Sterowaliśmy ładowarką Bobcata z pilota. Jak nam poszło?

1 dzień temu

Wiele firm próbuje wdrożyć do swojej oferty możliwość zdalnego sterowania maszynami. Pojawiają się coraz to nowe start-upy, o których często słuch ginie gdy tylko zostaną przejęte przez większą firmę. Tymczasem Bobcat ma już coś, co można kupić, a my to sprawdziliśmy.

Częstym i powtarzającym się problemem wspomnianych systemów zdalnego sterowania jest to, iż producent od razu rzuca się na głęboką wodę i chce stworzyć niemalże wirtualną rzeczywistość, w której operator niczym bohaterowie serii filmów Matix wnika do cybernetycznego świata, by w tym przypadku, przejąć kontrolę nad maszyną. Cóż, gdy po jakimś czasie prób i naprawiania błędów przychodzi do oceny komercjalizacji rozwiązania okazuje się, iż po pierwsze firma wciąż jest na etapie testowania prototypu, system jest skomplikowany, nie za bardzo widać chętnych do zakupu, estymowana cena przekracza wszelkie oczekiwania, ale za to produkt nie działa.

Skoku na głęboką wodę czy w przypadku niektórych producentów wodę bardo płytką, co było powodem uśmiercenia projektu, postanowił nie wykonywać Bobcat i zamiast tracić czas na produkt niesprzedawalny, firma postawiła na coś, co faktycznie może się przydać.

Bobcat T66 – wydajny skid

Gąsienicowa ładowarka T66 to pozornie zupełnie normalna maszyna. Napędzana ją silnik Doosan D24 BSH SV o mocy 55.2 kW (74 KM), który z zewnątrz zaskakuje cichością pracy, potrafi bez trudu podnieść ponad 1100 kg (3175 kg obciążenie destabilizujące) przy masie własnej 4296 kg. W wariancie podstawowym dysponuje wydatkiem na poziomie 66,5 l/min, zaś z opcją HighFlow zaskoczy aż 101,8 l/min. Jednak znacznie bardziej zaskakuje łatwością, z jaką można wykorzystać hydraulikę w różnorakich osprzętach. o ile narzędzie jest firmy Bobcat, a tych jest do wyboru pełna i stale rosnąca gama, maszyna potrafi sama wyczuć do czego została podpięta i jakie parametry będą optymalne aby wykonać pracę. Naturalnie przy pomocy monitora możemy programować własne ustawienia, gdy wiemy, iż w danym projekcie przydadzą się dodatkowe litry czy bary.

Zdalne sterowanie

Jednak to co w tym konkretnym egzemplarzu było najciekawsze, to wyposażenie maszyny w system Remote Control, który pozwala na zdalne sterowanie maszyną przy pomocy pilota na uprzęży. Ta jest niezbędna, ponieważ ów pilot w zasadzie powiela wszystkie ruchy i funkcje, jakimi zawiadują dżojstiki oraz przyciski na nich umieszczone. Mamy również małą wersję wyświetlacza i możemy na bieżąco zmieniać ustawiania, tak jak byśmy byli wewnątrz kabiny. Uzbrojenie maszyny trwa chwilę i aby rozpocząć pracę w trybie zdalnym, trzeba najpierw na maszynie przestawić przełącznik oraz zalogować się do systemu poprzez hasło operatora.

Ładowarka Bobcat T66, fot. mw

Po chwili maszyna jest gotowa do pracy, włączając w to możliwość uruchamiania silnika z pilota, a zatem podchodzenie do maszyny nie jest wymagane. Nie jest też tak, iż sterowanie z pilota w jakiś sposób ogranicza maszynę, mamy do dyspozycji pełną moc, prędkość oraz wydatek i możemy wykonywać wszystkie prace jakie wykonywalibyśmy będąc w kabinie.

Oczywiście wpierw trzeba się przyzwyczaić do tego, iż pod swoją kontrolą mamy prawdziwą pracującą maszynę, bowiem w pierwszej chwili czujemy się tak, jakbyśmy kierowali zdalnie sterowaną zabawką. Taki system umożliwia pracę w trudnych, a przede wszystkim niebezpiecznych warunkach i podejmowanie zadań, których normalnie nie moglibyśmy wykonywać z uwagi na ryzyko. Czy ma to sens? Z pewnością tak; roboty wyburzeniowe są już chlebem powszednim, a zdalnie sterowana ładowarka może stanowić ich idealne uzupełnienie.

Idź do oryginalnego materiału