W tym przypadku słowa „mieszkanie” używam w znaczeniu „lokal mieszkalny” czyli może być też i dom. Pokazując badania banku CA https://www.money.pl/gospodarka/w-polsce-przybywa-niechcianych-mieszkan-ekspert-wystarczy-wyjechac-nieco-za-warszawe-7215399310289568a.html?brid=e_Pd2wg5ucu5cUAg5ahviA
przywołane przez Money.pl mamy szansę trochę pokombinować.
Tezy wyglądają tak:
W bliskiej przyszłości zaistnieje Polska mieszkaniowa dwóch, albo choćby trzech prędkości wzrostu cen na najbliższe 20 lat. Big Five, przedmieścia – dalsze wzrosty. Średnie/Duże miasta i ich otoczenie – spadki. „Daleko od szosy” – domy za 1 zł.
A nauka dla nas. No cóż, jeżeli faktycznie Polska w 2045 r. oznaczać ma 40% emerytów i znikomą liczbę dzieci, nie warto kupować nieruchomości. Zawalą się pod ciężarem dramatu demograficznego oraz z powodu braku remontów (polski emeryt nie ma siły ani kasy). Po śmierci seniorów – zostaną puste.
I teraz popatrzmy, czy na pewno?
Antyteza 1. A co z imigracją? Przyjazd 2 mln Ukraińców sporo zmienił. jeżeli wejdą do UE, temat przyspieszy. W końcu u nas pensje lepsze, warunki pracy i infrastruktura także. Mogą ożywić tereny 40-50 km od wielkich miast. Kupią tanio, jak Polacy domy za 1E na Sycylii. Remontów się nie boją.
Antyteza 2. Praca. Problemem na prowincji (polskiej i włoskiej) jest głównie brak pracy i wysysanie siły roboczej przez metropolię. Gdyby proces udało się odwrócić, niskie ceny pod Siedlcami mogą się okazać atutem.
Antyteza 3. Zmiana stylu życia. Ten punkt to prawdziwy game changer. Gdyby te wiejskie domy zmienić na weekendowe? Przecież ten proces już się dzieje. Upowszechnia się kultura prepersko-survivalowa (wojna za progiem może ją wypromować)? Slow life. Równowaga, spacer po trawie przed zachodem słońca. Tego nie ma w mieście i nigdy nie będzie. Nierealne? Już teraz ceny podbijają „siedliska w środku lasu” droższe często od tych z centrum wsi.
I ekonomia codziennych oszczędności. Ale to temat na inny wpis.









