Spór Tuska z Glapińskim. NBP w politycznym klinczu, rynek patrzy na złotego

1 godzina temu

Konflikt rządu z prezesem Narodowego Banku Polskiego przestaje być tylko sporem politycznym. Bloomberg pisze w poniedziałek, iż bank centralny został wciągnięty w polityczną przepychankę, która może zaniepokoić inwestorów. Adam Glapiński, kojarzony z Prawem i Sprawiedliwością, może zostać zawieszony, jeżeli Sejm w listopadzie zdecyduje o postawieniu go przed Trybunałem Stanu. Prezes NBP odrzuca wszystkie zarzuty.

Ten tydzień jest wyjątkowo ważny. W środę, 4 listopada, kończy się kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Tego samego dnia Rada Polityki Pieniężnej ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych.

Trybunał Stanu: głosowanie w drugiej połowie listopada

Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej 9 października poparła wniosek o postawienie Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Utrzymała wszystkie osiem zarzutów, w tym:

  • pośrednie finansowanie deficytu przez skup obligacji w latach 2020-2021,
  • interwencje walutowe bez upoważnienia zarządu,
  • naruszenie zasady apolityczności.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, iż Sejm zagłosuje w drugiej połowie listopada. W tym miesiącu zaplanowano posiedzenia 5-6 i 17-19 listopada.

Największy problem polega na tym, iż nie wiadomo nawet, ile głosów potrzeba. Ustawa o Trybunale Stanu mówi o bezwzględnej większości przy obecności co najmniej 230 posłów, a przyjęcie uchwały oznacza zawieszenie prezesa. Trybunał Konstytucyjny w 2024 roku zakwestionował jednak oba te przepisy. Uznał, iż potrzeba większości trzech piątych głosów i iż prezesa NBP nie można zawiesić. Rząd nie uznaje tego wyroku, a NBP się na niego powołuje. jeżeli więc Sejm przyjmie uchwałę, każda ze stron może inaczej odpowiedzieć na pytanie, kto kieruje bankiem centralnym.

Glapiński zapowiada, iż nie zmieni stanowiska:

„Bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji. Sejm i rząd nie mają żadnego prawa ingerowania w prowadzoną przez bank centralny politykę pieniężną.”

Zarząd NBP poniżej ustawowego minimum

Drugi problem jest mniej widoczny, ale już się zaczyna. Według ustawy zarząd NBP tworzą prezes oraz od sześciu do ośmiu członków. Gdy w środę odejdzie Lipiński, oprócz prezesa zostanie pięć osób. Z początkiem 2027 roku kadencję kończy Marta Gajęcka, więc będą już tylko cztery.

Członków zarządu powołuje prezydent na wniosek prezesa NBP, ale decyzja wymaga kontrasygnaty, czyli podpisu premiera. W październiku prezydent Karol Nawrocki ponownie przekazał premierowi wnioski o powołanie czterech osób: członków RPP Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego oraz byłej wiceprezes Marty Kightley. Donald Tusk przez cały czas ich nie podpisał.

Przepisy nie mówią jasno, co się dzieje, gdy zarząd jest za mały. Prawnicy zastanawiają się, czy jego decyzje będą wtedy ważne. Stóp procentowych to nie dotyczy, bo ustala je RPP. Problem może jednak dotyczyć działań nadzwyczajnych, takich jak wsparcie płynności dla banków w kryzysie. Dodatkowo NBP przypomniał w październiku, iż tylko prezes może zwoływać posiedzenia Rady. W praktyce oznacza to, iż gdyby Glapińskiego zawieszono, RPP mogłaby nie mieć kto zwołać.

Złoty płaci za niepewność

Rynek już zareagował na tę sytuację. 26 października kurs EUR/PLN doszedł do 4,4096, a złoty był najsłabszy wobec euro od listopada 2023 roku. Złoty tracił wtedy od początku roku 4,3% i radził sobie gorzej niż większość walut rynków wschodzących. Bloomberg wskazał spór o NBP jako jeden z głównych powodów. Inne przyczyny to ucieczka inwestorów od ryzyka na świecie, deficyt bliski 7% PKB i wrześniowa obniżka ratingu Polski przez Moody’s z A2 do A3. W piątek średni kurs NBP wyniósł 4,3955 zł za euro.

Bloomberg pisze też w innym tekście o sporze o Trybunał Konstytucyjny. Uważa go za początek ostrej kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku i wskazuje, iż Glapiński może być kolejnym celem rozliczeń.

RPP w środę: stopy prawdopodobnie bez zmian

Rada zbiera się 3-4 listopada i będzie już miała nową projekcję inflacji. Według szybkiego szacunku GUS inflacja w październiku spadła do 3,5% z 4,1% we wrześniu, czyli bardziej, niż zakładały wszystkie prognozy ankietowane przez „Parkiet”. Większość ekonomistów spodziewa się, iż stopa referencyjna zostanie na poziomie 3,75%.

Sytuację utrudniają jednak drożejące surowce energetyczne i słaby złoty. Członek RPP Marcin Zarzecki mówił wcześniej, iż gdyby euro kosztowało ponad 4,50 zł, Rada mogłaby rozważyć podwyżkę. Piotr Arak z VeloBanku ujmuje to tak:

„Ryzyko podwyżki rośnie z każdym dolarem za baryłkę i każdym groszem słabszego złotego.”

W środę rano rynek dowie się, czy zarząd NBP rzeczywiście spadł poniżej ustawowego minimum. Po południu pozna decyzję RPP, a na środowej konferencji prezes najpewniej odniesie się także do sporu z rządem. Najważniejsze dla złotego będzie jednak głosowanie w Sejmie pod koniec miesiąca. Kadencja Glapińskiego kończy się w czerwcu 2028 roku i do tego czasu spór o NBP raczej nie wygaśnie.

Idź do oryginalnego materiału