Wall Street świętowała rekordy, ale teraz musi je obronić. Tesla, Boeing i Intel zdadzą raport w cieniu wojny i drogiej ropy.
Po piątkowej sesji trudno było nie odnieść wrażenia, iż amerykańskim giełdom nic nie jest w stanie zaszkodzić. S&P 500 zamknął się na historycznym poziomie 7 126 pkt., po raz pierwszy w dziejach przeskakując barierę 7 100. Dow Jones dociągnął do 49 447 pkt., a Nasdaq zakończył trzynastą wzrostową sesję z rzędu – takiej serii indeks nie zaliczył od 1992 roku. Od marcowego dołka szeroki rynek odrobił ponad 12 proc. w zaledwie jedenaście dni handlowych. Tak szybkiego powrotu do rekordów po spadku rzędu 5–10 proc. nie było w historii S&P 500 od blisko stu lat.
Tyle dobrego. Teraz nadchodzi moment, w którym trzeba to wszystko podeprzeć twardymi danymi.
Piąty z dziesięciu – najgorętszy odcinek sezonu
W tym tygodniu raporty kwartalne złoży aż 94 spółek wchodzących w skład S&P 500. To zdecydowanie najintensywniejszy dotąd fragment sezonu publikacji wyników za pierwszy kwartał 2026 roku. Na razie zaraportowało ok. 10 proc. składu indeksu i – przynajmniej statystycznie – wygląda to dobrze. Z danych FactSet na 17 kwietnia wynika, iż oczekiwania analityków pobiło 88 proc. spółek. Mieszany wzrost zysków dla S&P 500 za cały kwartał szacowany jest na 13,1 proc. rok do roku, przy prawie dziesięcioprocentowej dynamice przychodów.
Szósty z rzędu kwartał dwucyfrowego wzrostu zysków to argument, którego byki potrzebowały. Ale rynek żyje przyszłością, nie przeszłością – i to właśnie prognozy zarządów na resztę roku zadecydują, czy rajd ma prawo się utrzymać.
Środa należy do Tesli
Nie ma wątpliwości, która publikacja skupi na sobie największą uwagę inwestorów. Tesla zaraportuje w środę po zamknięciu sesji i będzie to pierwszy egzamin ze spółek z elitarnej grupy Magnificent Seven. Reszta stawki – Microsoft, Alphabet, Meta – przychodzi dopiero w przyszłym tygodniu.
Konsensus rynkowy zakłada zysk na akcję rzędu 0,24 USD, co oznaczałoby ok. 60-procentowy skok rok do roku, przy przychodach bliskich 22,8 mld USD. Problem w tym, iż dane o dostawach za pierwszy kwartał – 358 tys. pojazdów wobec oczekiwanych 365 tys. – już na początku kwietnia ochłodziły entuzjazm. Kurs wyraźnie spadł. Inwestorzy będą więc szukać iskry gdzie indziej: w rosnącym segmencie magazynowania energii, który w czwartym kwartale 2025 roku wygenerował niemal 3,9 mld USD przychodu, a przede wszystkim w słowach Elona Muska – szczególnie tych dotyczących nakładów kapitałowych i kalendarza uruchomienia robotaxi.
Boeing liczy straty, Intel szuka zwrotu
Tego samego dnia, ale rano – przed otwarciem – swoje wyniki pokaże Boeing. Tu nikt nie spodziewa się fajerwerków. Analitycy zakładają stratę na poziomie ok. 0,54 USD na akcję. Producent samolotów odbudowuje produkcję po problemach jakościowych, a prognozy jego zysków na cały 2026 rok są dziś niemal 80 proc. niższe niż zaledwie dwa lata temu. Dla rynku ważniejsze od samych cyfr będą komentarze zarządu o wpływie konfliktu bliskowschodniego na łańcuchy dostaw i koszty.
W czwartek wieczorem z kolei raportuje Intel – spółka w trakcie jednej z najbardziej ambitnych restrukturyzacji w historii branży półprzewodników. Konkurencja ze strony NVIDII i AMD nie odpuszcza, a styczniowa prognoza na pierwszy kwartał wypadła poniżej oczekiwań i wywołała wyprzedaż. choćby jeżeli wyniki okażą się przyzwoite, rynek będzie patrzył na to, czy Intel potrafi odwrócić trend utraty udziałów w kluczowym segmencie centrów danych.
Na radarze też UnitedHealth, P&G i American Express
W kolejce do raportu czeka jeszcze kilkanaście spółek, które same w sobie mogłyby zdominować zwykły tydzień. We wtorek rano wyniki pokaże UnitedHealth Group – ubezpieczyciel, którego kurs stracił blisko połowę wartości w ciągu roku, a rynek spodziewa się pierwszego od trzech dekad spadku przychodów. Tego samego dnia raportuje GE Aerospace, a po sesji w środę – ServiceNow i IBM, które powiedzą rynkowi sporo o kondycji korporacyjnych budżetów na technologię i sztuczną inteligencję.
W czwartek rano przyjdzie kolej na American Express – tradycyjny barometr wydatków zamożniejszych konsumentów – a w piątek na Procter & Gamble, uchodzący za papierek lakmusowy całego sektora dóbr codziennego użytku. Ten ostatni raport ma szczególne znaczenie: przy cenach benzyny sięgających w USA 4 dolarów za galon, rynek chce wiedzieć, czy Amerykanie zaczynają zaciskać pasa.
Ormuz, ropa i to, czego nie widać w wynikach
Wszystko to rozgrywa się na tle, które spokojnym nie jest. Dwutygodniowe zawieszenie broni między Waszyngtonem a Teheranem formalnie wygasa w środę – czyli dokładnie tego dnia, gdy rynek będzie trawił raporty Boeinga i czekał na Teslę. Weekendowe wydarzenia – przejęcie irańskiego statku Touska przez US Navy, zapowiedź odwetu ze strony Teheranu, ponowne faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz – pchnęły w poniedziałek rano ropę WTI powyżej 90 USD za baryłkę (wzrost o ponad 7 proc.), a Brent w okolice 95 USD.
Droższa ropa oznacza wyższą inflację, a wyższa inflacja – brak przestrzeni na obniżki stóp przez Fed. Rynek praktycznie wykluczył jakiekolwiek cięcia w tym roku. Dodatkowym wątkiem jest jutrzejsze przesłuchanie Kevina Warsha – kandydata Donalda Trumpa na nowego szefa Rezerwy Federalnej – przed senacką komisją bankową. Kadencja Jerome’a Powella wygasa 15 maja, a każde słowo Warsha o niezależności banku centralnego i polityce stóp będzie analizowane pod lupą.
Rynek obudził się ze złego snu. Pytanie, czy nie za wcześnie
Analitycy są zgodni: rynek akcji zachowuje się tak, jakby ostatnich sześć tygodni – wojna, droga ropa, zakłócenia w dostawach – było tylko złym snem, a twierdzenia o dobrej kondycji amerykańskiej gospodarki są krótkowzroczne, bo podwyższone ceny paliw wcześniej czy później uderzą w wydatki konsumenckie.
Z drugiej strony, kiedy rynek bije rekordy, a liderzy poprzedniej hossy wracają do gry, to sygnał raczej zdrowy niż niepokojący.
Kto ma rację, pokaże najbliższych pięć sesji. I ponad dziewięćdziesiąt raportów kwartalnych. Nie ma jednak wątpliwości, iż jedyną daną, na którą patrzą teraz rynki, jest liczba statków przechodzących przez Ormuz.

5 godzin temu





