ma jednak jedną wadę – całkowitą zależność od arbitralnych decyzji największego akcjonariusza i prezesa SpaceX, Elona Muska. Musk na początku października ograniczył działanie systemów zarówno Starlink, jak i jego wojskowej wersji Starshield, obu stosowanych na Ukrainie. Nie działały one prawidłowo dla obiektów poruszających się z szybkością ponad 160 km/h, co utrudniło nie tylko pilotowanie wysyłanych przeciw jednostkom rosyjskim ukraińskich dronów, ale także zwalczanie dronów rosyjskich poruszających się z szybkością ponad 160 km/h. Drony te kierowane były nie na obiekty wojskowe, ale na ukraińskie miasta i energetykę. Ginęli cywile, co miało złamać ducha społeczeństwa ukraińskiego i zmusić kraj do rozpoczęcia rokowań z Rosją, która wysuwała kapitulacyjne żądania. Do spowolnienia usług doszło zaledwie kilka dni po tym, jak prezydent Donald Trump i Musk publicznie skrytykowali prezydenta Zełenskiego za ataki na rosyjskie rafinerie ropy naftowej – działania, które według Trumpa odpowiadają za wzrost cen energii. Trump wielokrotnie zaprzeczał jakoby wydał taki rozkaz lub wiedział kto za nim stoi.
Naciski zarówno państw Europy, jak i opozycji z Partii Demokratycznej, jak i samej Partii Republikańskiej spowodowały, iż w końcu Trump zadzwonił do Muska i wyraził swoje niezadowolenie z faktu, iż prędkość systemu pozostaje ograniczona do około 100 mil na godzinę, czyli ok. 160 km/h. Jak się jednak okazało Musk, choć to obiecał, ograniczeń prędkości nie zdjął, o czym prezydent nie wiedział.
„Nie będę tego komentował w jedną ani w drugą stronę. Najważniejsze jest to, iż przywrócił pełną funkcjonalność” – powiedział Trump w dwa dni po tej rozmowie.
Co ciekawe, zarówno według wypowiedzi sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, jak i sekretarza stanu Marco Rubio, Musk miał prawo egzekwować regulamin swojej firmy bez konsultacji z administracją rządową, bo Ukraińcy rzekomo mieli złamać jej warunki korzystając bezprawnie z drogiej tzw. taryfy lotniczej do obsługi swoich dronów.
„Istnieją warunki korzystania z usługi, których należy przestrzegać i w tym zakresie Starlink ma prawo podejmować stosowne decyzje” – powiedział Hegseth dziennikarzom na początku tygodnia. Problem w tym, iż jak wynikało z tych stwierdzeń, o rzekomym złamaniu umowy wiedzieli tylko oni – prawdopodobnie od Muska – ale nie prezydent USA.
Co najciekawsze, jak zauważyli senatorowie i kongresmani zarówno Partii Demokratycznej, jak i Republikańskiej oznaczałoby to, iż zarówno Starlink, jak i Starshield, które stanowią podstawę łączności satelitarnej poza ścisłymi aplikacjami militarnymi w US Army mogą być przez SpaceX rozliczane według arbitralnie narzucanych przez firmę i Muska taryf i Departament Obrony Hegsetha to akceptuje, mimo umowy z 2023 roku, która narzucała ścisłe ograniczenia na obsługę Starlinków i Starshieldów w armii amerykańskiej oraz na kontrolę nad tymi systemami. Ma zostać utworzona komisja śledcza Izby Reprezentantów i Senatu dotycząca właśnie zależności US Army od tych systemów.
Cała ta dyskusja była uważnie śledzona zarówno w Brukseli, jak i w Moskwie czy Pekinie, gdzie wysnuto z niej jeden zasadniczy wniosek – konieczne jest rozwijanie własnych systemów satelitarnych i to jak najszybciej.
Stosunkowo najbliżej tego celu są Europejczycy z własnym IRIS² i OneWeb. Eutelsat, operator francusko-brytyjski, został wybrany do kierowania segmentem niskiej orbity okołoziemskiej LEO unijnej sieci, która będzie obejmować 330 satelitów. Wystrzelenie pierwszych satelitów IRIS² planowane jest na 2029 rok, a uruchomienie pierwszych usług spodziewane jest od 2030 roku.
Europejska firma już w tej chwili jest właścicielem OneWeb, jedynej sieci satelitarnej LEO, alternatywnej dla SpaceX Starlink. Sieć liczy ponad 600 satelitów, zaś w ramach rozbudowy o wartości 1 mld euro planowane jest kolejne 229.
Firma z siedzibą w Paryżu poinformowała, iż jej portfel zamówień obejmuje w tej chwili 8,9 mld euro przychodów z projektowania i budowy IRIS², które zostaną ujęte głównie w latach 2027-2031. Jest to już ponad siedmiokrotnie więcej niż 1,24 mld euro przychodów wygenerowanych przez Eutelsat w ubiegłym roku. Sam portfel zamówień Eutelsatu w ten sposób rośnie z 3,4 mld euro na koniec czerwca do 12,1 mld euro w końcu roku. Ponadto Eutelsat poinformował, iż przychody z usług komercyjnych wyniosą ponad 10 mld euro w latach 2032-2040. Firma zainwestuje ponadto 3,39 mld euro w infrastrukturę współdzieloną i komercyjną w sieci IRIS² w latach 2027-2034, w zamian za dostęp do ponad dwukrotnie większej przepustowości niż w tej chwili OneWeb. Eutelsat stawia bowiem w dużej mierze na komercyjne usługi internetowe, mówi się także o sieci militarnej dla europejskich państw NATO. Jest to wciąż skromnie jak na operatora, który ma odgrywać wiodącą rolę w planowanej przez Unię Europejską alternatywie dla Starlinka i Starshielda.
Ponadto przychody z czterech segmentów działalności operacyjnej spadły o 2,1% w ujęciu porównywalnym do 278,3 mln euro w ciągu trzech miesięcy do końca września. Było to poniżej średniej wynoszącej 291 mln euro. Przyczyną takich problemów jest tak naprawdę zależność od zewnętrznych usług wynoszenia na orbitę, głownie amerykańskich. Żeby zwiększyć gwałtownie liczbę satelitów na orbicie i OneWeb wraz z IRIS² połączone w jedną sieć stały się konkurencją dla Starlinka, trzeba by zwiększyć roczną liczbę startów rakiet europejskich trzykrotnie, a w dwóch pierwszych latach – czterokrotnie. Tymczasem Europejczycy są w dużej mierze zależni od amerykańskich systemów rakietowych, właśnie SpaceX – od których zależny jest też cały amerykański program kosmiczny po klęsce rakietowych programów NASA – z czego firma ta korzysta.
Jednak i tak Eutelsat jest stosunkowo najbliżej uruchomienia własnej kompletnej sieci, czego nie da się powiedzieć o rozwiązaniach chińskich.
Beidou-3, trzecia iteracja systemu i pierwsza będąca siecią już nie lokalną, ale według Narodowej Administracji Kosmicznej Chin – międzynarodową, od 2023 roku obejmuje 35 satelitów. Co ciekawe, znajdują się one aż na trzech typach orbit – średniej orbicie okołoziemskiej (MEO), orbicie geostacjonarnej (GEO) i nachylonej orbicie geostacjonarnej (IGSO). Planowane jest stopniowe uzupełnianie konstelacji satelitów, ale jak na razie jego skala jest nieznana. Architektura systemu jest niemal identyczna jak w przypadku Starlink i Starshield z siecią stacji naziemnych, które dostarczają dane korekcyjne. Oficjalnie według informacji od chińskiego operatora, Beidou „wspiera różne sektory gospodarki, w tym transport, rolnictwo i pomoc w przypadku klęsk żywiołowych”. Jednak sieć ma przede wszystkim znaczenie militarne. Chińczycy oferują jej usługi w tej chwili głównie krajom Azji podkreślając niezależność od amerykańskich rozwiązań, możliwość komunikacji dzięki krótkich wiadomości tekstowych i fakt, iż umieszczenie satelitów na orbitach GEO i IGSO zwiększa zasięg w na tym kontynencie. Jednak wciąż możliwości Beidou-3 są niewielkie, choć rząd Chin ostatnio zaoferował tę sieć jako „możliwość podstawowych satelitarnych usług komunikacyjnych i pozycjonowania” krajom Azji Środkowej, gdzie jak do tej pory przyjmowano głównie rozwiązania rosyjskie.
Jedyny w tej chwili działający rosyjski system satelitarny GLONASS pozostało skromniejszy niż chiński. Jak przyznaje Centrum Informacji i Analiz GLONASS, w końcu września br. było to zwykle około 22 do 24 działających satelitów z planowanej pełnej konstelacji składającej się z 27 satelitów. Rosja powoli uzupełnia konstelację. W sierpniu br. został wystrzelony Kosmos-2619 z satelitą Glonass-K, zaś we wrześniu 2026 następny Kosmos z satelitą Glonass-K1.
Sukcesy Ukraińskich Sił Obrony przy wykorzystaniu systemów Starlink i Starshield spowodowały w Rosji wielkie przyspieszenie prac nad własnym militarnym odpowiednikiem Starshielda – systemem Rasswiet opracowywanym przez Biuro Konstrukcyjne 14400. Jednak tu pośpiech dał fatalne rezultaty – według badającego obiekty satelitarne rosyjskiego analityka Anatolija Zaka dwa kolejne satelity z konstelacji Rasswiet spadają na Ziemię i niedługo spłoną w gęstych warstwach atmosfery. Jak stwierdziła prowadzona przez Zaka RussianSpaceWeb, spośród 17 satelitów wysłanych na orbitę w lipcu w ramach drugiej „partii” startów, trzy nie osiągnęły stabilnej wysokości około 500 km. Dwa z nich już spadają: Rasswiet-30-17, który ma ponownie wejść w gęste warstwy atmosfery w sobotę 31 października; Rasswiet-3-23 w ciągu 78 godzin od 6 listopada. Kolejny satelita, który tracił wysokość od połowy sierpnia wznowił manewry podnoszenia orbity we wrześniu.
Jak stwierdził amerykański astronom Jonathan McDowell, większość pozostałych satelitów jest „stabilna” na wysokości około 500 km, co jest zdecydowanie za nisko, bowiem specyfikacja dla systemu Rasswiet wynosiła 800 km, ale kiedy okazało się, iż większość satelitów nie może osiągnąć tej orbity, arbitralnie zamieniono ją na 530 km.
W pierwszym „pakiecie” wystrzelonym pod koniec marca przez Biuro 14400 znajduje się 17 satelitów. Jeden z nich nie dotarł na wyznaczoną orbitę i rozbił się na początku czerwca. 14 satelitów utworzyło łańcuch na wysokości nieco ponad 500 km.
Jak zauważyli eksperci z Instytutu Badań nad Wojną (ISW), niższe orbity skracają żywotność satelitów ze względu na opór powietrza w górnych warstwach atmosfery i wyższe zużycie paliwa.
„Nie jest jasne, jak długo satelity Rasswiet pozostaną na niższych orbitach, ale prawdopodobnie nie przetrwają tak długo, jak planowała Rosja” – stwierdzili w nocie.
Jak dodali, satelity z pierwszego „pakietu” zapewniają w tej chwili rosyjskim wojskom łączność z terminalami naziemnymi na okupowanej Ukrainie tylko dwa razy dziennie przez okres do półtorej godziny.
Warto przypomnieć, iż w czerwcu 2025 roku szef Roskosmosu Dmitrij Bakanow ogłosił, iż konstelacja Rasswiet będzie początkowo składać się z 350 satelitów, zaś docelowo sieć ma mieć charakter „globalny” i składać się z 900 satelitów, przy czym Rasswiet o wartości 430 mld rubli ma „przewyższyć Starlink i Starshield jednocześnie”. Opierając się na tej opinii prezydent Rosji Władimir Putin powiedział w czerwcu, iż Rasswiet „w niczym nie ustępuje Starlinkowi, a pod pewnymi względami może choćby go przewyższa”, zaś komercyjne uruchomienie Rasswietu zaplanowano na 2027 rok.
Obecnie, jak twierdzą choćby rosyjscy analitycy, „Rasswiet jako konstelacja praktycznie nie istnieje”, ale zgodnie z rosyjską strategią „jeśli nie da się zbudować czegoś, co odpowiada sprzętowi używanemu przez przeciwnika, należy ten sprzęt zniszczyć”. I tak w końcu października br. rosyjski satelita wojskowy Kosmos-2612 wykonał serię manewrów orbitalnych zbliżając się do komercyjnego satelity radarowego ICEYE-X36 należącego do firmy ICEYE – z tego typu satelitów korzystają m.in. Ukraina oraz polskie wojsko. Oba obiekty kosmiczne zbliżyły się do siebie na niewielką odległość. Według LeoLabs śledzącej ruch satelitarny, wynosiła ona od około 400-500 metrów do kilkudziesięciu metrów zaś Kosmos manewrował wokół polsko-fińskiego satelity przez kilkadziesiąt godzin. W rosyjskiej prasie pojawiły się otwarte sugestie o „ataku antysatelitarnym” i „zmieceniu Starlinków z Kosmosu, co miałoby uniemożliwić wykorzystanie orbity LEO przez utworzenie tam pola szczątków”. Amerykańska uwaga o „eradykacji rosyjskich systemów łączności” po tego typu ataku, ostudziła rosyjskie spekulacje, ponadto, jak stwierdzili sami rosyjscy analitycy, utworzenie takiego pola szczątków rosyjskich i amerykańskich satelitów spowodowałoby, iż praktyczne wyjście z obiektami satelitarnymi byłoby niemożliwe przez dekady dla żadnych rakiet nośnych zanim przestrzeni kosmicznej by nie oczyszczono, co kosztowałoby „biliony rubli”. Na tym więc dyskusja o wzajemnym zniszczeniu systemów satelitarnych się zatrzymała.

2 godzin temu





![Dla Hurkacza sezon skończył się za wcześnie. To mogło jeszcze trwać [OPINIA]](https://sf-administracja.wphcdn.cloud/storage2/featured_original/6ae888c23fe0c4_85412396.jpg)
