„Sernik bez sera i maślane bez masła!” Kontrola ujawnia, co naprawdę jemy

4 godzin temu

Kolorowe, pachnące i kuszące na sklepowych półkach – wyroby ciastkarskie od lat należą do najchętniej kupowanych produktów. Najnowsza kontrola Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych pokazuje jednak, iż za atrakcyjnym wyglądem często kryją się poważne nieprawidłowości.

„Sernik bez sera i maślane bez masła!” Kontrola ujawnia, co naprawdę jemy

Problem nie dotyczy smaku czy świeżości. Kontrolerzy nie mieli zastrzeżeń do cech organoleptycznych. Kłopot leży gdzie indziej – w składzie i oznakowaniu, które nie zawsze odpowiada rzeczywistości.

Nazwy, które wprowadzają w błąd

Jednym z najczęstszych problemów jest sposób nazywania produktów. W wielu przypadkach stosowane są nazwy fantazyjne, które nie mówią nic o rzeczywistym składzie.

Określenia takie jak „krajanka serowa”, „miodowe kwiatki” czy „maszynkowe” brzmią znajomo, ale nie pozwalają konsumentowi zorientować się, co tak naprawdę kupuje. Jeszcze poważniejszym problemem jest używanie nazw sugerujących składniki, których w produkcie nie ma.

Kontrola wykazała przypadki, w których:

  • „jagodzianka” zawierała marmoladę wieloowocową o smaku jagodowym,
  • „wafle śmietankowe” nie miały śmietanki, a jedynie krem na bazie mleka,
  • produkty określane jako „maślane” powstawały bez użycia masła.

To nie tylko kwestia marketingu, ale realne wprowadzanie konsumenta w błąd.

Skład nie zawsze mówi prawdę

W niemal co trzeciej skontrolowanej partii wykryto nieprawidłowości w parametrach fizykochemicznych. Najczęściej chodziło o niewłaściwą zawartość tłuszczu, cukru, białka lub soli, a także obecność substancji konserwujących, które nie zostały zadeklarowane.

W praktyce oznacza to, iż konsument może kupować produkt, którego skład różni się od deklarowanego na etykiecie.

Jeszcze większe zastrzeżenia budzi sposób prezentowania składu. W wielu przypadkach:

  • nie podawano pełnego składu składników złożonych,
  • pomijano alergeny lub nie wyróżniano ich w odpowiedni sposób,
  • stosowano ogólne nazwy zamiast konkretnych (np. „mąka” zamiast „pszenna”).

To szczególnie niebezpieczne dla osób z alergiami i nietolerancjami pokarmowymi.

„Produkt polski”, który nie do końca jest polski

Kontrola wykazała także przypadki, w których oznaczenie „Produkt polski” było używane mimo braku potwierdzenia pochodzenia wszystkich składników. Dotyczyło to m.in. cukru czy tłuszczów wykorzystywanych w produkcji.

To kolejny przykład, jak etykieta może budować określony wizerunek produktu, który nie zawsze ma pokrycie w rzeczywistości.

Prawo jest jasne, ale praktyka różna

Zgodnie z przepisami konsument ma prawo do pełnej informacji – zarówno w przypadku produktów pakowanych, jak i sprzedawanych luzem. Obejmuje ona nazwę, skład oraz dane producenta.

Co ważne, informacje te muszą być dostępne bez konieczności pytania sprzedawcy. Kod QR może być dodatkiem, ale nie może zastępować tradycyjnego oznakowania.

Równie istotne są zasady dotyczące nazewnictwa. Określenia takie jak „masło”, „śmietanka” czy „ser” są zarezerwowane dla konkretnych produktów. Nie można ich używać, jeżeli w składzie nie ma tych składników.

Ponad połowa podmiotów z uchybieniami

Skala problemu jest znacząca. W trakcie kontroli obejmującej 63 podmioty:

  • w 58,7% stwierdzono nieprawidłowości,
  • niemal połowa dotyczyła oznakowania,
  • a co trzecia – parametrów składu.

To pokazuje, iż problem nie jest incydentalny, ale systemowy.

PILNE! UE–Mercosur rusza mimo braku pełnej zgody!

Słodki rynek pod lupą

Wyroby ciastkarskie pozostają jednym z najważniejszych segmentów rynku spożywczego. Jednak rosnąca liczba nieprawidłowości pokazuje, iż kontrola jakości i przejrzystość informacji stają się kluczowe.

Dla producentów oznacza to konieczność większej dbałości o zgodność z przepisami. Dla konsumentów – potrzebę uważniejszego czytania etykiet.

Bo jak pokazują wyniki kontroli, to, co wygląda jak sernik, nie zawsze musi mieć coś wspólnego z serem.

Idź do oryginalnego materiału