Rząd USA kupuje akcje spółek. Po co i kto będzie następny po Intelu?

3 godzin temu

W ostatnich miesiącach na amerykańskiej giełdzie zaczęło dziać się coś dziwnego. Spółki które jeszcze chwilę wcześniej balansowały na granicy problemów, nagle zaczęły zachowywać się tak, jakby rynek przestał bać się ich upadku.

Kursy nie odbijają na wynikach. Nie reagują na cykl. Nie wyglądają jak klasyczna spekulacja.

I kiedy spojrzysz głębiej, okazuje się, iż w każdym z tych przypadków pojawia się ten sam gracz: rząd Stanów Zjednoczonych.

Nie w roli regulatora. Nie w roli rozdającego dotacje. Tylko jako akcjonariusz.

To materiał o tym, dlaczego państwo zaczęło kupować spółki notowane na giełdzie, jak rynek to wycenia i dlaczego od tego momentu część firm gra według zupełnie innych zasad niż reszta rynku. jeżeli państwo wchodzi do akcjonariatu, to ryzyko przestaje być czysto rynkowe, a tam, gdzie zmienia się profil ryzyka, pojawiają się pieniądze.

Rząd USA kupuje akcje spółek. Po co i kto będzie następny po Intelu?

Zyskaj podwójnie z Saxo!

Załóż konto w Saxo Banku z tego linku https://bit.ly/saxo-dna-bonus i odbierz:

– 250 euro bonusu na start
– najnowsze wydanie Stockscan – zupełnie za darmo!

Na pierwszy rzut oka ten wykres wygląda jak kolejny przypadek spekulacyjnego zamieszania albo klasyczny short squeeze na rynku akcji. Jednak tu chodzi o coś więcej. Trzy spółki. Trzy zupełnie różne branże. I jeden moment, w którym coś się wyraźnie łamie. Intel, MP Materials, Lithium Americas. Do pewnego dnia kursy zachowują się jak setki innych spółek notowanych na Nasdaq i NYSE. Potem pojawia się jeden wspólny impuls. Wejście rządu USA do akcjonariatu.

Nie mówimy tu o delikatnym odbiciu ani o spekulacyjnym strzale na plotce. Mówimy o trwałej zmianie trajektorii notowań. Premia pojawia się gwałtownie i nie znika po kilku sesjach. Inwestorzy ewidentnie dochodzą do wniosku, iż od tego momentu gra toczy się według innych zasad. Ryzyko bankructwa spada. Koszt kapitału spada. Prawdopodobieństwo długoterminowego przetrwania i wzrostu rośnie.

Administracja Donalda Trumpa pokazuje bardzo wyraźnie, iż federalny rząd przestaje być tylko regulatorem i rozdawcą grantów. Zaczyna zachowywać się jak fundusz strategiczny. Taki, który wybiera konkretne spółki, konkretne sektory i mówi wprost: te firmy są dla nas zbyt ważne, żeby zostawić je wyłącznie na pastwę rynku.

To jest fundamentalna zmiana w układzie sił. jeżeli państwo staje się współwłaścicielem, to stosunek ryzyka do nagrody się poprawia. Strata jest ograniczana politycznie, a potencjalny zysk pozostaje rynkowy.

Ten materiał nie jest o tym, czy to dobre albo złe z punktu widzenia ideologii wolnego rynku. Tu chodzi o coś znacznie bardziej praktycznego. O zrozumienie, iż od 2025 roku rząd USA gra na giełdzie w zupełnie nowy sposób. A jeżeli inwestorzy nauczą się przewidywać te ruchy wcześniej niż reszta rynku, to po prostu mogą na tym zarobić.

Jak zmieniła się polityka przemysłowa USA

Żeby zrozumieć, co naprawdę się zmieniło, trzeba cofnąć się o kilka lat i przypomnieć sobie, jak wyglądała klasyczna polityka przemysłowa USA. Rząd rozdawał dotacje, ulgi podatkowe i preferencyjne pożyczki. Pieniądze trafiały do firm, ale państwo po wypłacie środków traciło realny wpływ na to, co dalej dzieje się ze spółką. jeżeli projekt się udał, cały upside zostawał u akcjonariuszy. jeżeli się nie udał, podatnik zostawał z rachunkiem. Ten model był politycznie wygodny, ale Trump, który wszędzie szuka interesu, znalazł w tym miejscu lukę, którą (trzeba przyznać) błyskotliwie wykorzystał.

Administracja Trumpa zrobiła w zasadzie prosty zwrot. Skoro państwo i tak bierze na siebie ryzyko, to chce być współwłaścicielem. Zamiast bezzwrotnych grantów pojawia udział w spółce.

Motywacja rządu jest tu wielowarstwowa. Po pierwsze kontrola. Jako udziałowiec państwo ma realny wpływ na decyzje strategiczne, lokalizację produkcji, sprzedaż kluczowych aktywów czy transfer technologii. Po drugie zwrot dla podatnika, a przynajmniej polityczny splendor z tego wynikający. Polityczna narracja jest jasna: jeżeli publiczne pieniądze ratują lub budują firmę, to społeczeństwo ma prawo do udziału w zyskach, a nie tylko w kosztach. Po trzecie łańcuchy dostaw. Udział kapitałowy pozwala wymusić onshoring (czyli przenoszenie produkcji, kluczowych procesów albo całych łańcuchów dostaw z powrotem do kraju), dywersyfikację dostawców i odporność na szoki geopolityczne w sposób, którego nie da się osiągnąć samymi regulacjami. I wreszcie sprawczość. Udział w akcjonariacie daje rządowi narzędzia szybsze i skuteczniejsze niż wieloletnie programy subsydiów.

Dla rynku to jest zmiana zasad gry. Koszt kapitału dla spółki objętej takim parasolem spada, bo pojawia się inwestor, który nie myśli w kategoriach kwartału ani choćby cyklu koniunkturalnego. To tak zwany kapitał cierpliwy, gotowy przeczekać gorsze lata. Percepcja ryzyka bankructwa drastycznie się zmienia, bo upadłość spółki z udziałem rządu przestaje być czysto ekonomiczną decyzją, a zaczyna być decyzją polityczną. A to zupełnie inna liga.

Wycena takich firm zaczyna więc uwzględniać nie tylko prognozy zysków, ale też ochronę państwa. Nie wprost zapisaną w dokumentach, ale realnie obecną w kalkulacjach inwestorów. Rynek wie, iż państwo nie wejdzie do akcjonariatu po to, żeby za dwa lata bez żalu patrzeć, jak jego inwestycja znika z rynku. I właśnie dlatego samo ogłoszenie udziału rządu działa dziś jak przełącznik. Spółka przestaje być tylko jedną z wielu notowanych na giełdzie. Zaczyna być elementem strategii narodowej.

Intel – półprzewodniki jako infrastruktura państwa

Żeby nie wpaść w pułapkę publicystycznych haseł, trzeba spojrzeć na trzy najważniejsze inwestycje rządu USA jak na zestaw bardzo konkretnych problemów państwa, które wymagały równie konkretnych decyzji kapitałowych. Każda z tych spółek rozwiązywała inne wąskie gardło w amerykańskiej gospodarce i systemie bezpieczeństwa. I właśnie dlatego rząd zdecydował się wejść do akcjonariatu, a nie poprzestać na deklaracjach czy regulacjach.

Zacznijmy od Intela. Problem, z którym mierzyły się Stany Zjednoczone, nie polegał na tym, iż Intel chwilowo miał słabsze wyniki. Problem był strukturalny. USA w praktyce oddały produkcję najbardziej zaawansowanych półprzewodników Azji, a dokładniej Tajwanowi.

Nvidia projektuje chipy, ale ich fizyczna produkcja odbywa się w TSMC. Apple podobnie. AMD również. Intel był ostatnią dużą amerykańską firmą, która posiadała własne fabryki i pełną kontrolę nad procesem produkcyjnym. I jednocześnie firmą, która finansowo zaczęła się dławić pod ciężarem gigantycznych inwestycji w nowe fabryki.

Na wykresie widać, iż w ostatnich latach dług firmy eksplodował, a rentowność zanurkowała.

Z perspektywy rządu stawka była znacznie wyższa niż kurs akcji. jeżeli Intel by się załamał, USA straciłyby realną do reszty zdolność do produkcji zaawansowanych chipów na własnym terytorium. A w świecie AI i nowoczesnych systemów obronnych oznacza to utratę suwerenności obliczeniowej. Bezpieczne centra danych, superkomputery wojskowe, systemy autonomiczne, analiza danych wywiadowczych. To wszystko opiera się na chipach. Administracja Trumpa uznała, iż nie może pozwolić, aby ten fundament był zależny tylko i wyłącznie od sytuacji geopolitycznej w Cieśninie Tajwańskiej.

Dlatego decyzja o objęciu udziałów w Intelu była jednocześnie ratunkiem finansowym i zabezpieczeniem strategicznym. Udział w spółce dawał rządowi wpływ na tempo inwestycji, lokalizację fabryk i priorytety produkcyjne. A przy okazji wysyłał sygnał do rynku. Intel nie jest zwykłą spółką technologiczną. Jest elementem infrastruktury państwa.

Efekt? Intel wszedł na ścieżkę odrodzenia i w trakcie ostatnich kilku miesięcy dał zarobić ponad 100%.

MP Materials – wojna o metale ziem rzadkich

Drugi przypadek to MP Materials. Tu problem był jeszcze bardziej zero-jedynkowy. Chiny kontrolują zdecydowaną większość światowego rynku metali ziem rzadkich, a zwłaszcza magnesów neodymowych. To najważniejsze komponenty silników elektrycznych, systemów naprowadzania, radarów, dronów i myśliwców. Chociaż nie są niezastąpione, to stanowią pewną kartę przetargową w rękach Chin.

USA przez lata akceptowały tę zależność, bo była tania. Do momentu, aż stała się ryzykiem strategicznym. Chiny wielokrotnie pokazywały, iż potrafią wyciągać tego asa z rękawa, a przykładem jest rok 2025, kiedy ograniczyli eksport magnesów neodymowych, gdy Trump ogłosił swoje słynne cła.

Oprócz tego Chiny uderzają też w zagranicznych konkurentów z tego sektora przez wojnę cenową. Dumping cenowy doprowadzał zachodnie kopalnie do bankructwa, a potem rynek wracał pod pełną kontrolę Pekinu. MP Materials, jako operator jedynej w USA znaczącej kopalni ziem rzadkich, był naturalnym kandydatem do przełamania tego schematu. Problem polegał na tym, iż sama kopalnia to za mało. Największa wartość i największa kontrola są na etapie przetwarzania i produkcji magnesów.

Wejście Departamentu Obrony do akcjonariatu MP Materials miało bardzo konkretny cel. Zbudować w USA kompletny łańcuch od wydobycia po gotowy produkt, zdolny ograniczyć monopol Chin. Kapitał państwowy nie tylko finansował rozbudowę zakładów, ale też chronił firmę przed wojną cenową, która w normalnych warunkach mogłaby ją zabić. To była decyzja o odbudowie kontroli nad krytycznym surowcem, a nie inwestycja dla krótkoterminowego zysku.

Najciekawszy jest tutaj mechanizm ochrony MP Materials przed walką cenową ze strony Chin. Proces ten rozpoczyna się od precyzyjnego wyznaczenia tzw. Ceny Przetrwania (Floor Price). Rząd federalny, we współpracy z ekspertami branżowymi, analizuje realne koszty wydobycia i przetwarzania surowców na terenie Stanów Zjednoczonych. Uwzględnia się przy tym wyższe standardy środowiskowe, koszty pracy oraz wymogi bezpieczeństwa, które sprawiają, iż amerykańska produkcja jest naturalnie droższa od chińskiej. Przykładowo, ustalenie ceny gwarantowanej dla tlenku neodymu na poziomie 110 USD za kg zapewnia firmie bezpieczeństwo operacyjne choćby w sytuacji, gdy Chiny zdecydują się na drastyczne obniżki cen poniżej progu opłacalności rynkowej.

Gdy cena rynkowa surowca spada poniżej wyznaczonego progu, aktywowany zostaje automatyczny mechanizm wypłaty różnicy. W takim scenariuszu Departament Obrony lub Energii pokrywa deficyt, przelewając firmie kwotę stanowiącą różnicę między ceną gwarantowaną a aktualną ceną giełdową. Takie rozwiązanie gwarantuje spółce stały i przewidywalny dopływ gotówki, co jest najważniejsze dla zachowania płynności finansowej oraz terminowej spłaty zobowiązań kredytowych. Dzięki tej „siatce bezpieczeństwa” amerykańscy producenci stają się odporni na zewnętrzne wstrząsy makroekonomiczne i celowe próby destabilizacji rynku przez zagraniczne mocarstwa.

Efekt jest taki, iż w trakcie ostatnich 12 miesięcy MP Materials dało zarobić inwestorom ponad 200%.

Lithium Americas – lit jako paliwo transformacji energetycznej

Trzeci przypadek, Lithium Americas, dotyczył innego wąskiego gardła. Transformacji energetycznej i elektromobilności. Można budować fabryki baterii, można subsydiować auta elektryczne, ale bez litu cały ten system się rozsypuje. USA przez lata polegały na imporcie, podczas gdy Chiny systematycznie przejmowały kontrolę nad globalnymi złożami i przetwarzaniem surowca.

Projekt spółki Lithium Americas o nazwie Thacker Pass w Nevadzie okazał się jednym z największych odkrytych złóż litu na świecie. Z punktu widzenia państwa był to zasób strategiczny.

Jednak problemem tego projektu okazał się czas. Projekt ugrzązł w sporach prawnych, protestach i proceduralnym paraliżu. Projekt od początku napotykał opór z kilku stron jednocześnie. Organizacje ekologiczne kwestionowały wpływ odkrywkowej kopalni na lokalny ekosystem, zasoby wody i emisje pyłów. Równolegle część rdzennych społeczności podnosiła argumenty dotyczące ochrony terenów o znaczeniu kulturowym i historycznym. Każdy z tych wątków generował osobne pozwy, odwołania i wnioski proceduralne. Formalnie nie chodziło o jeden spór, tylko o serię równoległych bitew prawnych, które skutecznie blokowały postęp prac.

Dla rynku to był klasyczny przykład wysokiego ryzyka regulacyjnego. Dla rządu oznaczało to opóźnianie strategicznego projektu. Państwo postanowiło zamienić finansowanie projektu za pośrednictwem kredytu w zakup udziałów w spółce. To był sposób na przejęcie kontroli nad tempem realizacji i nadanie kopalni statusu projektu o znaczeniu narodowym. To zmieniało układ sił w sądach, w administracji i w procesie wydawania pozwoleń.

Efekt? Lithium Americas w rok dał zarobić ponad 100%.

Polub nas na Facebook!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Co oznacza udział rządu USA dla inwestorów

W każdym z tych trzech przypadków (Intel, MP Materials i Lithium Americas) logika była podobna, choć problemy różne. Państwo zidentyfikowało punkt krytyczny w gospodarce i uznało, iż rynek sam sobie z nim nie poradzi wystarczająco gwałtownie albo bezpiecznie. Rząd jasno zaznaczył, iż przetrwanie tych firm i ich rozwój są elementem strategii USA. Dla inwestorów był to sygnał, którego rynek nie mógł zignorować.

Wracamy do analizy i zanim przejdziemy do szukania potencjalnie kolejnych inwestycji rządu USA, podsumujmy sobie szybko, jakie korzyści płyną dla spółek z tego, iż rząd zaangażował się w akcjonariat:

Pierwszy i najbardziej oczywisty kanał to kapitał. Pieniądz państwowy jest tańszy i cierpliwszy niż pieniądz rynkowy.
Drugi kanał to zamówienia publiczne. Kiedy rząd staje się udziałowcem, bardzo często staje się też kluczowym klientem.
Trzeci element to regulacje i pozwolenia. Spółka z udziałem rządu nie dostaje automatycznej zgody na wszystko, ale jej projekty przestają być jednymi z wielu. Zyskują priorytet.
Czwarty kanał to ochrona przed wojną cenową. Przypadek MP Materials pokazuje to najlepiej.
Piąty efekt to de-risking przy kolejnych rundach finansowania. Banki, fundusze i inwestorzy prywatni zupełnie inaczej patrzą na spółkę, której współwłaścicielem jest rząd USA.
Szósty, często pomijany aspekt, to ochrona przed wrogimi przejęciami i presją aktywistów. Obecność państwa w akcjonariacie działa jak twarda bariera dla funduszy, które chciałyby wymusić krótkoterminowe działania, podział spółki albo sprzedaż kluczowych technologii.

To wszystko razem prowadzi do jednego efektu rynkowego, który najlepiej widać w wycenach. Rynek zaczyna płacić wyższy mnożnik nie dlatego, iż przychody nagle eksplodowały, tylko dlatego, iż zmienił się profil ryzyka.

Jednak skoro rząd USA pokazał raz, drugi i trzeci, iż jest gotów wejść kapitałowo do spółek giełdowych, naturalnym odruchem rynku jest pytanie: kto następny? Te decyzje zapadają według dość spójnego zestawu kryteriów strategicznych. Da się je uprościć do kilku punktów i dopiero na tej podstawie wskazywać potencjalne cele.

Po pierwsze znaczenie systemowe. Spółka musi działać w obszarze, który państwo uznaje za krytyczny z punktu widzenia bezpieczeństwa, technologii albo suwerenności gospodarczej.

Po drugie brak łatwych substytutów. jeżeli dany problem da się rozwiązać importem albo regulacją, rząd nie musi wchodzić do akcjonariatu.

Po trzecie bariera czasowa. jeżeli rynek sam nie jest w stanie dostarczyć rozwiązania wystarczająco szybko, pojawia się przestrzeń na interwencję państwa.

Na tej podstawie widać wyraźnie dwa typy potencjalnych inwestycji. Pierwszy to przypadki „ratunkowe”, gdzie firma jest strategiczna, ale finansowo lub operacyjnie znajduje się pod presją. Drugi to „partnerstwa strategiczne”, gdzie spółka jest silna sama w sobie, a państwo wchodzi nie po to, żeby ją ratować, tylko żeby zakotwiczyć ją w długoterminowej strategii USA.

Kierując się tymi wytycznymi, Kim Wallace, starszy dyrektor zarządzający w 22V Research i szef zespołu ds. ryzyka politycznego w Waszyngtonie, wskazał kilka firm, którymi potencjalnie mógłby zainteresować się rząd Stanów Zjednoczonych.

Jakie to firmy?

Pierwsza to Palantir, który wpisuje się niemal podręcznikowo w drugi model. To firma, która od lat współpracuje z wojskiem, wywiadem i agencjami federalnymi w obszarze analizy danych. W świecie, w którym wojny coraz częściej wygrywa się informacją, algorytmami i szybkością przetwarzania danych, Palantir jest naturalnym kontraktorem. Wejście kapitałowe państwa nie byłoby ratunkiem, tylko formalizacją relacji, która już istnieje. Dla rządu oznaczałoby to większą kontrolę nad kluczowym dostawcą technologii AI dla obronności. Dla rynku sygnał, iż Palantir staje się trwałym elementem infrastruktury bezpieczeństwa USA.

Kolejne spekulacje toczą się wokół IonQ i Rigetti. To zupełnie inna historia. Tu w grę wchodzi narracja wyścigu technologicznego z Chinami. To spółki z sektora komputerów kwantowych. Biorąc pod uwagę, jak komputery kwantowe mogą przyczynić się do łamania szyfrów i zabezpieczeń, jest to niezwykle strategiczny obszar. Obliczenia kwantowe są dziś na etapie, gdzie potencjał jest ogromny, ale ścieżka do komercjalizacji długa i kosztowna. To klasyczny przypadek, w którym rynek prywatny może zacząć tracić cierpliwość, ale państwo widzi strategiczną szansę. Inwestycja rządu w jednego lub kilku graczy z tego segmentu byłaby de facto zakładem o to, iż USA nie oddadzą pola w technologii, która w przyszłości może zrewolucjonizować kryptografię, symulacje wojskowe i projektowanie materiałów. To bardziej opcja na przyszłość niż natychmiastowy biznes, ale dokładnie takie opcje państwa lubią zabezpieczać z wyprzedzeniem.

Kolejnym przypadkiem jest Expand Energy. To bardzo klasyczny, twardy biznes surowcowo-energetyczny. Firma zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego w USA, głównie z formacji łupkowych, czyli dokładnie tam, gdzie Stany Zjednoczone zbudowały swoją przewagę energetyczną w ostatnich kilkunastu latach.

Tu nie chodzi o nową technologię, tylko o twardą geopolitykę. Gaz ziemny i energia to jeden z najskuteczniejszych instrumentów wpływu międzynarodowego. Najważniejszy mechanizm to uzależnienie strukturalne. Kraje importujące gaz ziemny muszą go kupować regularnie i w dużych wolumenach. Nie da się go gwałtownie zastąpić innym źródłem bez kosztownych inwestycji w infrastrukturę. jeżeli państwo opiera energetykę, przemysł lub ogrzewanie na imporcie gazu, to automatycznie staje się wrażliwe na decyzje dostawcy. Przykład Europy sprzed 2022 roku jest tu aż nazbyt oczywisty.

USA od lat budują pozycję energetycznego hegemona, a stabilni, duzi producenci są kluczowym elementem tej układanki. Potencjalne partnerstwo kapitałowe byłoby sygnałem, iż dana spółka jest częścią strategii dominacji energetycznej, a nie tylko kolejnym graczem rynkowym. Dla inwestorów oznaczałoby to większą stabilność i mniejszą podatność na zmiany regulacyjne.

Kolejna propozycja to Aclara Resources. To przykład kontynuacji tego, co już widzieliśmy przy MP Materials. Surowce krytyczne, których nie da się gwałtownie zastąpić, a których łańcuchy dostaw są skoncentrowane poza USA. Aclara Resources to spółka surowcowa skoncentrowana na wydobyciu i przetwarzaniu metali ziem rzadkich, ze szczególnym naciskiem na pierwiastki ciężkich ziem rzadkich, które są dziś jednymi z najbardziej deficytowych i strategicznych surowców na świecie.

To, co wyróżnia Aclarę, to technologia wydobycia. Firma nie opiera się na klasycznym górnictwie odkrywkowym z agresywną chemią. Jej proces bazuje na odzysku metali z glin jonowymiennych przy użyciu metod, które mają być mniej inwazyjne środowiskowo i bardziej akceptowalne regulacyjnie. W praktyce oznacza to niższe zużycie toksycznych reagentów, mniejszą ingerencję w krajobraz i potencjalnie łatwiejszą ścieżkę uzyskiwania pozwoleń niż w tradycyjnych projektach górniczych.

Tu jednak ryzyko jest większe, bo mówimy o wcześniejszym etapie rozwoju i większej wrażliwości na decyzje polityczne. Jak wczesnym etapie? Spółka nie generuje jeszcze przychodów, ponieważ jej główne projekty przez cały czas są w fazie rozwoju i dopiero zbliżają się do etapu budowy infrastruktury produkcyjnej.

Jednak kolejnym i najbardziej kontrowersyjnym kandydatem analityka z 22V Research jest Apple. I nie bez powodu. W tym przypadku w ogóle nie chodzi o klasyczną logikę, którą widzieliśmy przy Intelu, MP Materials czy Lithium Americas. Apple nie wymaga ratunku, nie ma problemu z dostępem do kapitału i nie jest firmą, którą rynek kwestionuje fundamentalnie. Mówimy o spółce z kapitalizacją liczoną w bilionach dolarów, gigantycznymi przepływami pieniężnymi i jedną z najsilniejszych marek na świecie. Dlatego ewentualne zaangażowanie rządu USA nie miałoby charakteru ekonomicznego, tylko stricte strategiczny i polityczny.

Dla administracji Trumpa Apple jest symbolem amerykańskiej potęgi technologicznej, ale jednocześnie symbolem głębokiego uzależnienia od Chin. Produkcja iPhone’ów, najważniejsze elementy hardware’u oraz znacząca część łańcucha dostaw znajdują się poza bezpośrednią kontrolą USA. W normalnych warunkach to jest po prostu efektywność kosztowa. W warunkach narastającej rywalizacji geopolitycznej staje się to problemem bezpieczeństwa narodowego.

Potencjalne partnerstwo z Apple mogłoby więc dotyczyć kilku bardzo konkretnych obszarów. Po pierwsze bezpieczeństwa hardware’u, czyli fizycznego telefonu. Budowy lub certyfikacji dedykowanych, w pełni kontrolowanych linii produkcyjnych dla urządzeń używanych przez administrację federalną, służby i sektor obronny. Po drugie systemów operacyjnych z zakresu oprogramowania, które w coraz większym stopniu są krytycznym elementem funkcjonowania państwa. Po trzecie stopniowego, selektywnego onshoringu najważniejszych komponentów, nie całej masowej produkcji, ale tych fragmentów łańcucha, które mają znaczenie strategiczne.

Na koniec bardzo praktyczna uwaga dla inwestorów. Takich ruchów nie ogłasza się z dnia na dzień. Sygnały pojawiają się wcześniej. Warto śledzić komunikaty Departamentu Handlu, Departamentu Obrony, Departamentu Energii oraz wystąpienia Białego Domu dotyczące bezpieczeństwa narodowego i łańcuchów dostaw. Warto patrzeć na programy pilotażowe, listy projektów o znaczeniu strategicznym i zapisy w ustawach budżetowych. To tam rynek może dostać pierwsze wskazówki.

Inwestowanie w oparciu o tego typu przesłanki jest kuszące. Kto nie chciałby zobaczyć 200% wzrostu w ciągu roku? Ten model kusi, bo wygląda jak skrót do szybkich zysków. Problem w tym, iż po drodze jest sporo ryzyk.

Pierwsze to ryzyko polityczne i regulacyjne. Dziś priorytet ma onshoring i surowce krytyczne, jutro administracja może zmienić akcenty i priorytety. Drugie to warunki narzucone przez państwo. Preferencyjne kontrakty i ułatwienia rzadko są za darmo. Czasem pojawiają się limity cen, obowiązki inwestycyjne albo ograniczenia w sprzedaży dla klientów z regionów uznanych za wrogie. Kolejne ryzyko to możliwość odwrócenia kursu po zmianie administracji. Państwo może zostać akcjonariuszem, ale równie dobrze może przestać być entuzjastycznym partnerem po wyborach.

że mamy tutaj do czynienia z zakładem zero-jedynkowym. jeżeli inwestujemy w jakąś spółkę, bo może Trump w nią zainwestuje, to tak naprawdę rzucamy monetą. Może się uda, a może się nie uda. Najgorsze, gdy zainwestujemy, kiedy rynek już podejrzewa, iż rząd zainwestuje w firmę, ale rząd ostatecznie dementuje plotki i kurs spada.

Co więcej, w klasycznym rzucie monetą wiemy mniej więcej, kiedy ta moneta spadnie, a czy wiecie, kiedy rząd zdecyduje się na kolejne ruchy? No mamy pewien horyzont (powiedzmy do wyborów), ale to może oznaczać kilka miesięcy albo choćby lat kiszenia kapitału w spółce, w którą być może kiedyś Trump zainwestuje. Mało zachęcająca wizja jeżeli chcemy na to postawić grubszy kapitał.

W momencie, gdy państwo zaczyna kupować akcje zamiast rozdawać dotacje, ryzyko przestaje być tylko ekonomiczne, a zaczyna być polityczne, a to dla rynku oznacza jedno: inne wyceny, inny koszt kapitału i inne reguły gry.

Nie każda spółka, w którą wejdzie rząd, okaże się złotą inwestycją. Nie każda plotka się potwierdzi, ale od dzisiaj ignorowanie tego czynnika to po prostu ślepa plamka w analizie.

Jeśli rząd uzna, iż dana firma jest zbyt ważna, żeby upaść, to rynek zaczyna grać z zupełnie innym nastawieniem. I dokładnie tam pojawiają się największe asymetrie.

Pytanie nie brzmi już czy państwo będzie ingerować w rynek kapitałowy. Pytanie brzmi, gdzie zrobi to następne. I właśnie to warto obserwować z wyprzedzeniem.

Zyskaj podwójnie z Saxo!

Załóż konto w Saxo Banku z tego linku https://bit.ly/saxo-dna-bonus i odbierz:

– 250 euro bonusu na start
– najnowsze wydanie Stockscan – zupełnie za darmo!

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
1
Idź do oryginalnego materiału