Produkcja w dół, ceny producentów w deflacji, płace hamują – GUS dostarczył Radzie Polityki Pieniężnej mocne argumenty za cięciem stopy referencyjnej już na posiedzeniu 3–4 marca.
Opublikowane w ostatnich dniach dane Głównego Urzędu Statystycznego za styczeń 2026 r. układają się w jednoznacznie dezinflacyjny obraz polskiej gospodarki. Rynek dostał komplet informacji o przemyśle, budownictwie, cenach producentów i rynku pracy – i każda z tych pozycji wypadła gorzej od oczekiwań analityków.
Przemysł i budownictwo rozczarowują
Produkcja przemysłowa w styczniu spadła o 1,5 proc. rok do roku i aż o 6,0 proc. w porównaniu z grudniem. Spadki objęły 21 z 34 monitorowanych przez GUS branż – trudno więc tłumaczyć je wyłącznie efektem kalendarzowym czy surową zimą, choć niskie temperatury rzeczywiście dały się we znaki szczególnie budownictwu.
Produkcja budowlano-montażowa zanotowała bowiem prawdziwy zjazd: minus 12,8 proc. rok do roku i minus 65,2 proc. w relacji do grudnia. To jeden z najgłębszych styczniowych spadków od lat. Analitycy spodziewali się słabości w tym segmencie, ale nie aż takiej skali.
Deflacja producentów się pogłębia
Wskaźnik cen produkcji przemysłowej (PPI) spadł w styczniu o 2,6 proc. w ujęciu rocznym, mocniej niż zakładał konsensus rynkowy. W ujęciu miesięcznym ceny obniżyły się o 0,3 proc. To oznacza, iż deflacja producencka – trwająca już ponad dwa lata – nie tylko się utrzymuje, ale wręcz pogłębia. W praktyce presja kosztowa w sektorze wytwórczym pozostaje wyraźnie stłumiona, co ogranicza ryzyko przenoszenia wzrostu cen na konsumentów w kolejnych miesiącach.
Warto to zestawić z danymi o inflacji konsumenckiej: wstępny odczyt CPI za styczeń wyniósł 2,2 proc. rok do roku i okazał się wyższy od prognoz (konsensus: 1,9 proc.), ale i tak był to najniższy poziom od wielu miesięcy – wyraźnie w obrębie celu inflacyjnego NBP.
Rynek pracy też hamuje
Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w styczniu 9 002,47 zł i wzrosło o 6,1 proc. rok do roku. To odczyt wyraźnie poniżej konsensusu PAP Biznes (7,2 proc.) i zarazem najwolniejsze tempo wzrostu płac od pięciu lat. Jednocześnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło do 6,4 mln etatów, czyli o 0,8 proc. w skali roku. Słabnąca dynamika wynagrodzeń w połączeniu z kurczeniem się bazy zatrudnienia to kolejny sygnał wygasania presji popytowej w gospodarce.
Co to oznacza dla stóp procentowych?
Stopa referencyjna NBP wynosi w tej chwili 4,00 proc. – po cyklu obniżek o łącznie 175 punktów bazowych w 2025 r. Na lutowym posiedzeniu (4 lutego) RPP zdecydowała o utrzymaniu stóp bez zmian, dając do zrozumienia, iż potrzebuje kolejnej porcji danych, zanim podejmie następny krok.
Te dane właśnie napłynęły i są trudne do zignorowania. Spadająca produkcja, pogłębiająca się deflacja PPI, hamujące płace i kurczące się zatrudnienie – wszystko to wzmacnia argumenty gołębiego skrzydła Rady, w tym członków takich jak Ludwik Kotecki, Przemysław Litwiniuk czy Henryk Wnorowski, którzy już wcześniej sygnalizowali gotowość do kolejnych cięć. Sam prezes Adam Glapiński na początku lutego oceniał, iż inflacja w 2026 r. utrzyma się w okolicach celu NBP, a być może choćby poniżej 2,5 proc.
Najbliższe posiedzenie RPP zaplanowane jest na 3–4 marca. Scenariusz obniżki o 25 punktów bazowych – do poziomu 3,75 proc. – wyceniany jest przez rynek jako bazowy. Gdyby się zmaterializował, byłby to sygnał, iż Rada traktuje obecne spowolnienie w przemyśle i dezinflację jako trwały trend, a nie jednorazowe zaburzenie pogodowe.
Dla złotego perspektywa dalszego luzowania polityki pieniężnej oznacza umiarkowaną presję na osłabienie – chyba iż inne banki centralne regionu, zwłaszcza węgierski MNB, przyjmą jeszcze bardziej łagodne nastawienie.
Źródła: GUS, NBP

1 miesiąc temu





