Saudi Aramco anuluje dostawy ropy do Europy. Orlen pilnie szuka alternatyw

10 godzin temu

Saudi Aramco poinformowało europejskich klientów o anulowaniu części dostaw ropy zaplanowanych na drugą połowę września – przekazał 15 września Reuters, powołując się na źródła handlowe. Decyzja uderza bezpośrednio w Orlen, dla którego saudyjski koncern jest głównym dostawcą surowca, pokrywającym około 40 proc. zapotrzebowania polskiej grupy rafineryjnej. Według agencji co najmniej pięć zaplanowanych na wrzesień transportów tankowcami z egipskiego terminalu Sidi Kerir do Gdańska nie doszło do skutku.

Informacja potwierdza obawy, które od tygodni narastały wokół bezpieczeństwa polskich dostaw. Choć Orlen oficjalnie zapewnia, iż „dostawy surowca do rafinerii realizowane są bez zakłóceń”, skala jego aktywności na rynku spotowym mówi co innego.

Rurociąg wyłączony, Ormuz zablokowany, Bab al-Mandab zagrożony

Bezpośrednią przyczyną anulowania dostaw jest wyłączenie z eksploatacji kluczowego saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód. Licząca 1200 km magistrala została zamknięta 12 września po ataku dronów na przepompownie – za uderzeniem stały najprawdopodobniej powiązane z Iranem bojówki operujące z terytorium Iraku.

Ten rurociąg od pół roku pełnił rolę jedynej realnej alternatywy dla eksportu saudyjskiej ropy. Od wybuchu konfliktu między USA, Izraelem a Iranem pod koniec lutego 2026 roku cieśnina Ormuz – przez którą wcześniej przepływało 20 proc. światowej ropy – pozostaje w dużej mierze zablokowana. Arabia Saudyjska przekierowała przez magistralę Wschód-Zachód 4-5 mln baryłek dziennie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Teraz ta droga też jest odcięta.

Co gorsza, sprzymierzeni z Iranem rebelianci Huti przejęli kontrolę nad całym jemeńskim wybrzeżem Morza Czerwonego, w tym nad strategiczną wyspą Perim u wejścia do cieśniny Bab al-Mandab. choćby po ewentualnym uruchomieniu rurociągu bezpieczny transport ropy z Janbu nie jest gwarantowany.

Według Reutersa zapasy w porcie Janbu wystarczą na zaledwie pięć do siedmiu dni eksportu. Naprawa rurociągu może potrwać choćby miesiąc.

Orlen na zakupach – co mówią fakty

Oficjalny komunikat Orlenu brzmi uspokajająco: koncern „prowadzi stały monitoring sytuacji i na bieżąco zarządza portfelem dostaw”. Nie komentuje szczegółów transakcji handlowych. Rzeczywistość rynkowa jest jednak wymowna.

Jak ustalił Reuters, powołując się na czterech traderów, Orlen w piątek i poniedziałek (12-15 września) przeprowadził serię zakupów spotowych. Nabył ładunki z Morza Północnego – gatunki Grane, Johan Sverdrup i Johan Castberg. Rozpisał przetargi na amerykańską ropę WTI Midland oraz kazachską mieszankę CPC Blend. Poszukiwał także 650 tys. ton ropy Azeri Light lub 700 tys. ton CPC z dostawą na 18-22 października – wynika z danych opublikowanych przez analityka Łukasza Skibę na platformie X.

Według portalu Oil Price co najmniej trzy europejskie rafinerie otrzymały już formalne powiadomienia o anulowaniu lub przesunięciu na listopad dostaw zaplanowanych na koniec września. Dwie kolejne czekają na analogiczne informacje.

To nie jest sytuacja komfortowa. Saudi Aramco od 2022 roku – czyli od odcięcia się Polski od rosyjskiej ropy – jest głównym dostawcą Orlenu. W 2025 roku Arabia Saudyjska odpowiadała za 46,9 proc. polskiego importu ropy. Według Kpler do Gdańska trafiało w tym roku około 160 tys. baryłek saudyjskiego surowca dziennie, a do litewskiej Butyndże – 63 tys. baryłek.

Dywersyfikacja: ile jest warta w kryzysie?

Orlen podkreśla, iż się zabezpieczył. W tym roku podpisał umowę z norweskim Equinorem, pokrywającą do 25 proc. mocy przerobowych rafinerii w Polsce, na Litwie i w Czechach. Zwiększył własne zasoby o 60 mln baryłek poprzez zakup udziałów w norweskim złożu Goliath. To realne kroki – ale pytanie brzmi, czy wystarczające.

Struktura dostaw z raportu rocznego za 2025 rok wskazuje na poważną koncentrację: 40 proc. surowca pochodziło z Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej, 36 proc. z Europy i Morza Północnego, 24 proc. z innych kierunków, w tym z USA. Gdy główne źródło nagle wysycha, zastąpienie go na rynku spotowym jest możliwe – ale kosztowne. Ropa kupowana w trybie pilnym, w warunkach globalnego niedoboru, jest droga. Ropa Brent 15 września kosztowała 108,41 USD za baryłkę – o 58 proc. więcej niż rok wcześniej.

Portal WNP.pl dotarł do nieoficjalnych informacji, według których „sprawa przerwania dostaw przez rurociąg Wschód-Zachód jest traktowana w Orlenie bardzo poważnie” – mimo oficjalnych komunikatów zaprzeczających istnieniu problemu.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest rosnąca konkurencja o dostępne ładunki. Chiny od lipca gwałtownie zwiększyły import ropy – do 37,9 mln ton w sierpniu, o 28 proc. więcej niż w czerwcu. Chińscy nabywcy sięgają po surowiec z Morza Północnego, Libii i Kazachstanu – czyli dokładnie tych kierunków, z których teraz próbuje kupować Orlen.

Co to oznacza dla cen paliw w Polsce

Sytuacja na rynku globalnym to tylko jeden z czynników drożyzny na stacjach. Drugim jest koniec rządowego programu CPN i powrót od 1 września 23-procentowej stawki VAT na paliwa (z 8 proc.), co jednorazowo podrożyło każdy litr o 70-90 groszy.

Efekt skumulowany jest bolesny. Według danych Biura Maklerskiego Reflex benzyna Pb95 kosztowała w drugim tygodniu września średnio 7,89 zł za litr- niemal tyle, co w rekordowym czerwcu 2022 roku. Olej napędowy osiągnął 8,76 zł za litr i zmierza ku barierze 9 zł. Na 16 września szacunki cenowe wskazują na średnio 7,95 zł za litr Pb95 i 9,03 zł za litr ON.

Analityk PVM John Evans powiedział Reutersowi wprost: branża zastanawia się, „gdzie znaleźć szczepionkę na cenę ropy Brent na poziomie 120 dolarów”. Według modeli Trading Economics taki scenariusz jest realny w perspektywie 12 miesięcy.

Przed nami trudna zima

Nie chodzi wyłącznie o ropę. Europejskie ceny gazu na giełdzie TTF oscylują wokół 81 EUR/MWh – o 150 proc. więcej niż rok temu. Magazyny gazu w UE zapełnione są w około 68 proc., poniżej średniej sezonowej. Zaplanowane na poniedziałek w Omanie spotkanie przedstawicieli państw Zatoki Perskiej i Iranu w sprawie cieśniny Ormuz zostało przełożone.

Szefowa EBC Christine Lagarde ostrzegła, iż „obecny szok energetyczny ma charakter długotrwały” i może utrzymać inflację w strefie euro na podwyższonym poziomie dłużej, niż przewidywano.

Dla polskiej gospodarki – z inflacją na poziomie 3,4 proc. w sierpniu i dalszą presją cenową ze strony paliw i energii – to perspektywa, której rynek walutowy i obligacyjny nie mogą ignorować. Orlen zapewnia, iż panuje nad sytuacją. Rynki surowcowe sugerują co innego.

Idź do oryginalnego materiału