No i jak ja mam nie cieszyć japy i was nie wkurzać, skoro sprzedaję AMD i kupuję za to coś, co rośnie jeszcze bardziej? xD Publiczny portfel agresywny zgodnie z zapowiedziami gwałtownie przebił 100% stopy zwrotu i KAŻDY z was mógł robić to samo.
Mało tego, jeszcze niedawno czytałem, iż „Cymcol popłynie na spółkach SaaS”? Że „sektor systemu to jest grób”? No to mamy tydzień, w którym Snowflake raptem wywala 35% w górę na jednej sesji, a cały sektor software dostał kopa w górę.
Do tego wszystkiego najważniejsza amerykańska spółka świata, Nvidia, ogłosiła budowę swojej nowej siedziby na Tajwanie. Otwarcie w 2030 roku. jeżeli ktokolwiek z Was dalej zastanawia się, czy będzie wojna o Tajwan, to Jensen Huang właśnie odpowiedział na to pytanie. Amerykanie nie pozwolą Chinom podnieść na Tajwan choćby palca.
A to dopiero początek bomb ostatniego tygodnia. Ferrari pokazało elektryka, którego bogaci nie chcą kupić. Samsung wypłaca pracownikom działu pamięci średnio po 400 tysięcy dolarów premii każdemu. Tesla rośnie na spekulacji o fuzji ze SpaceX, a Chiny budują system inwigilacji AI, który widzi wszystko.
Każda z tych historii zmienia coś fundamentalnego na rynku, ale media skupiają się na żałosnych dramatach typu „Trump powiedział coś głupiego”. Pierdolenie. W tym tygodniu w świecie biznesowym wydarzyło się więcej niż w polskiej polityce przez ostatnie pół roku. Lecimy po wszystkim po kolei.
Spółki software wystrzeliły, a Nvidia szykuje niespodziankę roku. Mój portfel zalicza szczyt +110%
Nvidia, Tajwan i geopolityka sztucznej inteligencji
Zacznę w sumie ten FinWeek od Nvidia, ale będzie o niej krótko, bo nie da się powiedzieć jeszcze o tym, co będzie dla Nvidia najciekawsze. Przede wszystkim, jeżeli macie jakiekolwiek zagwozdki i rozterki, czy będzie zaraz wielka wojna o Tajwan, to Nvidia właśnie odpowiedziała wam na to pytanie, bo ogłosiła budowę swojej nowej siedziby właśnie na Tajwanie.

Prace ruszą jeszcze w tym roku, a obiekt ma zacząć działać w 2030 roku, dając zatrudnienie dla 4 tysięcy osób. To pokazuje gigantyczną zmianę skali działania. Szef firmy, Jensen Huang, ujawnił, iż jeszcze cztery lub pięć lat temu Nvidia wydawała na Tajwanie od 10 do 15 miliardów dolarów rocznie. w tej chwili te nakłady wzrosły do 100 miliardów, a docelowo firma planuje przeznaczać na tamtejszy rynek aż 150 miliardów dolarów każdego roku.
Huang nazywa wyspę wprost „epicentrum” rewolucji sztucznej inteligencji. To właśnie tam powstają zaawansowane układy scalone, tam są one pakowane i to tam buduje się całe systemy oraz superkomputery. Nowa siedziba fizycznie przybliży też Nvidia do TSMC, największego na świecie producenta mikroprocesorów realizującego zewnętrzne zamówienia.
Taka placówka to też wzmocnienie sojuszy z innymi ważnymi partnerami produkcyjnymi, takimi jak Foxconn, Wistron i Quanta Computer, którzy odpowiadają za budowę serwerów i całej infrastruktury AI. Nie tylko Nvidia stawia na ten kierunek. W zeszłym tygodniu firma AMD zapowiedziała zainwestowanie ponad 10 miliardów dolarów w tamtejszy sektor sztucznej inteligencji.
To potężna pośrednia informacja geopolityczna. Najważniejsza i największa dziś amerykańska firma na świecie zakotwicza się na Tajwanie. Trudno o bardziej jednoznaczne potwierdzenie strategicznych intencji Waszyngtonu. Amerykanie nie pozwolą Chinom podnieść na Tajwan choćby palca.
W tym kontekście podwójnie interesujący jest wpis na X, który Nvidia opublikowała 29 maja o 18:00 polskiego czasu.
A new era of PC. 25.0528, 121.5990
Ten sam wpis opublikowało również konto… Windowsa oraz… konto ARM Holdings.
Ciąg znaków to współrzędne geograficzne Tajpej, czyli stolicy Tajwanu. W przyszłym tygodniu startuje Computex. Kolosalne targi AI właśnie w Tajpej.
Plotki? Pokazanie N1X, czyli specjalnego czipu pod komputery osobiste i pierwszego „agentic AI” laptopa. Może jakieś nowe elementy systemowe od Microsoft? Windows AI? Gdybam, ale jeżeli cokolwiek miałoby szarpnąć akcjami Nvidia i Microsoft do góry, to trudno o lepszy powód.
Snowflake, SaaS i odbicie sektora software
Ostro szarpnęło za to ostatnio akcjami Snowflake, co dało dodatkowy wiatr w żagle dla spółek z segmentu software. Hehehe, a Cymcol mówił i uprzedzał, iż tak będzie.
Zanim przejdziemy do samych wyników finansowych, warto dokładnie wyjaśnić, czym zajmuje się Snowflake. Wyobraź sobie współczesne przedsiębiorstwo, które gromadzi ogromne ilości informacji z różnych źródeł: systemów sprzedażowych, stron internetowych czy aplikacji marketingowych. zwykle te dane są rozproszone i trudne do jednoczesnego przeanalizowania. Snowflake dostarcza platformę w chmurze, która działa jak wielki, świetnie zorganizowany cyfrowy magazyn danych. Zbiera ona wszystkie informacje w jednym miejscu, porządkuje je i pozwala firmom gwałtownie je przetwarzać.
Dzisiaj Snowflake umożliwia przedsiębiorstwom bezpieczne nakładanie narzędzi sztucznej inteligencji na ich własne bazy danych. Służą do tego rozwiązania takie jak Cortex Code czy Snowpark, które pomagają tworzyć aplikacje generatywnej sztucznej inteligencji i wdrażać modele uczenia maszynowego bezpośrednio tam, gdzie firma przechowuje swoje zasoby. Spółka jest typowym przedstawicielem sektora SaaS, który w ostatnich miesiącach ucierpiał na rynku.

Po wynikach akcje Snowflake rosły choćby ponad 35%. Skąd wziął się ten optymizm inwestorów? Powody są dwa: doskonałe prognozy finansowe oraz strategiczny kontrakt z Amazon Web Services (AWS). Snowflake podpisał pięcioletnią umowę wartą aż 6 miliardów dolarów, która gwarantuje firmie dostęp do procesorów Graviton oraz infrastruktury AI od Amazona. W obliczu globalnego deficytu mocy obliczeniowych jest to najważniejsze zabezpieczenie techniczne. Ta kooperacja pozwoli klientom Snowflake sprawnie przenosić projekty AI z fazy testowej do codziennej produkcji, wzmacniając pozycję firmy w rywalizacji z takimi konkurentami jak Databricks czy Google BigQuery.

Jednocześnie spółka pokazała bardzo mocne liczby. Przychody za pierwszy kwartał pobiły oczekiwania analityków o ponad 5%. Z kolei prognoza przychodów z produktów na drugi kwartał pobiła oczekiwania o prawie 4%. W efekcie dyrektor generalny, Sridhar Ramaswamy, podniósł całoroczną prognozę przychodów z produktów na rok fiskalny 2027 o ponad 3%.

Ten nagły zwrot ma jednak znacznie szersze znaczenie rynkowe. Od początku roku akcje Snowflake traciły na wartości około 20%. Cały sektor systemu i analizy danych zmagał się z dużym sceptycyzmem, ponieważ inwestorzy obawiali się, iż rozwój sztucznej inteligencji negatywnie wpłynie na tradycyjne firmy technologiczne. Wyniki Snowflake udowodniły jednak, iż sztuczna inteligencja realnie zwiększa przychody, zamiast być jedynie hasłem marketingowym. Pozytywna reakcja rynku natychmiast przełożyła się na konkurentów, akcje Datadog wzrosły o 6%, a MongoDB o ponad 10%. To kolejny wyraźny przykład odwracającej się narracji wokół sektora SaaS. Branża ta w ostatnich miesiącach mocno traciła, a teraz coraz więcej spółek zaczyna skutecznie odbijać. Bardzo raduje mnie fakt, iż uczestnicy wersji Premium DNA już 22 kwietnia dostali gotową hipotezę na wzrosty dla właśnie Snowflake, MongoDB oraz… oraz jeszcze czegoś wymienionego w webinarze (https://dnarynkow.pl/strategiczny-webinar-webinar-127-omowienie-rynku/).
Publiczny portfel agresywny, Amphenol i segment software
Na szczęście do publicznego portfela agresywnego jaki prowadzę dla Was we Freedom24 Snowflake nie był dodany. Takie frykasy pozostają dla wersji Premium DNA. Wy musieliście zadowolić się Amphenolem, który został kupiony po sprzedaży AMD.
Czy to słuszna decyzja była? Hmm, biorąc pod uwagę, iż od tego czasu urósł silniej niż AMD… to chyba tak. Solidne ponad 20% zysku w kilka ponad tydzień na Amphenolu, a najlepsze w tym jest to, iż to choćby nie jest najbardziej zyskowna spółka z tego rebusa, który dałem wam na socialach.
Portfel publiczny zrobił dokładnie to, co miał. Znowu zamknął usta smęcącym bułę. Od 1 stycznia 2024 wykręcił już 107% zysku. Jeszcze na koniec marca podczas korekty wynik spadał do +40%. Cymcol wtedy ostrzegał, iż 100 pęknie szybciej niż myślicie, a wy z poziomu wkurwienia przejdziecie na etap wielbienia. Cymcol również ostrzegał, iż peak wielbienia wypadnie w czerwcu, a potem znowu czeka nas etap wkurzania na Cymcyka. Tak, Wskaźnik Wkurwienia społecznego na Cymcyka, to jeden z najlepszych indykatorów rynkowych przesileń.
W samym portfelu nic oczywiście się teraz jeszcze nie zmienia, bo każda ze spółek pracuje dokładnie tak, jak powinna. Już za chwilę trafi do niego jednak comiesięczna dopłata na 600 euro. W całości zostanie ona przeznaczona na dokup segmentu Software, czyli Axon i Oracle, a co dalej, to będziemy już czekać i obserwować.
Pamiętajcie też, iż żeby móc tworzyć sobie takie portfele dla siebie, to potrzebujecie też dobrego brokera, który ma dostęp do jak najszerszej oferty. Freedom24, który jest partnerem całej serii FinWeek, ma dokładnie taką ofertę. Szeroki dostęp do masy rynków, których nie znajdziecie nigdzie indziej, i do tego bogatą ofertę opcji. Już niedługo będziecie tam mogli również handlować akcjami z GPW, więc wszystko w jednym miejscu
Do tego możecie odebrać specjalny bonus do 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Jest do odebrania. Wystarczy założyć konto z linka spełnić warunki i można odbierać akcje za darmolca.
Może dzięki temu wszystkiemu tyle zarobicie, iż będzie was stać na kupno sobie najnowszego elektrycznego Ferrari! Inwestorom akurat projekt auta spodobał się trochę mniej.
Elektryczne Ferrari Luce i problem luksusowych aut EV
Prezentacja najnowszego, w pełni elektrycznego modelu Ferrari Luce w Rzymie sprawiła, iż akcje zanurkowały i w ciągu dnia traciły choćby 8%.

Cena superauta wynosi astronomiczne 550 tysięcy euro, czyli około 640 tysięcy dolarów. Pokaz w stolicy Włoch był ostatnim etapem trzyczęściowej premiery, która zaczęła się już w zeszłym roku od odsłonięcia samej technologii i wnętrza.
Projekt Ferrari Luce… mocno odbiega od muskularnej stylistyki, do której przyzwyczaił klientów szef designu marki, Flavio Manzoni. Tym razem włoski producent zaprosił do współpracy Jony’ego Ive’a oraz Marca Newsona z kolektywu LoveFrom. Ive to były główny projektant Apple, który stał za sukcesem iPhone’a czy komputerów Mac.
Efekt tej współpracy to wyjątkowo gładkie powierzchnie, zredukowana liczba detali i specyficzne nadwozie przypominające szklaną kapsułę. Dla wielu krytyków ten minimalizm okazał się jednak zbyt dużą zmianą. Pojawiły się głosy, iż auto przypomina mieszankę Hondy Accord EV, Tesli Model 3 i Nissana, przez co nowa strategia firmy wydaje się niejasna.
Fakt bycia elektrykiem wymusił też zmianę proporcji. To pierwszy w historii marki model pięcioosobowy z dużym, 600-litrowym bagażnikiem, co zbliża formatem Luce do elektrycznych aut typu GT, jak Porsche Taycan, choć Ferrari jest od nich znacznie droższe.
Porsche czy Lamborghini spowalniają choćby swoje plany elektryfikacji z powodu braku zainteresowania ze strony kupujących, a założyciel grupy Rimac przyznał nawet, iż roczny globalny popyt na elektryczne hiperauta jest mikroskopijny, a najbogatsi klienci chcą ryczącego silnika!
Bogaci obawiają się przede wszystkim utraty wartości pojazdów w czasie. Przy tradycyjnych silnikach spalinowych ten problem nie istniał, limitowane modele Ferrari traktowane są jak lokata kapitału. Z elektrykiem nie będzie tak łatwo. Zresztą samo Ferrari w swoich planach do 2030 roku już zmniejszyło zakładany udział aut w pełni elektrycznych o połowę, do 20% całej gamy.
Tymczasem model biznesowy Ferrari opiera się na celowym ograniczaniu podaży i tworzeniu długich list oczekujących, co pozwala utrzymać elitarność i wysokie ceny, podobnie jak robią to inne marki luksusowe, typu Rolex czy Hermes. Firma produkuje w końcu niecałe 14 tysięcy samochodów rocznie, podczas gdy Volkswagen wytwarza blisko 9 milionów, a to właśnie Włosi mają najwyższą wartość rynkową w Europie.

Jeśli jednak bogaci przestaną ustawiać się w długiej kolejce po nowe samochody, to ta wartość może się skurczyć i to pomimo dotychczasowych spadków, bo wycena dalej jest bardzo wysoka i podchodzi pod 28x P/FCF, a spółka rośnie na przychodach w tempie niecałych 5%.

Prezes Benedetto Vigna nie zamierza jednak rezygnować z ekskluzywności na rzecz większej sprzedaży, a przewodniczący rady nadzorczej John Elkann podkreśla, iż model Luce to świadoma decyzja o kreowaniu przyszłości. Pod względem osiągów auto zresztą naprawdę imponuje.
Cztery silniki elektryczne generują ponad 1000 koni mechanicznych. Auto osiąga setkę w 2,5 sekundy, czyli szybciej niż spalinowy SUV Purosangue z silnikiem V12, a prędkość maksymalna przekracza 310 km/h.
Ferrari poświęciło 5 lat i 40 tysięcy kilometrów testów torowych na dopracowanie brzmienia. Zamiast sztucznie naśladować ryk benzynowej jednostki, system zbiera naturalny szum silników elektrycznych z tylnej osi i odpowiednio go wzmacnia, żeby kierowca dalej miał emocje jak przy klasycznym silniku.
Analitycy z Bernsteina uważają, iż baza lojalnych kolekcjonerów zapewni modelowi Luce sukces. Czas pokaże, czy tak rzeczywiście będzie, ale… to w końcu dalej Ferrari. Znajdą się bogaci chcący mieć w kolekcji również pierwszy model elektryczny. Pogłoski o upadku firmy są naprawdę mocno przesadzone.
Spotify, superfani i monetyzacja zaangażowanych użytkowników
Podobnie jak przesadzone były pogłoski o upadku Spotify. Ostatni Dzień Inwestora, pierwszy od czterech lat, przyniósł Spotify długo oczekiwane odbicie na giełdzie. 21 maja akcje spółki wzrosły o 13 procent. To silny sygnał w kontekście wcześniejszych spadków. Od szczytów spółka zaliczyła już korektę na poziomie niemal 50%.

Strategia platformy ulega wyraźnej zmianie. Zamiast skupiać się głównie na pozyskiwaniu okazjonalnych słuchaczy, firma chce teraz mocniej zaangażować swoich najbardziej oddanych fanów, określanych jako superfani. Głównym założeniem jest zwiększenie wskaźnika ARPU, czyli średniego przychodu, jaki firma osiąga z pojedynczego użytkownika. Spotify uważa, iż największe szanse na zysk leżą właśnie w grupie najbardziej aktywnych odbiorców. Przedstawiciele platformy podkreślają, iż nie ma już czegoś takiego jak przeciętny użytkownik, a przyszłość zależy od monetyzacji zaangażowanej publiczności.
Kluczowym elementem tego planu stała się nowa umowa licencyjna z Universal Music Group. Pozwoli ona subskrybentom na tworzenie własnych remiksów i coverów znanych piosenek przy użyciu sztucznej inteligencji. Narzędzie to będzie działać jako płatny dodatek wewnątrz aplikacji. Choć wykorzystanie nowej technologii budzi w branży muzycznej spore kontrowersje dotyczące praw autorskich i zgody twórców, co głośno krytykuje na przykład producent Jack Antonoff, piszący utwory dla Taylor Swift, Spotify zapewnia, iż produkt opiera się na pełnej zgodzie artystów i zagwarantuje im uczciwe zyski z tantiem.
W ramach nowej oferty firma zapowiedziała również funkcję „Reserved”, dającą najaktywniejszym słuchaczom wczesny dostęp do biletów koncertowych oraz narzędzia umożliwiające twórcom bezpośrednią sprzedaż subskrypcji. Pojawią się też nowe, droższe pakiety audiobooków. Ofertę uzupełnią spersonalizowane podcasty tworzone przez sztuczną inteligencję na prośbę użytkownika oraz aplikacja „Studio by Spotify Labs”, dopasowująca dźwiękowe wrażenia między innymi dzięki analizie kalendarza czy skrzynki mailowej.
Wszystkie te ogłoszenia wpisują się w nowy etap rozwoju firmy. Po zwolnieniu jednej czwartej pracowników i podniesieniu cen na całym świecie, Spotify osiągnęło stabilną rentowność. Inwestorzy postrzegają w tej chwili platformę jako w pełni ukształtowany i dojrzały biznes. Jej marża zysku brutto wzrosła z około 25 procent w 2023 roku do 33 procent w pierwszym kwartale 2026 roku. Na początku tego roku ze stanowiska prezesa odszedł współzałożyciel Daniel Ek, przekazując stery Alexowi Norströmowi i Gustavowi Söderströmowi. Nowe kierownictwo stawia sobie jasne cele: do 2030 roku roczne przychody mają rosnąć w tempie kilkunastu procent, a marża brutto ma docelowo wynosić od 35 do 40 procent.

Boom na pamięci HBM, Samsung, Micron i SK Hynix
Ciekawe wydarzenia dalej dzieją się też na rynku pamięci komputerowych, który przeżywa historyczny boom napędzany ogromnym zapotrzebowaniem na infrastrukturę do obsługi sztucznej inteligencji. Wyraźnym symbolem tej fali jest wejście czołowych dostawców komponentów do elitarnego grona firm o wartości rynkowej przekraczającej 1 bilion dolarów. Do Samsunga, który jako pierwszy w Korei Południowej osiągnął ten poziom, dołączyły właśnie dwa kolejne podmioty: amerykański Micron oraz koreański SK Hynix. Cały klub firm o bilionowej kapitalizacji liczy w tej chwili 16 członków.
Wzrosty cen akcji tych firm w ciągu ostatnich 12 miesięcy potrafią rozpalać wyobraźnię. Akcje SK Hynix wzrosły o 1030%, Microna o 860%, a Samsunga o 450%. Dla porównania, wyceniany na 5,2 biliona dolarów lider układów AI, Nvidia, zyskał w tym samym czasie 57%.

Te trzy firmy są największymi producentami pamięci o wysokiej przepustowości, czyli HBM, bez których zaawansowane modele językowe, takie jak ChatGPT, Gemini czy Claude, nie byłyby w stanie sprawnie przetwarzać i zapamiętywać informacji. Popyt na te układy przewyższa podaż, a analizy wskazują, iż niedobory utrzymają się co najmniej do końca przyszłego roku. Jednocześnie ogromny wzrost popularności agentów AI na początku tego roku jeszcze zwiększył popyt na pamięć, bo agenci bardzo często pracują znacznie dłużej nad jednym zadaniem niż prosty model LLM typu ChatGPT, a skoro dłużej pracują, to muszą zapisywać w pamięci większy kontekst i tak oto popyt eksplodował. O ryzykach dla tych firm będzie osobny materiał w kolejnym tygodniu. WARTO na niego czekać
W samym środku tego rynkowego ożywienia znajduje się Samsung, który oprócz wyzwań technologicznych musiał ostatnio rozwiązać poważny spór wewnętrzny. Nad spółką wisiało ryzyko strajku, co mogłoby zakłócić kluczową produkcję. Ostatecznie jednak 74% członków związku zawodowego poparło porozumienie dotyczące podziału zysków z pracownikami. Informacja ta uspokoiła rynki i przełożyła się na wzrost wyceny. Akcje Samsunga rosły choćby o 9% w reakcji na informacje, iż strajku nie będzie.

Na mocy zawartego porozumienia 78 tysięcy pracowników działu półprzewodników otrzyma 10,5% zysku operacyjnego firmy. Przy prognozach biura maklerskiego KB Securities, zakładających tegoroczny zysk operacyjny na poziomie 327 bilionów wonów, pula na premie wyniesie ponad 34 biliony wonów, czyli 22,6 miliarda dolarów.

Zatrudnieni w najbardziej dochodowym pionie pamięci dostaną średnio po 600 milionów wonów, czyli blisko 400 tysięcy dolarów na osobę. Z kolei pracownicy działów produkcji kontraktowej oraz projektowania układów logicznych, które notują w tej chwili straty, otrzymają między 150 a 200 milionów wonów. Podobne długoterminowe rozwiązanie przyjął wcześniej SK Hynix, gwarantując załodze 10% zysku operacyjnego przez najbliższe 10 lat.
Wypłata tak wysokich premii wywołała jednak dyskusje. Wewnątrz Samsunga pojawiły się napięcia, ponieważ pracownicy pionu DX, produkującego telefony i telewizory, otrzymają jedynie około 6 milionów wonów. Sektor ten radzi sobie gorzej z powodu chińskiej konkurencji oraz wzrastających cen chipów. Ponadto sukces związkowców wywołał obawy konserwatywnych środowisk w Korei Południowej, które obawiają się fali podobnych żądań płacowych w innych przedsiębiorstwach, takich jak Kakao, LG Uplus czy Samsung Biologics, co mogłoby wpłynąć na konkurencyjność tamtejszego przemysłu na tle innych krajów. Ciekawe, jak bardzo zmieni się cała gospodarka Korei i konsumpcja, gdy ta światowa forsa waląca po sektorze pamięci zacznie spływać na pracowników, a potem na klasyczną gospodarkę.
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Tesla, Europa, FSD i spekulacje o fuzji ze SpaceX
Dobre nastroje utrzymują się też wokół mojej Tesli Tesluni na bazie pozytywnych danych z Europy i spekulacji o fuzji ze SpaceX. Notowania wyraźnie zaczęły zyskiwać, a spółka w ostatnim tygodniu pozytywnie wyróżniała się na tle pozostałych przedstawicieli Mag7.

Wynika to z solidnych wyników sprzedaży na rynku europejskim oraz głośnych spekulacji dotyczących potencjalnego połączenia z firmą SpaceX.
W Europie Tesla wyraźnie odbija się po gorszym okresie, który trwał ponad rok. W kwietniu liczba rejestracji nowych samochodów, czyli po prostu liczba sprzedanych pojazdów, wzrosła o 46,5% rok do roku.
Przełożyło się to na 10 654 sprzedane auta w całej Europie. W samej Unii sprzedaż skoczyła o ponad 67%, osiągając poziom 9 169 pojazdów. Kwiecień był już trzecim z rzędu miesiącem wzrostów, po imponującym marcu, ze wzrostem o ponad 84%, i lutym, ze wzrostem blisko 12%. Te wyniki cieszą, zwłaszcza iż rok 2025 był dla Tesli trudny.
Firma zmagała się z niechęcią części klientów przez zaangażowanie Elona Muska w administrację Donalda Trumpa, a także z potężną konkurencją z Chin. Przykładowo, sprzedaż koncernu BYD wzrosła w regionie ponad dwukrotnie do 27 008 sztuk, a Leapmotor odnotował ponad pięciokrotny wzrost do 8 745 pojazdów. Cały europejski rynek aut w pełni elektrycznych wzrósł w kwietniu o ponad 38%.

W odpowiedzi na tę konkurencję Tesla mocno inwestuje. Zamierza wydać 250 milionów dolarów na rozbudowę fabryki pod Berlinem, by docelowo produkować milion aut rocznie, niedawno przekroczono tam próg 750 tysięcy sztuk. Dodatkowo firma wprowadza na europejski rynek swój system wspomagania jazdy FSD, czyli Full Self-Driving. Warto wyjaśnić, iż oprogramowanie to ułatwia zmianę pasa czy omijanie przeszkód, ale nie oznacza pełnej autonomii, kierowca cały czas kontroluje pojazd. Po Holandii, która dała zielone światło w kwietniu, technologię zatwierdziła też Litwa, a holenderski urząd transportu wnioskuje o wdrożenie systemu w całej Unii.
Jednak to nie wszystko, co napędza ostatnie wzrosty na Tesli. Równie mocno wyobraźnię inwestorów rozpalają spekulacje o fuzji ze SpaceX. Peter Diamandis, wczesny inwestor SpaceX, założyciel Fundacji XPrize i gospodarz podcastów, uważa to połączenie za nieuniknione. Głównym motywem dla Elona Muska jest chęć skonsolidowania władzy nad swoimi biznesami. Przed planowanym na czerwiec debiutem giełdowym SpaceX, Musk posiada tam super-prawo głosu dające mu aż 85,1% kontroli. W publicznej Tesli brakuje mu tak silnej pozycji, przez co regularnie musi się ścierać z akcjonariuszami w sprawie różnych decyzji i własnych wynagrodzeń.
Połączenie spółek dałoby mu pełną możliwość zarządzania całością tych struktur i to już po IPO, czyli sprzedaży znacznej części udziałów. To wszystko właśnie dzięki akcjom, które dają mu super-prawo głosu, gdzie jedna akcja przekłada się na kilka głosów naraz. W efekcie Musk może kontrolować spółkę choćby po sprzedaży dużych pakietów akcji. To ewenement i nie ma drugiej spółki w USA, która funkcjonuje w takich warunkach.
Z biznesowego punktu widzenia fuzja stworzyłaby potężną sieć łączącą ziemię z przestrzenią kosmiczną. Nowy podmiot zintegrowałby naziemną flotę pojazdów Tesli oraz autonomicznych taksówek Cybercab z kosmiczną infrastrukturą SpaceX, w tym z programem Starship. Samochody i robotaksówki Tesli, dysponujące ogromną mocą obliczeniową i własnym zasilaniem, działałyby w oparciu o infrastrukturę satelitarną. Co ważne, rozmowy o takiej transakcji nie są nowe. Musk dyskutował o tym jeszcze przed połączeniem SpaceX z platformą xAI. Sam Diamandis, który rozmawiał z miliarderem na ten temat w styczniu oraz marcu, podkreśla, iż fuzja ta pozostaje jedynie kwestią czasu.
Chiny, sztuczna inteligencja i system kontroli społecznej
A na sam koniec trochę o tym, jak Chiny wykorzystują AI do swojego systemu kontroli społecznej. Chiny modernizują największą na świecie sieć nadzoru wideo, wprowadzając do niej zaawansowaną sztuczną inteligencję. Władze dążą do przejścia na systemy prognozowania zachowań, co ma pomóc policji w automatycznym śledzeniu obywateli, analizowaniu ich reakcji i przewidywaniu ewentualnych niepokojów w czasie rzeczywistym. Impulsem do zmian były między innymi pojawiające się akty przemocy na ulicach, wywołane kryzysem zdrowia psychicznego, który pogłębił się przez osłabienie gospodarki i pandemiczne ograniczenia. W odpowiedzi na te wyzwania minister bezpieczeństwa publicznego, Wang Xiaohong, wydał w 2024 roku dyrektywę nakazującą unowocześnienie sprzętu.
Dotychczasowy system, budowany głównie w połowie zeszłej dekady za około 300 miliardów juanów, stawał się przestarzały. Kamery ucierpiały z powodu pogody, zwłaszcza wilgotnych i gorących letnich miesięcy, a oprogramowanie było rozproszone i wymagało od policjantów manualnego przeglądania nagrań. Nowa technologia, rozwijana w ostatnich dwóch latach przez rodzime firmy takie jak Hikvision i Huawei, opiera się na modelach językowych i komputerowym rozpoznawaniu obrazu. Dzięki temu operatorzy mogą przeszukiwać bazy danych dzięki prostych haseł tekstowych, na przykład wpisując „kobieta w czerwonym kapeluszu”. System sam odnajdzie adekwatny fragment, co eliminuje potrzebę żmudnej pracy ludzkiej. Ponadto algorytmy potrafią automatycznie wykrywać nietypową jazdę samochodem, zgromadzenia ludzi, nieautoryzowane wejścia czy zachowania autodestrukcyjne, jak długie przebywanie w okolicach mostów, które sugeruje chęć samobójstwa.
Kluczowa zmiana technologiczna zachodzi wewnątrz samych urządzeń. Nowe systemy działają na mocniejszych półprzewodnikach, dostarczanych między innymi przez gwałtownie rozwijającą się spółkę Shanghai Fullhan Microelectronics. Układy te przetwarzają surowy obraz na cyfrowe dane bezpośrednio w miejscu przechwycenia, czyli w samej kamerze, zamiast wysyłać wszystko do centralnych baz danych. Skraca to czas reakcji służb i pozwala szybciej wysyłać ostrzeżenia o zagrożeniach. Początkowo te rozwiązania trafiają do gęsto zaludnionych obszarów miejskich, w tym w pobliże obiektów wojskowych i rządowych.
Choć te unowocześnienia są niewidoczne dla mieszkańców, w miastach takich jak Hangzhou efekt wdrożenia był natychmiastowy i przyniósł policji ogromną oszczędność czasu. Choć sieć pomaga też w codziennych zadaniach, jak zarządzanie ruchem drogowym czy szybsze reagowanie na powodzie i pożary, organizacje broniące praw człowieka ostrzegają, iż generatywna sztuczna inteligencja daje władzom niespotykane dotąd możliwości masowej kontroli obywateli.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

4 dni temu
Obserwuj 






