Wiosenne przymrozki ponownie stały się jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla produkcji sadowniczej. Po kolejnej fali spadków temperatur Związek Sadowników RP zapowiada przygotowanie szczegółowego raportu o stratach, który ma trafić zarówno do polskiego rządu, jak i do Komisji Europejskiej.
Straty w sadach są ogromne. Związek Sadowników szykuje raport dla Komisji EuropejskiejCelem jest uruchomienie nadzwyczajnego wsparcia dla gospodarstw, które w wielu regionach straciły znaczną część tegorocznego potencjału plonowania. Branża podkreśla, iż sytuacja nie dotyczy pojedynczych sadów, ale całego sektora, który w ostatnich latach coraz częściej mierzy się z niszczącymi skutkami wiosennych anomalii pogodowych.
Kolejna zimna noc i kolejne straty w sadach
Według informacji przekazanych przez Mirosława Maliszewskiego ze Związku Sadowników RP, ostatnia fala przymrozków była już drugą tak poważną w tym sezonie. W wielu lokalizacjach temperatura spadła znacznie poniżej zera, a mróz utrzymywał się przez kilka godzin.
To kluczowe, ponieważ w sadownictwie o skali uszkodzeń decyduje nie tylko najniższa odnotowana temperatura, ale także czas jej oddziaływania na kwiaty, zawiązki i młode tkanki roślin. Gdy ujemne temperatury realizowane są przez wiele godzin, ryzyko strat gwałtownie rośnie.
Z danych zbieranych przez stacje pogodowe wynika, iż miejscami przymrozek utrzymywał się choćby około 8 godzin, a minimalne temperatury spadały do poziomu od około –2,5°C do poniżej –4,5°C. Dla kwitnących drzew owocowych są to warunki bardzo niebezpieczne, zwłaszcza gdy rośliny znajdują się w fazach wysokiej wrażliwości.
Najbardziej groźna jest długość przymrozku
Sadownicy dobrze wiedzą, iż jednorazowy, krótki spadek temperatury nie zawsze oznacza katastrofę. Problem pojawia się wtedy, gdy chłód utrzymuje się przez kilka godzin, a rośliny nie mają szans na szybkie ogrzanie.
W takich warunkach uszkodzeniu mogą ulegać kwiaty, zalążnie oraz młode zawiązki owoców. Efekt często nie jest widoczny natychmiast. Pełniejsza ocena strat możliwa jest dopiero po kilku dniach, kiedy widać, które kwiaty i zawiązki obumarły, a które mają jeszcze szansę na dalszy rozwój.
Dlatego obecne szacunki mają charakter wstępny, ale już teraz branża mówi o bardzo poważnych stratach. W części gospodarstw mogą one sięgać kilkudziesięciu procent plonu, a lokalnie choćby 100 proc. produkcji.
Sadownicy ratują to, co jeszcze można uratować
W gospodarstwach trwa walka o ograniczenie skutków mrozu. Sadownicy uruchamiają dostępne metody ochrony, przygotowują instalacje, monitorują temperaturę i reagują w nocy, gdy ryzyko jest największe.
Stosowane są różne rozwiązania: od zraszania nadkoronowego, przez zadymianie, po wykorzystanie maszyn poprawiających cyrkulację powietrza. Jednak przy tak niskich temperaturach i długim czasie ich utrzymywania choćby najlepsze zabezpieczenia nie zawsze są wystarczające.
To jeden z najważniejszych wniosków płynących z obecnej sytuacji. Ochrona przed przymrozkami jest możliwa, ale wymaga dużych inwestycji, dostępu do wody, odpowiedniej infrastruktury i sprawnego reagowania w gospodarstwie. Nie każde gospodarstwo ma takie możliwości.
Raport ma pokazać realną skalę strat
Związek Sadowników RP zapowiada przygotowanie raportu opartego na rzeczywistych danych pomiarowych. Dokument ma objąć informacje ze stacji pogodowych oraz dane z gospodarstw, w których doszło do uszkodzeń.
Taki raport ma być argumentem w rozmowach z administracją krajową i unijną. Branża chce wykazać, iż skala strat uzasadnia uruchomienie nadzwyczajnych mechanizmów pomocy.
Chodzi przede wszystkim o rekompensaty dla poszkodowanych gospodarstw, ale również o możliwość sięgnięcia po środki unijne oraz dodatkowe wsparcie krajowe. Związek Sadowników RP deklaruje, iż pozostaje w kontakcie z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim w sprawie działań pomocowych.
To nie jest jednorazowy problem
Sadownicy zwracają uwagę, iż przymrozki nie są już incydentalnym zagrożeniem. Według branży to kolejny sezon, w którym wiosenne spadki temperatur powodują poważne szkody w produkcji.
Problem polega na tym, iż wegetacja często rusza coraz wcześniej, a ryzyko nagłych ochłodzeń wciąż pozostaje wysokie. Drzewa wchodzą w fazy wrażliwe na mróz, a późniejszy spadek temperatur może zniszczyć znaczną część potencjalnego plonu.
Dlatego zdaniem sadowników same doraźne rekompensaty nie wystarczą. Potrzebny jest system, który pomoże gospodarstwom zwiększyć odporność na powtarzające się zagrożenia pogodowe.
Branża chce inwestycji w ochronę sadów
Wśród najczęściej wskazywanych rozwiązań są inwestycje w systemy przeciwprzymrozkowe, zwłaszcza instalacje nadkoronowe. To jedne z najskuteczniejszych metod ochrony kwiatów i zawiązków przed ujemnymi temperaturami, ale ich koszt jest wysoki.
Dla wielu gospodarstw samodzielne sfinansowanie takich rozwiązań jest trudne lub niemożliwe. Problemem może być nie tylko cena instalacji, ale także dostęp do odpowiednich zasobów wody, pozwolenia, infrastruktura techniczna i koszty eksploatacji.
Dlatego branża oczekuje, iż wsparcie publiczne nie będzie ograniczało się wyłącznie do wypłaty odszkodowań po szkodzie. Potrzebne są także programy inwestycyjne, które pozwolą sadownikom zabezpieczać produkcję przed kolejnymi sezonami przymrozkowymi.
Straty w sadach mogą uderzyć w cały rynek
Skutki przymrozków nie kończą się na jednym gospodarstwie. o ile straty okażą się duże, konsekwencje mogą dotyczyć całego łańcucha sadowniczego: producentów, grup producenckich, przechowalni, przetwórstwa, handlu i eksportu.
Mniejsza podaż owoców może oznaczać problemy z realizacją kontraktów, słabszą ofertę eksportową i większą presję na krajowy rynek. Dla Polski, która należy do ważnych producentów owoców w Europie, utrata stabilności dostaw może mieć znaczenie także w relacjach z odbiorcami zagranicznymi.
Mirosław Maliszewski ostrzega, iż jeżeli polscy sadownicy nie będą mieli odpowiedniej oferty eksportowej, część odbiorców może na dłużej związać się z dostawcami z innych krajów. To ryzyko nie dotyczy tylko bieżącego sezonu, ale również pozycji polskiego sadownictwa w kolejnych latach.
Najbliższe dni będą decydujące
Branża podkreśla, iż sytuacja w sadach przez cały czas wymaga monitorowania. Po przymrozkach potrzebny jest czas, aby realnie ocenić skalę uszkodzeń. Jednocześnie prognozy kolejnych chłodnych nocy oznaczają, iż gospodarstwa muszą pozostać w gotowości.
Dla sadowników to okres dużego napięcia. Z jednej strony trwa walka o uratowanie pozostałej części plonu, z drugiej – konieczne jest dokumentowanie strat, zbieranie danych i przygotowanie argumentów do rozmów o pomocy.
Stawka jest wysoka. Chodzi nie tylko o tegoroczne zbiory, ale także o płynność finansową gospodarstw, utrzymanie miejsc pracy i stabilność polskiego sektora sadowniczego.

2 godzin temu














