S&P 500 przeczy wyborczej statystyce. Historia wskazuje na mocny okres po głosowaniu

1 godzina temu

Amerykańskie akcje weszły w ostatni miesiąc przed wyborami do Kongresu blisko historycznych szczytów. S&P 500 zyskał od początku roku 13,6 proc., wyraźnie więcej niż zwykle w latach wyborów połówkowych. Bank of America przypomina, iż po głosowaniu indeks zwykle kontynuował wzrosty. Tym razem o kierunku rynku mogą jednak zdecydować nie wyniki wyborów, ale inflacja, rentowności obligacji i zyski spółek.

Wczorajsza sesja na Wall Street zakończyła się kolejnym wzrostem indeksów. S&P 500 zyskał 0,66 proc. i zamknął notowania na poziomie 7773,95 pkt, zaledwie około 0,3 proc. poniżej rekordu z 13 sierpnia. Nasdaq Composite wzrósł o 1,05 proc., ustanawiając rekord zamknięcia, natomiast Dow Jones Industrial Average dodał 0,18 proc.

Od końca 2025 r. S&P 500 urósł o około 13,6 proc. Oznacza to, iż obecny rok – o ile indeks utrzyma osiągniętą przewagę – może okazać się najlepszym rokiem wyborów połówkowych od 2006 r. Jest to wynik szczególnie mocny na tle historycznej średniej. Według danych przytaczanych przez Bank of America i JPMorgan Wealth Management lata midterm przynosiły przeciętnie jedynie około 3-4 proc. wzrostu S&P 500.

Tegoroczna hossa wyraźnie odbiega zatem od klasycznego schematu. W drugim roku kadencji prezydenckiej na rynku zwykle rośnie niepewność dotycząca podatków, wydatków publicznych i regulacji. Towarzyszy jej zwykle większa zmienność oraz słabsze stopy zwrotu. W 2026 r. inwestorzy koncentrują się jednak przede wszystkim na boomie związanym ze sztuczną inteligencją i gwałtownie rosnących wynikach przedsiębiorstw.

Historia przemawia za okresem po wyborach

Wybory do Kongresu odbędą się 3 listopada. Do obsadzenia będą wszystkie miejsca w Izbie Reprezentantów oraz część mandatów w Senacie. w tej chwili rynek ocenia jako realny scenariusz utraty przez Republikanów kontroli nad przynajmniej jedną izbą, co ograniczyłoby swobodę legislacyjną administracji Donalda Trumpa.

Z punktu widzenia giełdy ważniejszy może być jednak sam koniec okresu wyborczej niepewności. Z analizy Bank of America, opartej na danych od czasów II wojny światowej, wynika, iż S&P 500 po wyborach połówkowych notował przeciętnie około 13 proc. wzrostu w ciągu kolejnych sześciu miesięcy oraz około 14 proc. w perspektywie roku.

Podobne, choć nie identyczne wyniki przedstawia Fidelity. Według tej instytucji od 1938 r. S&P 500 rósł w 95 proc. dwunastomiesięcznych okresów następujących po wyborach połówkowych, a średnia stopa zwrotu wynosiła około 14 proc. Różnice między statystykami wynikają przede wszystkim z przyjętego okresu badania i metodologii, dlatego historycznych schematy nie należy traktować jak bezwarunkowej prognozy.

Sprzyjający pozostaje również kalendarz sezonowy. Bank of America wylicza, iż od 1928 r. S&P 500 zyskiwał po wrześniu średnio 3 proc. w październiku, 2,7 proc. w listopadzie i 0,8 proc. w grudniu. Analitycy banku sugerują, iż ewentualne jesienne osłabienie może być dla inwestorów długoterminowych okazją do zwiększania ekspozycji na akcje, a nie sygnałem do ucieczki z rynku.

Zyski spółek ważniejsze niż układ w Kongresie

Bank of America podkreśla jednocześnie, iż dla długoterminowych wyników giełdy większe znaczenie ma kondycja przedsiębiorstw niż partyjny układ sił w Waszyngtonie. W analizie obejmującej okres od 1936 r. 68 proc. wzrostowych lat S&P 500 przypadało na okresy rosnących zysków na akcję. Podział według partii kontrolującej Biały Dom był znacznie mniej wyraźny.

Obecnie fundamenty pozostają mocne. Zyski spółek z S&P 500 w trzecim kwartale mają wzrosnąć o 29,5 proc. rok do roku. Byłby to trzeci kolejny kwartał ze wzrostem przekraczającym 25 proc. Co więcej, analitycy w minionych trzech miesiącach podnosili prognozy, podczas gdy zwykle przed rozpoczęciem sezonu wynikowego są one obniżane.

Wyceny nie są przy tym tak ekstremalne, jak mógłby sugerować poziom indeksu. Prognozowany wskaźnik ceny do zysku dla S&P 500 wynosi około 19, czyli jest zbliżony do dziesięcioletniej średniej i niższy od średniej z ostatnich pięciu lat. Problem polega jednak na tym, iż obecne prognozy zakładają utrzymanie bardzo szybkiego wzrostu wyników, szczególnie w sektorach technologii, energii i usług komunikacyjnych. Każde rozczarowanie może więc zostać przez rynek ukarane.

Największe zagrożenie płynie z rynku obligacji

Polityka nie jest dziś głównym źródłem ryzyka. Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych USA wzrosła w poniedziałek do około 5,31 proc., pozostając w pobliżu najwyższych poziomów od ponad dwóch dekad. Jednocześnie ropa Brent, mimo poniedziałkowego spadku, kosztowała 100,32 dol. za baryłkę. Wysokie ceny energii podtrzymują presję inflacyjną i komplikują działania Rezerwy Federalnej.

We wrześniu Fed podniósł przedział stopy funduszy federalnych o 25 pkt bazowych, do 3,75-4 proc. Po słabszych danych z rynku pracy prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki podczas posiedzenia 27-28 października spadło do około 24-25 proc. We wrześniu gospodarka USA utworzyła tylko 29 tys. miejsc pracy, a stopa bezrobocia wzrosła z 4,1 do 4,2 proc. Inflacja PCE wynosiła jednak w sierpniu 3,4 proc., pozostając wyraźnie powyżej celu Fed.

Oznacza to, iż historycznie korzystny okres po wyborach będzie musiał zmierzyć się z wyjątkowo wysokim kosztem kapitału. o ile rentowności obligacji będą przez cały czas rosły, mogą zacząć podważać atrakcyjność akcji i zwiększać presję na wyceny choćby przy dobrych wynikach spółek.

Statystyka wspiera byki, ale nie daje gwarancji

Historia sugeruje, iż gwałtowne ograniczanie zaangażowania w akcje tuż przed wyborami połówkowymi rzadko było opłacalną strategią. Ustąpienie politycznej niepewności, sezonowo mocny czwarty kwartał i wysoka dynamika zysków tworzą konstruktywne otoczenie dla Wall Street.

Nie jest to jednak typowy cykl wyborczy. S&P 500 już przed głosowaniem wypracował stopę zwrotu znacznie przewyższającą historyczną średnią, a rentowności obligacji i ceny ropy pozostają bardzo wysokie. Dlatego o dalszym kierunku indeksu prawdopodobnie zdecydują nie sondaże, ale wyniki przedsiębiorstw, inflacja i kolejne posunięcia Fed. Wyborcza statystyka może pomagać kupującym, ale nie zastąpi analizy fundamentów.

Idź do oryginalnego materiału